Andrzej Bobkowski. Źródło: Culture.pl
26 czerwca 1961 roku zmarł Andrzej Bobkowski, którego - po tym, jak napisał: „Człowiek wolny, intelektualista, pisarz i poeta naprawdę wolny, który chce być wolny, będzie do końca tego świata miał coś z chuligana” - nazwano „chuliganem wolności”.
„Wierzę w koty i w rum, i w słońce, i w zielone drzewa, i w wolność. Chcę mieć prawo zdechnąć z głodu, jeżeli sobie nie dam rady. I żyć na litość boską, żyć trochę tak, jak mnie się podoba, a niekoniecznie tak, jak się podoba jakiejś zaś… ideologii. Amen” – napisał Bobkowski w „Szkicach piórkiem”. „Mam pragnienie. »Rumu Darby Mc. Graw«, jak wołał kapitan Flint w Savannah. Po czym wykitował. Ale co se użył, to se użył” – ocenił „chuligan wolności”.
„Była to natura kontestująca, buntownik, który zawsze starał się być niezależny. Cechowała go duża bezkompromisowość. Reagował niesłychanie emocjonalnie na wszystko, co go spotykało” – wspominał Jerzy Giedroyc. „Miał jedną bardzo cenną cechę, która jest dość rzadka zwłaszcza wśród Polaków: wierność w przyjaźni i lojalność” - podkreślił.
„Andrzej B o b k o w s k i, wybitny polski pisarz emigracyjny, ciepły, serdeczny człowiek, już nie żyje. Zmarł w pierwszych dniach lipca w Guatemala Ciudad; bylem ostatnim Polakiem z Europy, który go widział przed śmiercią” – napisał Olgierd Budrewicz w zbiorze reportaży pt. „Romans Morza Karaibskiego” (Czytelnik, 1962). „W czasie pierwszej rozmowy Andrzej powiedział mi, że jest śmiertelnie chory i jego dni są policzone; ma raka, jest po dwóch operacjach. Po kwadransie zaproponował: — Mówmy sobie po imieniu. I tak się już nigdy w życiu nie zobaczymy, a to ułatwia szczere wymiany zdań” - dodał.
„Ustaliliśmy szybko, że o polityce światowej mówić nie będziemy — za dużo nas dzieli, wzajemna irytacja nie ma sensu. Andrzej opowiedział mi krótko o swoim życiu, o tym, jak przed kilkunastu laty przybył do Gwatemali z Paryża, jak ciężko pracował, żeby wyżyć, jak pokochał ten kraj. Pokazał mi swoje mieszkanko — skromne dwa pokoiki na pięterku malej willi, pełne książek i kotów, poznał z żoną, zaprowadził do biura” – relacjonował reporter w momencie, w którym najstarsi spośród najwierniejszych czytelników Bobkowskiego dopiero zaczynali raczkować, a większości jeszcze na tym świecie nie było.
„Bobkowski wyzwalał z kompleksów, rozmaitych fobii, pokazywał taką postawę kogoś, kto odrzuca skostniałe schematy… różne stereotypy, którymi także ja czułem się w latach 80. jakoś osaczony” – powiedział prof. Maciej Urbanowski (rocznik 1965) w audycji „Sądy przesądy – w powiększeniu” (TVP, 2020).
„Dla wielu ludzi z mojego pokolenia on był takim ośmielaczem” – mówił w tym samym programie Jarosław Klejnocki (1963-2025), który czytając Bobkowskiego myślał „kurcze, to tak można?!… Możesz żyć po swojemu, żyć na przekór środowisku?!”. „To jest charyzmatyczny pisarz” – podkreślił.
„Był przecież - jak mało kto w XX wieku - kimś absolutnie niezależnym, niepokornym, samoistnym. Jego wielka przygoda polegała na traktowaniu istnienia jako twórczości: Andrzej Bobkowski świadomie kształtował własny los jako najważniejsze dzieło swojego życia. Tylko nielicznym był dany taki przywilej. I taka odwaga” – ocenił Paweł Huelle (1957-2023) recenzując „Punkt równowagi” (2008).
„Był człowiekiem osobnym, jak każdy kto nie ma zamiaru być pasażerem swego przeznaczenia, co nie tylko utrudniało odpowiedź na pytanie – kim był, ale także współpracę z nim” – napisał prof. Rafał Habielski (rocznik 1957) w eseju „O Andrzeju Bobkowskim i Jerzym Giedroyciu”. Przypomniał, że pisanie było „dla niego jednym z zajęć, którymi się parał, i jednym ze sposobów na życie, czymś co lubił, ale do czego nie przywiązywał nadmiernej wagi”. „W podobnie nonszalancki sposób traktował swój status emigranta politycznego, którym był, wbrew upodobaniu do określania się mianem włóczęgi bądź uciekiniera ze świata, którego nie akceptował” – ocenił.
