Lwów, Ukraina, 06.09.2025. Ukraińscy weterani wojenni po amputacjach z ośrodka rehabilitacyjnego Tytanovi biorą udział w charytatywnym biegu z przeszkodami Kordon Race 2025 we Lwowie. Fot. PAP/Vitaliy Hrabar
„Ciało wojny” to film, który zrodził się z potrzeby ciszy i kontemplacji - powiedziała PAP Małgorzata Szumowska o nowym dokumencie wyreżyserowanym wspólnie z Michałem Englertem. Dokument, unikając drastycznych obrazów wojny, pokazuje piętno konfliktu odciśnięte na ciele, tożsamości i sztuce.
„Ciało wojny” to najnowsze dzieło Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta. W czasie ponad 20-letniej współpracy stworzyli (Szumowska jako reżyserka z Englertem - autorem zdjęć) kilkanaście pełnometrażowych fabuł - w tym m.in. „Szczęśliwy człowiek” (2000), „Ono” (2004), „33 sceny z życia” (2008), „Sponsoring” (2011) oraz „Twarz” (2018). Od filmu „Śniegu już nigdy nie będzie” (2021) oboje podpisują się pod swoimi filmami jako reżyserzy. W kolejnych latach powstały „Infinite Storm” (2022) oraz „Kobieta z...” (2023). Fabuły przyniosły wiele nagród - Nagroda Fundacji „Persona, Lavoro, Ambiente” na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji (2020), Srebrny Niedźwiedź za reżyserię w (2015) oraz za najlepszy film (2018) - ale korzenie mają w kinie dokumentalnym - „Ślub w domu samotności” (2000) i „Dokument...” (2001).
W „Ciele wojny” opowiadają trzy przeplatające się historie i badają, w jaki sposób wojna zapisuje się w ciele, tożsamości i sztuce. Film pokazuje codzienność w centrum rehabilitacyjnym dla weteranów wojennych we Lwowie, gdzie młodzi ukraińscy żołnierze, którzy stracili ręce, nogi i inne części ciała, walczą o odzyskanie sprawności fizycznej i psychicznej. Członkowie Open Group, ukraińskiego kolektywu artystycznego, który reprezentował Polskę na Biennale w Wenecji w 2024 r., mierzą się z doświadczeniem wojny poprzez praktykę artystyczną. Jeden z nich, Pavlo Kovach, zostaje w Ukrainie, by walczyć. Dana Vitkovskyi, transpłciowa tancerka i artystka, zamieszkuje w Polsce gdzie - z dala od wojny - buduje swoją przyszłość i pragnie rozwijać się, ale jednocześnie mierzy się ze złożonością polskiej biurokracji. Film miał swoją światową premierę na 23. festiwalu Millenium Docs Against Gravity.
PAP: Co było motywacją do stworzenia dokumentu po wielu latach pracy nad filmami fabularnymi?
Małgorzata Szumowska: Mam wrażenie, że po prostu chcieliśmy coś zrobić w sprawie wojny. Tylko że w sposób filmowy, ponieważ to jest nasze narzędzie komunikacji ze światem. Pracę nad dokumentem rozpoczęliśmy wraz z początkiem pełnoskalowego konfliktu. Spotkaliśmy się z ludźmi ze szpitala dla weteranów wojennych we Lwowie, którzy zbierali pieniądze na robienie świetnych protez dla swoich podopiecznych. Już wtedy weteranów było bardzo wielu, teraz jest ich wielokrotnie więcej. Ten obraz musiał osadzać się w konkretnym, zmieniającym się czasie, też przez to, że tak długo nad nim pracowaliśmy. Ze względu na działania wojenne sytuacja mocno się skomplikowała. Nie dało się już jechać do Ukrainy. Zaczęliśmy zapraszać do filmu kolejnych bohaterów.
PAP: W filmie poznajemy trzy różne historie. Czy ciężko było znaleźć w nich wspólny mianownik?
Michał Englert: Tym wspólnym mianownikiem jest człowiek i próba zrozumienia każdego z bohaterów, każdej postawy i każdej relacji. Myślę, że wszystko spaja przede wszystkim empatia i humanistyczny aspekt tego filmu. Oczywiście istotny jest czas, o którym powiedziała Małgosia, ale też pytanie, co by było, gdyby? Co ja bym zrobił? Co robią inni? Co będzie? Jak to się odnosi do tego, co już z historii dobrze znamy? Stąd też pomysł na użycie archiwaliów i refleksyjną tonację filmu, która sprawia, że widz dostaje dużo miejsca dla własnej interpretacji.
"Po ekstremalnych i traumatycznych doświadczeniach - a wojna takim jest - przychodzi trudny moment rozliczenia się."
PAP: Na pierwszym planie dokumentu jest człowiek, a szczególnie jego fizyczność. Kiedy ciało stało się głównym bohaterem tej historii?
M.S.: Od momentu, kiedy pojechaliśmy do szpitala dla weteranów i spotkaliśmy ludzi zmagających się z powrotem do sprawności fizycznej i zrozumieniem, że ślady wojny zostaną z nimi już na zawsze. To popchnęło nas w kierunku ciała. Kolejną bohaterką, którą spotkaliśmy, była Dana Witkowska - transpłciowa performerka i tancerka, która pracuje głównie z ciałem. Jej ciało to pole walki, gdzie toczy się wojna o jej tożsamość. Gdyby Dana była w Ukrainie, zapewne zostałaby wcielona do wojska i musiałaby funkcjonować jako żołnierz-mężczyzna, co wydaje się to w jej przypadku niewyobrażalnie brutalne. Dana wciągnęła nas w sferę sztuki, która fizyczne doświadczenie wojny przenosi na inny poziom. Poznaliśmy też kolektyw artystyczny Open Group. W ich pracy „Repeat After Me” głos naśladuje dźwięki broni - bardzo fizyczne i biologiczne, a nie abstrakcyjne doznanie. Te historie w wyjątkowy sposób zaczęły się przenikać.
