Józef Mackiewicz. Fot. Muzeum w Raperswilu/IPN
31 stycznia 1985 r. zmarł Józef Mackiewicz, pisarz, świadek ekshumacji ofiar zbrodni katyńskiej w maju 1943 r. i – w październiku tego roku – masakry Żydów w podwileńskich Ponarach. Wedle ujawnionych niedawno akt Akademii Szwedzkiej w 1975 r. był nominowany do literackiej nagrody Nobla.
We wtorek (27 stycznia 2026), z okazji Dnia Pamięci o Holokauście, niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” opublikował opowiadanie Józefa Mackiewicza pt. „Ponary – »Baza«”.
Polski pisarz – zdaniem prof. Włodzimierza Boleckiego, autora monografii „Ptasznik z Wilna” (1991) - najwybitniejszy reportażysta wschodniej Europy lat 30. - opisał w nim niemieckie ludobójstwo, które pewnego październikowego dnia 1943 r., odwiedzając mieszkającego w Ponarach znajomego, zobaczył na własne oczy.
„Jest to jeden z tekstów najwyższej rangi, spośród tego co napisał Mackiewicz” – ocenił historyk Krzysztof Niewiadomski w filmie dokumentalnym Jarosława Mańki pt. „Józef Mackiewicz. W poszukiwaniu prawdy” (2022). „Jeden z najważniejszych tekstów opisujących ludobójstwo drugiej wojny światowej jaki kiedykolwiek został napisany” – podkreślił.
„Józef Mackiewicz widział groby katyńskie i napisał to, co zobaczył. Przypadkiem był też świadkiem, jak odbywało się mordowanie Żydów w Ponarach i też zostawił rzeczowy raport” – napisał Czesław Miłosz w eseju pt. „Koniec Wielkiego Xięstwa” („Kultura”, 1989). „I dopóki będzie istnieć polskie piśmiennictwo, te dwa zapisy grozy dwudziestego wieku powinny być stale przypominane, po to, żeby dostarczały miary wtedy, kiedy literatura zbytnio oddalała się od rzeczywistości” – dodał.
„W roku 1940 założyli w Ponarach bolszewicy, na spiłowanym bezmyślnie kawałku lasu i odebranych od ludności terenach, jakieś nikomu niepotrzebne przedsiębiorstwo państwowe, wielkie place otaczając, swoim zwyczajem, mocnym płotem i drutem kolczastym. Z tak zniwelowanego terenu skorzystali Niemcy w r. 1941 i użyli pod miejsce kaźni, uruchamiając tu jedną z największych w Europie rzeźni Żydów” – pisał Mackiewicz. „Po roku 1942, gdy do Ponar zaczęły zjeżdżać masowe transporty skazańców, w lasach biegali Żydzi, którzy się wyrwali z kręgu konwoju, przeważnie postrzeleni, zupełnie tak samo, jak biega ranna zwierzyna” – dowiedzieli się czytelnicy opiniotwórczego niemieckiego dziennika. „Bezwzględnie stosowany przepis karał śmiercią każdego człowieka, który by Żydowi udzielił schronienia, a chociażby kawałka chleba, czy nawet tylko wskazówki, który by wiedząc nie powiadomił policji” – polski pisarz przypomniał ówczesne niemieckie regulacje prawne obowiązujące na terenie okupowanej Polski. „A policja ta złożona z mętnych opryszków, których Niemcy werbowali na Litwie i przywozili do Wileńszczyzny, nastawiona była nie tylko na zabijanie Żydów, ale gnębienie ludności, na rabunek, szantaż i picie samogonu” - dodał.
Relacja Józefa Mackiewicza ukazała się 2 września 1945 r. w wydawanej w Rzymie gazecie „Orzeł Biały”. Podpisana była jedynie inicjałami autora „J. M.” - na co w filmie Jarosława Mańki zwrócił uwagę prof. Maciej Urbanowski. – Bo, choć 12 listopada 1945 r. Sąd Koleżeński Związku Dziennikarzy Polskich uniewinnił pisarza od zarzutu kolaboracji z niemiecką gazetą wydawaną w języku polskim – to ten gest „oczyszczenia Mackiewicza nie zdejmie jednak z niego odium (kolaboracji) z którym potem przez całe życie będzie musiał się borykać” - przypomniał prof. Urbanowski.
W PRL-u „Ponary – »Baza«” po raz pierwszy opublikował w 1981 roku podczas „karnawału Solidarności” tygodnik studencki „Politechnik” – dziennikarz pisma Mirosław Kowalski był współpracownikiem działającej nielegalnie Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Opowiadanie można przeczytać na stronie poświęconej twórczości pisarza (https://jozefmackiewicz.com/ponary-baza-jozef-mackiewicz/).