Andrzej Bobkowski urodził się 27 października 1913 roku w Wiener Neustadt. Jego ojciec, Henryk, był oficerem armii austrowęgierskiej i wykładowcą w Cesarsko-Królewskiej Akademii Wojskowej w Wiedniu – w odrodzonej Polsce został w 1928 r. generałem brygady. Matka, Stanisława z Malinowskich, była siostrą żony Juliusza Osterwy, który – jak czytamy w biografii na stronie „Kultury” - „wywarł wpływ na wychowanie pisarza”.
„Po wielu latach, już w cieniu śmiertelnej choroby, Andrzej Bobkowski przedstawił związek swych rodziców jako fuzję dwóch kultur, z której narodziła się jego osobowość” – napisał prof. Maciej Nowak, autor monografii „Na łuku elektrycznym. O pisaniu Andrzeja Bobkowskiego”, (Biblioteka „Więzi”, 2014) i „Inaczej przeżyta nowoczesność. O pisarstwie Andrzeja Bobkowskiego” (Instytut Literatury, 2020).
„Mnie rzeczywiście wychowali i wykształcili dość specjalnie. To wszystko odbywało się na bezustannym napięciu, łuku elektrycznym, jaki tworzył się między moją matką i ojcem” – pisał Bobkowski w liście do Kazimierza Wierzyńskiego w 1958 roku. „Z jednej strony twardy jak stal chromoniklowa żołdak, ale kulturalny, cyniczny, wychowany na Schopenhauerze i Weiningerze i na »Die Fackel« Karla Krausa […], z drugiej strony mezzosopranowe dziewczę z Wilna, wykształcone na pensji Pankiewiczówny w Warszawie (najpierw sześć lat urszulanek w Belgii), kręcące się bezustannie w towarzystwie ówczesnych pisarzy i artystów, i socjalistów, zesłana do Rosji po 1905 r[oku], w skutek zamieszania w jakąś sprawę przechowywania broni, potem bujająca między Warszawą, Zakopanym i Riwierą (znowu Żeromski, Daniłowski, Żuławski etc. etc.)[…] Obok dwojga ludzi pobrały się w 1912 r. w Warszawie także dwie kultury, dwa odrębne światy, z czego w 1913-ym urodziło się coś, na widok czego matka chrzestna wykrzyknęła: To skandal, a nie dziecko” – relacjonował pisarz swoją „genezę” (cytat za „Inaczej przeżyta nowoczesność…”).
Dzieciństwo spędził w Lidzie, Wilnie, Warszawie, Toruniu i Modlinie. W latach 1923-32 uczył się w Gimnazjum św. Anny w Krakowie, a po maturze studiował w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie w latach 1933-36. Po studiach podjął pracę w hucie Laura w Siemianowicach Śląskich. W Boże Narodzenie 1938 r. odbył się w krakowskim kościele św. Szczepana potajemny ślub Bobkowskiego z Barbarą Birtusówną, plastyczką. „Nie było wesela. Nie dostąpiliśmy nawet zaszczytu zaproszenia na obiad” – wspominała siostra panny młodej Maria Stawska w artykule Joanny Podolskiej, pt. „Penelopa z Gwatemali” („Tygodnik Powszechny”, 2009). Trzy miesiące później młoda para wyjechała do Paryża.
„Bobkowscy z Polski nie wyjeżdżali do Francji tylko uciekali. W ciągu dwóch dni załatwiono im paszporty” - powiedział w audycji „Sądy przesądy…” prof. Maciej Nowak. Przypomniał, że „tak sprawną ewakuację” zawdzięczali wujowi Andrzeja Aleksandrowi Bobkowskiemu, ówczesnemu ministrowi komunikacji i zięciowi prezydenta Mościckiego. Powodem ucieczki była „najprawdopodobniej jakaś afera finansowa”. „Nie wiemy jaki był w tym udział samego Andrzeja” – podkreślił. W Paryżu przygarnęło ich początkowo małżeństwo znajomych matki Bobkowskiego. „Kiedy tam trafili Bobkowski był dokładnie nikim i nie wiedział co będzie dalej z jego losem. Bardzo się tym martwił” – mówił badacz, przywołując słowa Bobkowskiego z wysłanego wówczas do szwagierki listu, że „nigdy nie zapomni obrazu płaczącego ojca, z którym się nie pożegnał”. „No i się nigdy już z nim nie spotkał” – przypomniał prof. Nowak.
