Kobiety więzione w KL Ravensbrück. /Źródło: de.wikipedia
Do największego obozu koncentracyjnego dla kobiet, utworzonego przez nazistowskie Niemcy w Ravensbrück, trafiło ok. 40 tys. Polek. Połowa zmarła z głodu, chorób, tortur, 200 rozstrzelano. – Te liczby są ważne, ale najważniejsza jest pamięć – podkreślił historyk dr Zbigniew Stanuch.
Pierwszy transport 867 kobiet przybył do Frauen-Konzentrationslager Ravensbrück 15 maja 1939 r. Przez niemal sześć lat funkcjonowania obozu najliczniejszą grupę (40 tys.) wśród ok. 130 tys. więźniarek stanowiły Polki. Umierały z wycieńczenia, głodu, chorób. Ok. 200 zostało rozstrzelanych. W 1943 r. za obozowym murem zbudowano krematorium. Na początku 1945 r. uruchomiono komorę gazową. Łączną liczbę ofiar KL Ravensbrück historycy szacują na 40-50 tysięcy. Gdy 30 kwietnia 1945 r. do obozu wkroczyli żołnierze Armii Czerwonej, było tam kilkaset wycieńczonych kobiet.
Z okazji 81 rocznicy wyzwolenia KL Ravensbrück, w piątek w Chojnie, gdzie znajdował się jeden z podobozów, pomnik upamiętniający ofiary odsłoniła pierwsza dama Marta Nawrocka. W barakach przy bazie lotniczej Luftwaffe w Königsberg in der Neumark, czyli dzisiejszej Chojnie, przebywało ok. 1600 kobiet. 60 procent z nich było obywatelkami polskimi.
- Te liczby są ważne, ale najistotniejsze jest po prostu, żeby pamiętać, co działo się w KL Ravensbrück i innych obozach – powiedział PAP dr Zbigniew Stanuch z Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Szczecinie, autor publikacji „Ravensbruck. Historia nie do zapomnienia. Perspektywa polska”.
Stanuch przypomniał, że pierwsze obóz koncentracyjny w Niemczech powstał w 1933 r. (Dachau). Początkowo do KL trafiali „wrogowie” partii narodowo-socjalistycznej, prześladowane mniejszości, a także skazani za przestępstwa kryminalne, ponieważ w więzieniach brakowało miejsc. W czasie II WŚ w obozach więziono i mordowano miliony obywateli podbitych i okupowanych krajów. W KL Ravensbrück było ponad 30 narodowości, m.in. Rosjanki, Francuzki, Holenderki, Belgijki, Norweżki, Brytyjki, Czeszki, Romki, Żydówki.
Decyzja o budowie obozu w Ravensbrück, niedaleko Fürstenberga nad Hawelą, 80 km na północ od Berlina, zapadła w 1938 r. Pierwszymi więźniarkami były Niemki, prześladowane politycznie (socjalistki, komunistki), ale też m.in. badaczki Pisma Świętego, czyli należące do Świadków Jehowy. Do obozu kierowano również osoby uznane za „aspołeczne”, np. prostytutki, lesbijki.
- Myślę, że wcześniej nikt nie brał pod uwagę, że dojdzie do czegoś takiego, że jeden człowiek będzie drugiego traktował jak podczłowieka, gorzej niż zwierzę – stwierdził historyk. - Początkowo określano to miejsce jako obóz pracy. Więźniarki miały pracować m.in. na rzecz przemysłu zbrojeniowego. Ravensbrück stał się jednak obozem śmierci – podkreślił.
Obóz zaplanowany na 16 baraków był kilkukrotnie rozbudowywany, „zagęszczany”. Panowały tam ekstremalnie trudne warunki. Tysiące kobiet umarło z głodu i chorób. We wspomnieniach więźniarek opisywane są trzy „posiłki” dziennie: kawa z żołędzi, rano i wieczorem, a na obiad zupa z brukwi lub innych warzyw i 250 g chleba. Wycieńczone kobiety pracowały np. przy szyciu mundurów.
Pod koniec wojny w części obozu przeznaczonego dla młodocianych stworzono, jak piszą historycy, „strefę śmierci”, gdzie dokonywano masowych mordów. - Kobiet starsze, schorowane, inwalidki, wszystkie osoby, które nie miały siły pracować, były rozstrzeliwane, palone w piecach – przypomniał Stanuch.
