Zespół Maanam w 1983 roku, basista Bogdan Kowalewski i perkusista Paweł Markowsi. Fot. PAP/Afa Pixx/Krzysztof Wellman
Profesjonalna gitara elektryczna była w latach 60., 70. i 80. marzeniem wymagającym wielu wyrzeczeń i poświęceń. Ceny tych instrumentów były astronomiczne, porównywalne do cen samochodów i małych mieszkań. Nawet najpopularniejsi muzycy rockowi latami starali się je zdobyć.
Wśród topowych marek królowały m.in. Hohner, Ibanez czy Rickenbacker, jednak na samym szczycie uplasowały się dwie – Fender i Gibson. Dzisiaj trudno w pełni pojąć, jak luksusowe i niedostępne były te instrumenty dla przeciętnego muzyka w Polsce. Często, by stać się właścicielem wymarzonej gitary, trzeba było przez wiele miesięcy zarabiać na nią, „grając do kotleta” gdzieś daleko na obczyźnie. Transformacja ustrojowa po 1989 roku zmieniła wszystko, ale siła tamtych młodzieńczych marzeń mocno zapisała się w pamięci pokolenia polskich muzyków.
– W latach 70. w hali targowej we Wrocławiu sprzedawano zdjęcia zachodnich zespołów. Na nich między innymi widać było gitary, które rozpoznawaliśmy po kształcie. Tak dowiedziałem się o gitarach Fendera – powiedział PAP Mieczysław Jurecki „Mechanik”, gitarzysta basowy od 1981 r. związany z Budką Suflera.
– Właśnie na tych zdjęciach zobaczyłem gitarę Fender Stratocaster, na której grał Hendrix w Woodstocku w 1969 r. – dodał. – Potem ktoś przywiózł fragmenty filmu z Woodstocku. Nie mogłem uwierzyć, co człowiek może zagrać na takiej gitarze. Wtedy byłem za młody, żeby zrozumieć, że to nie chodzi tylko o gitarę, ale jeszcze o palce i umiejętności – wspominał Jurecki.
– Od lat jestem w stanie rozpoznać gitarę Fendera w nagraniach czy to legend światowego rocka, czy też polskich gitarzystów. Ma zupełnie inne brzmienie. Gibson i Fender są nie do podrobienia. To prawdziwe legendy – podkreślił „Mechanik”. – Dobra gitara wyraźnie określa to, w jaki sposób ta muzyka dociera do słuchacza. Kształtuje też brzmienie zespołu – dodał.
– W latach PRL ceny tych gitar były astronomiczne. Gdy chodziłem do szkoły podstawowej, w komisie na ulicy Oławskiej we Wrocławiu ktoś wystawił na sprzedaż gitarę basową Hohnera. Przychodziłem tam po lekcjach, przyklejałem nos do szyby i patrzyłem na nią. Rok pracy normalnego człowieka i pełne wyrzeczenia nie wystarczały na to, żeby coś takiego kupić – wspominał Jurecki. – Wielu lutników w Polsce zaczęło robić gitary na wzór zachodnich, w tym także Fenderów i Gibsonów. We Wrocławiu zajmowali się tym m.in. bracia Jakubiszyn – przypomniał Jurecki.
W 1981 r. nowa gitara Fender Stratocaster kosztowała w Stanach Zjednoczonych 900 dolarów, Telecaster był nieco tańszy. Podobne ceny miały Gibsony. W Polsce te gitary były dużo droższe. Do ceny sprzedaży w sklepie na Zachodzie trzeba było doliczyć koszt przewozu i zysku, jaki doliczał sobie sprzedający. Ceny mogły być zatem wyższe od nominalnych nawet o 40-50 procent. W tym czasie przeciętna miesięczna pensja w Polsce była równowartością 30 dolarów, żeby kupić legendarnego już wówczas Stratocastera czy Gibsona, trzeba było przeznaczyć na to pełne dochody z co najmniej trzech lat pracy. Kolejną fortunę trzeba było wydać na zapasowe struny.
Na prezentowanej fotografii, wykonanej przez Krzysztofa Wellmana latem 1983 r. w czasie realizacji fabularyzowanego dokumentu muzycznego pt. „Czuję się świetnie” (film przedstawia trasę koncertową grupy Maanam), widać basistę Maanamu Bogdana Kowalewskiego z gitarą Ibanez.
– Gitarę, którą trzymam na tym zdjęciu, kupiłem od Krzyśka Olesińskiego, pierwszego basisty Maanamu. On zaczął wtedy grać z zespołem Laboratorium i potrzebował jazzowego basa, więc tę gitarę sprzedał mnie – powiedział PAP Bogdan Kowalewski, basista grający m.in. w zespołach Breakout, Maanam i Lady Pank. — To była znakomita gitara, najlepsza, jaką miałem w życiu — dodał.
Fotografię można zobaczyć tu: https://skroc.pl/cALzRP7
Subskrybenci serwisu PAP mogą pobrać tę fotografię bezpłatnie do zilustrowania tego tekstu.
– Z dostępnością gitar w tamtym czasie było marnie. Na początku lat 80. kupiłem Rickenbackera z ogłoszenia w „Życiu Warszawy”, za pieniądze, za jakie mógłbym sobie kupić wówczas mieszkanie. Zapłaciłem za nią tysiąc dolarów. Pamiętam to dokładnie, bo wtedy o tej gitarze marzyłem i śniłem – wspominał Kowalewski.
