Kazimierz Rudzki, Irena Kwiatkowska, Krzysztof Janczar i Alina Janowska w serialu Wojna domowa, w reżyserii Jerzego Gruzy. Fot. PAP/archiwum
6 stycznia 1911 roku urodził się Kazimierz Rudzki, aktor którego nazywano „człowiekiem o kamiennej twarzy”. Był postacią bardzo popularną, choć zagrał tylko w 18 filmach fabularnych i trzech serialach - ról teatralnych miał w swym dorobku niewiele więcej.
Największą rozpoznawalność dała mu chyba jedna z głównych ról w serialu „Wojna domowa” (1965); ale był też świetny w zapadających w pamięć widzów epizodach: jako angielski oficer w „Jak rozpętałem II wojnę światową” (1970), i polski - w „Eroice” (1958).
„Paradoks KAZIMIERZA RUDZKIEGO polega na tym, że cieszył się on ogromną popularnością i był postacią powszechnie znaną i lubianą, choć w ciągu dwudziestu lat zagrał ledwo dwadzieścia ról teatralnych i niewiele więcej ról filmowych” – napisał Jacek Ziemek w artykule pt. „Rudzki to styl” (e-teatr, 2005).
Kazimierz Rudzki urodził się w Warszawie jako syn Bronisława i Anny ze Szklawerów. Po maturze, zdanej w 1929 r. w Gimnazjum Ziemi Mazowieckiej, studiował (1929-32) w Wyższej Szkole Handlowej w Warszawie. Przez kolejny rok był słuchaczem Instytutu Reduty, później (1933-34) odbył służbę wojskową w Szkole Podchorążych Rezerwy Łączności w Zegrzu. Od 1935 r. studiował pod okiem m.in. Aleksandra Zelwerowicza i Leona Schillera na Wydziale Reżyserskim Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej - dyplom obronił w marcu 1938 roku.
Pracą dyplomową Rudzkiego były dwa akty „Żabusi” Gabrieli Zapolskiej. „Spektakl widział Boy-Żeleński, który napisał: Młody reżyser p. Rudzki odczytał intencje autorki umiejętnie i celnie” - przypomniał Ziemek.
We wrześniu 1939 roku Rudzki był żołnierzem dywizji generała Franciszka Kleeberga – do niemieckiej niewoli dostał się po bitwie pod Kockiem. W rezultacie czas wojny spędził w obozach jenieckich - najpierw krótko w Weilburgu nad Lahnem (Hesja), a od sierpnia 1940 w Woldenbergu (obecnie Dobiegniewo w Lubuskiem). „Uczestniczył aktywnie w obozowym życiu kulturalnym; w Weilburgu prowadził program »Czarna kawa przy piwie«, w Woldenbergu był współorganizatorem teatru (inaug. 1 I 1941), który oprócz programów lit.-rewiowych wystawiał widowiska muz. i dram., np. w jego reż. »Jajko Kolumba« (R. grał Sherlocka Holmesa) i »Zemstę«; reżyserował też przedstawienia lalkowe” – czytamy w Encyklopedii Teatru Polskiego.
Po wojnie Kazimierz Rudzki zadebiutował na scenie kabaretowej. „Jako konferansjer pojawił się na scenie w grudniu 1945 roku, prowadząc w łódzkim Grand Hotelu koncert »Wielka odwilż«, którego gwiazdami mieli być Mira Zimińska i Ludwik Sempoliński” – napisał Tomasz Mościcki (culture.pl, 2010). „Stało się jednak inaczej. Własny, niepowtarzalny styl, dowcipna konferansjerka wygłaszana z kamienną twarzą potęgującą efekt komizmu, nienaganne maniery i silna sceniczna osobowość sprawiły, że - jak wspominał później Sempoliński - »publiczność przychodziła na Zimińską, a wychodziła pod wrażeniem Rudzkiego«. Bez wątpienia to samo wrażenie odnosili warszawscy widzowie podczas gościnnych występów w Warszawie krakowskiego kabaretu 7 Kotów. Rudzki wystąpił wówczas - gościnnie - także jako konferansjer” - dodał.
W lutym 1945 r. przez dwa tygodnie Rudzki współpracował z Warszawską Szkołą Dramatyczną Janusza Strachockiego. Następnie wyjechał do Torunia, gdzie przez dwa miesiące organizował Teatr Ziemi Pomorskiej. Po czym trafił do Łodzi - w Wytwórni Filmowej Wojska Polskiego pracował jako asystent reżysera. Na sezon 1945/46 zaangażował się jako reżyser do Teatru Wojska Polskiego w Łodzi, w tym samym sezonie związał się jako reżyser i konferansjer z łódzkim Teatrem Syrena. W 1948 roku razem z Teatrem Syrena przeniósł się do Warszawy, do 1955 r. był jego aktorem i reżyserem, a w latach 1950-54 także dyrektorem. Od 1955 r. do końca życia grał w Teatrze Współczesnym w Warszawie.
W 1953 r. zorganizował i został dziekanem Wydziału Estradowego. W latach 1954-57 był prorektorem warszawskiej PWST. W latach 1966-69 był dziekanem Wydziału Aktorskiego. Swą uczelnianą karierę naukową skwitował kiedyś żartem, że profesorem był wyłącznie dlatego, by Bohdan Łazuka mógł zostać magistrem.
„Kazimierz Rudzki - aktor konferansjer, pedagog, człowiek. W teatrze był bardziej postacią niż wielkim aktorem. Natomiast jako konferansjer? - właściwie na nim skończył się w Polsce ten zawód. Zostali jedynie zapowiadacze” – napisał Bohdan Łazuka w książce pt. „Trzymam się” (1993). „Nigdy nie wywyższał się ponad publiczność. Obdarzony ogromem erudycji odwoływał się do niej z urzekającą nieśmiałością, jakby nie chcąc urazić tych na widowni, co… mniej wiedzą” - dodał.
