Aneksja Zaolzia przez Polskę w 1938 r. Fot. Pap-Archiwum
Czesi od początku rozumieją, że kampania wykorzystująca historyczne spory terytorialne to rosyjska dezinformacja, próba rozbicia jedności obu narodów – ocenił politolog Jan Rafael Lupomesky, były doradca prezydenta Vaclava Klausa. Dodał, że czeskie środowiska polityczne nie próbują zbić na tym kapitału.
We wtorek portal Seznam Zpravy poinformował, że w Czechach i Polsce prowadzona jest kampania dezinformacyjna, wykorzystująca historyczne spory wokół Zaolzia, której celem jest pogorszenie wzajemnych relacji. Jak podał, „polskie służby i eksperci podejrzewają, że za kampanią może stać Rosja”.
Tego samego dnia szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski zamieścił na X wpis: „Nie dajmy się skłócić. Wkroczenie do Zaolzia było jedną z najgłupszych decyzji polskiej polityki zagranicznej w historii, ale mam nadzieję, że bracia Czesi pamiętają, że w osobie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, na Westerplatte w 2009 roku, Polska za nią publicznie przeprosiła”.
Jan Rafael Lupomesky w rozmowie z PAP podkreślił, że czas przeprowadzenia akcji dezinformacyjnej został starannie zaplanowany. – Na 21 sierpnia przypada smutna rocznica wkroczenia wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji w 1968 r. To nie przypadek, że ta próba zmanipulowania opinii publicznej nastąpiła właśnie w tym momencie – przypomniał.
Zapytany o to, jak Czesi podchodzą do tych kłamliwych doniesień, ekspert odparł, że informacja o nich mocno przebiła się w czeskich mediach, a społeczeństwo zareagowało na nią niezwykle żywo. – Wszyscy od początku rozumieją, że chodzi właśnie o rosyjską dezinformację, o próbę rozbicia czesko-polskiej jedności – dodał.
Lupomesky wyjaśnił, że nastawienie Czechów do Polski bardzo się zmieniło. – Z wcześniejszego, które określiłbym jako nijakie, na bardzo pozytywne. Współpraca między naszymi krajami w ostatnich latach praktycznie kwitnie – w tym roku Polskę odwiedzi rekordowa liczba Czechów, a te wskaźniki rosną z roku na rok – wskazał.
Ekspert podkreślił, że żadne ze środowisk politycznych w Czechach nie próbuje wykorzystać tej kampanii dezinformacyjnej do własnych celów. – (W środę) minister spraw zagranicznych podkreślił na platformie X, że jesteśmy z Polską bliżej niż kiedykolwiek wcześniej. Polska jest dla nas drugim najważniejszym partnerem handlowym i podobnie wygląda to ze strony polskiej. Szef dyplomacji zwracał też uwagę na rosnący ruch turystyczny z Czech, który oddolnie wzmacnia nasze relacje – przypomniał Lupomesky. Dodał, że z kolei premier Andrej Babisz podał dalej wpis Donalda Tuska z grafiką Krecika i Reksia. – To jasny sygnał, że nikt nie zamierza nabierać się na tę dezinformację. Dla Czechów jest całkowicie oczywiste, że miała ona na celu jedynie podzielenie nas – podkreślił.
PAP zapytała Lupomeskiego, czy przeprowadzenie przez Moskwę podobnej akcji dezinformacyjnej z wykorzystaniem dawnych sporów z Polską, w przypadku Słowacji byłaby równie bezowocna (Polska dwukrotnie przejęła kontrolę nad Jaworzyną na Spiszu – pod koniec 1918 i w 1938 r., z kolei we wrześniu 1939 wojska sojuszniczej wobec III Rzeszy Pierwszej Republiki Słowackiej wkroczyły na Podhale).
Zdaniem politologa Bratysława obecnie stara się rozwijać współpracę w ramach Europy Środkowej znacznie bardziej niż jeszcze rok temu. Wbrew wcześniejszym przypuszczeniom – jak zaznaczył Lupomesky – nie wykazuje zamiaru zbliżenia z Rosją ani chęci zastąpienia Węgier w roli łącznika między Moskwą a Europą.
– Natomiast Słowacy mają nieco silniej rozwiniętą dumę narodową niż Czesi, a ich historia z okresu II wojny światowej jest bardziej problematyczna. Na Słowacji działa też więcej ugrupowań narodowych, które mogłyby próbować to wykorzystać – zastrzegł. Jednak jego zdaniem mimo to Moskwie również nie udałoby się rozegrać Słowacji akcją podobną do tej przeprowadzonej w Polsce i Czechach.
Autorzy ujawnionej kampanii dezinformacyjnej posługiwali się fałszywymi stronami internetowymi i profilami w mediach społecznościowych. Jak podało Czeskie Radio (Cesky rozhlas), utworzono m.in. fałszywą domenę podszywającą się pod jego portal iROZHLAS.cz, na której opublikowano tekst przypisujący Polsce rzekome roszczenia terytorialne. Czeskie Radio oświadczyło, że materiał nie pochodził od jego redakcji.
Jak podało Czeskie Radio, w operacji wykorzystano również fałszywy profil w mediach społecznościowych, który rozpowszechniał informacje o mającej się rzekomo odbyć w Trzyńcu fikcyjnej demonstracji przeciwko „polskim roszczeniom terytorialnym”.
Jednym z elementów akcji dezinformacyjnej było włamanie do systemu bydgoskiego Radia PiK i zamieszczenie fałszywego artykułu sugerującego, że Polska planuje zajęcie około 600 ha czeskiego terytorium. Radio PiK potwierdziło, że doszło do ataku hakerskiego. Według serwisu CyberDefence24 podobny fałszywy materiał pojawił się również w portalu tcz.pl.
Jak podał CyberDefence24, w kampanii wykorzystano również sfałszowany dokument udający pismo polskiego MSZ oraz konta podszywające się pod ambasadora Czech w Polsce Brzetislava Danczaka i polskiego wiceministra spraw zagranicznych Artura Harazima. Na jednym z fałszywych profili opublikowano również nagranie wygenerowane przy użyciu sztucznej inteligencji, przedstawiające postać przypominającą czeskiego ambasadora.
W działaniach dezinformacyjnych wykorzystano autentyczny wątek tzw. czeskiego długu terytorialnego. Chodzi o niespełna 370 ha, które w wyniku regulacji granicy polsko-czechosłowackiej z 1958 r. pozostały do przekazania Polsce. Jednocześnie polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych w odpowiedzi na interpelację poselską potwierdziło w kwietniu 2026 r., że stanowisko rządu zakłada uregulowanie tej kwestii w drodze umowy międzynarodowej przez przekazanie terytorium. MSZ podało również, że sprawa była omawiana przez szefów dyplomacji obu państw w lutym br. (PAP)
gru/ kar/