Giulietta Masina w filmie "Światła variété" (1950). Fot. archivio cinema 1951, Public domain, via Wikimedia Commons
105 lat temu, 22 lutego 1921 r. urodziła się Giulietta Masina, włoska aktorka, muza Federica Felliniego, nazywana kobiecą wersją Chaplina. Zagrała w „La stradzie”, „Nocach Cabirii” „Giulietcie i duchach”. Jest w niej coś z czarów, magii, wizji - mówił reżyser.
„Marcella, Gelsomina, Cabiria, Ginger... Jaka jest prawdziwa Giulietta? Żadna i wszystkie. Ta, która pozostaje w naszej pamięci, to oczywiście bohaterka filmu »La Strada«, najbardziej poruszająca inkarnacja włoskiego neorealizmu. Kto mógłby zapomnieć małą Gelsominę, z buzią dziecka i oczami o nieskończonej szczerości, ukrywającą swoje oddanie pod kostiumem klauna i wędrującą ze swoim smutkiem po drogach kuglarzy w pierwszym arcydziele Felliniego?” – pytano na łamach francuskiego „Le Monde”.
Kiedy w 1993 r. Federico Fellini z rąk Sophii Loren i Marcello Mastroianniego odbierał Oscara za całokształt twórczości, przemowę zakończył skierowanymi do żony słowami: „Giulietta, proszę, przestań płakać”. Choć reżyser nie widział Masiny ze sceny, dobrze wiedział, jaka jest jej reakcja. „To, że płakała, było pewne. Znam ją lepiej od samego siebie” – wyjaśnił później Fellini. Wiedział też, jak wielki wkład w tę nagrodę ma osoba, z którą od 50 lat tworzy związek małżeński – jeden z najsłynniejszych w historii kinematografii. To właśnie w filmach męża Masina zagrała swoje największe role.
Giulietta Masina, a w zasadzie Giulia Anna Masina, urodziła się 22 lutego 1921 r. w San Giorgio di Piano, niewielkim mieście pod Bolonią. Aktorstwo pasjonowało ją od najmłodszych lat. Inną pasją Giulietty była muzyka. „Jestem melomanką. Nic dziwnego, bo przecież mój ojciec był skrzypkiem. Nie cierpię tylko muzyki elektronicznej. Uwielbiam Wagnera, Beethovena, Brahmsa, Chopina, Gershwina, rock’n'roll i charlestona” – opowiadała po latach.
Aby móc rozwijać swoje zainteresowania, zachęcona przez rodziców, przeprowadziła się do mieszkającej w Rzymie ciotki, gdzie studiowała filologię i jednocześnie występowała w przedstawieniach teatralnych.
– Od dzieciństwa chciałam grać na scenie, ale rzeczywistość przerosła marzenia, bo przecież nigdy nie sądziłam, że zdobędę tak wielką popularność. Nawet i teraz, nawet w Tokio przechodnie poznają mnie na ulicy i mówią „Gelsomina, Gelsomina” – wspominała przy okazji promocji filmu „Może dzisiaj” (1991) w reżyserii Jeana-Louisa Bertucellego.
W 1942 r. poznała Federica Felliniego, wówczas obiecującego scenarzystę radiowego. Zagrała w napisanej przez niego sztuce „Cico e Pallina”.„Nie pamiętam naszego pierwszego spotkania, ponieważ tak naprawdę urodziłem się w dniu, w którym po raz pierwszy zobaczyłem Giuliettę” – deklarował Fellini. „Od razu wydała mi się tajemnicza, budziła we mnie nostalgię za niewinnością. Jest w niej coś z czarów, magii, wizji, przejrzystości, a kluczem do tego wszystkiego jest Giulietta. Bierze mnie za rękę i zabiera w miejsca, do których sam nigdy bym nie dotarł” – wspominał reżyser cytowany przez włoski dziennik „La Repubblica”.
Pobrali się niecały rok później, 30 października 1943 r. Wkrótce Giulietta zaszła w ciążę, niestety niefortunny upadek ze schodów skutkował poronieniem. W marcu 1945 r. urodziła syna, jednak po miesiącu chłopiec zmarł. Obydwoje bardzo to przeżyli.
