
Wystawa „Bronisław Krystall. Testament” przedstawia wyjątkowego, szczodrego człowieka, znawcę sztuki, wrażliwego humanistę – podkreślają kuratorzy ekspozycji, czynnej od 19 listopada w Muzeum Narodowym w Warszawie. Pokaz cennej kolekcji trwać będzie do 6 marca 2016 r.
PAP: Kim był Bronisław Krystall?
Katarzyna Mączewska, współkurator wystawy: Przedstawiamy na wystawie postać warszawskiego kolekcjonera, historyka sztuki i darczyńcę, który w 1938 r. odpowiedział na apel dyrektora Muzeum Narodowego Stanisława Lorentza, gromadzącego zbiory do nowo otwartego gmachu muzealnego. Krystall przekazał wtedy swój pierwszy dar dla placówki, którą potem wielokrotnie obdarowywał.
Bronisław Krystall urodził się w 1887 r. w rodzinie żydowskiej. Po ojcu, zamożnym kupcu, odziedziczył duży majątek, który umożliwił mu realizowanie kolekcjonerskich pasji. Był bardzo dobrze wykształconym człowiekiem, napisał m.in. doktorat pt. „O możliwości historii sztuki, jako nauki”, wydany w języku niemieckim w 1910 r., gromadził dzieła z wielu dziedzin sztuki, ale również był mecenasem wspierającym artystów poprzez składanie zamówień na ich dzieła.
PAP: Co w 1938 r. Krystall ofiarował Muzeum Narodowemu w Warszawie?
K. M.: Tym pierwszym darem był fragment jego cennej kolekcji malarstwa polskiego, w której znalazły się obrazy Józefa Chełmońskiego, Władysława Czachórskiego, Leona Wyczółkowskiego, Jacka Malczewskiego, Juliusz Kossaka, Wojciecha Kossaka, Józefa Brandta. Obrazy te pokazujemy na obecnej wystawie.
PAP: Dlaczego do prezentacji zbiorów tego „warszawskiego Medyceusza” został wybrany melancholijny tytuł wystawy – „Testament”.
K.M.: Testament Krystalla nie był tylko urzędowym rozporządzeniem o majątku. Ten testament zatytułowany „Moja ostatnia wola” jest krótkim i bardzo wzruszającym dokumentem. Jest w nim zawarty zwrot „Przekazuję na własność Muzeum Narodowemu w Warszawie, któremu niejedno dobro zawdzięczam”. Tak pisał człowiek wielki miłośnik sztuki, mocno związany z kulturą polską. Był opiekunem sztuki i artystów.
Stąd tytuł wystawy, na której, w sali otwierającej ekspozycję, przedstawiamy ten dokument. Jest on też bardzo zwięzły i konkretny; Krystall w sposób wyraźny niepozostawiający wątpliwości zdecydował o zapisaniu Muzeum Narodowemu w Warszawie, nie tylko swojej bogatej kolekcji obrazów rzeźb, rysunków, starodruków, wyrobów ze złota ceramiki, mebli i tkanin, ale też majątku nieruchomego, np. kamienicy w Alejach Jerozolimskich, znanej, jako siedziba British Council, która po wojnie została dzięki dużym nakładom Krystalla, wyremontowana. Jednak na mocy dekretu Bieruta odebrano ją właścicielowi Gmach został odzyskany zgodnie z wolą Krystalla przez Muzeum Narodowe w 2014 r.
Pokazujemy również rzeźby, od których zresztą Krystall zaczynał budowanie swojej kolekcji. Są to rzeźby Xawerego Dunikowskiego, Edwarda Wittinga, Henryka Kuny.
Kunę łączyła z Krystallem bardzo interesująca relacja artysta-mecenas, która z czasem przerodziła się w przyjaźń. Kuna po śmierci ukochanej żony Krystalla, zaproponował wykonanie rzeźby zmarłej na podstawie fotografii. Rzeźba ostatecznie nie została w pełni zaakceptowana i Krystall nie włączył jej do kolekcji. Nie przeszkodziło to w dalszej przyjaźni i Krystall kupował nadal dzieła Kuny.
