Andrzej Panufnik, Warszawa, 1946 r. Fot. PAP/Stanisław Dąbrowiecki
35 lat temu, 27 października 1991 r. zmarł Andrzej Panufnik – jeden z najwybitniejszych polskich kompozytorów XX wieku, dyrygent. Po opuszczeniu PRL w 1954 r. nazwano go zdrajcą, a jego twórczość miała zostać zapomniana. „Ideałem moim jest utwór, w którym treść poetycka łączy się z doskonałością muzycznego rzemiosła” – napisał w 1952 r.
„W lipcu br. Andrzej Panufnik zerwał więź łączącą go z narodem polskim, pozostając za granicą i wyrzekając się obywatelstwa polskiego. W ten sposób zdradził on swój kraj i naród oraz sprawę, o którą walczą wszyscy artyści i kompozytorzy polscy” – podało 14 sierpnia 1954 r. „Życie Warszawy”. Miesiąc wcześniej 14 lipca, kompozytor znalazł się w Wielkiej Brytanii, gdzie poprosił o azyl polityczny, czym zszokował nie tylko opinię publiczną, własne środowisko, ale także swojego najbliższego przyjaciela.
Mowa o kompozytorze Zygmuncie Mycielskim, do którego 7 lipca 1954 r. Panufnik pisał: „Ściskam Cię całym sercem, wybacz że Ci nic nie mówiłem, ale inaczej postąpić nie mogłem, a znając Twoje przekonania – nie chciałem z Tobą dyskutować”. Panufnik spodziewał się, co go czeka, kilka lat wcześniej na emigrację zdecydował się bowiem inny znany kompozytor, Roman Palester. Nie tylko wyrzucono go za to ze Związku Kompozytorów Polskich, ale także całkowicie wymazano ślady istnienia – zakazano wykonywania muzyki, publikacji nut, a nawet wymieniania nazwiska. Jak później wspominał Palester, był to dla niego cios, po którym nigdy całkowicie się nie pozbierał.
Zaskoczenie decyzją Panufnika było tym większe, że władze niezwykle ceniły jego twórczość. Kompozytor spędził w Polsce najcięższy czas stalinizmu. Jego twórczość była wielokrotnie nagradzana. W marcu 1954 r. dostał mieszkanie, a na lipiec planowano wręczenie mu nagrody państwowej. Pomimo to podczas lipcowego wyjazdu do Szwajcarii pod osłoną nocy wymknął się obserwującym go agentom i pojechał na lotnisko w Zurychu, skąd udał się do Londynu, gdzie poprosił o azyl polityczny. W komunistycznej Polsce z dnia na dzień stał się persona non grata.
Andrzej Panufnik urodził się 24 września 1914 r. w Warszawie jako syn Tomasza Panufnika i Matyldy z domu Thonnes. Matka kompozytora uwielbiała grę na skrzypcach, poświęcając jej kilka godzin dziennie. Ojciec natomiast z zawodu był geodetą, ale jego pasją było lutnictwo.
„W dzieciństwie nigdy świadomie nie słuchałem grania matki, ale rozbrzmiewało ono ciągle w moich uszach, stanowiło tło muzyczne, było częścią mego życia. Znałem na pamięć koncerty Beethovena, Mozarta i Brahmsa, jak również Bacha i współczesną muzykę polską takich kompozytorów, jak Wieniawski i Karłowicz. Muzyka była w moim życiu czymś tak naturalnym, jak czyszczenie zębów, jedzenie posiłków, a nawet oddychanie” – czytamy w autobiografii.
Swoje zainteresowania rozwinął jednak dzięki babce – Henryce Thonnes, która odkryła jego talent i została pierwszą nauczycielką gry na fortepianie. To mu jednak nie wystarczało i wkrótce rozpoczął pierwsze próby notowania własnych pomysłów muzycznych. „Zanim skończyłem jedenaście lat, babcia nauczyła mnie już tyle, że mogłem z nią grać na fortepianie dość trudne duety klasycznych kompozytorów. Natomiast nie chciało mi się ćwiczyć, wolałem improwizować i zapisywać swoje kompozycje niż poświęcać czas na systematyczną naukę” – wspominał kompozytor.
W wieku dziewięciu lat napisał pierwszy utwór – Sonatinę. Dwa lata później, ku radości matki i dezaprobacie ojca, zdał do warszawskiego Konserwatorium. Po roku został jednak skreślony z klasy fortepianu. „Doznałem przerażającego ataku tremy, nagle zrobiło mi się gorąco, oblał mnie pot, aż moje palce ślizgały się po całej klawiaturze. Poszczególne nuty jakby odrywały się ode mnie i nie chciały brzmieć tak, jak zamierzałem je zagrać” – opowiada w „Autobiografii” kompozytor.
Podczas tego egzaminu jednym z członków komisji był Karol Szymanowski. „Zbyt wcześnie usłyszałem końcowy dźwięk dzwonka, którym członek komisji egzaminacyjnej dawał znać: »Dość!«. Uciekłem na swoje miejsce koło mamy. Kilka dni później zostałem poinformowany, że nie mogę nadal uczęszczać do konserwatorium, ponieważ »nie mam talentu muzycznego«. Byłem załamany” – podsumował Panufnik.
