Warszawa, 10/11.1956 r. Punkt pomocy dla Węgrów. Fot. PAP/CAF
Powstanie na Węgrzech w 1956 r. było pod wpływem wydarzeń w Polsce - Poznańskiego Czerwca i późniejszego przejęcia władzy przez Władysława Gomułkę - powiedział PAP historyk z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu prof. Paweł Stachowiak. W niedzielę przypada 70. rocznica poznańskiego zrywu.
28 czerwca 1956 r. robotnicy poznańskich Zakładów Cegielskiego, wówczas Zakładów im. Stalina, podjęli strajk generalny i zorganizowali demonstrację uliczną, krwawo stłumioną przez milicję i wojsko. Życie straciło wówczas, według ustaleń wciąż trwającego śledztwa, 58 osób, a setki zostało rannych. Był to pierwszy po II wojnie światowej duży, antykomunistyczny bunt społeczny w państwie bloku wschodniego.
Powstanie węgierskie rozpoczęło się 23 października 1956 r. od wiecu przed pomnikiem Józefa Bema, zorganizowanego przez studentów węgierskich na znak solidarności z demokratycznymi dążeniami Polaków. Uczestnicy zrywu domagali się przywrócenia wolności słowa i innych swobód obywatelskich, a także pełnej niezależności od ZSRR. Interwencja wojsk sowieckich w ciągu kilku tygodni krwawo stłumiła powstanie. Władzę na Węgrzech przejął wówczas marionetkowy rząd Janosa Kadara.
- To, co się działo na Węgrzech było pod bezpośrednim wpływem wydarzeń w Polsce - Poznańskiego Czerwca i późniejszego przejęcia władzy przez Władysława Gomułkę. Protestujący, a później walczący na ulicach Budapesztu Węgrzy, bardzo często podnosili hasła solidarności z Polską. Tylko, że na Węgrzech wydarzenia poszły w innym kierunku niż w naszym kraju - powiedział PAP prof. Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu dr hab. Paweł Stachowiak z Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa.
Jak dodał, na początku węgierskiego powstania w Budapeszcie przebywała dość liczna grupa polskich studentów. - Zaangażowali się w protesty i uczestniczyli w tych wydarzeniach. Byli otoczeni takim, można powiedzieć, powszechnym podziwem, bo byli z Polski, z Poznania. Węgrzy postrzegali wówczas Polskę przede wszystkim przez pryzmat Poznańskiego Czerwca - wskazał.
- Tyle, że Węgrzy poszli dalej, zrobili to, czego nie zrobił Gomułka. (...) premier Węgier Imre Nagy zdecydował się wycofać swój kraj z Układu Warszawskiego i wprowadzić system wielopartyjny. Gomułka absolutnie by tego nie zrobił w Polsce - zaznaczył naukowiec.
Badacz dodał, że jedną z głównych przyczyn takich działań ówczesnego węgierskiego rządu były zapowiedzi pomocy ze strony NATO czy też Stanów Zjednoczonych. - Węgierska rozgłośnia Radia Wolna Europa wprost wzywała do walki, bo „za chwilę przyjdą Amerykanie”. Ale Amerykanie nie przyszli z wielu względów, także dlatego, że pod koniec października wybuchła wojna o Kanał Sueski - powiedział historyk.
Prof. Stachowiak podkreślił, że Polska była jedynym krajem bloku wschodniego, który charakteryzował się cyklicznym występowaniem zrywów społecznych i kryzysów władzy, a pierwszym z nich był Poznański Czerwiec 1956 r. - Tymczasem czy to na Węgrzech, czy to w Czechosłowacji mieliśmy do czynienia z jednym kryzysem, który był brutalnie pacyfikowany, po czym władze komunistyczne w zasadzie rządziły w spokoju - ocenił.(PAP)