Warszawa 1963. Fizykochemik i popularyzator nauki prof. Józef Hurwic. mo PAP/Wdowiński
Prowadzone przez niego czasopismo popularno-naukowe „Problemy” cieszyło się równie wielkim powodzeniem, co jego wykłady na Politechnice Warszawskiej, ale i tak na fali pomarcowej kampanii antysemickiej zmuszono go do emigracji. 115 lat temu urodził się prof. Józef Hurwic.
W gorącym 1968 roku Józef Hurwic był na Politechnice Warszawskiej dziekanem Wydziału Chemicznego. Studenci go cenili, ale on sam bardzo nie lubił, gdy określano go „uczonym”. Skromnie mówił, że jest po prostu „pracownikiem nauki”, a w pewnym wywiadzie wyjaśniał: „uczony to był Einstein, uczony był Mendelejew, uczona była Maria Skłodowska-Curie. Jestem fizyko-chemikiem pracującym naukowo na pograniczu fizyki i chemii”.
Kiedy po wydarzeniach Marca 1968 roku musiał opuścić Polskę, z otwartymi ramionami przyjęło go środowisko Paryża. I to nie tylko naukowe, ale i kulturalne, a sam Hurwic publikował nawet w paryskiej „Kulturze”.
W chwili śmierci miał 105 lat i był jednym z najdłużej żyjących polskich profesorów.
Józef Hurwic urodził się 23 maja 1911 roku w Warszawie. O swoich rodzicach mówił, że ojciec, „Wolf Hurwic, był buchalterem w prywatnej firmie, natomiast matka, Sonia z domu Merecka, nie pracowała”. Miał też młodszą siostrę Sarę, znaną później jako Irena Nowakowska, socjolożkę i uczennicę Stanisława Ossowskiego. Byli Żydami, nie nazbyt religijnymi, choć matka starała się przestrzegać koszerności w kuchni, jak czytamy w wywiadzie, którego Józef Hurwic udzielił Centrum Badań nad Zagładą Żydów (CBnZŻ).
Kiedy w 1930 roku zmarł ojciec, to on stał się opiekunem rodziny. Od początku przejawiał talenty do przedmiotów ścisłych i było jasne, że w tym kierunku będzie podążać. Hurwic zanotował po latach, że „w okresie międzywojennym Polska miała dość cienką warstwę inteligencji, ale na bardzo wysokim poziomie”. Sam też szybko dołączył do tej elity, jeszcze na studiach stając się asystentem Stanisława Kalinowskiego, fizyka i senatora.

Warszawa 1963. Fizykochemik i popularyzator nauki prof. Józef Hurwic. Fot. PAP/Wdowiński
Niestety, zaraz po tym jak obronił pracę magisterską, wybuchła II wojna światowa. Hurwicowie – matka i dzieci – mieszkali wtedy na Woli. Planowali przedostać się na prawy brzeg Warszawy, na Dworzec Wileński i stamtąd uciec na Wschód. Tak się jednak nie stało. Jak czytamy na stronie CBnZŻ, „na dworcu zostali napadnięci przez jakichś ludzi, Józef został pobity i wrzucony do pociągu, który właśnie podjechał”. Natomiast „siostra z matką wskoczyły za nim”. W Białej Podlaskiej transport został zatrzymany przez Niemców. Wszystkich Żydów wyrzucono z pociągu, uprzednio zabierając im co cenniejszy dobytek.
W 1939 roku polityka niemiecka nie była jeszcze wszędzie jednolita. Często dominował chaos i zdarzały się sytuacje, że Żydów po rewizji czy grabieży po prostu wypędzano i pozostawiano samym sobie, bez dachu nad głową i bez pieniędzy. Hurwicowie mieli jednak szczęście, bo znalazła się życzliwa rodzina Feldmanów, która najpierw przygarnęła ich na kilka miesięcy, a następnie znalazła przewodnika, który pomógł im przedostać się do Brześcia. Stamtąd ruszyli do Lwowa. Siostra Irena rozpoczęła pracę w Ossolineum, a Hurwic w wydawnictwie edukacyjnym.
Kiedy w 1941 roku rozpoczął się niemiecki atak na Związek Radziecki, dla Lwowa oznaczało to kolejną zmianę okupanta. W mieście zaczęły się nowe represje i w związku z tym cała rodzina pojechała do Kijowa, gdzie Józef został wcielony do Armii Czerwonej. W wojsku przydało się jego techniczne wykształcenie i przydzielono go do fabryki maszyn na Uralu. Tam też po rozłące spotkał się z matką i siostrą.
Po zakończeniu wojny nie od razu mógł wrócić do Polski. Początkowo pracował w Moskwie jako korespondent w agencji prasowej i dopiero w 1947 roku wrócił do kraju.
Na Politechnice Warszawskiej kontynuował prace badawcze, zwłaszcza nad przenikalnością elektryczną, czyli dielektryką. Dziedzina ta zajmowała się „złymi przewodnikami elektryczności”, jak dowcipnie je nazywał, czyli takimi związkami chemicznymi, które nie przewodzą prądu lub przewodzą go bardzo słabo. Te właściwości dielektryczne są przydatne np. w izolacji elektrycznej, budowie kondensatorów oraz w urządzeniach wysokiego napięcia, gdzie pozwalają kontrolować i ograniczać przepływ ładunków elektrycznych. Już jako profesor Hurwic często powtarzał, że nie jest to „modna dziedzina”, ale to właśnie go pochłaniało.
