Karol Estreicher fot. PAP/CAF
Życie Karola Estreichera to gotowy scenariusz filmowy pełen dramatycznych wydarzeń, sukcesów, sporów i walki o polskie dziedzictwo kulturowe. Wokół jego postaci powstała legenda głęboko pęknięta i składająca się z dwóch skrajnych opowieści – powiedzieli PAP Artur Wójcik i Tomasz Siewierski, autorzy jego biografii.
„Polska jest jedyną rzeczą, na której mi naprawdę zależy. Kultura polska na całym terytorium państwowym polskim jest mi najcenniejszą. Bo wiem, że istnieją narody bez terytorium, bez języka, bez państwa, ale nie przetrwają narody bez kultury” – zapisał w swoim dzienniku 1 stycznia 1940 r. Karol Estreicher junior (1906-1984) - historyk sztuki, encyklopedysta, prozaik, autor licznych publikacji, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, twórca i wieloletni dyrektor Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Był inicjatorem i kierownikiem Biura Rewindykacji Strat Kulturalnych przy Ministerstwie Prac Kongresowych w Londynie w czasie II wojny światowej. Dzięki niemu do kraju powróciło wiele zagrabionych przez Niemców dzieł sztuki i dóbr kultury. Był też autorem koncepcji ostatniej przebudowy Collegium Maius, gdzie według własnego pomysłu zorganizował Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Do rąk czytelników trafiła właśnie jego biografia autorstwa dr Tomasza Siewierskiego z Instytutu Historii Nauki PAN oraz Artura Wójcika, pracownika Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Książka skupia się nie tylko i wyłącznie na chronologii, ale ukazuje losy Karola Estreichera w wojennym Londynie, jego działalność rewindykacyjną, trudny powrót do Krakowa i na Uniwersytet Jagielloński, a także burzliwe dzieje przebudowy Collegium Maius i narastający konflikt uczonego ze środowiskiem akademickim oraz skomplikowane losy dziedzictwa Estreichera.
W rozmowie z PAP Artur Wójcik przypomniał, że rodzina Estreicherów od pokoleń była nierozerwalnie związana z historią Krakowa. – Nieprzypadkowo mawiano, że tylko dwie dynastie szczególnie zasłużyły się dla miasta – Jagiellonowie i Estreicherowie. Karol Estreicher młodszy był człowiekiem głęboko przywiązanym zarówno do swojej rodziny, jak i do Krakowa. Czuł się za to miasto odpowiedzialny i w pewnym sensie mógł pozwolić sobie na więcej niż inni – nie tylko ze względu na nazwisko, ale przede wszystkim dzięki swojemu autorytetowi, wiedzy i bezkompromisowości – powiedział. Podkreślił również, że Estreicher był niekwestionowanym autorytetem w dziedzinie historii sztuki i ochrony zabytków.
Jak zwrócił uwagę współautor biografii, o charakterze Estreichera najlepiej świadczą liczne anegdoty. - Kiedyś, zauważywszy robotników rąbiących zabytkowe okna w jednej z kamienic przy Rynku Głównym, wpadł w furię. Wyrwał jednemu z nich siekierę, po czym ruszył do magistratu i z impetem uderzył nią w biurko urzędnika Wydziału Kultury, dając wyraz swojej wściekłości na niszczenie zabytków. Innym razem otrzymał nakaz zamontowania piorunochronu na Pałacu Sztuki, gdzie przez wiele lat kierował działalnością Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych. Z właściwym sobie temperamentem powtarzał, że „prędzej piorun huknie w dupę temu, kto wydał ten nakaz, niż w Pałac Sztuki” – powiedział.
Od śmierci Karola Estreichera młodszego minęły 42 lata i pamięć o nim zdążyła nieco przyblaknąć. – Starsi Krakowianie wciąż jednak wspominają po prostu „Profesora”. Co znamienne, gdy w Krakowie mówiło się „Profesor”, nie trzeba było dodawać nazwiska – wszyscy wiedzieli, że chodzi o Estreichera. W przypadku każdego innego profesora należało już doprecyzować, o kogo chodzi – zaznaczył Wójcik.
Jego zdaniem, życie Estreichera to gotowy scenariusz filmowy – pełen dramatycznych wydarzeń, wielkich sukcesów, sporów i nieustępliwej walki o polskie dziedzictwo kulturowe. – Trudno oprzeć się wrażeniu, że na ekranie znakomicie mógłby go zagrać Marcin Dorociński. Mamy nadzieję, że tą książką uda się nam przypomnieć Karola Estreichera młodszego –jego niezwykłe życie, dokonania i niezłomny charakter – powiedział.
Autorzy biografii wskazują jednak, że bohater ich opowieści nie poddaje się łatwym kwalifikacjom czy prostym ocenom. - Źródłem wielu sprzeczności tej biografii jest charakter jej bohatera. Karol Estreicher był porywczy, skory do gniewu, obrażalski, gwałtowny, a nade wszystko uparty i przekonany o własnej sprawczości. Jego frustracje, żale i pretensje znajdujemy na kartach pozostawionego przez niego ogromnego dziennika - powiedział PAP Tomasz Siewierski.
Zaznaczył jednak, najistotniejszym świadectwem jest tu jego testament. - Jego przodkowie współtworzyli historię Uniwersytetu Jagiellońskiego przez dwieście lat, a on sam poświęcił najlepszy czas na ratowanie dóbr kultury, w tym skarbów akademii, a potem na odnowienie Collegium Maius i stworzenie w nim uniwersyteckiego muzeum. Mimo tak silnych, historycznych korzeni, w testamencie spisanym w 1980 r. całkowicie i z premedytacją pominął krakowską uczelnię. Zamiast przekazać bezcenne rodzinne archiwum, bibliotekę, dzieła sztuki oraz dom na Sarnim Uroczysku pod opiekę Uniwersytetu, zapisał cały ten majątek Towarzystwu Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, którego był wieloletnim prezesem - przypomniał.
