Hipolit Wawelberg – portret olejny Kazimierza Pochwalskiego z 1893. Fot. Wikipedia
20 października 1901 roku zmarł Hipolit Wawelberg, bankier, filantrop i społecznik, współtwórca pierwszej na ziemiach polskich szkoły mechaniczno-technicznej i osiedla społecznego w Warszawie, popularyzator polskiej literatury.
„Hipolit Wawelberg był wielkim polskim patriotą. Marzył o Polsce jak ze snu – trochę jak w Stanach Zjednoczonych – gdzie ludzie różnych wyznań, pochodzenia i poglądów wspólnie budują państwo, czują się jego częścią i są współodpowiedzialni za jego przyszłość” – ocenił w Polskim Radiu (2025) Andrzej Chybowski, pedagog i pasjonat, prezes Stowarzyszenia Mieszkańców i Przyjaciół Kolonii Wawelberga oraz pomysłodawca organizowanego na stołecznej Woli od 12 lat „Festiwalu Hipolita i Ludwiki”.
„Ten finansista żydowskiego pochodzenia, inaczej niż wielu mu współczesnych bankierów i przemysłowców, nie zmienił religii swoich przodków. Był utalentowanym bankierem, a przy tym wielkim filantropem i gorącym patriotą. Dzięki tysiącom rubli, hojnie łożonych przez Wawelberga, pod przysłowiowe strzechy trafiły dzieła wielkich polskich pisarzy w tanich wydaniach” – napisał Marcin Rosołowski w książce pt. „Poczet przedsiębiorców polskich” (2018), w której sylwetka Hipolita Wawelberga zajęła całe dwie strony.
Hipolit Wawelberg urodził się 8 maja 1843 roku w Warszawie. Jego dziadek był biednym tragarzem, „imającym się zresztą wszelkich prac, by utrzymać rodzinę”. „Ojciec Henryk Wawelberg (1813–1891), pracując od najmłodszych lat w składzie żelaza należącym do firmy Prywes, później jako subiekt w składzie cygar i kantorze loterii, zwrócił swą inteligencją uwagę hrabiego Nesselrode – klienta tego składu. Hrabia zaproponował Henrykowi udzielenie wysokiej pożyczki na rozpoczęcie własnej działalności” – przypomniano w nocie biograficznej na stronie Wirtualny Sztetl muzeum POLIN. „Młody subiekt pożyczone pieniądze wykorzystał, zakładając w 1848 r. na rogu ul. Przechodniej i Żelaznej Bramy kantor wymiany. Do współpracy zaprosił dobrze zapowiadającego się bankiera Henryka Berezę. Był to czas ożywionej koniunktury dla przedsiębiorstw bankowo-finansowych, ze względu na fakt uruchomienia normalnotorowej Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej oraz szerokotorowych kolei na prawym brzegu Wisły. Dzięki nim Warszawa stała się ważnym punktem łączącym Europę Zachodnią i Wschodnią oraz Azję, co sprzyjało rozwojowi małego kantoru Henryka Wawelberga w potężny dom bankowy” - wyjaśniono.
Hipolit Wawelberg ukończył w 1861 r. Gimnazjum Realne w Warszawie, naukę kontynuował naukę w Instytucie Agronomicznym na Marymoncie. Przerwał ją mając 19 lat, by przyłączyć się do powstania styczniowego. Po klęsce narodowego zrywu, Henryk Wawelberg – by uchronić syna przed rosyjskimi represjami – wysłał go do Berlina, na studia w Akademii Handlowej, które Hipolit ukończył w 1869 roku. „Wrócił – ale nie do Warszawy, lecz do Petersburga. Dzisiaj trudno to pojąć, ale chociaż był persona non grata nad Wisłą, to w stolicy Cesarstwa mógł funkcjonować bez przeszkód. Tam otworzył w reprezentacyjnym miejscu, przy Newskim Prospekcie, filię ojcowskiego kantoru” – przypomniał Marcin Rosołowski. „Okazał się, podobnie jak ojciec, utalentowanym finansistą. Utalentowanym na tyle, że Dom Bankowy H. Wawelberg rozwinął w jedną z największych instytucji bankowych w ówczesnej Rosji” - podkreślił.
„Hipolit odbył praktyki w bankach londyńskiego City, Berlina i Paryża. Tam nawiązuje kontakty, które zaprocentują w przyszłości. Po studiach zatrudnia się w banku ojca. Prowadzi oddział Domu Bankowego Wawelbergów w Petersburgu. Sprawia, że bank staje się jednym z największych w Rosji i wielokrotnie przerasta bank w Warszawie. Sam Hipolit zostaje jednym z najbogatszych obywateli Królestwa Kongresowego. Stać go na wiele. Kupuje rezydencję w Carskim Siole, zostając tym samym sąsiadem samego cara Rosji” – czytamy w artykule pt. „Spotkanie z Hipolitem Wawelbergiem” na stronie Kolonii Wawelberga.
