Dekret sierpniowy PKWN z 1944 roku wymyka się ocenom. Na różne aspekty tego aktu spojrzeli historycy i prawnicy w publikacji wydanej dzięki katowickiemu oddziałowi IPN.
Dekret PKWN z 31 sierpnia 1944 o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego, popularnie nazywany dekretem sierpniowym lub sierpniówką zasłynął nie tylko ze względu na bardzo długa nazwę, ale z powodu restrykcyjności przepisów. Zakładał bowiem karanie śmiercią za większość wyszczególnionych w tym dokumencie przewinień.
O różnych aspektach tego dekretu napisali historycy w zbiorowym opracowaniu pod redakcją Adama Dziuroka i Przemysława Piątka wydanym przez katowicki IPN.
W kolejnych artykułach poruszone zostały różne wątki. Od strony prawnej dekret przeanalizowała Anna Gawlik, wskazując podobieństwa (nawet w nazwie) między dekretem PKWN a wydanym kilkanaście miesięcy wcześniej (19 kwietnia 1943 r.) ukazem Prezydium Rady Najwyższej ZSRR o „karach dla niemiecko-faszystowskich złoczyńców, winnych mordu i torturowania radzieckiej ludności cywilnej i jeńców z Armii Czerwonej”. Co ciekawe, zarówno ukaz jak i dekret nigdy nie zostały uchylone. Choć akt wydany przez PKWN był kilka razy nowelizowany, wciąż stanowi podstawę do ścigania w Polsce zbrodniarzy wojennych.
Dr Andrzej Pasek, prawnik z Uniwersytetu Wrocławskiego napisał z kolei o tym, jak „Sierpniówka” była wykorzystywana do walki z przeciwnikami politycznymi. Przypomniał najbardziej znaną ofiarę, czyli Emila Fieldorfa „Nila”. Proces dowódcy Kedywu Komendy Głównej AK był jednak tylko jednym z wielu takich postępowań. Jak podał Andrzej Pasek, na podstawie „Sierpniówki” skazanych zostało około trzystu członków ZWZ-AK, Delegatury Rządu RP na Kraj, Kierownictwa Walki Podziemnej oraz Batalionów Chłopskich.
O tym, że nie powinno się jednak w oparciu o takie przykłady generalizować, a sądy w Polsce nawet w stalinowskich czasach potrafiły się oprzeć politycznym naciskom świadczą jednak inne procesy omówione przez dr. Paska. W jednym z nich oskarżonym o współpracę z niemieckim okupantem był sołtys pewnej wioski w powiecie oszmiańskim. Akt oskarżenia opierał się z pozoru na mocnych przesłankach – zeznaniach czworga świadków. Zapewniali, że sołtys gorliwie wykonywał wszystkie polecenia niemieckich władz okupacyjnych i posunąć się nawet miał do nadużyć finansowych, bo przywłaszczał sobie część przymusowego kontyngentu. Sołtys został jednak uniewinniony, bo sąd ustalił, że cieszył się w swojej miejscowości dobrą opinią, a „świadkowie” kierowali się chęcią zemsty. Jeszcze na Sali rozpraw pod zarzutem złożenia fałszywych zeznań zostali oni aresztowani.
Jeszcze mocniej próbom klasyfikowania pewnych zachowań jako zdrada wymyka się sprawa omówiona przez Patrycję Resel z łódzkiego oddziału IPN. W artykule „Pomiędzy zdradą a wolą przetrwania” sporządziła portret kobiet sądzonych za kolaborację z niemieckim okupantem na terenie byłej rejencji łódzkiej. W latach 1945-1946 przed sądami specjalnymi na podstawie dekretu sierpniowego osądzonych zostało 167 kobiet. 49 z nich uniewinniono, ale sądy wydały też 40 wyroków śmierci (17 wykonano).
