Uroczystości przy pomniku upamiętniającym Żydów zamordowanych 10 lipca 1941 w Jedwabnem, 2022 r. Fot. PAP/Michał Zieliński
85 lat temu, 10 lipca 1941 r., w Jedwabnem (Podlaskie) doszło do mordu na co najmniej 340 Żydach, którego – według ustaleń śledztwa IPN – z inspiracji Niemców - dokonała grupa miejscowych Polaków. Większość ofiar pogromu została po zamknięciu w stodole spalona żywcem.
W piątek przed południem, przy pomniku ku czci pomordowanych w Jedwabnem, jak co roku, modlitwę organizuje Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie.
Sprawa Jedwabnego zaczęła być głośna i wywołała szerokie międzynarodowe dyskusje po tym, gdy w 2000 r. ukazała się książka Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi”, w której napisał on, że polscy sąsiedzi zamordowali w Jedwabnem 1,6 tys. Żydów.
W toku wszczętego w 2000 i umorzonego w 2003 r. śledztwa IPN ustalił, że mordu nie mniej niż 340 Żydów (300 spalono żywcem w stodole, a co najmniej 40 innych zabito wcześniej w nieustalony sposób) dokonała około 40-osobowa grupa polskiej cywilnej ludności, która miała w nim „rolę decydującą”, ale inspiratorami byli Niemcy, choć ich roli do końca nie dało się ustalić.
Żydów najpierw zgromadzono na miejskim rynku. Grupę mężczyzn zmuszono do rozbicia pomnika Lenina, który stał poza rynkiem na skwerku, znajdującym się przy drodze wiodącej w kierunku Wizny. Następnie, około południa, Żydom kazano dźwigać fragment rozbitego popiersia na rynek, a stamtąd zanieść do stodoły na skraju miasteczka, na drewnianych noszach. Grupa ta mogła liczyć 40-50 osób. Ofiary z tej grupy zgładzono w nieustalony sposób, a ciała wrzucono do grobu wykopanego wewnątrz stodoły. Na zwłoki w grobie wrzucono części rozbitego popiersia Lenina. Potem grupę co najmniej 300 osób, kobiet i mężczyzn w różnym wieku, po zamknięciu w stodole spalono żywcem, przy czym - jak podawał IPN - „dokonywano uprzednio także pojedynczych zabójstw w bliżej nieustalonych okolicznościach”.
IPN umorzył śledztwo, bo - jak wtedy tłumaczono - nie udało się znaleźć wystarczających dowodów na udział osób innych niż osądzone w tej sprawie już po II wojnie światowej. Nie znaleziono też wystarczających dowodów na postawienie zarzutów innym osobom. W końcu lat czterdziestych 22 mieszkańców Jedwabnego i okolic stanęło przed polskim sądem; zapadł wówczas m.in. jeden wyrok śmierci (za bezpośredni udział w mordzie), zamieniony potem na 15 lat więzienia. Pozostałych podsądnych oskarżono jednak tylko o udział w spędzeniu Żydów na rynek w Jedwabnem (skąd przepędzono ich do stodoły), a nie o zabijanie ofiar.
W 60. rocznicę mordu w Jedwabnem, w 2001 r. ówczesny prezydent RP Aleksander Kwaśniewski przeprosił za tę zbrodnię. Przed tymi uroczystościami, na przełomie maja i czerwca 2001 r., IPN przeprowadził w Jedwabnem ekshumację, która - wobec stanowiska Żydów, że nie wolno naruszać spokoju zmarłych - miała ograniczony charakter. Podczas niej w obrębie stodoły znaleziono m.in. łuski i naboje produkcji niemieckiej. Śledztwo wykazało jednak, że nie pochodzą one z 1941 r. W dwóch odkrytych wówczas przez IPN mogiłach znaleziono szczątki ok. 250 ofiar. W czasie ekshumacji odkryto drugą mogiłę ofiar pogromu. Znajduje się w obrębie fundamentu stodoły. Znaleziono tam - oprócz szczątków ofiar - fragmenty pomnika Lenina.
Przed uroczystościami w 2001 r. zdemontowano stary pomnik z napisem, że zbrodni dokonali Niemcy, i wzniesiono nowy pomnik, a na obrysie dawnej stodoły, w której zginęli Żydzi, ustawiono mur z bloków z piaskowca. Przedtem prowadzono w tym miejscu prace archeologiczne. Napis na pomniku nie wskazuje sprawców. Po polsku, hebrajsku i jidisz napisano: „Pamięci Żydów z Jedwabnego i okolic, mężczyzn, kobiet, dzieci, współgospodarzy tej ziemi, zamordowanych, żywcem spalonych w tym miejscu 10 lipca 1941 roku. Jedwabne 10 lipca 2001 roku”. W 2001 r. otwarto też cmentarz ofiar. Stary cmentarz żydowski, na którym - według relacji świadków - również znajdują się groby ofiar mordu, został wówczas uporządkowany.
Od kilku ostatnich lat, przy okazji kolejnych rocznic 10 lipca, w Jedwabnem organizują swoje spotkania środowiska prawicowe, narodowe, które podważają ustalenia IPN o tym, że mordu Żydów w tej miejscowości dokonali Polacy z inspiracji Niemców. Przynoszą transparenty m.in. z treściami domagającymi się wznowienia ekshumacji w Jedwabnem.