Siewierski wyjaśnił, że decyzja ta wynikała z nagromadzonych przez lata urazów. - Porywczy z natury Estreicher nie potrafił wybaczyć władzom uczelni wielu upokorzeń, w tym zwłaszcza odrzucenia jego wniosku o profesurę zwyczajną oraz sprowokowania jego przejścia na emeryturę - powiedział.
Ocenił także, że w tym akcie swoistej zemsty obnażył jednak własną, rażącą niekonsekwencję. - Wcześniej bowiem sam wielokrotnie naciskał na innych darczyńców, by przekazywali swoje majątki instytucjom państwowym. Tak było w przypadku Ksawerego Pusłowskiego, którego przekonywał do ofiarowania pałacu Uniwersytetowi Jagiellońskiemu, czy w przypadku nacisków na powrót zbiorów Czartoryskich do kraju. Wówczas argumentował, że tylko wielkie, państwowe instytucje mogą zagwarantować przetrwanie dóbr kultury. Kiedy jednak przyszło do zabezpieczenia spuścizny własnego rodu, postąpił wbrew żelaznym zasadom, które tak kategorycznie narzucał innym - zaznaczył.
Tragizm tej sprzeczności uwidocznił się najpełniej w jej długofalowych skutkach. - Przekazując zbiory Towarzystwu Przyjaciół Sztuk Pięknych, Estreicher wierzył, że ratuje je przed zniszczeniem ze strony swoich uniwersyteckich adwersarzy. Brutalna rzeczywistość pokazała coś odwrotnego. TPSP w latach transformacji ustrojowej zostało odcięte od państwowych dotacji. W efekcie ukochana willa profesora popadała w ruinę, opustoszały dom był kilkukrotnie okradany z cennych pamiątek. Próbując za wszelką cenę uchronić swoją spuściznę przed Uniwersytetem Jagiellońskim, Estreicher własnoręcznie naraził dorobek swojej wybitnej rodziny na wieloletnie zaniedbanie i częściowe zniszczenie - powiedział.
Wokół postaci Karola Estreichera powstała legenda. Jak wskazał Siewierski, jest ona jednak głęboko pęknięta i składa się z dwóch skrajnych opowieści – jasnej i ciemnej. - Doskonale ujął to Jerzy Duda-Gracz: w ramie portretu Estreichera jego pędzla wyrzeźbiono dwa aniołki: białego i czarnego. Symbolizują one właśnie tę nierozerwalną dwoistość jego natury - powiedział.
Autor książki wyjaśnił, że jasna strona legendy to opowieść o niezłomnym herosie polskiej kultury. - Tworzy ją przede wszystkim bezprecedensowa w skali Europy akcja ratowania, a następnie rewindykacji zrabowanych przez Niemców dzieł sztuki. Estreicher to człowiek, który w wojennym chaosie ewakuował narodowe skarby za ocean, a po wojnie z wielką determinacją tropił je w Niemczech, by ostatecznie sprowadzić do Polski ołtarz Wita Stwosza, „Damę z gronostajem” Leonarda da Vinci czy „Pejzaż z miłosiernym Samarytaninem” Rembrandta - przypomniał.
Drugim filarem jasnej legendy jest jego rola jako wskrzesiciela Collegium Maius. - To on z zaniedbanych, zrujnowanych pomieszczeń wyczarował wspaniałe Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego, przywracając uczelni jej historyczne serce. Wpisuje się w to także etos kontynuatora wielkiej rodowej tradycji, który po latach podjął mozolny trud dokończenia „Bibliografii polskiej” - powiedział.
Z kolei ciemna strona legendy to opowieść o bezwzględnym dyktatorze. Siewierski wskazał, że Estreicher jako „władca Collegium Maius” traktował uniwersytecki gmach niemal jak własny folwark. - Tę legendę budują jego niepohamowane wybuchy gniewu, używanie wulgarnego języka wobec robotników i obsesyjne, niszczące konflikty ze współpracownikami oraz historykami sztuki i muzealnikami - wskazał.
Ciemną legendę podsycają również oskarżenia o tworzenie w Collegium Maius pseudohistorycznej, teatralnej scenografii zamiast rzetelnej konserwacji. - Wymyślał i kazał malować „renesansowe” freski, zawieszał łańcuchy dla ozdoby. W tę czarną opowieść wpisują się też krążące lata po Krakowie, choć nieprawdziwe, mity o tym, że to on ukradł i zniszczył średniowieczne dyplomy fundacyjne uczelni - powiedział.
Jak również wskazał, do tego dochodzą cyniczne alianse z władzą ludową, np. z Józefem Cyrankiewiczem. – Choć Estreicher nienawidził komunizmu, potrafił im schlebiać i wchodzić w układy, byle tylko zdobyć pieniądze na swoje projekty - dodał.
- Obie te legendy się ze sobą nierozerwalnie łączą. To właśnie „ciemne” cechy jego charakteru, tj. absolutny upór, bezwzględność, arogancja, brak skrupułów i apodyktyczność w dużej mierze pozwoliły mu przebić się przez wojenny koszmar i powojenną biurokrację, by ocalić skarby narodowe i zbudować Collegium Maius. Szlachetny, ułożony i zawsze uprzejmy intelektualista najprawdopodobniej by tego nie dokonał - ocenił Siewierski.
Książkę Tomasza Siewierskiego i Artura Wójcika „Karol Estreicher” wydał Państwowy Instytut Wydawniczy.
Anna Kruszyńska (PAP)
akr/ dki/