Paweł Pawlikowski podczas 79. festiwalu w Cannes. Fot. PAP/EPA/SEBASTIEN NOGIER
Mistrzowsko zrealizowana odyseja przez żale powojennej Europy; lekcja precyzji i dyscypliny artystycznej – piszą krytycy o „Ojczyźnie” Pawła Pawlikowskiego. Film o podróży noblisty Thomasa Manna i jego córki Eriki przez zrujnowane Niemcy ubiega się o Złotą Palmę podczas 79. festiwalu w Cannes.
„Ojczyzna” to pierwsza fabuła Pawlikowskiego od czasu „Zimnej wojny”, która w 2018 r. zapewniła mu w Cannes nagrodę za najlepszą reżyserię, a następnie nominacje do Oscarów. Wydawało się, że adaptacja książki Emmanuela Carrere'a „Limonov – The Ballad”, nad którą wówczas pracował, jest kwestią najbliższych lat. Ale w międzyczasie Pawlikowski zmienił zdanie. Oddał projekt Kiriłłowi Sieriebriennikowowi i zdecydował się zrealizować „The Island” z Rooney Marą i Joaquinem Phoenixem w obsadzie. Ta produkcja ostatecznie nie doszła do skutku z powodu hollywoodzkiego strajku scenarzystów. Jednak warto było czekać – Pawlikowski powrócił do konkursu głównego w wielkim stylu.
W swoim nowym dziele ponownie poruszył kwestie tożsamości, historycznych zawirowań i poczucia przynależności. Scenariusz – współtworzony przez reżysera i Henka Handloegtena – został oparty na książce „Czarodziej” Colma Tóibína o życiu niemieckiego pisarza Thomasa Manna. Zanim jednak noblista (w tej roli Hanns Zischler) pojawia się w kadrze, oglądamy prolog, w którym syn Thomasa Klaus (August Diehl) siedzi nago w canneńskim hotelu, oparty o łóżko. W zbliżeniu widzimy drobiazgi leżące na stoliku, wśród nich napełnioną strzykawkę. W tle – pogniecioną pościel noszącą ślady miłosnych uniesień. Nie ma wątpliwości, że mamy przed sobą człowieka uzależnionego, złamanego, który spędził życie w cieniu sławnego ojca i nie doczekał się z jego strony upragnionego uznania.
Klaus rozmawia przez telefon ze swoją siostrą, pisarką Eriką (Sandra Hüller), z którą zawsze łączyły go bliskie relacje. Kobieta namawia go, by dołączył do niej i Thomasa podczas wyprawy do Niemiec. Po 16 latach spędzonych na emigracji – najpierw w Szwajcarii, a następnie w Stanach Zjednoczonych – w 1949 r. noblista postanowił bowiem odwiedzić swoją ojczyznę. „Będąc obywatelem amerykańskim, nadal jestem pisarzem niemieckim, wiernym językowi niemieckiemu, który jest moim prawdziwym domem” – uzasadnił potrzebę bohater książki Tóibína. Erika uważa, że to zły pomysł, ale zgadza się wozić ojca po kraju. Pierwszym przystankiem na ich trasie jest będący w amerykańskiej strefie Frankfurt, gdzie Mann ma odebrać nagrodę imienia Goethego, ostatnim natomiast – kontrolowany przez Sowietów Weimar. W trakcie publicznych wystąpień pisarz musi zmierzyć się z natarczywymi pytaniami o swoją relację z podzielonymi Niemcami. W międzyczasie on i Erika otrzymują informację o śmierci Klausa.
Obraz zrealizowano w koprodukcji polsko-niemiecko-włosko-francuskiej. Wśród twórców znaleźli się stali współpracownicy Pawlikowskiego: operator Łukasz Żal, kostiumografka Aleksandra Staszko, montażysta Piotr Wójcik, scenografowie Katarzyna Sobańska i Marcel Sławiński, a także kompozytor Marcin Masecki. Polską producentką filmu jest Ewa Puszczyńska (Extreme Emotions).
Seans dla prasy zwieńczyła burza oklasków. Po odbywającej się równolegle w Grand Théâtre Lumiere światowej premierze ekipę uhonorowano sześciominutową owacją na stojąco. Również pierwsze recenzje wskazują, że Pawlikowski po raz kolejny zachwycił krytyków. Piszący dla portalu Deadline Damon Wise nazwał go „mistrzem filmowej precyzji i dyscypliny artystycznej”. „To ambitne przedsięwzięcie, czego można się było spodziewać się reżyserze »Idy« i równie błyskotliwej »Zimnej wojny«. Pawlikowski ma w Hüller idealną partnerkę, która na ekranie potrafi przekazać cztery emocje jednocześnie tylko za pomocą ukradkowego spojrzenia” – napisał.
Jonathan Romney (ScreenDaily) zwrócił uwagę m.in. na „dopracowany scenariusz, który z należytą uwagą traktuje kwestie polityczne, historyczne i literackie” oraz skojarzenia z poprzednimi dziełami polskiego twórcy. „Oprócz treści werbalnych i intelektualnych film jest niezwykle sugestywny. Sprawia, że naprawdę czujemy się jakbyśmy w 1949 r. odwiedzili obie części Niemiec. Autor zdjęć Łukasz Żal kręci w charakterystycznym stylu - czerni i bieli – co sprawia, że »Ojczyzna« doskonale wpisuje się w konwencję innych obrazów osadzonych w tamtej epoce, takich jak »Ida« i »Zimna wojna« (gwiazda tego ostatniego Joanna Kulig pojawia się tu w epizodycznej roli piosenkarki)” – stwierdził.
Ryan Lattanzio (IndieWire) ocenił, że „Ojczyzna” jest „równie sentymentalna co inne obrazy tego autora”. „Czyli w ogóle, nie licząc jednej, długo wstrzymywanej łzy, która w końcu spływa po policzku. To skrupulatnie zrealizowana odyseja przez powojenne żale Europy. Stylistycznie nawiązująca do »Idy« i »Zimnej wojny«, może stanowić uzupełnienie luźnej trylogii” – wskazał.
„Ojczyzna” jest jednym z 22 tytułów uczestniczących w konkursie głównym canneńskiego wydarzenia. W tej samej sekcji zaprezentowane zostaną m.in. „Historie równoległe” Asghara Farhadiego, „Bitter Christmas” Pedro Almodovara, „Minotaur” Andrieja Zwiagincewa, „Gentle Monster” Marie Kreutzer, „A Woman’s Life” Charline Bourgeois-Tacquet oraz „Sheep in the Box” Hirokazu Koreedy. O nagrodę ubiegają się też „All of a Sudden” Ryusuke Hamaguchiego, „Stories of the Night” Léi Mysius, „Garance” Jeanne Herry i „The Man I Love” Iry Sachsa.
79. festiwal w Cannes potrwa do soboty 23 maja. Laureata Złotej Palmy ogłosi jury pod przewodnictwem południowokoreańskiego reżysera Parka Chan-wooka.
Z Cannes Daria Porycka (PAP)
dap/ wj/
