"Turandot" - plakat zapowiadający prapremierę. Fot. Leopoldo Metlicovitz, Public domain, via Wikimedia Commons
Sto lat temu, 25 kwietnia 1926 r., w mediolańskiej La Scali, odbyła się światowa prapremiera opery „Turandot” Giacoma Pucciniego. Cała publiczność, głęboko poruszona, wydawała się raczej uczestniczyć w rytuale ku czci narodowego mistrza niż oglądać przedstawienie teatralne - informował „Guardian”.
„Godzina za godziną, minuta za minutą myślę o »Turandot« i wszelka muzyka, jaką dotąd napisałem, coraz mniej mi się podoba” – wyznał Puccini w liście do librecisty Giuseppe Adamiego. Słowa kompozytora „Cyganerii” (1896), „Toski” (1900) i „Madame Butterfly” (1904), wydają się dość wymowne – „Turandot” miała być monumentalnym dziełem, zwieńczającym karierę wybitnego włoskiego kompozytora.
Inspiracją stała się sztuka Carla Gozziego z 1792 r. „Turandot” jest opowieścią o chińskiej księżniczce – równie pięknej, jak zimnej i okrutnej - która namawia swojego ojca do wydania prawa nakazującego poddać próbie każdego starającego się o jej rękę cudzoziemca. Jeżeli pretendent nie rozwiąże trzech zagadek, czeka go śmierć. Tytułowa księżniczka Turandot mści się tym samym za krzywdy swojej przodkini, która przed wieloma laty zginęła z rąk cudzoziemca.
Przygotowania do pracy nad operą Puccini zaczął w 1920 r. Za libretto odpowiadali Adami oraz Renato Simoni. W kolejnym roku zaczął komponować. Niebawem jednak cierpiący na bóle gardła kompozytor dowiedział się, że choruje na raka. Mimo to nie zaprzestał pracy, choć zdawał sobie sprawę, że może nie zdążyć. „Jeśli nie dokończę opery, chcę, żebyście wy zrobili to za mnie” – przekazał swoim uczniom.
W 1924 r. opera była niemal gotowa. Premierę planowano pod koniec roku, jednak na skutek sprzeczki Pucciniego z wybitnym włoskim dyrygentem Arturo Toscaninim, który w tym samym czasie zaangażowany był w inną premierę, inauguracja „Turandot” została przesunięta na kwiecień 1925 r. W międzyczasie kompozytor poddał się innowacyjnej radioterapii, która, choć początkowo wydawała się udana, to jednak kilka dni później, 29 listopada 1924 r., Puccini zmarł, pozostawiając swoje dzieło bez zakończenia.
Premierę przesunięto, a zadanie skomponowania końcowej części opery powierzono Franco Alfano. 25 kwietnia 1926 r. we włoskiej świątyni opery – Teatro alla Scala w Mediolanie - półtora roku po śmierci kompozytora odbyła się uroczysta światowa prapremiera jego ostatniego dzieła.
„La Scala wyglądała olśniewająco i była przepełniona elitą włoskiego społeczeństwa. Kiedy z orkiestry dobiegły pierwsze melodyjne dźwięki – tak charakterystyczne dla muzyki Pucciniego – cała publiczność, głęboko poruszona, wydawała się raczej uczestniczyć w rytuale ku czci narodowego mistrza, niż oglądać przedstawienie teatralne” – donosił korespondent brytyjskiego „Guardiana”.
Na bezprecedensowy gest zdecydował się maestro Arturo Toscanini. Tuż po scenie śmierci Liu, a więc w miejscu, w którym urywa się muzyka skomponowana przez Pucciniego, dyrygent opuścił batutę i zwrócił się do publiczności słowami: „Tutaj kończy się dzieło, którego Mistrz nie zdołał dokończyć przed śmiercią”. Dopiero następnego dnia „Turandot” zaprezentowano w całości – z finałem dopisanym przez Alfano.
„Publiczność domagała się bisów, z których wiele zostało wykonanych, a po zakończeniu każdego aktu śpiewacy i dyrygent byli wielokrotnie wywoływani na scenę. Entuzjazm osiągnął punkt kulminacyjny pod koniec opery, która tym razem zakończyła się w miejscu, w którym Puccini pozostawił ją niedokończoną” – informował „Guardian”.
