prof. dr hab. Mirosław Szumiło. Fot. UMCS
UPA wymordowała najpierw 100 tys. polskich cywilów, a walkę z Sowietami podjęła dopiero później – przypomniał w rozmowie z PAP historyk prof. Mirosław Szumiło. Odniósł się w ten sposób do argumentów strony ukraińskiej, że formacja ta miała charakter antysowiecki, a nie antypolski.
UPA, czyli Ukraińska Powstańcza Armia, była zbrojną formacją frakcji banderowskiej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), odpowiedzialną za wymordowanie co najmniej 100 tys. Polaków, w tym kobiet i dzieci. PAP zapytała Mirosława Szumiłę, profesora w Instytucie Historii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej i głównego specjalistę w Biurze Badań Historycznych Instytutu Pamięci Narodowej, czy uzasadnione jest traktowanie UPA jako formacji powołanej do walki z Sowietami o niepodległość Ukrainy.
W opinii profesora trudno się zgodzić z taką tezą. Jak zauważył, wprawdzie UPA miała walczyć z wszystkimi wrogami Ukrainy, ale gdy zaczęła realnie działać, czyli w 1943 roku, wrogiem numer jeden byli Polacy. – UPA jest dziś na Ukrainie nazywana armią narodowo-wyzwoleńczą, ale przyjęła taki charakter dopiero po 1945 roku, kiedy tereny dzisiejszej zachodniej Ukrainy znalazły się na powrót pod okupacją sowiecką, a wrogiem rzeczywiście stali się wówczas Sowieci – powiedział ekspert.
Zauważył, że wprawdzie UPA zdarzało się prowadzić także działania zbrojne, np. atakować niemieckie posterunki, ale latem 1943 roku na Wołyniu skupiła się na – jak ją nazywali ukraińscy nacjonaliści – „akcji antypolskiej”, czyli na mordowaniu Polaków. Według eksperta w 1944 roku UPA to samo robiła na terenie Galicji Wschodniej w Generalnym Gubernatorstwie, obejmującym część okupowanych przez III Rzeszę ziem polskich.
Tzw. akcja antypolska została też przeprowadzona wiosną 1944 roku na terenach Lubelszczyzny i Rzeszowszczyzny. Wtedy była to jednak – jak zauważył prof. Szumiło - bardziej wojna polsko-ukraińska, ponieważ oddziały polskiego podziemia, Armia Krajowa i Bataliony Chłopskie, przeprowadzały akcje odwetowe.
Historyk przyznał, że teoretycznie można traktować część powojenną działalności UPA jako ukraiński odpowiednik działań polskich „żołnierzy wyklętych”; do końca lat 50. UPA zabiła ponad 8 tys. sowieckich żołnierzy i funkcjonariuszy. Nie można jednak - podkreśla prof. Szumiło - zapominać o tym, co było wcześniej.
– To jest przecież pewien ciąg zdarzeń i my Polacy nie możemy zaakceptować tego, że próbuje się te zbrodnie - z lat 1943-1944 - przemilczeć, mówiąc jedynie o walce przeciwko Sowietom – powiedział prof. Szumiło. Jego zdaniem tych dwóch etapów działań UPA nie da się też rozdzielić, bo to jest ta sama formacja, której korzenie sięgają jeszcze przedwojennego ukraińskiego nacjonalizmu, OUN i terrorystycznej działalności na terenie II Rzeczpospolitej.
Według naszego rozmówcy UPA była organizacją kierowaną przez frakcję banderowską ukraińskich „integralnych” nacjonalistów, których program polityczny zakładał etniczną czystkę. W opinii eksperta spierano się jedynie o metodę jej przeprowadzenia; niektórzy historycy twierdzą, że w pierwotnych w planach była mowa o wypędzeniu Polaków.
– Skończyło się jednak na ich mordowaniu. Upowcy chcieli oczyścić terytorium przyszłego państwa ze wszystkich obcych elementów, także z Żydów – podkreślił Szumiło. Dodał, że na Wołyniu atakowano nawet czeskich osadników - tych którzy wchodzili w drogę mordercom i próbowali pomagać Polakom.
