Klaus Kinski. Fot. PAP/DPA
Sto lat temu, 18 października 1926 r., urodził się Klaus Kinski – niemiecki aktor i reżyser, jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci w historii kina. „Żaden aktor nie dążył do takiej ekstazy co Kinski” – powiedział jego wieloletni współpracownik reżyser Werner Herzog.
„Jestem dziwką. Robię to tylko dla pieniędzy” – powtarzał Klaus Kinski i nie były to jedynie czcze słowa. Z powodu, jego zdaniem, zbyt niskiego wynagrodzenia odrzucił role u takich reżyserów jak: Federico Fellini, Pier Paolo Pasolini, Steven Spielberg, Ken Russell i Luchino Visconti. Nie przeszkodziło mu to jednak zagrać w wielu niskobudżetowych produkcjach mniej znanych twórców. Na koncie miał także współpracę z Sergio Leone, Davidem Leanem, Andrzejem Żuławskim i Wernerem Herzogiem - najdłuższą i najbardziej burzliwą z tym ostatnim. Zdaniem niemieckiego reżysera Kinski „żył cały czas na granicy katastrofy. Furia i wściekłość rozsadzały jego psychikę”.
Kinskiego z Herzogiem połączyła osobliwa więź, coś między przyjaźnią i nienawiścią. „To był genialny aktor, chociaż wszyscy uważali go za specjalistę od ról charakterystycznych. Był nieobliczalny, wściekał się bez powodu, wybuchy zazdrości trudno było odróżnić od jego zachwytu nad samym sobą” – wspominał Herzog w rozmowie z „Polityką”. Wspólnie nakręcili pięć filmów fabularnych. Niemiecki reżyser poświęcił Kinskiemu także dokument o wymownym tytule – „Mój najlepszy wróg” (1999). „Kinski nie był aktorem. Nienawidził tego zawodu. Był jedynym geniuszem, jakiego udało mi się spotkać” – wyznał innym razem Herzog. Ich współpracę charakteryzowała sinusoida emocji, niekiedy wręcz krańcowych.
Emocje były czymś, co towarzyszyło Kinskiemu przez całą karierę. Zarówno te, które nieskrępowanie prezentował, jak i te, które wzbudzał. „Żaden niemiecki aktor nie budził tak skrajnych opinii jak Klaus Kinski. Nawet 35 lat po śmierci nadal ma taką siłę oddziaływania jak niewielu innych” – czytamy w austriackim dzienniku „Der Standard”.
„Przez dziesięciolecia opinia publiczna obserwowała go z zapartym tchem, raz rozbawiona i zdumiona, innym razem przerażona i wzdrygająca się: czy to prawda? Czy ten egocentryk naprawdę jest tak wybuchowy i nieprzewidywalny, czy też tylko to inscenizuje w celu autopromocji? Dzisiaj wydaje się jasne: jego gniew był prawdziwy. Zawsze płonął. Cała jego sztuka polegała na tym, by płonąć” – oceniono w „Der Spiegel”.
Urodził się 18 października 1926 r. w Sopocie (wówczas Zoppot), jako Nikolaus Nakszyński, syn Bruna Nakszyńskiego, farmaceuty polskiego pochodzenia, oraz Susanne Lutze – pielęgniarki, córki niemieckiego pastora. Dzieciństwo spędził ze starszym rodzeństwem: siostrą Inge oraz braćmi: Arnem i Hansem-Joachimem. Kiedy miał pięć lat, rodzina Nakszyńskich przeniosła się do Berlina, uzyskując niemieckie obywatelstwo (dotychczas byli obywatelami Wolnego Miasta Gdańska). Niedługo później ojciec opuścił rodzinę, by spróbować sił jako śpiewak operowy.
