Stefan Kisielewski, pseud. Kisiel, prozaik, publicysta, kompozytor, 1989 r. Fot. PAP/CAF - Witold Rozmysłowicz
Miał wciąż żywe poczucie etyczne, w ramach którego sprawiedliwość, cnota, męstwo, prawda zajmowały miejsce zasadnicze - 7 marca 1911 r., urodził się Stefan Kisielewski, kompozytor, pisarz i publicysta, „nadwiślański Bernard Shaw”, „oficjalny przeciwnik socjalizmu” w PRL.
„Ma mózg wyekwipowany w zdolność jasnego, prostego, łatwego przedstawiania własnej prawdy, choćby najtrudniejszej, czasem uparty i pieniacki (zwłaszcza gdy nie ma racji), ale zakorzeniony w zdrowym i prawidłowym odczuciu moralnych odpowiedzialności, wahań, rzetelności” – charakteryzował go przyjaciel Leopold Tyrmand. Zadedykował Kisielewskiemu swój „Dziennik 1954”. Był to czas po zamknięciu „Tygodnika Powszechnego”, gdy niedawni redaktorzy ledwie wiążą koniec z końcem, a Kisiel „kręci się po Warszawie jak wesz na grzebieniu i co chwila wpada do mnie” - jak z czułością ujął to Tyrmand. „Kisiel składa się z duszy i akcesoriów, przy czym obydwa czynniki są równie interesujące, choć niezmiernie różne, razem zaś składają się na jedyną w swoim rodzaju całość” - pisał o przyjacielu kilka stron dalej. Jego zdaniem, Kisiel jest absolutnym abnegatem. „Ubiera się jak pracownik poczty w Kłaju, o którego dba żona, żeby się nie przeziębił” – ocenił dandys Tyrmand, któremu to lekceważenie norm bardzo imponowało. Do czasu, gdy Kisiel wydrapał cegłówką słowo „DUPA” na wartburgu, którego Tyrmand dostał - na talon od premiera Cyrankiewicza - po wielkim sukcesie „Złego”. Ponoć po tym incydencie panowie nie odzywali się do siebie przez rok.
„Chociaż Stefan Kisielewski wielokrotnie odżegnywał się od wszelkich doktryn, także socjalistycznej, i kładł nacisk na tożsamość liberalną, demokratyczną, na wartości wolnego rynku i kapitalistycznych metod gospodarowania, to zarazem miał wciąż żywe poczucie etyczne, w ramach którego sprawiedliwość, cnota, męstwo, prawda zajmowały miejsce zasadnicze” - napisał krytyk, publicysta i dyplomata Marek Zieliński w tekście pt. „Umarła klasa. Wspomnienie o Stefanie Kisielewskim” („Więź, 2017). „Pod maską nadwiślańskiego Bernarda Shawa skrywał pryncypializm, twarde przekonanie o nadrzędności jednostki ludzkiej w stosunku do ideologii politycznych bądź społecznych i wiarę w religijny, metafizyczny porządek świata. Kryptonimem dla jego duchowych tęsknot było określenie »spirytualizm«, którym szafował często. Ważniejszym jednak wyrazem jego wiary stawał się nieustanny sprzeciw Kisiela wobec kłamstwa, głupoty, zła, a przynajmniej małoduszności” - ocenił.
Kisielewski był warszawiakiem. Jego ojciec, Zygmunt, od młodości działał w ruchu socjalistycznym, niepodległościowym, był piłsudczykiem, felietonistą „Robotnika” - pisma PPS. Matka – Salomea z domu Szapiro - była współtwórczynią Związku Nauczycielstwa Polskiego.