W roli tytułowej wystąpiła pochodząca z Białegostoku sopranistka Rosa Raisa, czyli Róża Bursztyn. Wcześniej jej głosem miał się zachwycić sam Puccini. Pierwszym Kalafem był ceniony hiszpański tenor Miguel Fleta (w kolejnych sezonach w La Scali postać Kalafa kreował także Jan Kiepura). „Na szczególną uwagę zasługują Rosa Raise jako Turandot i Maria Zamboni jako wzruszająca Liu. Jeśli chodzi o orkiestrę, była znakomita” – ocenił 1 maja 1926 r. „Guardian”.
„Przez miesiąc wytężonej pracy pod nieubłaganym kierownictwem Toscaniniego pełna uczucia i wewnętrznego żaru Rosa przetwarzała się stopniowo w lodowato zimną i wyniosłą chińską księżniczkę” – czytamy w książce Józefa Kańskiego „Mistrzowie sceny operowej”.
Partia Turandot tak bardzo obciąża głos, że określana jest często mianem „voice killer”. Pierwszą ofiarą tego zjawiska była właśnie Raisa, która po prawykonaniu straciła na pewien czas głos. „To najtrudniejsza partia operowa. Śpiewałam ją w sumie trzysta razy, ale nikomu nie polecam, aby szedł w moje ślady. Cały czas śpiewa się wysoko, każda nuta musi brzmieć przenikliwie. Jeśli nie masz świadomości tego, co robisz i wypracowanej techniki, Turandot cię zabije” – opowiadała w 1988 r. słynna szwedzka sopranistka Birgit Nillson.
W październiku 1926 r. „Turandot” wystawiono w Operze Wiedeńskiej. Rolę Kalafa naprzemiennie wykonywali Leo Slezak i Jan Kiepura, którego kreację odebrano szczególnie entuzjastycznie, nazywając go „królem tenorów” i „następcą Carusa”. Polska publiczność po raz pierwszy zobaczyła tę operę w 1932 r. w Teatrze Wielkim w Warszawie. Partię tytułowej księżniczki śpiewała Maria Krzywiec.
Historia okrutnej chińskiej księżniczki nie przestawała fascynować. W kolejnych latach sztuka gościła na deskach najważniejszych światowych oper, stała się jedną z najchętniej oglądanych. „Od tego dnia »Turandot« nie straciła na popularności. Nadal jest sztandarowym dziełem prestiżowych śpiewaków i dyrygentów, którzy tchnęli życie w to arcydzieło stanowiące przełom między romantyzmem a XX wiekiem” – zaznaczył ostatnio włoski muzykolog Gian Francesco Amoroso.
– To dzieło, które zachwyca brzmieniem i rozmachem, a jednocześnie zostawia pytania o wiarygodność relacji i przemian bohaterów, dzięki czemu nie kończy się na poziomie widowiska, tylko zostaje w pamięci – oceniła w rozmowie z PAP Magdalena Grzybowska z serwisu „Opera Lovers”.
„Nessun dorma”, czyli słynna aria Kalafa, wyszła daleko poza operowe gmachy. Dziś jest częścią popkultury. 7 lipca 1990 roku, tuż przed piłkarskim mundialem, w rzymskich Termach Karakali odbył się koncert trzech światowej sławy tenorów. Placido Domingo, José Carreras i Luciano Pavarotti wykonali tę arię przed rozentuzjazmowaną publicznością i milionami osób przed telewizorami.
– „Turandot” jest jednym z najczęściej wystawianych tytułów w historii opery. Po tych wszystkich inscenizacjach zadaliśmy sobie wspólnie jedno pytanie: o co w tym wszystkim chodzi? Nie wydało się nam wiarygodne, że poważny twórca pod koniec życia, kreując swój testament twórczy, opowiada bajkę, która nie ma głębi i kluczowego dla nas wymiaru – powiedział w 2011 r. nakonferencji prasowej Mariusz Treliński, reżyser wystawiający wówczas „Turandot” w Operze Narodowej. – Ten spektakl to opowieść o spotkaniu mężczyzny i kobiety. Historia ta całkowicie odbywa się wewnątrz ludzkiej psychiki – dodał artysta.
W tytułowej roli zaprezentowała się wtedy koreańska śpiewaczka Lilla Lee. „Udział w warszawskiej premierze pozwolił mi inaczej spojrzeć na tę bohaterkę Pucciniego. Jest okrutna, ale jej życie kryje tajemnicę z przeszłości, która sprawia, że Turandot stała się niedostępna dla innych. Jest silna, niemal męska, a jednocześnie to kobieta skrzywdzona, krucha i delikatna” – powiedziała w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, dodając, że Puccini to jej ulubiony kompozytor.