Dorastał w biedzie, a przynajmniej tak opowiadał. „Wychowałem się na ulicy. Byłem bardzo biedny. Zawsze pytałem o pieniądze. Skoro mają ich tak dużo, to dlaczego nie? W końcu nie zabieram ich biednym ludziom” – wspominał cytowany na łamach „Los Angeles Times”. Zdaniem Herzoga „autobiografia Kinskiego jest w przeważającej mierze fikcją literacką”. „On swoje dzieciństwo wystylizował np. na bajkę o ubogiej sierocie, tułającej się po piwnicach. A przecież dorastał w zamożnej rodzinie aptekarskiej” – podkreślił reżyser w rozmowie z „Polityką”.
Jego młodość mocno naznaczyła II wojna światowa. Kiedy miał 17 lat, został wcielony do Wehrmachtu. Jednak przez rok nie wyruszył na front. Stało się to dopiero w 1944 r. Wysłany do Holandii, niemal od razu wpadł w ręce Brytyjczyków. Trafił do obozu, gdzie dołączył do grupy ochotników występujących przed innymi jeńcami w celu podniesienia ich morale. To właśnie tam odkrył aktorstwo. W obozie spędził rok i cztery miesiące. W tym czasie zmarli jego matka i ojciec, któremu nie udało się zrobić kariery w operze.
Po wojnie został zatrudniony w renomowanym Schlosspark-Theater w Berlinie. Jednak z uwagi na nieprzewidywane zachowanie szybko stracił pracę. Przyłączył się do wędrownej trupy teatralnej. Po tym, jak zaczął prześladować kobietę, która nie odwzajemniała jego uczucia, trafił na trzy dni do szpitala psychiatrycznego, w którym twierdzono u niego zaburzenia psychopatyczne.
W 1948 r. wystąpił w niemieckim dramacie wojennym Eugena Yorka „Morituri”. Film opowiada historię polskiego lekarza, który pomaga w ucieczce z niemieckiego obozu koncentracyjnego. Polski lekarz pomaga w ucieczce grupie więźniów niemieckiego obozu koncentracyjnego. Kinski wcielił się w rolę jednego z holenderskich więźniów. Był to jego debiut. Trzy lata później trafił na plan filmu Anatola Litvaka „Decyzja przed świtem”, gdzie zagrał niewielką rolę przesłuchiwanego przez aliantów. W 1954 r. wcielił się w postać artysty kabaretowego w filmie Roberto Rosselliniego „Strach” z Ingrid Bergman w obsadzie.
W latach 60. wystąpił w niemal 60 filmach. W większości były to produkcje klasy B. Choć zdarzały się takie, jak nagrodzony pięcioma Oscarami „Doktor Żywago” (1965) w reżyserii Davida Leana z Omarem Sharifem, Julie Christie i Geraldine Chaplin w rolach głównych. Zagrał także u Sergia Leone w „Za kilka dolarów więcej” (1965) z Clintem Eastwoodem w roli głównej.
W 1971 r. wygłosił słynny monolog „Jezus Chrystus Zbawiciel”. Nad trwającym 80 minut spektaklem pracował 10 lat. Kinski wcielił się w rolę oskarżyciela Jezusa Chrystusa. Spektakl wywołał skandal. Podczas jednego z wywiadów, zapytany o swoje działo, oburzył się. „Pyta mnie Pani, dlaczego robię »Nowy Testament«?! O to może zapytać tylko ktoś zupełnie bez pojęcia lub ktoś złośliwy! Jak można mnie pytać, dlaczego robię »Nowy Testament«? O to mogą pytać tylko idioci, takie jest moje zdanie” – odpowiedział aktor. Na podstawie sztuki Kinskiego powstał film dokumentalny o tym samym tytule.