Historyk ocenił, że Ravensbrück to szczególne miejsce pamięci o tysiącach ofiar, w tym 86 kobietach (74 Polkach), które poddano zbrodniczym eksperymentom medycznym. Wszczepiano im bakterie wywołujące zakażenie, by sprawdzić skuteczność sulfonamidów; do ran aplikowano kawałki szkła, żeby przetestować procedury medyczne w warunkach frontowych; łamano i przeszczepiano kości, wycinano części mięśni i nerwów. Z powodu komplikacji pooperacyjnych zmarło pięć kobiet. Sześć stracono w egzekucjach.
- Ponieważ Niemcy w swojej zbrodniczej działalności dążyli do tego, żeby prawdę o tych eksperymentach ukryć, zatuszować – powiedział Stanuch.
Więźniarki, które trafiały do obozowego „rewiru”, czyli izby chorych, nie wiedziały, co je czeka. A później, okaleczone, żeby uniknąć śmierci, ukrywały się na terenie obozu. - Rany cielesne, fizyczne, które im zadano, odczuwały po wojnie – podkreślił historyk.
Stanuch wyjaśnił, że w KL Ravensbrück więźniarki kryminalne często pełniły funkcje strażniczek, kapo, donosicielek. – Niebrzydzące się przemocą świetnie się odnajdowały w rolach oprawców. Wiązało się to też z pewnymi przywilejami, a ceną było przeżycie – zaznaczył historyk.
Natomiast Polki, obok Rosjanek, traktowano najgorzej, ponieważ miały status więźniarek politycznych. Trafiały do obozu po np. po aresztowaniu przez gestapo (tajną policję III Rzeszy), za działalność konspiracyjną. Jesienią 1944 r. duże transporty (nawet po 1000-1500 kobiet i dzieci) przyjechały z Warszawy, po upadku Powstania. W 1944 r. do Ravensbrück masowo zwożono też więźniarki z Auschwitz.
Szczeciński historyk zaznaczył, że określenie liczby ofiar jest trudne, m.in. dlatego, że pod koniec wojny, gdy do Berlina zbliżał się front, obozowe dokumenty były niszczone. Zachowała się tylko część tzw. list transportowych. Archiwa Międzynarodowego Czerwonego Krzyża dot. KL Ravensbrück i ponad 40 podobozów (także dla mężczyzn) nie dają kompletnej wiedzy.
W obozie były więzione m.in. polska malarka i scenografka Maja Berezowska (od maja 1942 r. w Ravensbrück, wykonywała tam portrety współwięźniarek), zm. w 1978 r.; historyk sztuki prof. Karolina Lanckorońska (zm. 2002 r.); graficzka Maria Hiszpańska-Neumann (zm. 1980 r.), aktorka Zofia Rysiówna (zm. 2003 r.) oraz Wanda Półtawska (zm. 2023 r.) lekarka, przyjaciółka Karola Wojtyły, papieża Jana Pawła II.
Stanuch przypomniał, że w pierwszym procesie (Hamburg) załogi KL Ravensbrück liczbę ofiar szacowano na 92 tys. Późniejsze badania wskazują na 40-50 tys.
Historyk zwrócił uwagę, że obóz ulokowano w lasach Meklemburgii, w pobliżu trzech jezior, bo naziści wierzyli, że „oczyszczanie niemieckiej krwi” powinno się odbywać w bliskości natury. Do jeziora Schwedtsee wsypano prochy prawdopodobnie tysięcy ofiar. Akwen, który dla rodzin ofiar jest cmentarzem, dziś służy turystyce i rekreacji. Z obozu widać pole kempingowe, żaglówki, łodzie motorowe.
Na terenie Ravensbrück nie ma tablic informacyjnych w jęz. polskim. Tylko w wybranych miejscach, np. bunkrze (karcerze), znajdują się elementy upamiętnienia ufundowane przez polskie organizacje. Próżno też szukać drogowskazów przy głównych szlakach komunikacyjnych prowadzących z Prenzlau czy Berlina.
- Na pewno są do podjęcia pewne kroki na szczeblu międzynarodowym, wymagające spotkań, uzgodnień. Nie tyle historyków, co polityków i urzędników, również lokalnych – stwierdził dyplomatycznie Stanuch.
Ocenił, że IPN, historycy „robią bardzo dużo”, by o Ravensbrück nie zapomniano, także „w przestrzeni międzynarodowej”. W ubiegłym roku w Szczecinie wydany został „Kurier Historyczny” o historii obozu, w jęz. polskim i niemieckim. W Polsce i Niemczech dystrybuowane były również broszury informacyjne po angielsku i niemiecku. Co roku IPN dla uczniów z woj. zachodniopomorskiego organizuje wyjazdy do Ravensbrück z edukatorami.
Tomasz Maciejewski(PAP)
tma/ lm/