Wśród osądzonych zdarzały się zarówno takie kobiety, które rzeczywiście dopuściły się jakiegoś aktu kolaboracji, jak i takie obciążone tylko jakimś postępowaniem uznanym za niemoralne. Jedną ze skazanych na śmierć była strażniczka w obozie pracy, zapamiętana z brutalności wobec więźniarek, także tych ciężarnych. Prezydent Bolesław Bierut zamienił jej wyrok śmierci na karę 15 lat więzienia. Nie skorzystał za to z prawa łaski wobec innej strażniczki, również znanej z okrucieństwa, oraz wobec kierowniczki szwalni w podłódzkim Zgierzu. Wina tej ostatniej polegała na tym, że doniosła na 14 pracownic szwalni (nie podano z jakiego powodu), a tym w areszcie obcięto włosy i potem dodatkowo upokorzono. „Zatrudniono nas przy zbieraniu kamieni na ulicach, z bez płaszczy, z gołymi głowami, mimo był to luty i było bardzo zimno” – zeznała jedna z kobiet.
Na karę śmierci została również skazana pewna Polka, oskarżona o zadenuncjowanie swojego pracodawcy, rolnika z Konstantynowa Łódzkiego. Zdarzenie, o którym opowiedziała w sądzie, rzucało jednak zupełnie inne światło zarówno na skazaną, jak i ofiarę denuncjacji. Kobieta (po śmierci swojego męża, zamordowanego przez Niemców samotnie utrzymywała pięcioro dzieci) została przez rolnika zgwałcona. Kolejnej nocy, przy ponownej próbie gwałtu, uciekła z jego gospodarstwa i została zatrzymana przez niemiecką żandarmerię za naruszenie godziny policyjnej. Na posterunku została zmuszona do wyjawienia powodów swojej nocnej eskapady.
W tym wypadku Bierut skorzystał z prawa łaski, zamienił wyrok śmierci na karę 10 lat więzienia.
Dramatyczna historia wiązała się również z pewną kobietą, oskarżoną o to, że w ostatnich miesiącach niemieckiej okupacji złożyła donos do Gestapo na cztery osoby. Przed sądem okazało się, że zrobiła to, by uratować przed wywiezieniem do obozu koncentracyjnego swojego narzeczonego. Choć świadkowie zeznawali na jej korzyść, a osobom na które doniosła nic się nie stało, sąd i tak skazał ją na śmierć. Bierut zamienił ten wyrok na dożywocie, ale I Prezes Sądu Najwyższego założył rewizję nadzwyczajną, dzięki której karę więzienia skrócono do sześciu lat.
Stanowisko I Prezesa Sądu Najwyższego sprawował wówczas Wacław Barcikowski, prawnik który w niektórych publikacjach jest przedstawiany jako „współodpowiedzialny za degradację sądownictwa w okresie stalinowskim”. Historycy przypominają jednak, że w czasach sanacji był on adwokatem, obrońcą w słynnym Procesie Brzeskim i działaczem Ligi Obrony Praw Człowieka i Obywatela.
Przedstawione w publikacji katowickiego IPN zagadnienia to okazja do tego, żeby przyjrzeć się dziejom Polski tuż po zakończeniu II wojny światowej. Dekret sierpniowy, choć w pewnym stopniu wzorowany na wydanym w Moskwie ukazie, nie przyniósł w Polsce takich samych skutków – nie zamienił się w ślepy odwet. W dużym stopniu uznanie za to, że tak się nie stało należy się sędziom, którzy orzekali w sprawach na podstawie tego dekretu. Oprócz sędziów, którzy splamili się dyspozycyjnością wobec nowej władzy, po 1945 roku wciąż zdarzali się bowiem rzetelni prawnicy. (PAP)
jkrz/
Dekret sierpniowy jako narzędzie rozliczeń z kolaboracją i zbrodniami niemieckimi okresu II wojny światowej pod redakcją Adama Dziuroka i Przemysława Piątka, Wyd. IPN, Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Oddział w Katowicach