Jako nastolatek zainteresował się jazzem, którego słuchał w radioodbiorniku wykonanym domowym sposobem przez starszego brata Mirosława. Zafascynowany muzyką Gershwina i Ellingtona, improwizował na fortepianie, próbując komponować swe pierwsze utwory. Do słów Mariana Hemara napisał wówczas melodie piosenek „Ach, Pardon” i „Nie chcę więcej”, które w warszawskich kabaretach śpiewał Adolf Dymsza.
Panufnik nie przestawał jednak myśleć o konserwatorium. Kilka lat po pierwszym niepowodzeniu udało mu się tam wrócić. Przyjęto go do klasy perkusji, skąd przeniósł się na kompozycję i teorię muzyki, uzyskując dyplom z wyróżnieniem.
Swoją muzyczną edukację kontynuował u Feliksa Weingartnera w Wiedeńskiej Akademii Muzycznej. W 1938 r. opuścił ogarnięty antysemicką i nazistowską gorączką Wiedeń, jeszcze przed egzaminami końcowymi. Kilka miesięcy spędził w Paryżu i Londynie. Tam też skomponował swoją pierwszą symfonię. Latem 1939 r. wrócił do Warszawy.
Podczas okupacji niemieckiej współtworzył z Witoldem Lutosławskim duet fortepianowy występujący w warszawskich kawiarniach artystycznych. W repertuarze mieli blisko 200 utworów. „Grali w Ziemiańskiej, w Adrii, w której młody Witold poznał swoją przyszłą żonę Danutę Dygat. Następnie U Aktorek oraz w Sztuce i Modzie (SiM) na Królewskiej. Tam pianiści podczas łapanki uratowali się dzięki refleksowi Panufnika, który po niemiecku przekonał żandarmów, że obaj należą do personelu kawiarni” – czytamy w „Gazecie Wyborczej”.
Tuż przed wybuchem powstania skomponował melodię popularnej pieśni „Warszawskie dzieci”, do której słowa napisał Stanisław Ryszard Dobrowolski. „Inny rodzaj mojej działalności konspiracyjnej polegał na potajemnej współpracy z pewnym poetą, z którym obmyślaliśmy serię pieśni patriotycznych dla umocnienia ducha. Nasze spotkania organizowała Armia Krajowa” – wspominał. Efektem tej współpracy były także m.in. utwory „Pieśń żołnierska” i „Żegnaj”. „Ze względu na bezpieczeństwo ani poeta, ani ja nie mogliśmy znać swoich prawdziwych nazwisk, tylko pseudonimy” – dodał kompozytor.
„Podczas potajemnych spotkań w maleńkim mieszkanku w centrum Warszawy zastanawialiśmy się nad tematami, które wzbudzałyby uczucia, jakich potrzebują ludzie pragnący zbiorowym śpiewem dodać sobie odwagi i umocnić ducha oporu. Potem szkicowałem rytmy, które oddawałyby pożądane treści i nastrój. Następnie poeta powracał z płomiennymi tekstami, do których pisałem melodie. W końcu nasze pieśni, drukowane w tajnych drukarniach i rozpowszechniane przez Armię Krajową, śpiewano na nielegalnych zebraniach lub w gronie rodzinnym” – tłumaczył Panufnik.
Samo powstanie spędził poza Warszawą. 16 września 1944 r. zginął jego brat – Mirosław Panufnik, żołnierz Armii Krajowej. W czasie walk spłonęły wszystkie muzyczne rękopisy kompozytora. Choć istnieje także wersja, według której partytury przetrwały powstanie, lecz powojenni lokatorzy, którzy zajęli mieszkanie Panufników, mieli palić nimi w piecu.
Kiedy w 1945 r. wrócił do Warszawy, starał się odtworzyć z pamięci przynajmniej część straconych rękopisów. W ten sposób udało mu się zrekonstruować m.in. „Uwerturę tragiczną”.
Po wojnie działał na rzecz odnowy polskiego życia muzycznego. Był dyrektorem Filharmonii Warszawskiej i wiceprezesem Związku Kompozytorów Polskich. Stalinowskie władze chętnie go nagradzały i odznaczały, m.in. Orderem Sztandaru Pracy I klasy, a wręczał go sam Bolesław Bierut. Grywał w kraju i wyjeżdżał w zagraniczne delegacje. Nie chciał się jednak podporządkować narzuconemu przez władzę kierunkowi w muzyce. Socrealizm obowiązywać miał we wszystkich dziedzinach życia kulturalnego.
„Nowe komunistyczne władze, do których z początku kompozytor odnosił się z sympatią, w zamian obsypywały go przywilejami. Ceną za tę przychylność było jednak wciągnięcie muzyka w machinę propagandową i wkrótce Panufnik musiał lawirować, jak Szostakowicz w ZSRR, a to zbierając pochwały, a to godząc się na cenzurowanie swoich dzieł. W atmosferze coraz bardziej duszącej kontroli lat 50. kompozytor przez jakiś czas godził się z losem »wypchanego manekina« – jak opowiadał o tym żonie. – Otwierali i zamykali za mnie usta — mówił. Wkrótce stało się to dla artysty nie do zniesienia” – czytamy w „New York Timesie”.
