Pilgrzymi w drodze na Jasną Górę (w 1983 r.). Fot. PAP/Maciej Musiał
Po prawie pół wieku istnienia zniknie tunel - przejście podziemne u podnóża Jasnej Góry. Został zbudowany, by utrudnić ruch pielgrzymkowy.
na przełomie lat 70. i 80. była jedną z głośnych, omawianych m.in. przez radio Wolna Europa, odsłon walki władz PRL-u a Kościołem katolickim.
Jak pokazują archiwa – rację miał Episkopat twierdząc, iż za inwestycją stała także chęć utrudnienia dojścia do klasztoru paulinów.
Tomasz Haładyj
Przejście podziemne na końcu prowadzącej ku Jasnej Górze Alei Najświętszej Marii Panny wciąż istnieje, choć go nie widać. Zamknięto je w 1999 r., gdy klienta funkcjonującego tam szaletu poraził prąd. Przyczyną była woda spływająca ze wzgórza klasztornego, która przenikała (i wciąż przenika) do nieszczelnej konstrukcji.
Tunel był zresztą używany sporadycznie: Kościołowi udało się wygrać głośny w czasach PRL-u spór z władzami PRL-u. Mimo zbudowania podziemi, pozostawiono przejścia dla pieszych na powierzchni.
Tunel dla pieszych między Aleją NMP a podjasnogórskimi parkami zaczęto budować w 1979 r. Kościół alarmował, iż prawdziwym powodem inwestycji jest chęć utrudnienia dojścia do klasztoru jasnogórskiego. Pielgrzymi idący środkowym pasażem Alei NMP mieli wąską pochylnią zanurzyć się w niskim - 2,4 - oraz długim na 40 m przejściu podziemnym.
Na pewno nie zmieściłyby się tam niesione w procesjach, np. na Boże Ciało, akcesoria. A samo zejście stłoczonych grup pątniczych pochylnią narażałoby ich członków na upadek.
Okazuje się, że Kościół dobrze odczytywał intencje władz. Ówczesny premier Piotr Jaroszewicz na tajnym spotkaniu aktywu partyjnego w Częstochowie na pół roku przed rozpoczęciem budowy mówił: „Towarzysze! Pamiętajcie, że tunel pod Jasną Górę jest waszym priorytetowym zadaniem. Traktujcie tę inwestycję jako przejście ideologiczne, jako kolejny krok na froncie walki z wpływami imperializmu i rozzuchwalonego kleru otumaniającego socjalistyczne społeczeństwo".
Z kolei w przededniu rozpoczęcia budowy wojewoda częstochowski Mirosław Wierzbicki tak pisał do Jaroszewicza: "Przejście [podziemne] z uwagi na niewielki rozmiar w istotny sposób powinno ograniczyć ruch pątniczy na Jasną Górę. Wybudowanie przejścia jest konieczne z uwagi na to, iż mimo podejmowanych ofensywnych działań przez Partię i władze kraju (...) sytuacja wyznaniowa poważnie się zaostrzyła".
Nocą z 4 na 5 września 1979 r. skrzyżowanie Alei NMP z ul. Pułaskiego i Starucha (dziś Popiełuszki) ogrodzono. W bocznych uliczkach zaparkowały auta z esbekami. Na wszelki wypadek, bo o planowanym odcięciu Jasnej Góry od miasta trasą szybkiego ruchu - wspomniane ulice planowano dwukrotnie poszerzyć - i zamiarze wpuszczenia grup pątniczych do tunelu było już głośno w całym kraju.
Informację o tym podało m.in. Radio Wolna Europa.
Gdy grodzono plac budowy, biskup częstochowski Stefan Bareła przebywał na Konferencji Episkopatu w Warszawie. Uznając, iż specjalnie wykorzystano jego wyjazd, wysłał do Wierzbickiego protest: "Prace te w sposób niedopuszczalny zmieniają układ urbanistyczny miasta, godzą w interesy Kościoła, katolików, godzą w polskie tradycje".
Ordynariusz częstochowski po powrocie do miasta spotkał się z wojewodą: "Ksiądz biskup powinien patrzeć na sprawę modernizacji ulicy jako obywatel miasta i nie ulegać sugestiom osób, które rzadko bywają w Częstochowie" – usłyszał hierarcha.
