
Premiera "Wieczernika" Ernesta Brylla w reżyserii Andrzeja Wajdy odbyła się w Wielki Piątek, 5 kwietnia 1985 r. w warszawskim kościele Miłosierdzia Bożego przy ul. Żytniej. Nie było dla niej miejsca w żadnym stołecznym teatrze, choć nieczynny był tylko - spalony miesiąc wcześniej - Narodowy.
"Wieczernik" to dramat poetycki nawiązujący do tradycji misterium Zmartwychwstania Pańskiego. Apostołowie po ukrzyżowaniu i śmierci Jezusa obawiają się represji i prześladowań - otoczeni wrogim środowiskiem, pełni strachu, nie wiedzący o co właściwie chodzi - o takich swoich przemyśleniach Ernest Bryll wspomniał wówczas Andrzejowi Wajdzie. "To jest właśnie to o co mi chodzi! Pisz!" - usłyszał od niego.
"Jeszcze w 1983 autor zaproponował wystawienie swego nowego dramatu Januszowi Warmińskiemu, dyrektorowi stołecznego Ateneum" - przypomniał Dariusz Michalski w książce "Ten Bryll ma styl" (2023). "Szczególnego teatru, który konsekwentnie prezentował swej publiczności klasykę światowej dramaturgii, szeroko otwarty na rodzime pomysły i propozycje" - wyjaśnił.
"(...) tekst, napisany piękną, poetycką polszczyzną, nadal żyje, nadal o czymś mówi. Mówi o tym, co pierwotnie miało być figurą dla czegoś innego. O poszukiwaniu i przeżywaniu sacrum. O ludzkiej kruchości, ale i o twardości w obronie już innych, tych jeszcze bardziej podstawowych wartości."
"»Wieczernik« miał być grany w warszawskim teatrze Ateneum, aktorzy już uczyli się tekstów, ale do premiery w końcu nie doszło" - napisała w książce "Dzień bez Teleranka" (2021) Anna Mieszczanek, wówczas dziennikarka "Przeglądu Katolickiego", której relacja z przygotowań spektaklu trafiła do redakcyjnej szuflady.
"Andrzej Wajda chciał, ja zresztą też, wystawić naszą sztukę w teatrze" - opowiadał Ernest Bryll Michalskiemu. "Otrzymaliśmy odpowiedź, że to absolutnie niemożliwe. Ale nie z powodu cenzury, bo ta umyła ręce: to nie nasza sprawa. Dyrektor teatru próbował rozmawiać w Wydziale Kultury Komitetu Centralnego Partii. Usłyszał, że żadnej na ten temat rozmowy nie będzie. Dlaczego? Bo nie" - relacjonował autor. "Nie? To robimy w kościele" - zdecydował Wajda.
W odbudowywanym konsekwentnie przez księdza Wojciecha Czarnowskiego (1940-2019) kościele Miłosierdzia Bożego przy ul. Żytniej, już wcześniej w stanie wojennym gościli artyści - Przemysław Gintrowski i Zbigniew Łapiński, Teatr Ósmego Dnia, a w czerwcu 1983 r. Janusz Bogucki i Nina Smolarz zorganizowali "Interdyscyplinarne przedsięwzięcie artystyczne Znak Krzyża". Wydarzenia te zgromadziły sporą publiczność - znacznie mniej osób miało świadomość, iż to właśnie tutaj 1 sierpnia 1925 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia Helena Kowalska (I trudno się nawet temu dziwić - Świętą Faustyną zostanie wszak dopiero 15 lat później).
Tam też udali się Bryll z Wajdą. "Nam się wydawało, że to wydarzenie uwzniośli tę parafię. Ksiądz zapytał: - Ale co duchowego to przyniesie naszej parafii? Zgłupieliśmy" - powiedział Bryll Michalskiemu.
"Bryll i Wajda przedłożyli projekt, a ja im mówiłem co to jest za miejsce" - wspominał ks. Wojciech Czarnowski w rozmowie z Pawłem Kęską pt. "Dom parafian" ("Więź", 2019). "Chciałem podkreślić rolę parafian. Rozmowa z nimi była dla mnie trudna. To chyba Bryll w pewnym momencie się do mnie zwrócił: proszę księdza, czy ksiądz wie, z kim ksiądz rozmawia? I jeszcze raz ich przedstawił. Nie wprawił mnie tym w zakłopotanie" - relacjonował. "Bo uważałem, że powinienem im powiedzieć jakiego miejsca tutaj dotykają. I wtedy im powiedziałem, że my tu nie zwykliśmy mówić nikomu »Nie« – ale mówienie »Tak« niesie ze sobą uwarunkowania. Przyjęli to do zrozumienia" - opowiadał. "Któryś z nich na koniec zdał mi pytanie: jak to jest, że myśmy byli w iluś miejscach i wszędzie nas zbyto. A tutaj ksiądz daje przyzwolenie. Ja powiedziałem: panowie, wyście myśleli, że pójdziecie do najważniejszego a potem zadzwoni telefon i usłyszę »Czarnowski – wykonać«? W kościele tak nie jest. Jeśli coś się dzieje, to ja przynaglam biskupa, a nie on mnie" - wyjaśnił "specyfikę" swojej parafii.