Nim stał się świadkiem holokaustu, kilka miesięcy wcześniej, w maju 1943 r. Mackiewicz, na niemieckie zaproszenie i za zgodą kierownictwa wileńskiej AK, pojechał do Katynia jako obserwator ekshumacji. Po powrocie udzielił wileńskiemu „Gońcowi Codziennemu” (wydawanego po polsku przez Niemców) wywiadu pt. "Widziałem na własne oczy" - również za zgodą władz AK. Zdecydowano się na to, ponieważ koncesjonowana przez niemieckiego okupanta prasa miała znacznie większy zasięg oddziaływania niż polska - wydawana w podziemiu. „Bez wątpienia ta obecność w lesie katyńskim, była jednym z powodów dla których Mackiewicz nigdy nie mógł wrócić do Polski” – ocenił Robert Kostro w filmie Jarosława Mańki.
Dwa lata wcześniej, w lipcu 1941 roku, Mackiewicz odrzucił niemiecką propozycję redagowania „Gońca” – opublikował w nim jednak cztery teksty o sowieckiej okupacji Wilna, co prawdopodobnie przyczyniło się do skazania go przez Wojskowy Sąd Specjalny Armii Krajowej na karę śmierci. Wykonania wyroku odmówił Sergiusz Piasecki, który uważał Mackiewicza za patriotę i antykomunistę. Później ppłk Aleksander Krzyżanowski „Wilk”, komendant Okręgu Wileńskiego AK, odwołał wyrok. Zdaniem prof. Boleckiego, za wyrokiem na Józefa Mackiewicza stały wileńskie porachunki osobiste z lat 30. oraz wpływy sowieckie w środowisku lewicowych działaczy AK. „Mackiewicz kiedy znalazł się w Londynie i zaczął współpracować z tygodnikiem »Wiadomości« między innymi krytykował politykę Komendy Głównej Armii Krajowej cały czas powtarzając, że przyjęto oficjalnie, że mamy sojusznika naszych sojuszników czyli Związek Sowiecki i mamy jedynego wroga, którym są Niemcy” – mówił Bolecki w filmie Jarosława Mańki.
„Prostym, ale — przynajmniej jeśli chodzi o środowisko emigracyjne — skutecznym sposobem uniknięcia merytorycznej dyskusji nad historią i sytuacją polityczną Polski, było kwalifikowanie wypowiedzi Mackiewicza jako »antykomunistycznej obsesji« lub »politycznej paranoi«” – napisał Tomasz Mianowicz w artykule pt. „Józef Mackiewicz w Niemczech: Pisarz jeszcze nie znany?” („Archiwum Emigracji: studia, szkice, dokumenty”, 2003). „Nie prowadzono zatem dyskusji ze stanowiskiem Mackiewicza i, co więcej, próbowano — dla obrony »rządu dusz« — uniemożliwić mu publikowanie w prasie emigracyjnej. Dyrektor Rozgłośni Polskiej RWE Jan Nowak (właśc. Zdzisław Antoni Jeziorański), organizując kolejną falę ataków na autora »Lewej wolnej«, pisał wyraźnie o wadze, jaką przywiązywał do »wyeliminowania Mackiewicza z niepodległościowej publicystyki politycznej«. Jeden z kolejnych dyrektorów Rozgłośni Polskiej RWE usuwał już nawet nazwisko Mackiewicza z audycji radiowych: Zdzisław Najder w 1984 r. nie zezwolił na nadanie w programie kulturalnym recenzji Andrzeja Szulczyńskiego z tomu »Droga Pani«” – przypomniał Mianowicz.
Choć w 1971 r. prezydent Rzeczypospolitej Polskiej August Zalewski odznaczył Józefa Mackiewicza Krzyżem Komandorskim Orderu Polonia Restituta, akt ten bynajmniej nie zdjął zeń odium „hitlerowskiego kolaboranta”.