PAP: Czy ciężko było bohaterom mówić o tych doświadczeniach?
M.S.: Zaskoczyła mnie otwartość żołnierzy. Mieli wielką ochotę porozmawiać, czuli potrzebę podzielenia się swoją historią. Jednak zanim się otworzyli, trzeba było z nimi chwilę pobyć. W dokumencie nic nie dzieje się na pstryknięcie palców. Dana musiała się przemóc i dać wciągnąć na pokład, ale teraz jest z tego powodu bardzo szczęśliwa. Open Group trzeba było przekonać. Pavlo Kovach, który jest na froncie, nakręcił materiały, które stały się częścią dokumentu. Wysłaliśmy mu sprzęt i z tego, co nakręcił powstała też jego praca „Jestem artystą”, więc było to wspólne działanie.
PAP: Jak te historie odnoszą się do rzeczywistości dzisiejszej Ukrainy?
M.E.: Nie chciałbym górnolotnie mówić, że ten dokument to portret części ludzkości. Porusza problem, który dotyczy milionów i próbuje przyjrzeć się mu z kilku stron. Nie mamy żadnej tezy ani żadnych konkluzji. Czas potrafić zmienić perspektywę. Wystarczy spojrzeć na historię naszego kraju, do dziś istnieją bardzo różne interpretacje konfliktów wojennych w Polsce. Ten film jakoś patrzy w przyszłość. Po ekstremalnych i traumatycznych doświadczeniach - a wojna takim jest - przychodzi trudny moment rozliczenia się. Obecnie naród ukraiński jest wyczerpany. Mam nadzieję i wierzę, że ten konflikt się skończy i nie będą ginąć kolejne tysiące ludzi.
Siłą filmów jest możliwość zderzenia widza z obrazem. Niekoniecznie drastycznym, do którego przyzwyczaja nas codzienna publicystyka. Dlatego ekstremalne rzeczy pokazujemy dosyć oszczędnie - śmierć tylko raz.
PAP: Czy konieczne jest wprowadzenie nowego języka filmowego do opowiadania o wojnie w Ukrainie?
M.S.: Myślę, że z takiej potrzeby zrodził się ten film - z potrzeby ciszy, kontemplacji i pozbycia się dosłowności. Ludzie są otępieni zalewem brutalnych obrazów, medialnych informacji. Współczesny dokument to jest antidotum na algorytmy, którymi kierują się media. My chcemy działać na wyobraźnię, pobudzać do myślenia. Pokazujemy, że kropla krwi często znaczy więcej - zastanawiamy się, skąd się wzięła. Chcemy, by widz zmierzył się z tym sam.
PAP: Kino dokumentalne wymaga dzisiaj od twórców odwagi czy pokory?
M.S.: Jednego i drugiego. Ludzie są zalani „contentem” i dokument staje się czymś, co idzie wbrew temu trendowi. Fakt, że tak wielu ludzi ogląda dokumenty, świadczy o tym, że mają prawdziwą potrzebę. To wróży wielką przyszłość dokumentom w naszych czasach. Z Michałem zaczęliśmy myśleć, żeby znaleźć temat na kolejny dokument. Bo dokument jest przestrzenią autentyczności w świecie, w którym jest jej coraz mniej.
M.E.: Festiwal Millenium Docs Against Gravity świetnie pokazuje, że dokument uruchamia ciekawość drugiego człowieka i wrażliwość. Niektórzy znajdują w dokumentach odzwierciedlenie własnych traum i problemów. I orientują się, że być może nie są w tym sami. Dziś filmy oglądamy na telefonach i laptopach, co prowadzi do swoistej alienacji. Serce rośnie, kiedy widzi się pełne sale kinowe. Cieszy, że ludzie chcą oglądać wspólnie. To dla nich szansa na poznanie bohaterów i miejsc, w których może nigdy by się nie znaleźli.
Rozmawiała Maria Kuliś
Małgorzata Szumowska jest reżyserką, scenarzystką i producentką filmową, jest laureatką wielu nagród na polskich i zagranicznych festiwalach. Zadebiutowała w 2000 r. filmem „Szczęśliwy człowiek”, ale jej pierwszym nagradzanym filmem, którym zwróciła na siebie uwagę były częściowo autobiograficzne „33 sceny z życia” (2008). Od ponad 20 lat współpracuje z operatorem, scenarzystą i reżyserem Michałem Englertem. W pierwszych wspólnych projektach Englert był odpowiedzialny za zdjęcia do filmów Szumowskiej. Z czasem zaczęli wspólnie pracować scenariuszami, a od 2021 r. współreżyserują filmy. Obecnie pracują nad międzynarodową produkcją o małżeństwie Dostojewskich - „The Idiot(s)”. Czarna komedia opowiadająca o Fiodorze Dostojewskim i jego żonie Annie w czasie, gdy pisarz pracował nad powieścią „Idiota”. Scenariusz oparty jest na książce Andrew D. Kaufmana „The Gambler Wife. A True Story of Love, Risk, and the Woman Who Saved Dostoyevsky”. Światowa premiera filmu planowana jest na 2027 r. (PAP)
maku/ aszw/