Po raz pierwszy pojawiła się na ekranie w filmie „Paisa” (1946) Roberta Rosseliniego. Następnie wcieliła się w postać Marcelli w „Bez litości” (1948) Alberto Lattuady. Pierwszym znaczącym filmem w jej dorobku były „Światła variété” (1950). Był to także debiut reżyserski Felliniego (wspólnie z Lattuadą). Dwa lata później zagrała w „Białym szejku”, w którym wykreowała postać rzymskiej prostytutki Cabirii.
Przełomem okazała się jednak wyreżyserowana przez Felliniego „La strada” (1954), gdzie u boku Anthony’ego Quinna (Zampano) stworzyła niezapomnianą postać Gelsominy.
To wówczas zaczęto określać ją mianem „Chaplina w spódnicy”. „Miała duże opory w stosunku do Gelsominy” – opowiadał Fellini. Sama często wspominała w wywiadach, że była to najtrudniejsza rola w jej karierze.
„Bardzo się bałam, że mu się nie spodobam. Nie chciałam grać klauna. Miałam nadzieję, że mężczyzna, którego kocham, upiększy mnie, a nie ośmieszy!” – cytował aktorkę francuski „Le Monde”. Dopiero po pewnym czasie zdała sobie sprawę, że jej postać nie jest śmieszna, lecz wzruszająca, co podkreśla nie tylko aktorstwo Masiny, ale też wyjątkowa liryczna muzyka Nino Roty. „La strada” została nagrodzona Oscarem dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego.
Akcja filmu toczy się w powojennych Włoszech i opowiada historię dobrodusznej Gelsominy, którą przymierająca głodem wiejska rodzina sprzedaje wędrownemu cyrkowcowi Zampano. „Wrażliwość i czułość, z jaką Fellini przygląda się Gelsominie, nie pozwala przejść obojętnie obok jej losów. Podróż przez włoskie prowincje, spotykane w trasie ekscentryczne postacie oraz realia życia wędrownych artystów cyrkowych nadają całości onirycznego i baśniowego zabarwienia” – zauważyła w „Więzi” Katarzyna Kebernik.
„Gelsomina z »La strady« dała mi sławę. Kiedy pojechałam z tym filmem do Londynu, następnego dnia po premierze do mojego hotelu zaczęto przysyłać sukienki, bieliznę, wełniane pończochy, rękawiczki, szaliki, swetry: w darze dla Gelsominy.
Za każdym razem, kiedy oglądam ten film, jestem wściekła na Gelsominę.
Chciałabym, aby zbuntowała się przeciwko Zampano” – opowiadała na łamach francuskiego tygodnika „Telerama”.
„Melancholijne akcenty melodii granej na trąbce przez małą Gelsominę przez długi czas pojawiały się w snach miłośników włoskiego neorealizmu” – recenzowano w „Le Monde”. Rok później pojawiła się w „Niebieskim ptaku” Felliniego, a w 1957 r. w jego „Nocach Cabirii” - za którą aktorkę nagrodzono Złotą Palmą w Cannes.
Tytułowa Cabiria to rzymska prostytutka, która pomimo ciągłych upokorzeń i rozczarowań każdego dnia i każdej nocy uparcie marzy o odmianie losu. „Cabiria, drobna, ale dynamiczna postać, charakteryzująca się pewnością siebie i twardością, które przeplatają się ze wzruszającą naiwnością i gotowością do nadziei bez względu na wszystko, świadomie przypomina »Włóczęgę« Chaplina” – ocenił amerykański krytyk Kenneth Turan.
Zdaniem Jacques'a Sicliera, znawcy kina, „po przerwie spowodowanej banalną rolą w »Niebieskim ptaku«, Fellini uczynił z Masiny kolejną »niewinną« postać, Cabirię, rzymską prostytutkę, która pomimo ubóstwa i nieszczęść uparcie wierzy w dobroć i człowieczeństwo”.
„Nostalgiczna i uparta, zachwycona i załamana – nigdy nie było twarzy podobnej do twarzy Giulietty Masiny. Oglądając ją w pięknie odrestaurowanym filmie »Noce Cabirii« z 1957 r., można dostrzec nieposkromioną siłę życia i doświadczyć jednej z najbardziej zapadających w pamięć kreacji filmowych, która pozostaje tak samo świeża i nieodparta jak ponad 40 lat temu” – recenzował w 1998 r. na łamach „Los Angeles Times” Turan.
Pomimo sukcesów pod koniec lat 50. Masina postanowiła ograniczyć aktywność zawodową, odtąd występowała jedynie sporadycznie. W 1959 r. przy okazji zdjęć do niemieckiego filmu „Jons und Erdme” odwiedziła Warszawę. W produkcji Victora Vicasa dublerką Masiny była Krystyna Sienkiewicz.