"Nie mogę powiedzieć, że nic nie wiedziałem o Faustynie – coś tam wiedziałem, ale nie byłem specjalnie zainteresowany tymi sprawami. Traktowałem to jako obrzeże religii, pewien rodzaj folkloru religijnego; nawet nie kwestionowałem, że Faustyna miała objawienia, ale nie robiło to na mnie najmniejszego wrażenia" - powiedział Bryll Dorocie Giebułtowicz z pisma "Bunt młodych duchem" (2012). "Podczas prób, gdy przechodziłem korytarzem, widziałem jeden z rysunków, robionych dla Faustyny przedstawiający Jezusa miłosiernego z jej wizji. Przechodziliśmy obok tego – i nic nie widzieliśmy" - podkreślił.
"19 marca 1985 r. późnym wieczorem zaczęły się próby. "W starej kaplicy, która dopiero kiedyś, po skończonym remoncie miała być powtórnie konsekrowana. Krystyna Janda przyszła na pierwszą próbę w pantofelkach, prosto z planu filmowego" - napisała Anna Mieszczanek.
"Kościół na Żytniej był ciągle w budowie, próby odbywały się nocą – wszyscy w waciakach, w kożuchach, para z ust. – Ale tak to się okazuje zwykle z takimi wydarzeniami! Wiedzieliśmy jednak, że jest to zupełnie coś niezwykłego, wszyscy ulegli takiej emocji, że jak teraz oglądam +Wieczernik+ na kasecie video, to widzę, że jestem tak skupiona, jak nie byłam jeszcze nigdy w życiu" - powiedziała Krystyna Janda Januszowi Wróblewskiemu" ("Powściągliwość i Praca", 1986).
"Dramat poprzez opisane w Ewangeliach zachowania wyznawców Jezusa po jego ukrzyżowaniu oddawał sytuację Polaków po wprowadzeniu stanu wojennego i zdławieniu ruchu Solidarność."
"Na kolejnych próbach Krystyna Zachwatowicz ustalała z aktorami, kto zagra w swetrze, kto w waciaku, kto w kurtce. Mierzyła, ile metrów białego płótna potrzeba na stół Ostatniej Wieczerzy na chórze. Edward Kłosiński, ceniony operator, razem z parafianami kombinował, jak podłączyć kable, potrzebne do oświetlenia miejsca gry. Apostołowie – Jerzy Zelnik, Mirosław Konarowski, Piotr Machalica i inni – chwilami gubili się w przestrzeni" - relacjonowała dziennikarka "Przeglądu Katolickiego". "Wajda krążył, szkicował. Kiedy nikt już nie wiedział, gdzie ma stać i do kogo mówić, co jakiś czas rzucał: Pamiętajcie, że w teatrze są same proste sytuacje. Albo stoisz przodem do widza, albo tyłem. Albo mówisz głośno, albo cicho. I te zdania klarowały sytuacje. Bez garderoby, bez suflera, bez inspicjenta. Bez spokojnego i ciepłego kąta na wypicie kawy, w narciarskich ocieplaczach, ortalionowych butach »na po nartach«" - opisywała. "Po kolejnej próbie skończonej koło pierwszej w nocy, zmarznięty Jerzy Zelnik mówi: No i mamy swoją pokutę. Ktoś replikuje: Raczej rekolekcje… A Wajda zachwycony: Ja nie myślałem, że mi się na starość coś takiego przytrafi. Ludzie robią coś, bo chcą… żeby tylko wiedzieli, po co, zawsze będą robili swoje" - napisała Anna Mieszczanek.
"Pamiętam premierę. Niesamowicie zaaranżowali przestrzeń" - wspominał ks. Czarnowski. "Na końcu burza oklasków, artyści wychodzą, owacje na stojąco. Kiedy owacje milkną, oni stoją na scenie, ja wychodzę i mam jedno pytanie – kiedy będzie następne przedstawienie? Konsternacja. Oni nie przewidzieli takiej ewentualności. Na scenie jest narada. Pada termin. Potem podchodzi do mnie ktoś i mówi: no jak mogłeś takie misterium zniszczyć, z tego nimbu odrzeć. Ja się uśmiechnąłem. Tu trzeba się liczyć z odbiorcą. Nie można tylko prezentować swojego ukontentowania. Więc nie tylko raz grali. Aż mi ich żal było" - opowiadał proboszcz Pawłowi Kęsce.