„To była trucizna, która żyje w życiu literackim do dzisiaj” – ocenił prof. Bolecki. „Zaskakujący polski kandydat do Nobla. Czy współpracował z nazistami?” – tytuł artykułu Wojciecha Szota, opublikowanego niespełna miesiąc temu (wyborcza.pl, 3 stycznia 2026) zdaje się potwierdzać jego słowa. „O tym, co zobaczył opowiedział w wywiadzie dla gadzinowego »Gońca Codziennego«. Co prawda Mackiewicz uzyskał zgodę Komendy Okręgu AK na wyjazd, a w rozmowie unika wątków politycznych i relacjonuje to, co zobaczył, ale tej współpracy wielu nie mogło mu wybaczyć” – napisał Szot. Przypomniał, że Mackiewicza do nagrody zgłosiła Jadwiga Maurer, „profesorka na Wydziale Języków i Literatur Słowiańskich University of Kansas”. „Maurer doskonale znała wszystkie kontrowersje wokół Mackiewicza. Pisała we wspomnieniach: »Wyjazd z Niemcami do Katynia, uważam, powinien być uznany za aberrację, nie da się go inaczej wybronić. Przyjechał tam przecież z kraju kaźni, w towarzystwie oprawców«. Dostrzegała również przedwojenny antysemityzm Mackiewicza (sama była Żydówką, która przeżyła Zagładę ukrywając się w Krakowie). A jednak gdy umarł, pisała, że »przybył nam klasyk«, którego zestawiała z Żeromskim, Sienkiewiczem i Prusem” – dodał Szot.
Ewentualny literacki Nobel dla Mackiewicza nie powinien być jednak zaskoczeniem. Już w 1955 roku Wacław Zbyszewski swoją recenzję „Drogi donikąd” opublikowaną w „Kulturze” zatytułował znamiennie „Nagroda Nobla”. „Niezliczone polskie literaciny, dziennikarzyny, a przede wszystkim urzędniczyny roześmieją się grubym, wulgarnym, hałaśliwym śmiechem, gdy usłyszą, iż Mackiewicza (Józefa) śmiano nazwać publicznie najwybitniejszym, najznakomitszym, największym polskim pisarzem okresu powojennego” – pisał na wstępie. A rozprawiając się dość bezlitośnie z publicystyką autora – „Mackiewicz nie rozumie prawdy podstawowej i bardzo prostej: że małe narody i małe państwa są tylko igraszką w rękach wielkich mocarstw. (…) »Don Kiszot« jest arcydziełem, ale walka bez błogosławieństwa któregoś z wielkich mocarstw – to walka z wiatrakami” – skonkludował: „Gdyby »Droga donikąd« była napisana po niemiecku, czy choćby po rosyjsku, to by Józef Mackiewicz dostał Nagrodę Nobla jeszcze w tym roku. A tak? Ech, życie…”.
Nie był to głos całkiem odosobniony. „Wszędzie np. przemilcza się mieszkającego obecnie w Monachium przedstawiciela starszego pokolenia pisarzy polskich, Józefa Mackiewicza, którego proza przypomina mi Pasternaka i Sołżenicyna. W Polsce traktuje się go tak jako antykomunistę, a w NRF jego powieści ukazują się ledwo na skraju literackiego targowiska” - napisał Tadeusz Nowakowski („Tadeusz Olsztyński”) w artykule pt. „Czy emigranci są gorszymi pisarzami?” opublikowanym we „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, 24 grudnia 1973 roku. „Ma to może związek także z tym, że Mackiewicz – podobnie jak kilku innych pisarzy emigracyjnych – bierze stale za tło swych książek część Polski wcieloną do Związku Sowieckiego. A o tym, co nie istnieje w urzędowych atlasach krajów komunistycznych, na wolnym Zachodzie – jak się okazuje też nie wypada głośno mówić” – dociekał „papieski reporter”. „Nie mogę się oprzeć myśli, że gdyby Mackiewicz swoje powieści napisał w Sowietach i przesłał nielegalną drogą do wydania w Mediolanie lub Paryżu, byłby dziś zapewne typowany do nagrody Nobla” – podsumował Nowakowski. (Cytat za: Michał Chmielowiec, Raptularz: Świetny artykuł Tadeusza Nowakowskiego, „Wiadomości”, 1974).
Dwa lata wcześniej, w 1971 roku – co przypomniał Grzegorz Eberhardt w monografii „Pisarz dla dorosłych” (2013) - londyńskie „Wiadomości” ogłosiły ankietę pod hasłem: „Gdyby nagroda literacka Nobla miała obecnie przypaść pisarzowi polskiemu (krajowemu lub emigracyjnemu), kto powinien ją otrzymać?”. W rozdziale zatytułowanym „Ankieta, którą pomysłodawcy z chęcią by zjedli” Eberhardt zrelacjonował przebieg plebiscytu, w wyniku którego „na czoło wybił się Józef Mackiewicz na którego głosowało 28 osób”. Przywołał też podsumowanie redakcji. „Trudno, trzeba przyznać się do porażki. Ankieta nie miała powodzenia. Odpowiedziało na nią zaledwie 75 osób”. „Tak, w 1972 Józef Mackiewicz nie miał prawa zwyciężyć w takim wyścigu literackim, a więc turniej ten należało ośmieszyć i wynik przedstawić lekceważąco” – ocenił.