Do wielkiego kina na krótko wróciła tytułową rolą w filmie „Giulietta i duchy” (1965). Na kolejną trzeba było czekać 20 lat – w międzyczasie Masina wystąpiła w kilku produkcjach, nie były to jednak role na miarę jej talentu. W 1986 r. na ekrany wszedł film „Ginger i Fred” – ostatnia rola u Felliniego i ostatnia z wielkich. Aktorka zagrała u boku Marcello Mastroianniego, z którym stworzyła parę tancerzy: Amelię i Pippo.
„Oczywiście swój sukces zawdzięczam Federico Felliniemu, to on był reżyserem, który mnie wypromował. Jednocześnie dał mi możliwość odkrycia siebie jako aktorki w sposób zupełnie inny od tego, o jakim marzyłam i jakim chciałam zostać, ponieważ zaczynałam od teatru. Z własnego doświadczenia wiem doskonale, że aktor jest elementem spektaklu, który zawsze musi być wybrany przez kogoś, tak jak malarz wybiera kolor. Ja miałam w życiu tę cudowną Befanę, którą jest mój mąż” – opowiadała aktorka cytowana w „La Repubblice”. Befana to we włoskiej tradycji dobra czarownica, która przynosi dzieciom prezenty.
Jej wieloletnia współpraca zawodowa z mężem nie była jednak łatwa.
„Sprawiała, że bywałem bardziej nerwowy. Wymagałem od niej więcej niż od innych. Chciałem, żeby była doskonała. Było mi łatwo tolerować błędy pozostałych aktorów, ale zasmucało mnie, gdy popełniała je Giulietta. Wiem, że to niesprawiedliwe! Ten brak tolerancji wynika jednak z poczucia, że Giulietta jest częścią mnie, umie zajrzeć do mojego wnętrza, więc nie powinna się mylić” – opowiadał Fellini.
Na ekranie ostatni raz Masina pojawiła się w 1991 r. w filmie Jeana-Louisa Bertucellego. „Z moich ekranowych postaci najbardziej lubię Cabirię, bo jest do mnie bardzo podobna: naiwna, agresywna i bardzo mocna. Za każdym razem, kiedy dostaję po głowie, wystarczy jej uśmiech dziecka na ulicy, aby znów odzyskać wiarę w życie i zacząć wszystko od nowa” – wspominała w rozmowie z „Teleramą”.
Kiedy na początku lat 90. Fellini doznał udaru mózgu i trafił do kliniki rehabilitacyjnej w Rawennie, Masina zmagała się już z rakiem płuc. Ukrywała chorobę przed mężem. „Pewnego dnia chusta zsunęła się z jej głowy pozbawionej włosów z powodu chemioterapii. W ten sposób Fellini odkrył prawdę i przestał walczyć: chciał odejść przed nią, ponieważ nie wyobrażał sobie życia bez niej. Na pogrzebie obraz Giulietty z różańcem w dłoniach poruszył wszystkich” – czytamy w „Vogue Italia”.
Fellini zmarł 31 października 1993 r. Niecałe pół roku później, 23 marca 1994 r., zmarła także Masina. – Giulietta Masina jest aktorką, którą podziwiam najbardziej – mawiał przed laty Charlie Chaplin. Ją zaś często określano mianem „Chaplina w spódnicy”.
Mimo upływu lat Masina wciąż potrafi inspirować. W 2016 r. powstał monodram Małgorzaty Bogdańskiej „Nie lubię pana, panie Fellini” w reżyserii Marka Koterskiego. „Dla Giulietty nauczyłam się grać na trąbce, zaczęłam też uczyć się włoskiego, stepowania. Postanowiłam szukać materiałów, na podstawie których potem Marek Koterski zrobił adaptację” – wyznała w rozmowie z pismem „Gazzetta Italia” Bogdańska.
„Fellini zawsze mówił, że jego żona była jego największą inspiracją, że bez niej on by tych filmów nie stworzył, że ona mała w sobie i to dziecko, i to zwierzątko, i tę prawdę, za to także ją ceniono. Masina była kochana przez publiczność. Mówi się wręcz, że Fellini był zazdrosny, bo ją na ulicy wszyscy rozpoznawali, zaczepiali” – podsumowała aktorka.
Mateusz Wyderka (PAP)



