Zbiorowa mogiła ofiar więzienia Radogoszcz na cmentarzu przy ul. Zgierskiej w Łodzi, fot. PAP/ autor Marian Zubrzycki
Apelem pamięci i salwą honorową uczczono 19 stycznia w Łodzi 81. rocznicę eksterminacji 1,5 tys. więźniów hitlerowskiego więzienia na Radogoszczu. W styczniu 1945 r., tuż przed wejściem do miasta Armii Czerwonej, Niemcy rozstrzelali część więźniów, a resztę zamknęli w budynku, który podpalili.
Mieszkańcy Łodzi, rodziny ofiar, kombatanci wojenni, parlamentarzyści, władze samorządowe miasta i regionu, związkowcy, przedstawiciele środowisk religijnych oraz kompania honorowa Wojska Polskiego wzięli udział w uroczystości będącej hołdem dla ofiar II wojny światowej, która odbyła się na terenie dawnego więzienia - dziedzińcu dzisiejszego Muzeum na Radogoszczu - oddziału Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi.
- Powracamy do bolesnych wydarzeń z 19 stycznia 1945 roku, kiedy otworzyły się podwoje niemieckiego więzienia na Radogoszczu, ukazując rozmiar kaźni. Przed spalonym budynkiem leżały stosy zwęglonych ciał, a rodziny odnajdywały swoich bliskich. Z 1,5 tys. więźniów ocalała zaledwie garstka, około 30 osób. Spalenie więzienia na Radogoszczu to jedno z najbardziej dramatycznych wydarzeń, jakie miały miejsce we wcielonej do Rzeszy Łodzi. Bardzo symboliczne dla historii II wojny światowej, w której nienawiść i uprzedzenia uruchomiły bezmiar bezwzględności - podkreślił wiceprezydent Łodzi Adam Pustelnik.
Jak mówił, II wojna światowa była lekcją, na jaką skalę rozwinąć się może pogarda, podziały, szowinizm i wykluczenie, jednak świat, w którym wciąż wybuchają wojny i reżimy rosną w siłę, wydaje się nie wyciągać z niej żadnej nauki.
- Myśląc o zbrodniach wojennych, często pytamy: może nie doszłoby do tego, gdybyśmy w porę powstrzymali nienawiść, a uprzedzenia zdusili w zarodku? Ale nawet mając do dyspozycji wszystkie możliwe środki komunikacji, wiemy już, jak bardzo trudno jest się porozumieć tam, gdzie przemawiają ideologia i pycha. Dlatego musimy obchodzić rocznice tragicznych wydarzeń historycznych, spotykać się w miejscach pamięci, takich jak mauzoleum na Radogoszczu. Symbole pamięci niosą silny przekaz tam, gdzie słowa pozostają bezradne - zaznaczył wiceprezydent.
Więzienie na łódzkim Radogoszczu Niemcy utworzyli w 1940 r. w byłej fabryce włókienniczej Samuela Abbego. Najpierw funkcjonował w niej hitlerowski obóz, a następnie więzienie policyjne.
W latach 1940-41 trafiali do niego głównie Polacy masowo wysiedlani ze swoich gospodarstw. Od połowy 1942 r. Radogoszcz był przede wszystkim więzieniem przejściowym dla mężczyzn, których wysyłano do więzień, obozów pracy karnej lub obozów koncentracyjnych.
Ostatni więzień Radogoszcza, Donat Doliwa, zmarł w styczniu 2018 roku. Wcześniej wielokrotnie był uczestnikiem rocznicowych obchodów, składał świadectwo dotyczące życia w więzieniu, do którego trafił w grudniu 1943 r. i w którym przebywał do stycznia 1944 r. Doliwa ocalał, bo został zwolniony na rok przed podpaleniem więzienia.
- To było straszne więzienie. Trzy razy dziennie były apele i trzy razy dziennie było bicie - tak wyglądała nasza codzienność. Trzymano nas rozebranych do pasa na mrozie tak długo, aż żandarm nie odliczył, czy są wszyscy więźniowie. A żeby ktoś mógł stąd uciec, nie było mowy. Warunki były gorsze niż w różnych obozach. W obozach było więcej swobody, tu jej nie było wcale. Jeśli ktoś poczuł się źle - trafiał do sanitariusza Mateusza, który miał laskę grubszą od mojej - i nie wracał już na górę. To była wykańczalnia – mówił w 2017 roku 96-letni wówczas Doliwa.
Niemcy chcieli zatuszować swoje zbrodnie popełniane na terenie więzienia, dlatego kilkadziesiąt godzin przed wkroczeniem Armii Czerwonej do Łodzi, w nocy z 17 na 18 stycznia 1945 r., część więźniów rozstrzelali, a resztę podpalili w więziennym budynku, strzelając do tych, którzy próbowali się uratować. Zginęło około 1,5 tys. osób. Uratowało się około 30 więźniów. Armia Czerwona weszła do Łodzi 19 stycznia. (PAP)
agm/ miś/ lm/