10 lipca 2025 r. na prywatnej działce, w bliskim sąsiedztwie pomnika upamiętniającego ofiary pogromu, środowiska skupione wokół publicysty Wojciecha Sumlińskiego ustawiły swój - jak to nazwano - „Pomnik Prawdy o zbrodni w Jedwabnem”. Nazwano to Miejscem Pamięci w Jedwabnem „Ziemia nie kłamie”. Na ośmiu kamieniach nazywanych stacjami, są metalowe tablice z długimi wywodami po polsku i angielsku, podważającymi udział Polaków w mordzie w Jedwabnem.
Sumliński powiedział 10 lipca 2025 r. dziennikarzom w Jedwabnem, że to miejsce powstało dzięki wsparciu finansowemu wielu osób, aby pokazywać, że - jak mówił - „Polacy nie byli narodem nazistów, tylko narodem ofiar nazistów”. W jego ocenie miejsce „pokazuje prawdziwą historię relacji polsko-żydowskich, łącznie z tym, co naprawdę wydarzyło się w Jedwabnem”.
Ustawienie tych tablic wywołało od razu oburzenie i reakcje, m.in. naczelnego rabina Polski Michaela Schudricha, Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie, Instytutu Jad Waszem w Jerozolimie.
Instytut w opublikowanym stanowisku napisał, że jest „wstrząśnięty i zaniepokojony profanacją prawdy historycznej i pamięci w Jedwabnem” poprzez postawienie tych tablic, które mają zniekształcić historię zamordowanych w Jedwabnem Żydów. Warszawska Gmina Wyznaniowa napisała wtedy w oświadczeniu, że jest „oburzona postawieniem obok pomnika w Jedwabnem kamieni z inskrypcjami fałszującymi historię” i wzywała IPN do natychmiastowego sprostowania tych fałszywych informacji. Ambasada Izraela w Polsce odsłonięcie tych głazów nazwała „gorszącym widowiskiem”. Swoje oburzenie wyraziło także polskie MSZ.
Śledztwo ws. treści na tablicach, a konkretnie ws. obrazy uczuć religijnych innych osób i nawoływania do nienawiści na tle wyznaniowym i narodowościowym wszczęła wtedy Prokuratura Rejonowa w Łomży. Z najnowszych informacji PAP uzyskanych w łomżyńskiej Prokuraturze Okręgowej, do której trafiła ta sprawa, wynika, że trwa śledztwo sprawdzające, czy m.in. doszło do publicznego nawoływania do nienawiści w związku z utworzeniem tego miejsca pamięci. Dotąd nikomu nie przedstawiono zarzutów.
Na tej samej działce, w kwietniu 2026 r. ustawiono także kontenery - Centrum Informacji, które również ma służyć celom takim jak postawione tam w 2025 r. przez środowiska prawicowe głazy. To również bada prokuratura.
10 lipca 2025 r. w Jedwabnem także działacze Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna i sam Braun zorganizowali swoje spotkanie, podważali ustalenia IPN, obrażano m.in. rabina Michaela Schudricha. Doszło także do incydentu zatrzymania samochodu, w którym był rabin Schudrich. Zatrzymanie uniemożliwiało odjazd tego pojazdu po uroczystościach, interweniowała policja.
Naczelny rabin Polski Michale Schudrich wielokrotnie wcześniej mówił - także PAP - że nie ma wątpliwości ws. mordu w Jedwabnem.
„Mówienie o tym, że nie jest jasne, kto zabił Żydów w Jedwabnem czy w Kielcach, jest dla nas czymś równie bolesnym, jak dla Polaków kwestionowanie zbrodni katyńskiej. To tak, jakby mówić, że dokładnie nie wiadomo, kto zaczął II wojnę światową, kto napadł na Polskę 17 września, kto zabił polskich oficerów w Lesie Katyńskim” - mówił PAP w 2016 r. Schudrich. „[...] nikt poważny nie ma wątpliwości co do tego, kto zabił Żydów w Jedwabnem. Pytanie dotyczące wpływu Niemców na Polaków w tamtym tragicznym dniu, to jest już inne zagadnienie. Natomiast co do tożsamości sprawców zbrodni sprawa jest jasna” - dodawał Schudrich.
„Oczywista jest rola Niemców, którzy zachęcali polską ludność do pogromów, i która w dużej części im ulegała. Nie wiemy z dokumentów, czy w Jedwabnem esesmani byli obecni przy masakrze, nie wiadomo, czy stali przy płonącej stodole, czy też wyjechali z miasteczka. Mimo niemieckiej inspiracji odpowiedzialność jednak spoczywa na tych, którzy tego mordu dokonali. A byli to Polacy. Niemcy, owszem, dali Polakom pewien wzór, pokazywali, jak należy z Żydami postępować. To była pogarda, grabież, podpalenie synagogi, niszczenie świętych ksiąg” - mówił PAP również w 2016 r. historyk prof. Andrzej Żbikowski z Żydowskiego Instytutu Historycznego.(PAP)
kow/ dki/