Oprócz pracy badawczej prowadził zajęcia ze studentami i jak wspominają jego uczniowie, niewielu wykładowców było tak merytorycznych, a zarazem dowcipnych i barwnych. Próbkę jego humoru można odnaleźć także w wydawanym od końca lat 40. czasopiśmie „Problemy”. Hurwic był początkowo zastępcą redaktora naczelnego, Tadeusza Unkiewicza, a następnie redaktorem naczelnym tego popularnego periodyku. Małgorzata Sobieszak-Marciniak, dyrektorka Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, wyjaśnia, że „pismo to było niezwykle ważne dla młodej polskiej inteligencji” i nazywa je wręcz kultowym. Przypomina, że „drukowali w nim swoje teksty nie tylko uczeni, ale także poeci, pisarze, publicyści: m.in. Julian Tuwim, Maria Dąbrowska, Jarosław Iwaszkiewicz, Antoni Słonimski, Paweł Jasienica; w pionie naukowym, na przykład Kazimierz Ajdukiewicz, Władysław Tatarkiewicz, Stanisław Lorentz, Maria i Stanisław Ossowscy, Wojciech Rubinowicz, Grzegorz Białkowski i wielu innych”.
Redakcja dbała o to, żeby żadna z dziedzin naukowych nie była pominięta, a wszelkie trudne kwestie były wyjaśniane jak najbardziej przystępnie. O tym, że czasopismo spełniało swoją funkcję, mogą świadczyć liczby. Jak chwalił się Hurwic,
„już w 1956 roku nakład »Problemów« przekroczył 100 tysięcy egzemplarzy, by w okresie swego największego powodzenia osiągnąć 130 tysięcy”. Było to więcej niż drukowały wtedy pokrewne pisma w ZSRR „Nauka i Żizń” czy „Znanije – Siła” lub amerykański „Scientific American”.
Ale sukces był tym większy, że pismo czytali nie tylko specjaliści, ale też zwyczajni, niekoniecznie wykształceni odbiorcy. Hurwic przytaczał w radiowej audycji anegdotę, jak po publikacji artykułu o problemach z „zarzucaniem samochodu”, redakcję zalała fala listów od kierowców.
Jednocześnie Hurwic coraz silniej kierował swoją uwagę ku historii nauki, a zwłaszcza postaci Marii Skłodowskiej-Curie, której dorobek stał się jednym z jego najważniejszych tematów badawczych. W drugiej połowie lat 60. XX wieku rozpoczął starania o utworzenie Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w domu przy ulicy Freta 16 w Warszawie. Opowiadał: „Okrągłe rocznice – tu 100. rocznica urodzin Skłodowskiej – są w Polsce okazją do załatwiania spraw, które w innym czasie trudno doprowadzić do skutku. Korzystając z tej okazji i zdobywszy uprzednio poparcie Henryka Jabłońskiego, ówczesnego ministra oświaty i szkolnictwa wyższego, i Wilhelma Billiga, pełnomocnika rządu do spraw wykorzystania energii jądrowej, uzyskałem zgodę premiera Józefa Cyrankiewicza (…), by urządzić tam muzeum biograficzne Uczonej”. Muzeum otwarto uroczyście 16 października 1967 roku.

Warszawa 1963. Fizykochemik i popularyzator nauki prof. Józef Hurwic. Fot. PAP/Wdowiński
Mimo zasług Józef Hurwic, podobnie jak wielu innych uczonych pochodzenia żydowskiego, doświadczył napięć politycznych. W 1968 roku, w wyniku antysemickiej nagonki władz, w okresie od stycznia do sierpnia „organa paszportowe przyjęły podania dotyczące wyjazdu 11 185 osób” – przytacza dane historyk Edward Jan Nalepa. Przy czym „spośród 9570 osób dorosłych obojga płci ubiegających się o dokumenty emigracyjne”, do samego tylko Izraela zamierzało wyjechać aż 217 pracowników naukowych oraz „200 pracowników prasy i instytucji wydawniczych”. Wśród nich znalazł się także Hurwic.
Ostatecznie jednak nie dotarł do Izraela i skorzystał z zaproszenia środowisk naukowych z Francji. Otrzymał pracę na Uniwersytecie w Marsylii, gdzie utworzono dla niego stanowisko kierownika Zakładu Dielektrochemii. Wykładał tam aż do przejścia na emeryturę w 1979 roku.
Nie zapominał jednak o nauce polskiej i od 1981 roku, jak wspomina Małgorzata Sobieszak-Marciniak, „jako były prezes, członek honorowy Polskiego Towarzystwa Chemicznego, brał udział w Zjazdach Towarzystwa, będąc członkiem Komitetu Historii Nauki i Techniki, czynnie uczestniczył w sesjach naukowych”.
Józef Hurwic zmarł 27 lipca 2016 roku we Francji i został pochowany na słynnym cmentarzu Pere-Lachaise. (PAP)
Marta Panas-Goworska