„Od 1940 r. pracował w fabryce amunicji. Po napaści Niemiec na Francję zmuszony był, wraz z resztą pracowników, ewakuować się na południe Francji. Kiedy Francuzi ogłosili kapitulację, Bobkowski postanowił przebić się z powrotem do Paryża, gdzie została jego żona Basia. Wracał rowerem przez Francję, obserwując poddanie się francuskich wojsk, inwazję Niemców i - paradoksalnie - delektując się pięknem świata” – napisał Olgierd Budrewicz. Rowerową podróż Bobkowski opisał w „Szkicach piórkiem”.
Do końca wojny Bobkowscy mieszkali w Paryżu. Andrzej pracował w Biurze Polskim przy Atelier de Construction de Chatillon, gdzie pomagał polskim robotnikom, roztaczając nad nimi opiekę socjalno-prawną. „Bobkowski odmówił udziału w działaniach polskiego ruchu oporu we Francji, którym kierował – na rozkaz rządu londyńskiego – Aleksander Kawałkowski” - napisał prof. Nowak. Po latach tak wyjaśniał motywy swego postępowania Jerzemu Giedroyciowi: „Chcieli mnie do tej »Résistance« wciągnąć, ale kazałem im się w d.[upę] pocałować. Miałem ponad 600 ludzi na »utrzymaniu« i dbałem o ich życie i przeżycie, a nie résistance”.
„Reprezentował on niepopularny w naszej kulturze nurt praktycznego patriotyzmu o zabarwieniu pozytywistycznym, nie romantycznym. Objawił się on właśnie w akcentowaniu konkretnej pomocy udzielanej w Paryżu i okolicach polskim robotnikom, pozostawionym samym sobie po ucieczce rządu polskiego do Londynu” - wyjaśnił prof. Nowak. „Taki patriotyzm zaszczepił mu jeszcze ojciec, generał Henryk Bobkowski, który nie entuzjazmował się pochopnym rozlewem krwi, a brał udział w niejednym zbrojnym starciu” - dodał.
W tym okresie Bobkowski paradoksalnie czuł się szczęśliwy i coraz bardziej zdystansowany wobec europejskiej polityki i wojny. „Człowiek, ta wieczna niespodzianka nie da się ująć w system. Jeśli ktoś dziś zapytałby mnie w jaki ustrój, ideologię lub system wierzę, byłbym w kłopocie. Nie wierzę w żaden ustrój, wszystkie ideologie mam gdzieś i systemami w odniesieniu do człowieka pogardzam. Byłbym raczej skłonny odpowiedzieć, że wierzę w każdy ustrój, ideologię czy system, w którym jest n a p r a w d ę mowa o człowieku. Pozwolić człowiekowi ŻYĆ - oto jedyny system i ideologia. Pozwolić żyć, a nie KAZAĆ żyć, zostawić mu wybór celu jego życia, a nie narzucać mu z góry. I skończyć z gloryfikacją śmierci” - napisał w „Szkicach piórkiem”.
Okupacyjne dzienniki Bobkowskiego wydał Instytut Literacki w Paryżu w 1957 roku. „To jedna z najważniejszych książek opublikowanych przez Instytut. I to nie tylko ze względu na jej wartości literackie, ale także z powodu zawartych w niej bardzo interesujących refleksji dotyczących oceny sytuacji politycznej po przegranej wojnie” - podkreślał Jerzy Giedroyc.
24 czerwca 1948 r. Bobkowscy weszli w Cannes na pokład SS „Jagiełło” by udać się na stałe do Gwatemali. W liście do przyjaciółki, Anieli Mieczysławskiej, Bobkowski tłumaczył: „Wyjeżdżając z Europy przysiągłem sobie, że więcej w moim życiu nie będę pisał żadnych podań, próśb, zwracań się itd., że nie będę stał w ogonku, że nie będę się pchał i że jeżeli umrę, to nie w tłumie”. Do Jarosława Iwaszkiewicza Bobkowski napisał już z Gwatemali: „Jest nam tak dobrze i tak pięknie, a Europa zamieniła się w taki pożar w burdelu w czasie powodzi, że którejś nocy przyśniło mi się, że wróciłem bez możności powrotu do Gwatemali, obudziłem się przerażony”.
Gdy Bobkowscy osiedli w Ciudad Guatemala pisarz zaczął rozwijać jedną ze swych wielkich pasji - modelarstwo lotnicze. Założył sklep o nazwie Guatemala Hobby Shop. Pasją zaraził wielu miejscowych gromadząc ich w utworzonym przez siebie klubie modelarskim - w tym braci Julia i Fernanda Quevedo. Andrzej - zwany przez miejscowych „Bobem” - jeździł z uczniami na zawody modelarskie, m.in. do Nowego Jorku.
