"Szulman zginął za wolność! : cześć jego pamięci: dnia 14.go maja W. 1906 r.", fotografia. /Źródło: polona.pl
14 maja 1906 r. na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej bojowiec PPS Baruch Szulman rzucił ładunek wybuchowy pod nogi znanego z okrucieństwa podkomisarza carskiej policji Nikołaja Konstantinowa, który zginął na miejscu. Szulman, raniony podczas ucieczki, zmarł w bramie kamienicy przy Zielnej 33.
Właśnie tego dnia bojowiec PPS-u skończył 20 lat.
„Żył zaledwie 20 lat. I oto w chwili, gdy pierś przepełnia wielkie pragnienie życia, on poszedł na niechybną śmierć, poszedł spokojnie z zupełną świadomością, że młode swe życie oddaje za sprawę ludu” – czytamy na pierwszej stronie „Robotnika” (nr 98, 20 maja 1906). „Jako Żyd, jako robotnik, Szulman należał do tych, co od młodości przechodzą wielką szkołę niewoli i nędzy. Wokół siebie widział poczerniałe twarze, ginące od głodu i wilgoci suteren dzieci, widział jak powoli umierali od nadmiaru pracy wszyscy wokół niego. A gdy dorósł, gdy począł tęsknić i szukać odpowiedzi na dręczące go pytania, ujrzał jak każdy policyjny stupajka bezkarnie lży i znieważa ludzi… Nieraz widział, jak katowano ludzi za głębsze westchnienie do upragnionej wolności, słyszał ich jęki, słyszał smutną opowieść o ich mękach i torturach. I słysząc i widząc to, uczył się żyć, uczył się nienawidzić. Znienawidził okrutnych dręczycieli, znienawidził krzywdzący ustrój, znienawidził wszystkich, co biernie patrzyli na podłość i okrucieństwa” – podkreślono w nekrologu Szulmana.
Chaim Boruch Szulman urodził się 14 maja 1886 r. w Warszawie jako syn Icka i Dwojry - uboga rzemieślnicza rodzina mieszkała przy Towarowej 32.
„Często zastanawiał się, kim jest. Żydem? Polakiem? Kimś bez tożsamości? Żydem z urodzenia, dzieciństwa, ale wiarę przodków odrzucił. A tej polskiej, katolickiej, nie przyjął. Uczęszczał, nawet chętnie, od trzeciego roku życia aż do bar micwy do chederu, ale do partii wstąpił polskiej. Przecież nie tylko z nazwy. Był gotów się bić i zginąć za Polskę” – napisał Wiesław Holewiński w powieści „Pogrom 1906” (PIW, 2019). „Tylko za jaką? A czym ona się będzie różnić od tej Polski? Może tym, że będzie mniej nienawiści? I mniej nędzy, z którą budził się i zasypiał?” – dodał.
Do Polskiej Partii Socjalistycznej Szulman wstąpił mając 18 lat. Na początku 1905 r. został członkiem Organizacji Bojowej PPS. „Wchodził w skład »Piątki Żydowskiej PPS«, której członkami byli również: Sonia Mendelson, Adam Szynkman, Mojżesz Urbach oraz nieznany z imienia i nazwiska bojowiec o pseudonimie »Kasztan«” – czytamy na stronie jewish.pl (2017).
Był to czas Rewolucji 1905 roku – 21 lipca na stokach warszawskiej Cytadeli powieszono 19-letniego Stefana Okrzeję, rówieśnika Szulmana.
Natomiast 30 października ogłoszono manifest cara Mikołaja II zapowiadający m.in. danie ludności najbardziej podstawowych wolności, wypływających „z zasad prawdziwej nietykalności osobistej, wolności sumienia, słowa, zgromadzeń i stowarzyszeń”.
„Prawa zapowiedziane przez Mikołaja II zaczęto spontanicznie wcielać w życie, nie czekając na ich oficjalne wprowadzenie. Za wybryk sługusów samodzierżawia, nierozumiejących nowych czasów, uznano strzały, jakie padły 1 listopada pod budynkiem magistratu stolicy, na placu Teatralnym. Wówczas to tłum domagający się uwolnienia więźniów politycznych został potraktowany tak jak zwykle, czyli strzałami. Zginąć miało nawet 40 osób” – napisał Kamil Śmiechowski w artykule „Dziesięć dni wolności” dostępnym na stronie Muzeum Historii Polski.