O zdobyciu upragnionej gitary opowiedział PAP również Tomek Lipiński, gitarzysta i wokalista, współtwórca i lider zespołów, które przeszły do legendy polskiego rocka, m.in. Brygada Kryzys i Tilt. — Wiedzieliśmy, że istnieją gitary Fender i Gibson, ale to było marzenie ściętej głowy, ich ceny były poza naszym zasięgiem. Ci, którzy je mieli, zarobili na nie, grając na Zachodzie lub w klubach polonijnych w USA — powiedział PAP Lipiński. — Ja swojego Fendera Stratocastera dostałem w ramach honorarium za koncerty w Holandii. To był mój piąty rok występów, a ten Fender był moją pierwszą profesjonalną gitarą – wspominał Lipiński.
Wyjazdy i praca na Zachodzie były dla wielu muzyków jedyną szansą. – W Polsce nie było sklepu, ale niektórzy mieli kontakty za granicą. Przywozili sobie gitary albo ktoś im przywoził. W latach 70. graliśmy dużo za granicą, ja swoją gitarę kupiłem w Wiedniu – w rozmowie z PAP wspominał Apostolis Antimos, gitarzysta grupy SBB.
Nawet największe polskie gwiazdy lat 80. nie było stać na kupno profesjonalnej gitary. – Patrzyliśmy na gitary Fendera i Gibsona u zawodowych muzyków jak na coś niewyobrażalnego. To było nasze marzenie, bo te marki znaliśmy z folderów i zdjęć. Na początku swojej drogi graliśmy na podróbkach budowanych na wzór amerykański. Moją gitarę zrobił lutnik Jakubiszyn z Wrocławia, a Andrzej Nowak miał jakąś inną podróbkę – powiedział PAP Stefan Machel, gitarzysta zespołu TSA. – Zawodowi muzycy mogli kupić dobre gitary, bo grali na Zachodzie, na statkach czy w restauracjach. Z grania w Polsce w latach 80. nikogo nie było na to stać. Pamiętam, jak Andrzej zdobył swojego pierwszego Fendera, wtedy chyba cała jego rodzina zastawiła rodową biżuterię, aby doszło do transakcji. To były kosmiczne pieniądze. Inny kolega z zespołu grał chyba trzy lata na chałturach, żeby kupić Fendera basowego – tłumaczył Machel.
Dziś czołowi muzycy mają po kilka lub kilkanaście profesjonalnych gitar. Wielu z nich z nostalgią wspomina czasy, gdy takie instrumenty były ich wielkim marzeniem.
– Gdy miałem 16 lat, o zachodnich gitarach nic nie wiedzieliśmy. Później o profesjonalnych gitarach dowiedziałem się z katalogu, który ktoś przywiózł z zagranicy. Oferowano tam głównie niemieckie Hohnery i dwa Gibsony Les Paule, Goldtop i Custom. O Fenderach jeszcze wtedy nic nie wiedziałem, miałem tylko zdjęcie Shadowsów, którzy grali na Fenderach. Oglądałem to zdjęcie i rysowałem w zeszycie kształty gitary, o której marzyłem – powiedział PAP Dariusz Kozakiewicz, gitarzysta od 60 lat grający z pasją w różnych zespołach, m.in. Test, Breakout, Perfect.
– Pierwszą gitarę zbudował mi wujek, który był lutnikiem. Później rodzice kupili mi czechosłowacką Jolanę. Długo na niej grałem. Uważam, że na każdej gitarze, nawet skromnej, można grać to, co ma się w duszy. Nie mam przekonania do gitar kapiących złotem – wspominał Kozakiewicz. – Pierwszą moją zachodnią gitarą był Gibson Les Paul Goldtop. Fendera Stratocastera odkryłem, dopiero gdy znudziłem się Les Paulem. Miało to też związek z Hendrixem. Z różnymi zespołami grałem wiele koncertów „Tribute to Jimi Hendrix” i do tego musiałem mieć Stratocasera, aby uzyskać odpowiednie brzmienie. Na Gibsonie nie da się tego zagrać – tłumaczył muzyk. – Świat gitarzystów oparty jest w zasadzie na gitarach dwóch firm, Fender i Gibson – podsumował Kozakiewicz.
Archiwum fotograficzne Polskiej Agencji Prasowej liczy około 20 milionów zdjęć i wciąż wzbogaca się o nowe kolekcje. Jego zasoby sięgają lat 20. XX wieku i stanowią ważną część dziedzictwa narodowego. Zatrzymane w kadrach obrazy rejestrują każdy aspekt życia społecznego, politycznego, gospodarczego, kulturalnego i religijnego na przestrzeni ostatnich 100 lat.
Profesjonalna digitalizacja zasobów fotograficznych PAP umożliwia szeroki do nich dostęp przez stronę PAP (https://fotobaza.pap.pl/). Nad prawidłową identyfikacją oraz szczegółowym opisem zdjęć pracuje zespół specjalistów, przeglądając materiały źródłowe w czytelniach i archiwach. Klienci są na bieżąco informowani o nowych zdjęciach w Bazie Fotograficznej PAP.
Tomasz Szczerbicki (PAP)
szt/ miś/ dki/