Kadr z filmu "Gry uliczne", 1996, 104 min. Reż.: Krzysztof Krauze. Scen.: Krzysztof Krauze i Jerzy Morawski. Fot. PAP/CAF-FILM PAP
Dwaj młodzi dziennikarze próbują wyjaśnić tajemnicę śmierci Stanisława Pyjasa - 24 maja 1996 r. odbyła się premiera filmu „Gry uliczne”. Jego reżyser Krzysztof Krauze był rówieśnikiem zamordowanego w 1977 r. za działalność opozycyjną studenta polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego.
„Jest to moim zdaniem jeden z ciekawszych filmów o naszej współczesności, film zaskakujący” – napisał Ernest Bryll w recenzji pt. „Jaka jest gra?” („Film”, 1996). „W niezwykłym połączeniu eleganckiej opowieści z próbą dotknięcia prawdy nie dającej się elegancko opowiedzieć kryje się sukces filmu i jego przejmujące przesłanie” - ocenił. „Udokumentowana jest tu dziwna jedność myślenia, zachowania, porozumienia i kodeksu postępowania pomiędzy różnymi pokoleniami tych, co stoją po stronie morderców. To wszystko pulsuje ciągłym życiem i ciągle się w sobie udoskonala” - wyjaśnił. „Co było groźne, pozostaje groźne” – podkreślił Ernest Bryll.
Prawdą nie dającą się „elegancko opowiedzieć” jest w „Grach ulicznych” tragiczna śmierć Stanisława Pyjasa, której okoliczności po blisko 20 latach - w 1995 roku - próbują wyjaśnić dwaj młodzi dziennikarze – Janek (Redbad Klynstra) i Witek (Robert Gonera). Janek dostaje kasetę video, której anonimowy nadawca oskarża senatora Makowskiego (Andrzej Precigs), że był, pod pseudonimem „Ketman”, konfidentem Służby Bezpieczeństwa i przyczynił się do śmierci Pyjasa.
Próbując dociec historycznej prawdy, tropiąc dawnych esbeków i wyświetlając ich zbrodnicze poczynania, Janek i Witek narażają się współczesnym wpływowym i wysoko postawionym ludziom. Janek za tę próbę płaci własnym życiem – w ostatniej scenie filmu zostaje zamordowany w centrum Krakowa, a na jego śmierć nikt z ulicznych przechodniów nie reaguje.
„To oni, typowi przedstawiciele nowych czasów, ukształtowani już w wolnej Polsce, dyktują - zgodne ze swoim trybem życia - szybkie tempo opowiadania, pełne atrakcji typowych dla neotelewizji (wstawki animowane) i pokoleniowego obyczaju (clubbing, dyskoteki)” – napisał prof. Tadeusz Lubelski w w artykule pt. „Krzysztof Krauze - młodszy brat Kina Moralnego Niepokoju”.
„To przejęcie roli narracyjnej idzie nawet tak daleko, że odtwórca głównej postaci, debiutujący na dużym ekranie Redbad Klijnstra, odstępuje jakby swemu bohaterowi część własnej biografii: na wpół holenderskie pochodzenie, planowaną wizytę u matki w Amsterdamie. Zabiegi te, wraz z całą obrazową (»wideoklipowe« zdjęcia Łukasza Kośmickiego) i muzyczną (kompozycja Macieja Zielińskiego, występ Kasi Nosowskiej i zespołu Hey) warstwą filmu, pełnią wyrazistą funkcję komunikacyjną: mają skłonić odbiorców do utożsamienia się z emocjonalną drogą bohaterów” - wyjaśnił.
„Obaj dwudziestolatkowie początkowo traktują otrzymane zamówienie z dystansem, jak jedną z wielu profesjonalnych przygód; tajemnice Peerelu sprzed osiemnastu lat (napis wstępny umieszcza akcję w 1995 roku) to dla nich archeologia” - dodał. „Stopniowo zaczynają jednak tego swojego rówieśnika - chłopca z chlebaczkiem, który w chwili śmierci miał przy sobie dziennik i »Grę w klasy« Cortazara - traktować z zazdrością. Poczucie winy reżysera miało się przełożyć na poczucie współczesnej pustki widzów, przeciwstawionej dawnej »pełni«” – ocenił prof. Lubelski.