W 1950 r. był członkiem delegacji, która pojechała do ZSRR w celu zapoznania się z radzieckimi metodami dydaktycznymi. Zdradził wówczas, że myśli o napisaniu „Symfonii pokoju”, którą ostatecznie skomponował po powrocie do kraju. Utwór ze słowami Jarosława Iwaszkiewicza, nie przypadł jednak władzom do gustu.
Podczas pracy nad nią poznał Irlandkę Marie Elizabeth O’Mahoney, zwaną także Scarlett, którą poślubił rok później. W 1952 r. skomponował „Uwerturę heroiczną” – odwołującą się do zmagań Polski z nazistowskim najeźdźcą w 1939 r. Kompozytor zgłosił swój utwór do przedolimpijskiego konkursu muzycznego w Helsinkach i… wygrał.
Wiosną 1953 r. wraz z zespołem Mazowsze wyjechał do Chin. Podczas wyjazdu, kilka godzin przed spotkaniem z Mao Zedongiem i dyrygowaniem utworem „Poemat o Stalinie”, dowiedział się, że jego córka utopiła się. Do tragedii doszło w czasie ataku padaczki kąpiącej ją żony artysty. Po powrocie do Polski Panufnika poproszono go o napisanie listu do zachodnich muzyków. Miał w nim nakłonić ich do poparcia polskiego ruchu pokoju.
Od tej pory coraz częściej myślał o opuszczeniu PRL. Nie chciał być marionetką w rękach komunistycznej propagandy. „Bez wahania byłem gotów zrezygnować z mej wysokiej, lecz pozbawionej znaczenia pozycji w Polsce i przyjąć w zamian, co los zdarzy” – wyznał w „Autobiografii”. Czarę goryczy miała przelać sugestia Ostapa Dłuskiego – członka KC PZPR, by korespondencyjnie szpiegował zagranicznych kolegów, sondując przy tym ich sympatie polityczne.
Na początku lipca 1954 r. wyjechał do Zurychu na nagrania muzyki polskiej dla Radia Szwajcarskiego. Zamiast wrócić do Warszawy, potajemnie udał się na lotnisko i poleciał do Londynu, gdzie wystąpił o azyl polityczny. Wiadomość ta była dla polskich władz szokiem.
W kraju nazwano go zdrajcą. Zniszczono jego drukowane kompozycje, zakazano wykonywania jego muzyki i przypominania jego nazwiska. Rozpuszczono pogłoski, że opuścił ojczyznę dla pieniędzy. Zakaz ten trwał aż do 1977 r.
„Wcześniej Panufnik udzielił prasie brytyjskiej wywiadu (szeroko cytowanego przez międzynarodowe media), w którym otwarcie mówił o realiach życia w Polsce, w tym o naciskach na twórców. Wyraził nadzieję, że dzięki jego decyzji uda się zwrócić uwagę na sytuację artystów za żelazną kurtyną i być może polepszyć ich los. Stało się jednak odwrotnie. Natychmiast zablokowano wyjazdy innym, a przeciwko Panufnikowi rozpętano niespotykaną dotąd nagonkę” – zaznaczyła na łamach „Ruchu Muzycznego” biografka kompozytora, Beata Bolesławska-Lewandowska.
Anglia także nie powitała go z otwartymi ramionami. Tamtejsze środowisko muzyczne przyjęło go chłodno i nikt nie oferował zamówień. „W Polsce byłem kimś, w Anglii stałem się absolutnie nikim” – wspominał kompozytor. W 1957 r. został głównym dyrygentem Orkiestry Symfonicznej w Birmingham. Jego sytuacja finansowa uległa poprawie.
Pobyt w Birmingham stał się jednak przyczyną rozwodu ze Scarlett, która nie potrafiła odnaleźć się poza Londynem. Niedługo później Panufnik związał się Camillą Jessel, którą poślubił w 1963 r. Druga żona dała mu dwójkę dzieci – Roxannę i Jeremy’ego.
Do Polski nie wrócił aż do 1990 r. Większość swoich utworów skomponował na emigracji. Za wkład w brytyjską muzykę królowa Elżbieta II uhonorowała go w 1991 r. tytułem szlacheckim.
Andrzej Panufnik zmarł 27 października 1991 r. w Twickenham pod Londynem. „Muzyka jest wyrazem emocji i uczuć. Ideałem moim jest utwór, w którym treść poetycka łączy się z doskonałością muzycznego rzemiosła. Sama poezja nie decyduje o muzycznej wartości utworu, podobnie jak samo rzemiosło grozi popadnięciem w martwe i suche formułki. Nieprzemijające piękno rodzi się tylko z równowagi obu tych elementów” – napisał w 1952 r.
Mateusz Wyderka
mwd/ aszw/