Studia w Konserwatorium Warszawskim i UW ukończył z trzema dyplomami: z teorii muzyki, kompozycji i fortepianu, słuchał też wykładów na polonistyce i filozofii. „Pod wpływem rodzinnych tradycji Stefan wstąpił do bojowego sanacyjnego Legionu Młodych, ale nie zasklepił się w poglądach, zainteresował się myślą narodowej demokracji, która była w rodzinnym domu wyklęta. Chciał wiedzieć, w co wierzą inni w tej tak pełnej napięcia politycznego epoce” – przypominał Bartosz Kaliski z Instytutu Historii im. Tadeusza Manteuffla PAN w posłowiu do książki „Reakcjonista” (2021), będącej „autobiografią intelektualną” Kisielewskiego.
Ostatecznie poglądy polityczne Kisiela krystalizowały się w warszawskim „Buncie Młodych” (który z czasem zmienił tytuł na „Polityka”). Redaktorem naczelnym periodyku był urzędnik ministerialny Jerzy Giedroyc - pismo promowało „polską doktrynę imperialną”: na bazie chrześcijańskich wartości chciano zbudować silne państwo, przychylnie oceniano emigrację Żydów do Palestyny, skrajną nacjonalistyczną prawicę zwalczano.
Jednak Kisielewski nie po to jednak kończył konserwatorium, by rezygnować z komponowania. Kilka miesięcy na przełomie 1938 i 1939 roku spędził w Paryżu. Gdy wrócił do Warszawy, dostał posadę w redakcji muzycznej Polskiego Radia - jego programy miały być emitowane od 1 września 1939, na 6 września zaplanowano prawykonanie jego I Symfonii w Filharmonii Warszawskiej – dyrygować miał Grzegorz Fitelberg. Wybuch wojny pokrzyżował te plany, kompozytor został powołany do wojska.
W październiku Kisiel powrócił do Warszawy i znalazł nowe zarobkowe zajęcie – jeździł rikszą, z czasem zaczął też dawać lekcje muzyki, grywał też w lokalach rozrywkowych. W 1942 roku ożenił się z Lidią z domu Hintz (z którą miał trójkę dzieci: Wacława, Krystynę i Jerzego). Był w AK, działał w podziemnej rozgłośni radiowej przy w Wydziale Kultury Delegatury Rządu Londyńskiego na Kraj. Wziął udział w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego, szybko jednak - postrzelony w pośladek - zakończył działania bojowe. Pozostał krytykiem decyzji o wybuchu powstania do końca życia. „Zburzyłeś mi miasto” - tak żartobliwie witał się już po wojnie z Władysławem Bartoszewskim.
Próbował pisywać w „Odrodzeniu” i „Przekroju”, jednak swoje miejsce odnalazł w „Tygodniku Powszechnym”. Miał pisać o muzyce, szybko jednak zajął się publicystyką. Już pierwszy jego felieton opatrzono zastrzeżeniem: „Redakcja nie podziela wszystkich poglądów autora”. W 1947 r. ukazała się pierwsza powieść Kisiela „Sprzysiężenie”. Jej wątki homoseksualne wywołały skandal. „Pamiętam, że kiedy »Sprzysiężenie« wydałem i podniósł się krzyk, że to pornografia, to ksiądz Piwowarczyk powiedział: »No, panie Kisiel, że pan pisze pornografię, to rozumiem, ale że taką nudną, to już jest niewybaczalne«” wspominał Kisiel w swoim „Abecadle” (1990). Ksiądz Jan Piwowarczyk (1889-1959) był założycielem i asystentem kościelnym „Tygodnika Powszechnego”.