Była to aluzja do telegramu kardynała Stefana Wyszyńskiego, w którym nazwał to, co robią władze częstochowskie, barbarzyństwem.
Diecezję częstochowską w toczących się później rozmowach z władzami reprezentował znany krakowski adwokat Andrzej Rozmarynowicz (był m.in. pełnomocnikiem rodziny Stanisława Pyjasa). Miejscowi prawnicy nie chcieli się bowiem podjąć zadania, tłumacząc się zastraszeniem przez władze.
"Tygodnik Powszechny" cytował w 2009 r. wspomnienia nieżyjącego już wówczas mec. Rozmarynowicza: "Kiedyś Szwedzi okrążyli Jasną Górę i chcieli ją zniszczyć. Komuniści postawili sobie natomiast inne zadanie: zablokować Jasną Górę przed wiernymi".
Strona kościelna proponowała zamiast tunelu dla pieszych tunel dla samochodów na osi ulic Pułaskiego i Starucha. W odpowiedzi władze sugerowały zbudowanie w poprzek Alei NMP estakady dla samochodów. Zasłoniłaby ona widok na Jasną Górę, więc negocjatorzy kościelni powiedzieli „nie”.
Władze miały ciężki orzech do zgryzienia, bo pojawiło się merytoryczne stanowisko Stowarzyszenia Architektów Polskich oraz Związku Urbanistów Polskich. Wystosowały one list, w którym koncepcję wiaduktu nazwano sprzeczną z układem Alei Najświętszej Maryi Panny, będącym "unikatem w skali europejskiej".
Rozmowy i trwająca korespondencja nie wstrzymały jednak prac budowlanych. Wybrano ziemię pod pochylnie z obu stron – tj. od Alei NMP i od strony Jasnej Góry.
W styczniu odbyło się w Urzędzie Rady Ministrów spotkanie: stronie rządowej przewodniczył wicepremier Kazimierz Secomski, delegacji kościelnej - metropolita krakowski Franciszek Macharski. Biskupom oznajmiono, że zaawansowanie prac nie pozwala na przerwanie budowy. Jednak rząd zaproponował kompromis: podwyższenie tunelu o 20 cm. Strony kościelnej to nie zadowoliło.
Nagle, trzy dni później, władze ogłosiły rezygnację z "prowadzenia ciągu pieszego równią pochyłą, wykopem do tunelu". Skąd ten zwrot - nie wiadomo.
Tunel dokończono, ale na powierzchni pozostawiono przejście dla pieszych.
Podziemia świeciły pustkami. Do zejścia w dół mieszkańców czy turystów miały kusić kawiarnia, punkt informacji turystycznej czy księgarnia. Po przełomie gospodarczym w 1989 r. w przejściu podziemnym skupiły się częstochowskie sklepy sportowe. Jednak wraz ze zmianą struktury handlu, ruch w tunelu zamarł. Aż zamknięto go z powodu złego stanu technicznego.
Z sześciu zejść do podziemi zostawiając jedno, w celach inspekcyjnych. Nad jednym z dawnych zejść rosną dziś bratki przed pomnikiem księdza Jerzego Popiełuszki.
Od tego czasu toczyła się w Częstochowie dyskusja, co zrobić z porzuconą konstrukcją. Odżyły pomysły, by pod ziemię wpuścić nie pieszych, lecz samochody na osi poprzecznej do ciągu Aleje NMP – Jasna Góra. Dzięki temu przejście w stronę klasztoru byłoby całkowicie bezkolizyjne, bez przecinania jezdni i bez sygnalizacji świetlnej.
Decyzja właśnie zapadła: tunel zostanie zasypany, skrzyżowanie na powierzchni pozostanie w dotychczasowym kształcie. Miejski Zarząd Dróg rozpisał właśnie przetarg.
- Tym samym zamykamy temat przejścia podziemnego pod Jasną Górą – powiedział PAP rzecznik prasowy Miejskiego Zarządu Dróg w Częstochowie Maciej Hasik. (PAP)
Tomasz Haładyj
th/ jkrz/