„Jako aktor teatralny był postacią kontrowersyjną. Miał licznych i zagorzałych zwolenników, wielbicieli, miał i przeciwników, zwłaszcza w środowisku aktorskim, które widziało w nim raczej utalentowanego dyletanta aniżeli zawodowego aktora” – napisał o Rudzkim Erwin Axer w „Ćwiczeniach pamięci” (2006). „Lubiano go, szanowano, ale częstokroć uważano za dziwaka, który wspaniale opanowawszy szereg zawodów i zajęć, bawi się jeszcze od czasu do czasu aktorstwem” - dodał. „Ja sam, który będąc od lat jego przyjacielem, byłem zarazem przez lat wiele jego dyrektorem i obsadzałem go - zbyt rzadko może w stosunku do jego chęci, ambicji i zapewne możliwości - miałem do jego aktorstwa stosunek ambiwalentny” – ocenił Axer.
W Teatrze Współczesnym Axera Rudzki zagrał m.in. w „Zaproszeniu do Zamku” i „Pierwszym dniu wolności” (1959), „Knocku czyli tryumfie medycyny” (1960), „Karierze Artura Ui” (1962) oraz „Lekkomyślnej siostrze” (1971). W „Grze” (1975) wykreował swą ostatnią rolę - Konferansjera.
Nazywany „człowiekiem o kamiennej twarzy” Rudzki doskonale umiał wykorzystywać oryginalny wygląd. A im bardziej komiczne słowa wypowiadał, tym większą zachowywał powagę. „Znawcy sztuki aktorskiej porównywali jego aktorstwo do sztuki Aleca Guinessa, sam Erwin Axer sytuował je blisko Bustera Keatona, Harolda Lloyda czy Louisa Jouveta” – przypomniał Tomasz Mościcki. „Z całą pewnością do takich porównań skłaniał sposób bycia Rudzkiego na scenie i ekranie: wysoka asteniczna sylwetka, szczupła twarz ozdobiona potężnym nosem i wąskimi ustami, umiejętne dozowanie gestu, wręcz asceza środków wyrazu, co sprawiało, że drgnienie kącików ust, czy słynne »podwójne spojrzenie Rudzkiego« - dwukrotne przyjrzenie się obserwowanej scenie, przedmiotowi czy partnerowi, szybki ruch głową i mrugnięcie powiekami - dawało piorunujący aktorski efekt” - napisał. „Mówiono, że w rolach lokajów, dyplomatów, intelektualistów Rudzki gra ludzi mądrzejszych od swojego otoczenia i dystansujących się od niego swoją mądrością” – ocenił Mościcki.
Jedna z licznych anegdot głosi, że przed spektaklem cyrku chińskiego, który występował Starym Teatrze w Krakowie w 1945 roku, Kazimierz Rudzki wyszedł przed kurtynę, aby zapowiedzieć spektakl. „Proszę państwa, witamy serdecznie naszych gości i przyjaciół, którzy przyjechali do nas z dalekich Chin. W popisach, które za chwilę się rozpoczną, wystąpią znakomici artyści Chin Ludowych: Li Tan Pe, Czang Sui Pei, Li San Fu, Hu Sen Czen, Hu Hua Pe, Pu San Czu” - powiedział. I po tej zapowiedzi Rudzki szturchnął siedzącego obok Tadeusza Kwiatkowskiego i szepnął: „Mocna obsada!”.
Rudzki występował w kabaretach Szpak (1955), Wagabunda (1955–57) oraz Pod Egidą(1971–74). „Ulubiony chwyt Profesora polegał na tym, że siedząc między publicznością, protestował przeciwko produkcjom na estradzie. Kiedy zdarzało się, że ktoś nie wtajemniczony »kupował« żart i uciszał niesfornego widza, zabawa była najlepsza” – wspominał Jan Pietrzak, cytowany w książce pt. „Wspomnienia o Kazimierzu Rudzkim” (1981). „Żelazną pozycją pana Kazimierza była wypowiedź nawiązująca do tradycji polskiego kabaretu. Nie zawsze chciał o tym mówić, zżymał się, bo wolał brać za temat współczesność. Jednak dla całości programu ukłon w stronę tradycji był bardzo korzystny. Pozwalał publiczności uświadomić miejsce kabaretu literackiego w polskiej kulturze, był dobrą odskocznią dla spraw bieżących. A któż to mógł uczynić lepiej od Niego?” – napisał Pietrzak.
„Krzysztof Teodor Toeplitz ukuł entuzjastyczną definicję jego aktorstwa: Rudzki - to styl. Nic dodać, nic ująć” – przypomniał Jacek Ziemek.
W telewizyjnym cyklu „Opowieści niezwykłych”, w odcinku pt. „Ja gorę!” kreowany przez Jerzego Turka duch szlachcica Pogorzelskiego prześladowany przez innego ducha skarży się Autorowi - Rudzkiemu - że gdyby przez ostatnie dwa lata życia, nie żył w cnocie, to by teraz w piekle siedział. „A wtedy ten przeklęty nudziarz nie mógłby powiedzieć: »panie Pogorzelski, pan tu gorzesz a ja gorę!«. Bo by to przecież żadnego sensu nie miało!”. „Nie, no oczywiście! Taki nonsens mógłby go tylko zawstydzić" - odpowiedział Rudzki będąc chyba w tym momencie bardziej sobą niż kreowaną postacią Autora.
Kazimierz Rudzki zmarł 2 lutego 1976 roku w Warszawie. Miał 65 lat. Został pochowany na Powązkach Wojskowych. (PAP)
Paweł Tomczyk
agz/ top/ lm/