W 1957 r. Stefan Kisielewski zdecydował się kandydować do Sejmu PRL - złośliwcy twierdzili, iż zrobił tak, aby było śmieszniej. W istocie jednak Kisiel uległ złudzeniu, że rządy Gomułki przyniosą realne zmiany. „Nie uważam, aby dalsze uchylanie się od wszelkiej odpowiedzialności było moralne i chrześcijańskie. Trzeba wrócić z »emigracji«, tak jak Gomułka i Wyszyński wrócili z więzienia” – pisał. Jako członek katolickiego koła poselskiego „Znak” zasłynął jako jeden z najbardziej niesfornych parlamentarzystów. Ówczesnym sejmem zarządzał w imieniu PZPR wicemarszałek Zenon Kliszko - marszałkiem był, zgodnie z tradycją, członek Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego Czesław Wycech, praktycznie figurant. Kliszko nie pozostawił wątpliwości, jaka ma być rola katolickich posłów - mają wybić sobie z głów mrzonki o byciu opozycją Jego Królewskiej Mości w komunistycznym kraju. Zostali wybrani przez partię, więc nie ma co udawać politycznej niewinności.
Kisiel lansował „neopozytywizm”, definiowany przezeń u schyłku 1956 r. jako dbałość o najważniejsze potrzeby narodu – istnienie biologiczne, autentyzm życia kulturalno-duchowego, tworzenie form ustrojowych pasujących do struktury polskiego społeczeństwa. Na końcu wymieniał suwerenność państwową i przestrzegał przed odrywaniem kraju od Związku Sowieckiego. Ten ostatni postulat mógł być rezultatem tragicznych wydarzeń powstania węgierskiego 1956 roku.
Już po pierwszym posiedzeniu Sejmu PRL Kisielewski poczuł się zawiedziony, narzekał na nudne przemówienia, jednostajne głosowania i narzuconą przez Stanisława Stommę „Znakowi” dyscyplinę partyjną. Kiedy wygłosił z trybuny sejmowej jakieś mocno antysocjalistyczne przemówienie, Kliszko się wściekł i wezwał Stommę: „co to ma znaczyć?”. „Kisielewski uważa, że jest oficjalnym przeciwnikiem socjalizmu…” - wyjaśnił szef „Znaku”. „Oficjalni przeciwnicy socjalizmu siedzą we Wronkach, a nie w polskim sejmie” – zapienił się Kliszko. W parlamencie PRL Kisielewski wytrwał dwie kadencje. Gdy w 1964 r. podpisał „List 34” cenzura wpisała go na czarną listę - zniknął z radia, telewizji i prasy. Wtedy postanowił wycofać się z czynnej polityki.
W „Tygodniku Powszechnym” publikował felietony. „Literacko znakomite, pisane niesłychanie potocznym, prostym, jasnym językiem, bez żadnych, wydawałoby się, zawiłości, metafor mówiły o konkretach w sposób dla cenzury bardzo niemiły. I na pozór nie było się do czego przyczepić, mimo że żądło tkwiło gdzieś ukryte. Cenzor dosyć był bezradny, jeśli nie chciał konfiskować całości” – oceniał je Jerzy Turowicz, redaktor naczelny. Do historii przeszły potyczki Kisiela z cenzorami. Gdy pewnego razu zatrzymano mu felieton dopatrując się w nim niebezpiecznych dla władzy aluzji, napisał następny, który również zdjęto. Trzeci z kolei felieton Kisiel napisał więc o pogodzie. Cenzorzy długo próbowali znaleźć w nim jakieś aluzje i doszli do wniosku, że zostały one bardzo sprytnie ukryte. Zatrzymano więc felieton o pogodzie, a zamiast niego puszczono do druku pierwszy, uprzednio zatrzymany.
Wydawał też książki w „Kulturze” Giedroycia pod pseudonimem Tomasz Staliński. Wolna Europa uznała powieść Tomasza Stalińskiego „Widziane z góry” za najlepszą krajową książkę 1967 roku.
29 lutego 1968 r. Kisielewski, podczas posiedzenia Związku Literatów Polskich, nazwał politykę kulturalną PRL „dyktaturą ciemniaków”. Władze poczuły się obrażone. 11 marca Kisiel został pobity przez „nieznanych sprawców”, potem stracił pracę redaktora w wydawnictwie muzycznym, zerwano z nim umowę na muzykę do filmu i zawieszono jego felietony. Nie mając nic do roboty, zajął się pisaniem dzienników. Jego kolejny felieton w „Tygodniku Powszechnym” ukazał się dopiero w marcu 1971 roku.