![Ulotka: Towarzysz Boruch Szulman legł od kuli żołdackiej po dokonaniu zamachu na zbirze Konstantynowie [...] : Warszawa, 18 Maja 1906 r. /Źródło: polona.pl](/sites/default/files/inline-images/%5BUlotka%5D%20_%20%5BInc._%5D%20Towarzysz%20Boruch%20Szulman%20leg%C5%82%20od%20kuli%20%C5%BCo%C5%82dackiej....jpg)
„Miałem już skręcić na Królewską, gdy jakiś ryk nieludzki wstrząsnął powietrzem. Od Wierzbowej wybiegł jakiś człowiek z okropnym krzykiem, a za nim drugi, trzeci, dziesiąty, uciekali już całymi kupami, biegli z porwaną odzieżą, zakrwawieni, bez czapek, z obłąkaniem w oczach, niektórzy przysłaniali głowy rękoma, uciekając ze strasznym wrzaskiem, padali z wyczerpania, pełzali na czworakach, gnani przerażeniem i rozpaczą. - Mordują na placu Teatralnym! - rozniosło się lotem błyskawicy. Nie jestem zdolny o tym pisać. Widziałem potem tę rzeźnię ludzką, krew mi się ścina na wspomnienie, wzgarda dusi, gniew obezprzytomnia. Ohydny mord bezbronnych! Zbrodnia z góry ułożona i wykonana na zimno. Zbrodnia wołająca o pomstę! Są rzeczy, których zapomnieć, ani przebaczyć nie wolno!” - napisał Władysław Stanisław Reymont („Rewolucja 1905: notatki”), który akurat w tym czasie wyszedł na spacer i stał się świadkiem wydarzeń.
Kolejna demonstracja odbyła się 3 listopada. Wtedy to – według Konrada Świerczyńskiego (1888-1956), szewca, księgarza, działacza Związku Wolnomyślicieli Polskich i Anarchistycznej Federacji Polski) – miało dojść do publicznego upokorzenia Konstantinowa, za które mścił się on przez następne kilka miesięcy zyskując w Warszawie sławę oprawcy, porównywalną chyba z późniejszymi okupacyjnymi niemieckimi sadystami z Pawiaka.
„Oficer zwrócił się do żołnierzy z komendą: gotuj broń. Szczęknęły zamki karabinów. Cel – lufy wzniosły się ku twarzom żołnierzy, kolby dotknęły ich ramion. Pli (pal) – zaległa martwa cisza – tłum stał milczący, skamieniały przeciw milczącym i skamieniałym żołnierzom. Naraz jedna lufa karabinowa oderwała się od twarzy, kolba od ramienia i karabin wolno spłynął ku ziemi. Kolba stuknęła o jezdnię i karabin spoczął u nóg żołnierza. W ślad za tym reszta żołnierzy broń spuściła do nogi. Żołnierze nie wykonali rozkazu. Rozległy się radosne okrzyki na cześć żołnierzy” – napisał Świerczyński w osobistym wspomnieniu o Baruchu Szulmanie (cytat, za lewicowo.pl). „Tłum naparł, oficer został oddzielony od żołnierzy. Kilku bojowców, którzy byli przygotowani odpowiedzieć na salwę karabinów salwą swych brauningów, chwyciło i uprowadziło oficera. Wepchnięto go na ul. Marszałkowskiej w bramę domu nr 114. W bramie oficer wobec wymierzonych w niego brauningów padł na kolana, błagając o litość, przysięgając przy tym na Boga i honor oficerski, że bezzwłocznie zrzuci z siebie mundur oficera i wystąpi z armii. Bojowcy zażądali od oficera ujawnienia jego personaliów – dokument przedstawiony przez niego opiewał »oficer sztabowy Konstantinow«. Wobec przysiąg i zaklęć w imię humanizmu rewolucyjnego nie żądnego krwi jako daniny od wroga, lecz jako bolesną konieczność nieuniknioną w walce z nim, bojowcy oszczędzili tego, który przed chwilą nie oszczędzał ich, nie oszczędzał bezbronnych robotników – puszczono go całego i zdrowego” – relacjonował.
„Rzeczywiście Konstantinow zrzucił mundur, lecz nie wiadomo, czy wynikło to z jego woli, czy też na skutek degradacji za haniebne zachowanie się w dniu 3 listopada. Wkrótce w szóstym cyrkule objął stanowisko komisarza policji siepacz w całym tego słowa znaczeniu, okrutny kat, sadysta pastwiący się w nieludzki sposób nad aresztowanymi przez siebie ofiarami. Był to Konstantinow, który zamienił mundur oficera armii na zhańbiony uniform policyjny. Zbir ten codziennie urządzał obławy w obrębie swego cyrkułu” - dodał Świerczyński.
W jego wspomnieniu, Szulman miał być uczestnikiem wydarzeń 3 listopada 1905 roku. Było to jednak raczej niemożliwe, bowiem dwa miesiące wcześniej, 6 września 1905 r. Szulman trafił do Cytadeli aresztowany za nielegalne posiadanie broni. Przesłuchiwany zeznał, że jest „wyznania mojżeszowego, narodowości polskiej i poddaństwa rosyjskiego”. 3 października został skazany przez Tymczasową Komisję Śledczą na trzy miesiące aresztu policyjnego. Po wyjściu na wolność był nękany przez policję.