Warto przypomnieć, że w tamte lata były szczytem popularności na Zachodzie Aleksandra Sołżenicyna, noblisty z 1970 roku. Józef Mackiewicz nie podzielał, delikatnie rzecz ujmując, zachwytów nad „Archipelagiem GUŁag” i „Jednym dniem z życia Iwana Denisowicza”, czemu dawał dość ostry wyraz w tekstach publikowanych w „Wiadomościach” (artykuły są dostępne na stronie jozefmackiewicz.pl) – i co w rezultacie miało dlań konkretne skutki.
6 lutego 1975 r. wychodzący w Paryżu tygodnik „Russkaja Myśl” zamieścił informację o zgłoszeniu Mackiewicza do Nagrody Nobla przez amerykański uniwersytet, opatrując ją apelem: „Rosyjskie Narodowe Zjednoczenie wzywa rosyjskie organizacje społeczne do podtrzymania kandydatury Mackiewicza. W tym celu zostaną rozesłane odpowiednie oświadczenia w języku szwedzkim do tych organizacji, które zechcą przyłączyć się do wniosku Kansas University”. Tydzień później, 13 lutego 1975 r., na łamach pisma ukazało się oświadczenie. „Na prośbę Rosyjskiego Zjednoczenia Narodowego Redakcja zamieściła w numerze 3037 »Rosyjskiej Myśli« wzmiankę o kandydaturze polskiego pisarza Józefa Mackiewicza do Literackiej Nagrody Nobla. Niestety już po ukazaniu się tej notatki Redakcja otrzymała dwa egzemplarze polskiego tygodnika »Wiadomości« z artykułami pt. »Zagadek ciąg dalszy« i »Przedziwne komplikacje szarady« pióra potencjalnego kandydata do wysokiej nagrody, w których J. Mackiewicz – ten rzekomy przyjaciel Rosji – ułatwiając robotę KGB i zoilów z »Litieraturnoj Gaziety«, stara się udowodnić, że zarówno Samizdat, jak i »Kontynent« oraz »Iz-pod głyb«, a nawet »Archipelag GUŁag« idą po linii interesów władz sowieckich i są częścią zamierzonego przez nich »montażu własnej emigracji« i »własnej opozycji« z »antyfaszystowskimi« – to jest w jakimś stopniu prosowieckimi – siłami Zachodu. (…) Redakcji pozostaje tylko wyrazić ubolewanie, że wprowadzono ją w tak nieprzyjemny błąd” (cytaty za „Kultura” 3/330, 1975).
W takich to mniej więcej okolicznościach autor „Buntu rojstów”, „Katynia. Zbrodni bez sądu i kary”, „Kontry” i „Sprawy pułkownika Miasojedowa” dołączył do całkiem długiej listy pisarzy, którzy nie zyskali uznania Akademii Szwedzkiej - otwiera ją Lew Tołstoj, a są na niej też: James Joyce, Graham Greene, J.R.R. Tolkien, Vladimir Nabokov, Julio Cortazar, Thomas Pynchon, Cormac McCarthy, Jorge Luis Borges, Philp Roth, Witold Gombrowicz, Zbigniew Herbert, Stanisław Lem, August Strindberg, Henryk Ibsen, Anton Czechow i Joseph Conrad.
„Powieści Mackiewicza skłaniają do sceptycyzmu wobec literatury, bez ustanku przyrządzanej w coraz to innym sosie, w sosie obowiązującej w danym momencie mody, ideologii, polityki i tak dalej” – ocenił Czesław Miłosz. „Mają żywą narrację, zaciekawiają tak, że »nie można się oderwać«, czyli spełniają wszelkie warunki niezbędne wtedy, kiedy powieść zajmowała miejsce zajęte później przez film i telewizję” – pisał w „Końcu Wielkiego Xięstwa”. „Do Mackiewicza nikt nie chciał się przyznać i dlatego, że taki literacko zacofany, i dlatego, że okropny reakcjonista, ale czytali, aż im się uszy trzęsły. I moim zdaniem pobił swoich współzawodników piszących bardziej wyszukaną prozą. Pobił artystycznie” – podkreślił. „Jego proza jest zwarta, oszczędna, funkcjonalna, widzi się, co opisuje, a już specjalnie krajobraz jego okolic. Pośród znanych mi polskich literatów nikt tak nie pisał” – wyjaśnił. „Pisał na złość. Na złość całemu światu, który czarne nazywa białym i nie ma nikogo, kto by założył veto. I właśnie w tej pasji jest sekret jego stylu” – podsumował Czesław Miłosz. (PAP)
Paweł Tomczyk
top/ aszw/