Poza już wymienionymi aktorami, w "Wieczerniku" na Żytniej wystąpili: Olgierd Łukaszewicz, Jarosław Kopaczewski, Maciej Orłoś, Daniel Olbrychski, Krzysztof Kolberger, Tadeusz Borowski, Tadeusz Chudecki i Michał Bajor. Wszyscy pracowali za darmo. Tylko Bryllowi ks. Czarnowski zaproponował stare cegły szamotowe z rozbieranych pieców." Wiedział, że buduję dom, a cegły szamotowe były wtedy nie do dostania. Ksiądz nawet dodał, że jest prawdopodobne, że w tych piecach Faustyna piekła chleb. Wziąłem je i powstał z nich bardzo ładny kominek" - powiedział autor "Wieczernika" Dorocie Giebułtowicz.
Przestawienie pokazano 14 razy. Ostatni spektakl - 28 kwietnia 1985 r. - został zarejestrowany na wideo i już pięć lat później - 14 kwietnia 1990 r - doczekał się telewizyjnej premiery.
Przedstawienie wzbudziło oczywiście zainteresowanie Służby Bezpieczeństwa. "»Wieczernik« nie zawiera w swej warstwie treściowej jawnie antypaństwowych akcentów" - pisał anonimowy "recenzent resortowy" w tajnej notatce MSW z 25 kwietnia 1985 roku. "Natomiast sposób, w jaki sztuka została wyreżyserowana […] narzucają widzowi jednoznaczne skojarzenia – Jerozolima po ukrzyżowaniu Jezusa przyrównana jest do Warszawy w okresie stanu wojennego" - ocenił.
W podobny sposób opisywali przedstawienie recenzenci prasy reżimowej m.in: Michał Misiorny, Daniel Passent i Krzysztof Teodor Toeplitz - skarżący się przy okazji, że ich na spektakl nie zaproszono. "Piszący o tym dziwowisku nie mogli oprzeć się zdumieniu, iż utwór wyszedł spod pióra rezerwowego wieszcza ery dynamicznego rozwoju. Teraz wieszcz zamienił się w nabożnego pokutnika" - donosił w rubryce "Co słychać" tygodnika "Szpilki" anonimowy komentator.
Wkrótce po premierze "Wieczernika" Andrzej Wajda dostał zaproszenie na Kongres Praw Człowieka organizowany w Paryżu pod auspicjami UNESCO. Listownie odmówił udziału w nim. "Zrobiłem prapremierę nowej polskiej sztuki w kościele. Graliśmy kilkanaście razy. Autor - zwolniony z pracy, aktorzy - przesłuchiwani; żądano, aby wybrali sobie mecenasa - państwo lub Kościół. Ale przecież państwo nie angażuje aktora na całkowitą wyłączność, w jego kontrakcie nie jest napisane, że państwo płaci za jego poglądy i za duszę!" - zrelacjonował praktykowanie praw człowieka w PRL." A spektakl próbowany był i grany poza godzinami pracy teatrów" - wyjaśnił. " I tak jest na każdym kroku, a obrony nie ma znikąd, ponieważ przekupieni intelektualiści nieustannie informują świat o stabilizacji, rozbrojeniu i dobrej woli obu stron" - podsumował. ("Kino i reszta świata", 2000).
"Dramat poprzez opisane w Ewangeliach zachowania wyznawców Jezusa po jego ukrzyżowaniu oddawał sytuację Polaków po wprowadzeniu stanu wojennego i zdławieniu ruchu Solidarność. Bryll, człowiek wielkiego talentu ale też o skomplikowanej biografii ideowo-politycznej, napisał ją z potrzeby chwili. Opowiada o uczniach Jezusa pogubionych po Jego ukrzyżowaniu i nie dowierzających w zmartwychwstanie" - napisał Rafał Węgrzyniak w Encyklopedii Teatru Polskiego. "Ale tak naprawdę tekst namawia do nadziei polską wspólnotę po nocy stanu wojennego. To dość niezwykłe, że religijne metafory i doznania stały się trochę kostiumem dla sprawy jak najbardziej ziemskiej. W wersji Wajdy był to teatr o coś walczący, gromadzący tłumy nie mogące się pomieścić w kościelnych pomieszczeniach, kiedy komunistyczne władze nie dopuściły do premiery w Ateneum" - dodał.