Z kolei Aleksandra Kurzak, artystka, która w sezonie 2025/26 debiutuje w roli Turandot na scenie Florida Grand Opera w Miami, w rozmowie z PAP w 2021 r. mówiła: „Kocham muzykę Pucciniego. Bardzo malarsko i poetycko ukazuje sytuacje międzyludzkie. Przepiękna jest orkiestracja, urzekają mnie też historie. Puccini ma swój własny, oryginalny styl. Nie można go pomylić z żadnym innym kompozytorem”.
– Sięgnięcie przez Aleksandrę Kurzak po partię Turandot wpisuje się w proces poszerzania jej repertuaru dramatycznego, po rolach takich jak Tosca czy Aida, które łączą lirykę z większą siłą brzmienia. Ta partia oznacza jednak wyjście dalej - w stronę repertuaru o bardziej skrajnych wymaganiach, zarówno pod względem wokalnym, jak i wytrzymałościowym – zaznaczyła w rozmowie z PAP Grzybowska.
Wcześniej Kurzak wielokrotnie wcielała się w postać Liu. W tej roli wystąpi także 17 lipca 2026 roku podczas otwarcia tegorocznego Puccini Festival w Torre del Lago. Spektakl reżyserować będzie ikona światowego kina akcji Jackie Chan. Nie będzie to pierwszy znany aktor filmowy, który próbuje swoich sił w operze. Przed nim z operową reżyserią mierzyli się także Ralph Fiennes i Christoph Waltz. W debiucie Jackiego Chana w postać Kalafa wcieli się Roberto Alagna. Spektakl wpisywać się będzie w obchody setnej rocznicy światowej prapremiery „Turandot”.
Z tej okazji rocznicowe spektakle odbywają się także w Mediolanie. „La Scala świętuje stulecie »Turandot« – opery Pucciniego, która wciąż stanowi wyzwanie dla wykonawców i reżyserów. Cykl dziesięciu przedstawień poświęconych ostatniemu arcydziełu Giacomo Pucciniego potrwa do 29 kwietnia, jednak piątkowe wydarzenie 24 kwietnia zapowiada się jako najważniejsze w całym roku poświęconym Puccinimu. Jest to bezpośredni hołd dla historycznej premiery z 25 kwietnia 1926 r. w teatrze La Scala. Dzisiaj ta niedokończona, ale nieśmiertelna partytura powraca na scenę w inscenizacji łączącej pamięć historyczną z wizjami nowoczesnej technologii cyfrowej” – podaje „Corriere della Sera”.
Po stu latach w tytułowej roli ponownie zobaczymy Polkę – Ewę Płonkę. Zdaniem Grzybowskiej, debiut ten „ma znaczenie symboliczne, ale nie jest jedynie gestem rocznicowym”. – Przywołuje postać Rosy Raisy, pierwszej wykonawczyni tej roli w 1926 r. artystki, która znaczną część swojej kariery rozwijała w Stanach Zjednoczonych. W tym kontekście można dostrzec pewną paralelę z drogą Ewy Płonki, związanej również z USA, a zarazem artystki, która wykonywała partię Turandot na wielu ważnych scenach operowych. Występ w La Scali jest więc nie tyle początkiem, co potwierdzeniem jej miejsca wśród sopranów dramatycznych funkcjonujących na międzynarodowym poziomie – podsumowała blogerka operowa.
Jako księżniczka Turandot Płonka zadebiutowała w 2021 r. na festiwalu Oper im Steinbruch w Austrii. „Kontrakt na Turandot mam od kilku lat. Kiedy miałam zastępować Annę Netrebko jako Lady Makbet w La Scali, była już mowa o Puccinim. Daty występów ustaliliśmy nieco później z ówczesnym dyrektorem od obsad Alessandro Galoppinim. Aż w końcu podpisaliśmy kontrakt na rok 2026, bardzo symbolicznie, ze względu na setną rocznicę prapremiery, z czego bardzo się cieszę” – wyznała w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.
„Jestem jak kameleon, dopasowuję technikę do roli, dlatego mogę śpiewać tak różne partie, jak Aida, Lady Makbet czy Turandot” – podkreśliła Płonka cytowana w książce Anny S. Dębowskiej „Śpiewacy eksportowi. Sukces polskich artystek i artystów operowych”.
Mateusz Wyderka (PAP)