Rosnąca równocześnie zła sława Konstantinowa – wskutek jego bestialskich działań w siedzibie cyrkułu „wczesnym rankiem strażacki wóz odwoził kilka trupów do prosektorium, reszta zmasakrowana tysiącami była przekazywana w rozporządzenie oberpolicmajstra Meyera i trybem administracyjnym zsyłana do odległych guberni” - sprawiła, że stał się on celem Organizacji Bojowej PPS.
Wieczorem 14 maja 1906 r. „Konstantinow jak co dzień wyruszył z cyrkułu na swe zwykłe polowanie”. „Na czele silnego patrolu złożonego z Wołyńców i policji, zjawił się na skrzyżowaniu ulic Świętokrzyskiej z Marszałkowską. Żołdactwo zablokowało wyloty ulic, zatrzymując przechodniów, rewidując i legitymując ich, tłukąc przy tym kolbami” – napisał Świerczyński. „Konstantinow stanął na tym rogu ul. Marszałkowskiej, gdzie Świętokrzyska biegnie w stronę ulic Zielnej i Bagna. Stojąc na płycie żelaznej, zamykającej wejście do kanału, palił papierosa z obojętną miną, obserwując wyczyny swych podwładnych. Za sobą miał jednopiętrowy dom z narożną cukiernią Turecką. Naraz ul. Świętokrzyską od strony ulicy Zielnej idzie młody człowiek ubrany w strój dość powszedni na tym odcinku ulic Pociejowi, Zielnej, Świętokrzyskiej, Bagna, gdzie skupiał się cały handel różną tandetą, a właściciele miejscowych przedsiębiorstw w większości ubierali się jak ów młodzieniec, to jest w chałat długi i płytką czapkę z maleńkim daszkiem. Młodzieniec z niewielką paczką owiniętą w papier pod lewą pachą szedł w stronę ul. Marszałkowskiej wprost na samotnie stojącego Konstantinowa, w odległości dzielącej go od niego (10-ciu, może 15-tu kroków). Prawą ręką wyjął niesioną paczkę spod lewej pachy i rzucił ją z rozmachem wprost pod nogi Konstantinowa, sam padając plackiem na chodnik. Nastąpił ogłuszający wybuch, zadrżały fasady sąsiednich domów, posypały się z ich okien szyby” – relacjonował.
Szulman - bo to on był tym młodzieńcem - rzucił się do ucieczki. „Biegł cały czas biegł i już wiedział, że znów się uda. Ale właśnie wtedy poczuł szarpnięcie pod łopatką. Na moment się zatrzymał, odwrócił i z wyjętym rewolwerem szukał tego, który do niego strzelił. Biegł za nim. Łysiejący, niemłody już policjant. Przymierzył i wypalił. Był dobrym strzelcem. Jego przeciwnik wywrócił się i już nie podniósł. Więc spróbował biec dalej, ale zrobiło mu się ciemno przed oczyma. Dostał drugi strzał, a potem trzeci” – napisał Wacław Holewiński.
19 grudnia 1930 r. Baruch Szulman został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Niepodległości z Mieczami. Jedyna obecnie w Polsce jego ulica - w Żyrardowie - krzyżuje się z ulicą Stefana Okrzei.
„W II RP Szulmana stawiano za wzór patriotyzmu. Potem trafił do lamusa – staram się to zmienić. Pisałem powieść z zamiarem przywrócenia naszej świadomości wykluczonych z niej bohaterów. Musimy wiedzieć, komu zawdzięczamy niepodległość. Ona nam z nieba nie spadła. Wiele osób na bardzo różne sposoby na nią zapracowało” – powiedział Holewiński Tomaszowi Zapertowi i Krzysztofowi Masłoniowi w rozmowie pt. „Niepodległość nie spadła nam z nieba” („DoRzeczy”, 2019).
„Jest na cmentarzu żydowskim grób, przybierany ciągle świeżemi kwiatami na grobie tym widnieje napis Boruch, młody bojowiec, poległ za wolność«. Codziennie gromadki robotników-chrześcijan grób ten odwiedzają. Niekiedy napływa także inteligencja” – napisał młodopolski poeta Andrzej Jan Niemojewski w broszurze „Boruch”, opublikowanej w Krakowie w 1907 roku. „Rzekłbyś, że grób ten poległem ciałem wypełnił jakąś wielką przepaść między dwiema religiami. Przestały to być dwie zwaśnione siostry, które swoje potomstwo odsuwały od ciotczynej gromadki, a wydzierając sobie kromki chleba, kamienie i przekleństwa rzucały gromadce z naprzeciwka” – dodał.
Paweł Tomczyk (PAP)
top/ aszw/