Gdy po wydarzeniach 1976 r. powstał KOR nie został jego członkiem. Uważał za błąd, by inteligenci stawali na czele robotników. Do „Solidarności” też się nie zapisał, ponieważ, jak wyjaśniał, „jej robotniczy rodowód mnie trochę odstręcza”. „Od Solidarności zalatuje marksizmem, bo jej członkowie są wychowani na takim myśleniu” – oceniał.
„Ja mam cierpliwość: przeczekałem Hitlera, Stalina, Gomułkę i pomniejszych, dlatego mam przywilej zamieszkiwania w Polsce. A jest to jeden z najciekawszych krajów świata, choć nie zawsze najsympatyczniejszych. I dla »literata« kopalnia tematów – chcę z niej czerpać do śmierci, choćby nikt nigdy nie miał tego czytać” - pisał do Leopolda Tyrmanda 22 stycznia 1976 roku.
Jako liberalny konserwatysta Kisiel został w 1987 r. współzałożycielem Ruchu Polityki Realnej, który w 1989 roku przekształcił się w Unię Polityki Realnej. Po „zmianie ustrojowej” 1989 r. Kisielowi marzyła się „antysocjalistyczna dyktatura”. Dlatego w wyborach 1990 r. poparł Lecha Wałęsę, widząc w nim materiał na dyktatora. Po pół roku jednak w artykule „Mój powrót wariacki” wyrzucił Wałęsie, że zmarnował szansę na zmianę Polski w kraj kapitalistyczny. Rozstał się wówczas też z „Tygodnikiem Powszechnym”, gdzie często skracano mu artykuły. Felietony Kisiela zaczęły ukazywać się w tygodniku „Wprost”. Stał się też patronem nagrody tego tygodnika.
Stefan Kisielewski zmarł 27 września 1991 roku w wieku 80 lat. Trzy dni wcześniej na Warszawskiej Jesieni odbyło się prawykonanie jego koncertu fortepianowego. W warszawskim szpitalu klinicznym przy ul. Banacha, Kisielewski wysłuchał transmisji przez radio. Koncert ten pisał przez jedenaście lat. „Muzyka była tak samo przewrotna, jak pisarstwo Stefana Kisielewskiego” - napisał Mariusz Urbanek w książce „Kisielewscy” (2006). „Nazywał się »Fortepianowy«, ale fortepian był tylko tłem dla perkusji i instrumentów dętych” - wyjaśnił.
Przed śmiercią Kisielewskiego opanowały myśli, że zmarnował życie, napisał mało muzyki, którą kochał, że nie skończył jeszcze paru książek i że strwonił czas na mało ważne felietony. Napisał w „Dziennikach”: „Czy miałem wpływ na bieg wydarzeń? Nie wiem, ale na psychikę wielu ludzi wpłynąłem”.
„Nikt z nas, z tego pokolenia do którego ja należę, nie może powiedzieć, że ukształtował swoje sumienie, swoją postawę patriotyczną, bez jego osoby. W każdym z nas ślad jego myślenia, jego, postawy, jego niepokoju, pozostał” - powiedział nad trumną Stefana Kisielewskiego ksiądz Zdzisław Król, kanclerz warszawskiej kurii metropolitalnej.
Ksiądz Janusz St. Pasierb przypominał podczas pogrzebu Kisielewskiego zapis z dzienników prymasa Wyszyńskiego »Pro memoria« z lutego 1968 roku: „Stefan Kisielewski w sprawach ogólnonarodowych”. „To zdanie brzmi jak streszczenie całego życia Stefana Kisielewskiego” - podsumował.(PAP)
Agata Szwedowicz, Paweł Tomczyk