„Gra w tym filmie toczy się na wielu poziomach. Jest ironicznym określeniem tego, co wydarzyło się na ulicach Krakowa w maju 1977 roku – »gra« między studentami a funkcjonariuszami SB (w której nie zawsze wiadomo, kto był kim); »gra« między młodymi przyjaciółmi, z których jeden być może zdradził; »gra« na krakowskim Rynku – jest on bowiem w tamte dni świadkiem odegrania dwóch przedstawień: Czarnego Marszu żałobnego i kolorowych studenckich Juwenaliów – scenariusz jednego pisało poczucie przyzwoitości, która każe uhonorować śmierć kolegi z akademika, drugiego ignorancja, która każe wbrew cudzej śmierci celebrować własne życie” – napisała Olga Masiuk w artykule pt. „Nie ma już w co grać… O »Grach ulicznych« Krzysztofa Krauzego” (IB ZINE, 2015). „Przedstawienia odbywały się w tym samym czasie. W kawiarnianych podziemiach występuje dziwny pantomimiczny teatr – jego przedstawienia oklaskują dawni funkcjonariusze SB, dziś mecenasi kultury” - dodała.
W programie „Niedziela z Krzysztofem Krauze” (TVP Kultura, 2006) reżyser powiedział, że „Gry uliczne” zrealizował z powodu poczucia, że w latach 70. było mu w Polsce „za wygodnie”. Jeden z bohaterów filmu wspomina, że kiedy on i jego koledzy podjęli w Krakowie działalność opozycyjną, dawni znajomi zaczęli na ich widok przechodzić na drugą stronę ulicy. „Obawiam się, że ja też przechodziłem na drugą stronę ulicy” - mówił Krauze.
„Aby uświadomić sobie, do jakiego stopnia ten film miał osobisty charakter, warto zwrócić uwagę, że Stanisław Pyjas, rocznik 1953, student polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, zamordowany w 1977 roku za działalność opozycyjną - był rówieśnikiem Krzysztofa Krauzego” - napisał prof. Tadeusz Lubelski. „Jakby chcąc zmazać winę dawnego zaniechania, reżyser poszedł jego tropem” - dodał.
Scenariusz „Gier ulicznych” Krzysztof Krauze napisał wspólnie z reportażystą i autorem filmów dokumentalnych Jerzym Morawskim. „Poznałem go chyba w 1993 roku, zjawił się niespodziewanie w redakcji »Życia Warszawy«, która mieściła się wówczas w dawnym milicyjnym kinie Klub. - Świetny reportaż napisałeś! - powiedział na przywitanie. - Czytałeś? - zapytałem, nieco zaskoczony. Nie, tylko jego omówienie w »Gazecie Wyborczej« - uśmiechnął się” - wspominał Jerzy Morawski.
„Jego zdaniem temat był »amerykański« - chciał zrobić film dokumentalny. Wzruszyłem ramionami, bo słyszałem już kilka takich propozycji związanych z moimi tekstami i nic z tego nie wynikło. Ale Krzysiek w niecałe 24 godziny później przyszedł znów, by oznajmić: jedziemy robić film do Krakowa! Zdążył odbyć kwerendę po telewizji i wszystko załatwić" - mówił PAP Morawski (2024). „Poczułem się, jakbym miał swojego własnego agenta” – dodał.
„Zebraliśmy wówczas w Krakowie materiały na dwa filmy dokumentalne - »Kontrwywiad« i »Spadł, umarł, utonął«. Zrobiwszy je, pomyśleliśmy o fabule" - opowiadał Jerzy Morawski. Przypomniał, że roboczy tytuł brzmiał „Ketman” ale producent wolał „Gry uliczne”" jako łatwiej przetłumaczalny na angielski. „Już wtedy wiedzieliśmy, kto był Ketmanem” - dodał Morawski.
