Książka pracy (niem. Arbeitsbuch Für Ausländer) – dokument identyfikacyjny dla polskiego robotnika przymusowego wydany w 1942 oraz naszywka z literą „P”, którą wszyscy polscy robotnicy musieli nosić na ubraniu w celu łatwego odróżnienia ich od ludności niemieckiej. Źródło: pl.wikipedia
Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Szczecinie poszukuje krewnych ofiar i świadków zbrodni, do których dochodziło w szpitalach i „żłobkach” w obozach pracy w Hamburgu od 1940 do 1945 r. Dzieci były tam głodzone na śmierć, topione.
Śledztwo dotyczące mordów i głodzenia dzieci polskich robotnic, które w latach 1940-1945 wykonywały niewolniczą pracę w zakładach przemysłowych i obozach w Hamburgu, wszczęli prokuratorzy szczecińskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. Śledczy apelują do krewnych ofiar, świadków i innych osób, które mają wiedzę nt. zbrodni popełnianych na noworodkach i niemowlętach przez niemiecki aparat terroru, także lekarzy.
- Nasze śledztwo objęło zgony noworodków w 23 obozach oraz 13 placówek służby zdrowia, gdzie dzieci selekcjonowano, a później uśmiercano. Większość ofiar to niemowlęta do 6 miesiąca życia – podkreślił w rozmowie z PAP prok. Marek Rabiega, naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Szczecinie.
Racje żywnościowe był tak ustalone, że dzieci musiały umrzeć. Wiedzieli i pisali o tym także kontrolujący je niemieccy lekarze.
Rabiega wyjaśnił, że w dokumentach analizowanych przez IPN są nazwiska 2256 Polek, wywiezionych w czasie wojny na roboty do hamburskich fabryk czy gospodarstw rolnych. Śledczy ustalili, że zmarło tam co najmniej 165 polskich dzieci. Były głodzone, pozbawione opieki lekarskiej i kontaktu z matkami. Dokumentowane są też przypadki aborcji i zgonów kobiet po zabiegach.
- Aborcji dokonywano, gdy nie było perspektyw rasowych na zniemczenie dziecka. Szereg dokumentów regulowało postępowanie z kobietą i jej potomstwem. Podczas testów kwalifikacyjnych określano rasę: typ czysto nordycki, zrównoważona mieszkanka, typ wschodni, typ czysto wschodni. Przerażająca, zbrodnicza inżynieria - ocenił Rabiega.
Prokurator opisał, jak selekcjonowano i uśmiercano dzieci. Oceniano ich budowę ciała, stan zdrowia, ale również m.in. inteligencję matki, jej zdolność do pracy itd. Noworodki zakwalifikowane do grupy „bardzo pożądany przyrost ludności” miały szansę przeżyć. Rabiega zwrócił uwagę, że selekcję dzieci przeprowadzał personel medyczny. Wskazał nawet nazwiska lekarzy, które znajdują się w niemieckich dokumentach dot. szpitali w Hamburgu. Placówki opiekuńcze, w których przebywały kilkumiesięczne dzieci, Rabiega nazwał „przechowalniami-umieralniami”.
- Panujące tam warunki zagrażały biologicznej egzystencji. Racje żywnościowe był tak ustalone, że dzieci musiały umrzeć. Wiedzieli i pisali o tym także kontrolujący je niemieccy lekarze – stwierdził Rabiega.
Naczelnik pionu śledczego IPN w Szczecinie wyjaśnił, że funkcjonowanie obozów pracy oraz losy kobiet i dzieci od lat opisuje niemiecka badaczka, psycholog Margot Löhr. Jej dwie książki o nazistowskich zbrodniach wskazały polskim prokuratorom zakres i kierunki śledztwa. - Część dzieci przeżyła, może pod innymi nazwiskami. Mogą to być zagadkowe historie. Dlatego poszukujemy świadków, potomków ofiar – powiedział Rabiega. Prokurator wyjaśnił, że gdy „tropy osobowe się urywają”, ogłoszenia w mediach często okazują się skuteczne. Relacje rodzin, pamiątki, zdjęcia itd. są cennymi dokumentami. Stąd apel o kontakt telefoniczny lub listowny z IPN w Szczecinie.