PAP: Drugim ważnym artystą, którego Krystall objął swoim patronatem był Stanisław Noakowski, malarz, rysownik, architekt.
Krzysztof Załęski, kurator: Rysunki Noakowskiego w zbiorach Krystalla świadczą o kolejnym przykładzie bliskiej więzi z artysty z mecenasem. Noakowskiego poznał Krystall w 1919 roku. Można powiedzieć, że połączyła ich miłość do Wenecji, do sztuki i piękna. Noakowski, który był nieufny, a nawet niechętny wobec obcych, z Krystallem się zaprzyjaźnił. Artysta m.in. sporządził projekt nagrobka ukochanej żony Krystalla, ale nagrobek ten się nie zachował, przepadł, jako kolejna strata wojenna.
Trzeba podkreślić, że Krystall bardzo cenił sobie kolekcję rysunków Noakowskiego. Jeszcze przed wojną był orędownikiem upowszechniania wiedzy o jego dziele i czczenia pamięci artysty. Kiedy w 1976 roku odbywała się w Muzeum Narodowym monograficzna wystawa Noakowskiego, Krystall podarował placówce 20 rysunków, a 50 zostało zakupione przez muzeum. O kolekcji akwarel i rysunków Noakowskiego mówił Krystall, że stała się dlań z biegiem lat "niewygasłym źródłem radości i pocieszenia w ciężkich chwilach życia".
PAP: Czy dzieła z kolekcji Krystalla znajdują się w stałej ekspozycji muzeum?
K.Z.: Bardzo często się pojawiają na wystawach. Rzeźby znajdują się w oddziale Muzeum Narodowego w Królikarni, obrazy zaś stanowią część galerii malarstwa polskiego. Rysunki, ze względu na kruchość papieru, wrażliwość na światło nie są stale eksponowane, tylko od czasu do czasu trafiają na wystawy. Krystall miał też wielką bibliotekę starodruków ilustrowanych, bogaty zbiór książek na tematy humanistyczne, teksty filozofów, również bedekery, bo bardzo dużo i chętnie podróżował po Europie. Po wojnie już tylko jeździł po Polsce.
I podobnie z wystawy na wystawę podróżowały obrazy z jego kolekcji, np. płótno pędzla Józefa Chełmońskiego „Kozacy”, zupełnie niedawno wypożyczono na krakowską wystawę, Maksymiliana Gierymskiego, podczas gdy równolegle w Warszawie odbywała się ekspozycja Aleksandra Gierymskiego.
PAP: Bronisław Krystall podobno zgromadził też bogatą kolekcję judaików.
K.M.: Tak, ale znaczna część nie przetrwała wojny, wiemy o jej istnieniu ze spisu wykonanego przez pracowników muzeum w momencie ratowania m. in. złotniczych depozytów z kolekcji Krystalla w 1939 r. Wszystkim nadano numery pod kryptonimem „J.R.”– będącymi inicjałami zmarłej żony kolekcjonera – Izabeli z Rotmilów Krystall. Opisy ponad 150 judaików z tej listy publikujemy w towarzyszącym wystawie katalogu. Na wystawie prezentujemy zaledwie kilka judaikow – fragment Tory, koronę na Torę, mezuzę, tasy, balsaminki, przedmioty, które szczęśliwie przetrwały wojenne zniszczenie i niemieckie grabieże. Eksponowane one są w tzw. ekumenicznej części wystawy – pokazujemy je obok ikon, obrazów i rycin o tematyce religijnej.
PAP: Jak zaaranżowana jest ekspozycja, wokół jakiej idei toczy się ta opowieść o Bronisławie Krystallu i jego bogatych zbiorach?