Jego zdaniem chodziło o osłabienie „polskich pretensji” do terenu dzisiejszej zachodniej Ukrainy - żeby nie było podstaw do powrotu do granic przedwojennych, przy których upierał się wówczas polski rząd na uchodźstwie.
Zapytany o walkę UPA z Sowietami, ekspert przyznał, że zapewne znajdzie się też wśród upowców prawdziwych bohaterów, zwłaszcza po wojnie. Do UPA wstępowali wówczas młodzi ludzie, którzy nie mieli nic wspólnego z mordami na Polakach.
– Chodzi jednak o ocenę całej formacji, która była zbrodnicza. Nie można tworzyć dwóch legend UPA, złej i dobrej, bo to prowadzi do sytuacji, w której Ukraina pamięta tylko o tej drugiej części, antysowieckiej, a w Polsce pamiętamy o pierwszej, ludobójczej. A te dwa etapy UPA są nierozłączne – ocenił Szumiło.
Na Wołyniu i w Galicji Wschodniej wymordowano od 100 do 120 tys. Polaków. Według prof. Szumiły 100 tys. jest najbardziej prawdopodobną liczbą ofiar, od dawna podawaną w polskiej historiografii. Głównym sprawcą rzezi było UPA, ale zbrodnie na Polakach popełniali także żołnierze SS „Galizien” i innych oddziałów ukraińskich na służbie niemieckiej. W mordach Polaków uczestniczyła także Ukraińska Policja Pomocnicza (Schutzmannschaft, kolaboracyjna formacja stworzona w 1943 roku przez III Rzeszę).
Profesor podkreślił jednak, że nie wolno zapominać także o wielu tysiącach ukraińskich „sprawiedliwych”, którzy pomagali Polakom. Niektórzy historycy szacują ich liczbę na 30 tys. osób. Niektórzy zostali zabici przez UPA za to, że nie zgadzali się z jej polityką.
Prof. Szumiło odniósł się też do opinii części ukraińskich internautów, którzy w swoich komentarzach wskazywali, iż „bohaterowie UPA” są niezbędni do budowania tożsamości walczącego z Rosją młodego państwa ukraińskiego.
W opinii historyka Ukraińcy mogą się odwoływać do bohaterów współczesnych, takich jak np. Niebiańska Sotnia z czasu Majdanu, a także do bojowników z okresu walki o niepodległość z bolszewicką Rosją w latach 1917-1920. – To historia bardzo podobna do dzisiejszej. Także wtedy Polacy wsparli walkę Ukraińców. Polska dostarczała im broń i amunicję – przypomniał ekspert.
Przyznał, że problemem tu jest jednak to, że Symon Petlura – bohater walki z bolszewikami - zawarł sojusz z Polakami kosztem zrzeczenia się Wołynia i Galicji, przez co jest uważany na zachodniej Ukrainie za zdrajcę. – A on był po prostu realistą. Wiedział, że innego wyjścia nie ma i trzeba się oprzeć o Polskę, bo Rosja to wspólny wróg Ukrainy i Polski. Dzisiaj nawiązujemy do tej tradycji – ocenił rozmówca PAP.
Temat UPA rozgorzał na nowo po decyzji prezydenta Zełenskiego z ubiegłego tygodnia o nadaniu jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imienia „Bohaterów UPA”. Ukraiński przywódca uzasadnił, że zrobił to „w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska oraz uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy”.
Decyzja spotkała się z krytyką w Polsce. Premier Donald Tusk ocenił ją jako niepokojącą, wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz nazwał ją nie do przyjęcia, a szef MSZ Radosław Sikorski ostrzegł, że na sporze historycznym między Warszawą i Kijowem skorzysta przede wszystkim Rosja.
Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział, że zwróci się do Kapituły Orderu Orła Białego o rozważenie odebrania Zełenskiemu najwyższego polskiego odznaczenia państwowego. - Gloryfikowanie UPA jest rzeczą, która dostarczyła rosyjskiej propagandzie wiele tlenu do dezinformacji – powiedział Nawrocki. Podkreślił jednocześnie, że wspieranie Ukrainy w jej obronie przed Rosją pozostaje strategicznym interesem Polski, jednak „tak nie buduje się relacji między narodami”.
Anna Gwozdowska (PAP)
agw/ pś/ ugw/ jpn/