Opowiadając o „selekcji” w hamburskich szpitalach, Rabiega wymienił polskie nazwiska dzieci urodzonych w 1943, 1944 i 1945 r. Przedstawił np. historię Aliny (ur. w 1944 r.), odnalezionej w 1949 r. w Łodzi. Śledczy IPN liczą, że uda się dotrzeć do świadków podobnych zdarzeń.
SS-Unterscharführer Walter Kümmel własnoręcznie topił noworodki. Po wojnie Brytyjski Trybunał Wojskowy w Niemczech skazał go na 10 lat więzienia, ale Kümmel wyszedł na wolność po 7 latach.
Rabiega wyraził uznanie dla pracy Löhr, która dotarła do archiwaliów i nagłośniła zbrodnie popełniane w hamburskich obozach i szpitalach. – Löhr ustaliła np., że śmiertelność dzieci z „państw sprzymierzonych”, np. Węgier, Rumunii, Włoch, Vichy wynosiła 3 procent, czyli można ją uznać za naturalną, a dla dzieci sowieckich - 51 procent.
Prokurator przyznał, że śledztwo jest trudne m.in. dlatego że podjęto je dopiero 80 lat po wojnie. Wyzwaniem dla prokuratorów będzie też analiza dokumentów i pozyskanie nowych dowodów, które pozwolą wyjaśnić okoliczności śmierci dzieci.
– W każdym akcie zgonu wpisywano naturalną przyczynę zgonu. Takie przypadki zapewne też były. Prokuratorzy muszą je zweryfikować – powiedział Rabiega. - Chcemy to wszystko przeanalizować pod kątem prawno-karnym, ale również stworzyć depozyt dla innych badaczy – podsumował.
Margot Löhr od ponad 20 lat bada historie obozów pracy, więzionych tam kobiet i dzieci. W książce „Zapomniane dzieci robotnic przymusowych w Hamburgu, zamordowane przez zaniedbanie i niedożywienie. Księga pamiątkowa” (Die vergessenen Kinder von Zwangsarbeiterinnen in Hamburg, ermordet durch Vernachlässigung und Unterernährung. Ein Gedenkbuch”) opisała 400 dzieci. Przypomniała, że 246 niemowląt pochowano na cmentarzu Ohlsdorf w Hamburgu, lecz w 1959 r. większość grobów zrównano z ziemią.
Löhr ujawniła też zbrodnie kierownika obozu Hamburg-Eidelstedt, SS-Unterscharfuehrera Waltera Kümmela, który własnoręcznie topił noworodki. Po wojnie Brytyjski Trybunał Wojskowy w Niemczech skazał go na 10 lat więzienia, ale Kümmel wyszedł na wolność po 7 latach.
Niemiecka badaczka szacuje liczbę robotnic i robotników przymusowych w nazistowskich Niemczech na ponad 13 mln, w tym ok. 1,5 mln dzieci z ZSRR i Polski.
Löhr działa w fundacji „Kamienie Pamięci” – Stolpersteine, co znaczy dosłownie „kamienie, o które można się potknąć”. Mają one symbolicznie zatrzymywać przechodniów i przypominać o ofiarach. Na mosiężnych tabliczkach wmurowanych w bruk wyryte są imiona i nazwiska, rok urodzenia, data i miejsce śmierci. Z inicjatywy Löhr w 2020 r. w Hamburgu odsłonięto kolejnych 49 tabliczek upamiętniających zamordowane kilkumiesięczne dzieci. Stolpersteine znajdują się m.in. w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu. (PAP)
tma/ aszw/