K.M.: „Nic tylko piękno” – „Rien que la beaute” ta dewiza widniejąca w formie pieczęci na gromadzonych starodrukach, którą Bronisław Krystall realizował przez całe swoje trudne i twórcze życie, stanowi ideę wokół której toczy się narracja naszej wystawy – a jest nią właśnie opowieść o wyjątkowym, szczodrym człowieku, wielkim znawcy sztuki, wrażliwym humaniście.
Rozpoczynamy w sposób symboliczny testamentem i w kolejnych częściach dolnego ryzalitu prezentujemy dzieła sztuki z kolekcji: od malarstwa po ceramikę. Wśród obrazów jest olej na płótnie Wojciecha Kossaka z 1923 r. „Portret Bronisława Krystalla z koniem”; tym obrazem reklamujemy wystawę. W bezpośrednim sąsiedztwie znajduje się płótno Wojciecha Kossaka – portret Karolka, wcześnie zmarłego syna kolekcjonera. Oba obrazy powstały na zamówienie. Krystall, wrażliwy na piękno i świadomy znaczenia sztuki, przez całe życie wspierał artystów, instytucje kulturalne oraz dbał o rozwój kultury duchowej i artystycznej w Polsce.
PAP: Był mecenasem nie tylko rzeźbiarzy i malarzy, ale też muzyków. To jemu przecież zawdzięczamy powstanie „Stabat Mater” Karola Szymanowskiego.
K.Z.: Krystall utracił w 1918 r. żonę, po niespełna sześciu latach małżeństwa. Kilka lat później w 1925 r. przedwcześnie zmarł jego syn. Chcąc uczcić pamięć żony i zarazem wspomóc Szymanowskiego, który miewał ustawiczne problemy finansowe żyjąc trochę ponad stan, Krystall zamówił u kompozytora utwór muzyczny na wzór Requiem. Podczas pobytu z żoną, która była utalentowaną skrzypaczką, uczennicą Stanisława Barcewicza, w Wenecji w Wielki Piątek 1913 r. usłyszeli „Requiem” Verdiego i się nim zachwycili.
Krystall zmówił u Szymanowskiego requiem. Tymczasem Szymanowski zwlekał, a w końcu napisał „Stabat Mater”. Niektórzy uważają, że los Mozarta komponującego Requiem, był przestrogą i trochę przesądny Szymanowski, bał się nazwać tak swój nowy utwór. Jednak, gdy przyszedł do Krystalla po ostatnią ratę niebagatelnego honorarium – tysiąca ówczesnych dolarów - przyniósł rękopis „Stabat Mater” i napisał dedykację „Pamięci Izabelli Krystallowej”. Prawykonanie odbyło się w 1929 r. i Szymanowski, który już bardzo chory przebywał zagranicą, wysłuchał koncertu przez radio.
Po wojnie rękopis partytury „Stabat Mater” Krystall sprzedał Bibliotece Narodowej, skąd dzieło wypożyczyliśmy na wystawę. Obok rękopisu Stabat Mater prezentujmy rzeźby religijne, Matkę Boską z Dzieciątkiem i Pietę. I tak symbolicznie zaznaczamy to na wystawie o Bronisławie Krystallu, który wiele dobra ofiarował innym, choć sam doświadczył największych dramatów: utratę żony i syna, pobyt w getcie w czasie II wojny światowej, śmierć niemal wszystkich bliskich wywiezionych przez Niemców do obozu koncentracyjnego na zagładę.
Wystawa jest ukłonem wobec Bronisława Krystalla, kolekcjonera, mecenasa sztuki, postaci w niezwykły sposób związanej z Muzeum Narodowym w Warszawie. Już za życia dzielił się swymi zbiorami ze społeczeństwem, a we wzruszającym testamencie zapisał muzeum wszystko, co po nim pozostało.
Rozmawiała Anna Bernat (PAP)
abe/ pz/