Zdaniem Andrzeja Chybowskiego, Wawelberg marzył, by być inżynierem – „wcale nie chciał być bankierem”.
„Hipolit Wawelberg nie znajdował zadowolenia w bankierstwie. Wyręczał się wytrawnymi prokurentami. Sam poświęcał się sprawom społecznym; częste też odbywał podróże” – napisał w wydanej w 1926 r. książce pt. „Finansjera Warszawska 1870-1925” finansista i publicysta Adolf Peretz „Ignotus” (1855-1933). „Był jednym z najofiarniejszych członków kolonii polskiej w Petersburgu. Zjeżdżając kilka razy rocznie do Warszawy, żywo interesował się ruchem społecznym. Jego to zasługą, że utwory Mickiewicza, Sienkiewicza, Orzeszkowej i Prusa »dostały się pod strzechy«” – podkreślił (cytat za wydaniem z 2008 roku, opracowanym przez Aldonę Podolską-Meducką). „Tworzył stypendia, był największym ofiarnikiem na pomnik Mickiewicza” – dodał „Ignotus”. „To on wyjednał u cara zgodę na postawienie monumentu na Krakowskim Przedmieściu. Wydał 30 tys. rubli na łapówki dla carskich urzędników, by ułatwili realizację tego zadania” - czytamy na stronie Kolonii Wawelberga.
„Inicjatywy społeczne Wawelberga przekroczyły szybko granice miasta nad Newą” – napisał Marcin Rosołowski. „Zorganizował m.in. tanią kuchnię dla wileńskich Żydów i wyłożył pieniądze na utopijny projekt zakupu gruntów w Ameryce Południowej, gdzie miała powstać osada dla Żydów z ziem polskich” - przypomniał. „Był mecenasem i inicjatorem akcji kolonii letnich, dzięki której dzieci z ubogich rodzin (chrześcijańskich i żydowskich) mogły wyjechać na wypoczynek. Pamiętał o Warszawie, którą – gdy już mógł – często odwiedzał” - dodał.
W 1875 roku Wawelberg okazał się jednym z głównych sponsorów Muzeum Rolnictwa i Przemysłu, powołanego z inicjatywy Jana Tadeusza Lubomirskiego i Feliksa Sobańskiego.
Osiem lat później utworzył w Warszawie Muzeum Rzemiosła i Sztuki Stosowanej, które stało się centrum kształcenia rzemieślników. Powstałe przy nim wydawnictwo, wydawało podręczniki i poradniki. By konkretnie spopularyzować literaturę polską – pisaną „ku pokrzepieniu serc” – zlecił druk tanich, sprzedawanych poniżej kosztów produkcji, wydań dzieł Mickiewicza, Sienkiewicza, Orzeszkowej i Prusa. To jego nakładem ukazało się w 1899 roku „Nad Niemnem”.
Andrzej Chybowski przypomniał, że Wawelberg zawsze mówił o sobie: Jestem Żydem-Polakiem. „Jego dzieło miało wpływ na to, że mogła powstać wolna Polska, i ta wolna Polska mogła się budować” – podkreślił.
Wawelberg obserwując życie przemysłowe na ziemiach polskich zauważył, że kadrę techniczną fabryk stanowili w dużej mierze obcokrajowcy, ponieważ młodzi Polacy nie mieli w kraju możliwości zdobycia wykształcenia – a gdy udawali się po nie na zagraniczne uczelnie, częstokroć pozostawali ma stałe w innych krajach, głównie Rosji.
W 1895 roku, wraz ze szwagrem i współpracownikiem Stanisławem Rotwandem (1839-1916) otworzył więc w Warszawie Szkołę Mechaniczno-Techniczną – formalnie szkołę średnią, ale nieoficjalnie zastępującą politechnikę - z laboratoriami warsztatami i z polskim językiem nauczania.
„Ta szkoła wykształciła armię techników i inżynierów, którzy – kiedy przyszła wolna Polska – mogli ją budować” – mówił Andrzej Chybowski w audycji na stronie vava.pl. „Ta szkoła nie tylko uczyła świetnie zawodu – jej absolwenci nie mieli żadnych problemów ze znalezieniem pracy. Ta szkoła wychowywała, uczyła patriotyzmu” – dodał. Uczyli się w niej m.in. Stefan Rowecki, Kazimierz Leski, Jan Bytnar i Tadeusz Zawadzki.
