Rolnicy z Wilanowa z obowiązkową dostawą żywności dla państwa (w 1954 r.) Fot. PAP/Lech Pieńkowski
26 października 1971 r. Sejm zniósł obowiązkowe dostawy zwierząt rzeźnych i płodów rolnych, bo rządzący wtedy Polską Edward Gierek szukał popularności. Ale rolnikom i tak nie darowano nawet grosza.
Od 1 stycznia 1972 r. rolnicy nie musieli już sprzedawać państwu określonej części produkcji po narzuconych cenach. Tak stanowiła ustawa, jedna z pierwszych ważnych reform ekipy Edwarda Gierka, zabiegającej o społeczne poparcie po Grudniu ’70.
Obowiązkowe dostawy wprowadził w Polsce już w 1944 r. Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego. Dekret z 18 sierpnia objął nimi zboża i ziemniaki, a kolejny - cztery dni później dokładał do tej listy mięso, mleko i siano.
Przepisy te rolnikom kojarzyły się z kontyngentami, jakie na nich narzucili podczas okupacji Niemcy. I te nowe dostawy też potocznie kontyngentami nazywano. Na nic się zdały zapewnienia władz, że chodzi im o żywność dla wojska i mieszkańców miast. Rząd musiał sobie zdawać sprawę z tego, że obowiązkowe dostawy nie przysparzają mu poparcia, bo tuż przed referendum ludowym w 1946 r. świadczenia zniesiono.
Nie oznaczało to jednak trwałego odejścia od przymusowego pozyskiwania produktów rolnych. Już w 1947 r. władze wprowadziły podatek gruntowy w naturze, a w 1950 r. zastąpił go powszechny planowy skup zboża. Na początku lat 50., w okresie stalinowskim, dostawy wróciły w rozbudowanej postaci.
Tylko w 1954 r. za niewywiązywanie się z dostaw ukarano grzywną ponad 103 tys. chłopów, a 5647 osób trafiło do aresztu.
Historyk rolnictwa Bogdan Marian Wawrzyniak wyjaśnia, że jedną z głównych przyczyn tego powrotu było załamanie produkcji rolnej, spowodowane forsowną kolektywizacją i wyniszczaniem gospodarstw zamożniejszych chłopów. Od 1951 r. przymusem objęto zboża, w kolejnych latach także ziemniaki, mleko i zwierzęta rzeźne. Wielkość dostaw zależała od rodzaju gospodarstwa, klasy ziemi uprawnej, a nawet jego położenia geograficznego. Mniej obciążone były na ogół gospodarstwa na tzw. Ziemiach Odzyskanych.
Dostawy egzekwowano pod groźbą kar finansowych, a za uchylanie się można było trafić za kratki. Leszek Mroczkowski, żołnierz podziemia antykomunistycznego i więzień stalinowski, wspominał, że w celi we Wronkach, którą dzielił z innymi więźniami politycznymi, lądowali też gospodarze skazani za niedostarczenie kontyngentów. Mówiono o nich, że siedzą „za ziarka”. „Przywozili ich do Wronek, i oni z nami siedzieli te 20 czy 30 dni” – opowiadał. Tłumaczył, że chodziło o to, „żeby się bali”. Dane przytoczone przez prof. Marcina Łyskę, historyka prawa z Uniwersytetu w Białymstoku, specjalistę od orzecznictwa karno-administracyjnego PRL, pokazują skalę represji. Tylko w 1954 r. za niewywiązywanie się z dostaw ukarano grzywną ponad 103 tys. chłopów, a 5647 osób trafiło do aresztu.
Jeszcze przed Październikiem 1956 r., dekretem z 4 sierpnia, zniesiono obowiązkowe dostawy mleka (ze skutkiem od 1 stycznia 1957 r.), co przyniosło wyraźny wzrost jego podaży. Po Październiku władze złagodziły politykę wobec indywidualnych gospodarstw, ale systemu nie rozmontowały. Wprowadzano ulgi, podnoszono ceny skupu i dopuszczano zastępowanie jednych produktów innymi. Przymus jednak pozostał, a państwowe ceny za dostawy obowiązkowe nadal były niższe od cen skupu ponadobowiązkowego.
Pod koniec lat 60. polskie rolnictwo zmagało się z poważnymi trudnościami. Część z nich wynikała z tego, że rząd wspierał PGR-y, a indywidualni rolnicy nie mogli kupić podstawowych rzeczy: nawozów, pasz i maszyn. Niedobory żywności, zwłaszcza mięsa, dawały się coraz bardziej we znaki. Ogłoszone w grudniu 1970 r. podwyżki cen artykułów spożywczych wywołały robotnicze protesty, krwawo stłumione przez władze, a w ich następstwie Władysław Gomułka stracił stanowisko I sekretarza KC PZPR.
Jego następca, Edward Gierek, musiał poprawić zaopatrzenie rynku w żywność, ale też odbudować społeczne zaufanie. Chciał przekonać Polaków, że wraz z jego dojściem do władzy zaczyna się nowa epoka. Zniesienie kontyngentów świetnie pasowało do tego przekazu, ale miało też uzasadnienie gospodarcze. Już w marcu 1971 r. premier Piotr Jaroszewicz przyznał w Sejmie, że spadek opłacalności hodowli skłania część rolników do rezygnacji z produkcji zwierzęcej. Aby zwiększyć dostawy mięsa na rynek, trzeba było stworzyć gospodarstwom korzystniejsze warunki produkcji.
Zapowiedź zniesienia kontyngentów znalazła się w decyzjach kierownictw PZPR i ZSL z kwietnia 1971 r., ale na ustawę trzeba było poczekać do jesieni. Sejm uchwalił ją 26 października, wraz z nowymi przepisami o podatku gruntowym.
W debacie sejmowej poseł Stanisław Furgał, przedstawiający projekt w imieniu Komisji Rolnictwa i Przemysłu Spożywczego, przyznał, że utrzymywanie kontyngentów wymagało rozbudowanego aparatu administracyjnego, pochłaniało czas i ograniczało inicjatywę gospodarczą rolników. Sztywne normy zmuszały gospodarzy do produkowania określonych płodów, nawet jeśli warunki ich gospodarstw przemawiały za inną uprawą czy hodowlą. Utrudniało to specjalizację, zniechęcało do inwestowania i podnosiło koszty produkcji. Furgał wskazywał też na skutki społeczne: ze skarg i zażaleń napływających od rolników wynikało, że dostawy były jednym z głównych źródeł konfliktów między wsią a lokalnymi władzami.
Według szacunków przedstawionych w Sejmie zniesienie kontyngentów i reforma podatku gruntowego miały zmniejszyć łączne obciążenia gospodarstw chłopskich o 2,1 mld zł rocznie. Nie oznaczało to końca wszystkich świadczeń na rzecz państwa: część dotychczasowych zobowiązań włączono do podatku gruntowego, a niektórym drobnym gospodarstwom podatek miał nawet nieznacznie wzrosnąć. Ustawa nie darowała też zaległości. Gospodarze, którzy do końca 1971 r. nie wykonali dostaw, musieli zapłacić równoważnik pieniężny.
Marta Panas-Goworska (PAP)
mpg