Upływ lat dowiódł, że poetycki dramat Brylla - doraźnie odczytywany jako alegoria stanu wojennego - był czymś więcej niż tylko "polityczną aluzją". Świadczy o tym liczba premier - zarówno profesjonalnych jak i amatorskich, w kraju i za granicą. Sztuka została przetłumaczona na język francuski, czeski, gruziński, rosyjski oraz serbski.
"Jeszcze pod koniec dekady lat osiemdziesiątych odnalazła mnie tłumaczka z Belgradu. Sztukę przygotowywał tamtejszy Teatr Narodowy. Odnalazła, bo na wszystkie oficjalne pisma, nasze instytucje ówczesne odpowiadały, że nie mogą znaleźć mojego adresu. Na premierę do Belgradu nie pojechałem, bo odmówiono mi w tamtych latach prawa do paszportu. Mam tylko afisz" - napisał Ernest Bryll na swojej stronie internetowej 6 maja 2010 roku.
Po Belgradzie przyszła kolej na Gruzję i Rosję. "Bardzo ciekawym spotkaniem sztuki z widownią ukształtowaną przez prawosławie" - nazwał to Sławomir Popowski, moskiewski korespondent "Rzeczypospolitej" 22 marca 2002 r. w artykule pt. "Bryll po Mrożku. »Wieczernik« w inscenizacji Keti Dolidze w Teatrze Muzyki i Dramatu w Moskwie". "Keti Dolidze po raz pierwszy zobaczyła »Wieczernik« Ernesta Brylla w Polsce w 1985 r. i do dziś pozostaje pod wrażeniem tamtego spektaklu. W 1996 r. wystawiła go w rodzinnym Tbilisi, w Teatrze im. Michaiła Tumaniszwili. Tam zobaczył go Stas Namin i przekonał Dolidze do przygotowania rosyjskiej wersji dramatu" - wyjaśnił drogę do moskiewskiej premiery Popowski. "Polska sztuka dramatyczna jest w moskiewskich teatrach czymś niezwykle rzadkim. Poza Sławomirem Mrożkiem - praktycznie nieznanym. Tym większa zasługa Dolidze i Namina, którzy zdecydowali się zaprezentować rosyjskiej publiczności Bryllowy »Wieczernik« - utwór sięgający korzeni wiary. Dolidze znalazła w nim pierwiastki uniwersalne, niezależne od wyznawanej konfesji" - dodał.
Po 10 latach "Wieczernik" wrócił do TVP. "Nie oglądałem słynnego przedstawienia w reżyserii Andrzeja Wajdy sprzed lat. Wówczas ogromną wartością była możliwość tajemnego porozumienia między widzami i twórcą, Wajda budował je przede wszystkim na aluzjach" - powiedział Małgorzacie Piwowar z "Rzeczpospolitej" Grzegorz Królikiewicz, który wyreżyserował "Wieczernik" dla telewizji w 2001 roku. "Z biegiem lat zmieniła się sytuacja. Nie ma już »okupacji rzymskiej«, ale wyłonił się inny dramat - sumień. Bryll wiedział, że po latach warstwa aluzyjna - bezpośredniego odniesienia do polskiej rzeczywistości i wspólnego cierpienia narodu - nie wystarczy" - wyjaśnił. "Zawarł w utworze o wiele głębszy problem - postaw, wierności swoim przekonaniom, rozdarcia wobec ich zmian. Ten temat nigdy się nie dezaktualizuje, pytania dotyczące naszej egzystencji są nieprzemijające" - podkreślił. "Podobne rozterki i zwątpienia przeżywali zapewne apostołowie przed dwoma tysiącami lat, ale dziś myślimy o nich raczej jako o świętych, niż wątpiących" - dodał Królikiewicz.
Wyreżyserowany przezeń spektakl miał premierę w Wielki Czwartek, 12 kwietnia, w telewizyjnej Dwójce godzinę przed północą.
"Okazało się, że ten tekst, napisany piękną, poetycką polszczyzną, nadal żyje, nadal o czymś mówi. Mówi o tym, co pierwotnie miało być figurą dla czegoś innego. O poszukiwaniu i przeżywaniu sacrum. O ludzkiej kruchości, ale i o twardości w obronie już innych, tych jeszcze bardziej podstawowych wartości. Bardziej podstawowych niż opór, nawet pokojowy, wobec mało sympatycznego reżymu" - ocenił Rafał Węgrzyniak.
Paweł Tomczyk (PAP)
top/ dki/