„Warto wspomnieć, że szkoła, za zgodą Niemców, działała nawet w czasie okupacji” – napisał Marcin Rosołowski.
Niemcy dali zgodę bo potrzebowali techników, jednak Szkoła im. Wawelberga i Rotwanda realizowała praktycznie i potajemnie program uczelni wyższej. Funkcjonowała do 1951 roku - wtedy została włączona do Politechniki Warszawskiej. „Do dziś na cmentarzu, gdzie Hipolit został pochowany, można spotkać starszych panów sprzątających liście na jego grobie. Z dumą mówią, że są »wawelberczykami«” – przypomniano w artykule pt. „Spotkanie z Hipolitem Wawelbergiem”. Słowo „wawelberczyk” pojawiając się przez wiele lat w nekrologach wyjaśniało wszystko – było wyrazistym symbolem pewnej kategorii ludzi.
Ostatnim dziełem wybitnego bankiera, wielkiego społecznika i filantropa Hipolita Wawelberga, zrealizowanym wspólnie z poślubioną przezeń w 1869 roku Ludwiką z Bersohnów, było osiedle społeczne na warszawskiej Woli - na które przeznaczyli 300 tys. rubli.
Kamień węgielny pod osiedle Towarzystwa Tanich Mieszkań imienia Hipolita i Ludwiki Wawelbergów położono 6 maja 1898 roku – budowa trwała dwa lata. Duże budynki z czerwonej cegły, oryginalnie mieściły 335 mieszkań, jedno- i dwupokojowych. Architekt Edward Goldberg (1842-1928) zadbał o każdy szczegół, by zapewnić mieszkańcom komfort. Odległości między budynkami i duże okna dawały odpowiednią ilość światła. Kamienice wyposażono w kanalizację, bieżącą wodę, zsypy na śmieci i oświetlenie, początkowo gazowe, a wkrótce elektryczne. „Wtedy był to szczyt luksusu. Na terenie Kolonii działała szkoła, przedszkole, przychodnia lekarska, która oferowała szczepienia i wizyty domowe lekarza, łaźnie i pralnie. Budynki są unikatowe nie tylko przez innowacyjność projektu, ale także z racji przyczyny, jaka legła u podstaw ich powstania. Hipolit Wawelberg wierzył, że zamieszkanie »pod jednym dachem« zlikwiduje antagonizmy rasowe i wyznaniowe, zatrze różnice społeczne. Podarował mieszkańcom coś więcej niż tanie lokum. Dołożył spójny program społeczny. Kolonia stała się prototypem współczesnych osiedli mieszkaniowych, a program zaczynem intelektualnym i wzorem dla twórców Towarzystwa Osiedli Robotniczych na Kole i Żoliborskiej Spółdzielni Mieszkaniowej” – czytamy na stronie Kolonii Wawelberga.
Kolonia w sposób istotny różniła się od innych robotniczych osiedli budowanych przez fabrykantów, którzy chcieli mieć swoich pracowników „pod kontrolą” i jeszcze zarabiać na opłatach czynszowych. Jej mieszkańcy nie byli uzależnieni od Wawelberga – który nie posiadał przecież żadnej fabryki – a czynsze pokrywały jedynie koszty eksploatacyjne. Ludwika i Wawelberg – ujmując rzecz trywialnie – „nic z tego nie mieli”.
„Dar małżonków Wawelbergów socjalnie tak ważki będzie świadectwem ich rozumu i szlachetnego serca przez długie wieki. Że zaś wbrew oczekiwaniom donatorów przykład ten został odosobniony, dowodzi to słabego bardzo promieniowania solidarności społecznej wśród bogatych i najbogatszym” – podsumował w 1926 roku „Ignotus”.
Hipolit Wawelberg zmarł 20 października 1901 roku w Wiesbaden – miał 58 lat. Został pochowany na Cmentarzu Żydowskim w Warszawie. Eliza Orzeszkowa pisała wówczas „o jego niezwykłej dobroci wynikającej z przepełniającej go miłości”.
Niestety, przez następne 125 lat nie powstała żadna zwarta biografia Hipolita Wawelberga - o filmie fabularnym, opowiadającym historię tego niezwykłego człowieka nawet nie wspominając. Jedynie w 2000 roku Maria Dłużewska i Sławomir Koehler wyreżyserowali film dokumentalny głównie pod znamiennym w tytułem - „Sople płaczą na ulicy Wawelberga”.
Paweł Tomczyk (PAP)
top/ aszw/