„Kiedy spacerowałem z nim po ulicach, nieustannie kogoś pozdrawiał lub odpowiadał na pozdrowienia. Słyszało się ciągle: »Bob, buenos dias!«, »Halo, Bob!«” – wspominał Olgierd Budrewicz. „Znali go niemal wszyscy, zarówno Gwatemalczycy, jak cudzoziemcy. Wiedzieli, że jest Polakiem, ale nie było też dla nikogo tajemnicą, że kraj Majów traktował jak swoją ojczyznę. Powtarzał często: »Ludzie tutaj są najmilsi i najuczciwsi w całej Ameryce Łacińskiej, chociaż czasem gówniarze. Oni mają wiele cech wspólnych z Polakami. Staraj się pisać o nich sprawiedliwie«” - dodał.
„Ja wiem, że nigdy nic wielkiego nie napiszę. Nie mogę i nie potrafię uważać siebie za pisarza. Nie piszę dużo, a właściwie prawie nic, bo najczęściej mi się nie chce” - pisał Bobkowski w liście do Tymona Terleckiego. Pisał rzeczywiście niewiele. Jako nastolatek - dzienniki, w czasach studenckich - humoreski, pobyt w okupowanej Francji przyniósł „Szkice piórkiem”. Później próbował sił w publicystyce - esejach publikowanych na łamach paryskiej „Kultury” i londyńskich „Wiadomości”. Pisał bardzo wolno, bo uważał, że „wszelkie pisanie ma tylko wtedy wartość, kiedy już zupełnie nie można wytrzymać bez pisania” („Szkice piórkiem”).
W 2008 roku po raz pierwszy w Polsce ukazał się zbiór opowiadań Bobkowskiego „Punkt równowagi”. Tymon Terlecki nazwał jego opowiadania „arcynowelami”, „bliskimi arcydzieła”. Wśród wielu rzeczy, przeciwko którym buntują się bohaterowie Bobkowskiego, jest też ta sama odmiana polskości, która doprowadzała do furii Gombrowicza. Bohater jednego z opowiadań nazywa Polaków „plemieniem o ambicjach mocarstwa”. „Nasza emigracyjna literatura choruje na nadmiar wspominkarstwa albo intelektualne onanizowanie się” - pisał Bobkowski do Giedroycia. Polskość dla Bobkowskiego była czymś większym niż „ułan i dziewczyna, skowronki, łany, bławatki, chabry, zające i szaraki, malwy i maki, strzechy, służące, ciąże i skrobanki” - jak ironizował w „Szkicach piórkiem”.
W Europie bywał bardzo rzadko. W 1957 r. w Monachium udzielił wywiadu redaktorowi Radia Wolna Europa Tadeuszowi Nowakowskiemu. Pojechał także do Francji, aby w Maisons-Laffitte odwiedzić Jerzego Giedroycia.
Zmarł 26 czerwca 1961 r. na raka mózgu – miał 47 lat.
„Śmierć. Myśli się o niej, mówi i pisze, nadużywa jej imienia na każdym kroku, ale prawie zawsze, gdy chodzi o drugich lub gdy miga z daleka. I nawet wtedy, gdy ukaże się w monstrualnym zbliżeniu, wskazując palcem wyraźnie, najpełniejsza rezygnacja nie jest nigdy całkowicie pełna. Pozostaje jakiś luz, jakaś przedziwna szpara, w którą gdyby wepchało się wszystko, gdyby wypełniło się ją pakunkiem całej wiary, wszystkimi słowami Chrystusa i doszlifowało osobno z precyzją »bądź wola Twoja« jako wkładką, to jeszcze ciągle pozostanie szczelina. A w niej wciśnięte, sprasowane jak ładunek dynamitu, gniecie się życie; zawsze gotowe do wybuchu, pełne niewyraźnych szeptów, nadziei, marzeń o przyszłości. O przyszłości tu — nie Tam” – zacytował Budrewicz fragment z pliku maszynopisów, które Andrzej Bobkowski ofiarował mu na pożegnanie.
Barbara Bobkowska, mimo nalegań przyjaciół, nie opuściła Gwatemali. Pragnęła być pochowana obok męża - jak podkreślała, „nie chciała zostawić go samego”. Umarła 21 lat później we wrześniu 1982 roku. Za sprawą Julio Quevedo, który - podobnie, jak jego brat Fernando - traktował Bobkowskiego jak drugiego ojca spoczywają razem w grobie rodziny Quevedo na Cementerio General w Ciudad de Guatemala. Na grobowcu widnieje napis „Andrzej Bobkowski. Polak. Bob”.
Agata Szwedowicz, Paweł Tomczyk (PAP)