„Kręcąc »Gry uliczne« już od trzech lat wiedzieliśmy, kto był Ketmanem. Podczas powstawania filmu jeden z esbeków się sypnął” – powiedział Krzysztof Krauze Monice Olejnik w programie „Kropka nad i” (TVN, 2008). „Oni byli zaskoczeni, że my nie wiemy. To była w SB tajemnica poliszynela. Pytaliśmy czy Wildstein był agentem, oni się obruszyli i wtedy usłyszeliśmy, że to Lesław Maleszka” – dodał.
„Spotkaliśmy się przypadkiem na ulicy Oleandrów - mieszkaliśmy wówczas po sąsiedzku. Krzysiek wracał z telewizji, poszedł tam z pomysłem filmu fabularnego o Pyjasie - szedł bez większej nadziei, bo był pewien, że już ze trzech Pyjasów tam leży - okazało się, że nie było żadnego” - powiedział PAP scenarzysta Wojciech Tomczyk. „Warto chyba przypomnieć, że w ówczesnych polskich fabułach esbecy byli prezentowani raczej jako honorowi, wyklęci straceńcy, a nie zdegenerowani zbrodniarze. To Krauze pierwszy pokazał ich naprawdę” - podkreślił. „A zabijając sam siebie - bo tak odbieram ostatnią scenę filmu - odkrył coś, co kilkanaście lat później poznaliśmy jako »seryjnego samobójcę«” - dodał.
„Uliczna gra widoczna jest mocno w ostatniej scenie, w której główny bohater, Janek, zostaje dźgnięty odłamkiem szkła i wykrwawia się na ulicy, tuż obok stojaka z widokówkami – zdjęciami krakowskich zabytków” – napisała Olga Masiuk. „Czy to się dzieje naprawdę? Jest przecież zupełnie nieprawdopodobne, wśród tłumu, na ulicy, w centrum wolnego europejskiego miasta. Czy to tylko gra? Cały świat, który zbudował Krauze, pomijając nawet tę oniryczną jego warstwę, którą tworzą narkotyczno-alkoholowe odloty Witka i Janka, staje się przestrzenią jakiegoś theatrum mundi. Kto jest kim w tym świecie? Kto przyjacielem, kto zdrajcą, kto kobietą życia, a kto czarnowłosą femme fatale? Czym są słowa, gesty i czyny? Prawdą czy kłamstwem, sprawiedliwością czy świństwem? Co się dzieje naprawdę, chociaż jest niewyobrażalne? Co jest tylko przedstawieniem, chociaż wygląda wiarygodnie?” – dodała.
„Filmowa śmierć” telewizyjnego reportera Janka Rosy, starającego się wyjaśnić okoliczności zamordowania Stanisława Pyjasa, zdarzyła się cztery lata po rzeczywistej śmierci Jarosława Ziętary (1968-92), dziennikarza śledczego badającego afery gospodarcze III RP. Rok później, na przełomie kwietnia i maja 1997 r. zginął 29-letni Marek Pomykała, sanocki dziennikarz opisujący okoliczności śmiertelnego wypadku z 1985 roku, którego sprawcą był funkcjonariusz MO. W świetle tych wydarzeń „Gry uliczne” Krauzego swym wydźwiękiem zyskują dodatkową wagę.
„Nie robił złych filmów. Nigdy nie zrobił filmu, który byłby nieudany czy nie poruszałby. Wszystkie jego prace były starannie przemyślane, dotykały społecznych, ludzkich problemów” - powiedział PAP aktor Antoni Pawlicki po śmierci Krzysztiofa Krauzego (2014). „To był twórca najwyższej miary, jeden z najważniejszych i kluczowych elementów, jakie tworzyły kino w tym kraju na przestrzeni ostatnich lat” - dodał.
Paweł Tomczyk (PAP)