Rok później po raz pierwszy wystąpił u Herzoga. Mowa o filmie „Aguirre, gniew boży”. Relacje między nim a reżyserem od samego początku były burzliwe. „Niewiele brakowało, a rzeczywiście zabiłbym go. W obecności świadków zdarzyło się to na planie »Aguirre gniew boży«. Kinski, po kłótni ze mną, spakował walizki i obwieścił, że jego noga więcej w tym miejscu nie stanie. Powstrzymując się od wybuchu, odpowiedziałem, że nawet przez sekundę nie biorę takiej możliwości pod uwagę. »Podpisałeś kontrakt, więc twoje prywatne odczucia w ogóle się nie liczą – perswadowałem” – wspominał Herzog.
„Ten film stał się naszym przeznaczeniem i choć wymknął nam się spod kontroli, to go dokończymy. Razem z tobą«. I zagroziłem, że jeśli zejdzie z planu, to go zastrzelę. Wróciłem do namiotu, załadowałem karabin i wymierzyłem w Kinskiego. Widział moją minę. Wiedział, że nie żartuję” – podsumował reżyser.
Wspólnie nakręcili jeszcze cztery następne: „Nosferatu wampir” (1979), „Woyzeck” (1980), „Fitzcarraldo” (1982) i „Cobra Verde” (1987). „Żaden aktor nie dążył do takiej ekstazy co Kinski” – podkreślił Herzog. „To nie jest prawdziwy aktor, może tylko udawać zabójców w spaghetti-westernach albo grać wampiry w hollywoodzkich filmach klasy C” – ocenił z kolei Jose Lewgoy. Obaj spotkali się na planie filmów Herzoga „Fitzcarraldo” (1982) i „Cobra Verde” (1987).
„Proszę nie zapominać, że pomimo tych okropieństw obaj żywiliśmy do siebie głęboki szacunek, że łączyła nas bardzo szczera przyjaźń i wzajemne zaufanie. Myślę, że to uczucie miłości-nienawiści nie miało jednak decydującego znaczenia. Istotniejszy okazywał się fakt, że się nawzajem inspirowaliśmy i dochodziliśmy do granic, które przy tworzeniu filmów zazwyczaj są dla artystów nieosiągalne” – zaznaczył Herzog.
Zapewne właśnie z tego powodu, kiedy po wieloletnich przygotowaniach niemiecki reżyser nakręcił „Fitzcarraldo”, po raz kolejny sięgnął w nim po swojego rodaka, choć początkowo ten nie był jego pierwszy wyborem. „Klaus Kinski, Niemiec o burzy włosów, który zagrał w filmach Herzoga »Aguirre, gniew boży« i »Nosferatu«, powraca, by stać się mózgiem całej operacji. Kinski idealnie pasuje do tej roli. Pierwotnym wyborem Herzoga był Jason Robards, który również ma talent do oddawania pochłaniającej pasji, ale to Kinski, z dzikim spojrzeniem i dziką naturą, całkowicie dominuje na ekranie” – ocenił w 1982 r. Roger Ebert.
„W filmie pojawiają się też inne ważne postacie, zwłaszcza Claudia Cardinale jako pani, która kocha Fitzcarraldo i pomaga sfinansować jego przedsięwzięcie, ale bez Kinskiego w roli głównej wątpliwe jest, czy ta historia w ogóle by się udała” – podsumował związany z „Chicago Sun-Times” krytyk.
Pięć lat później powstaje „Cobra Verde”. Ostatnia wspólna fabuła duetu Herzog-Kinski. „Zdaje się, że osobowość Kinskiego, jego prawdziwe czy też symulowane szaleństwo, zbytnio fascynowały Herzoga ze szkodą dla filmu. Kinski-Cobra jest ciągle w centrum zainteresowania kamery. Herzog przyznał, że aktor po prostu sterroryzował ekipę i praktycznie w wielu przypadkach pełnił funkcję reżysera” – recenzował w „Filmie” Tomasz Jopkiewicz, podsumowując, że film „zbyt często przypomina ekstatyczny benefis ekscentrycznego aktora, któremu asystuje wyczerpany reżyser.
„Ja nie gram! Ja tym jestem!” – wykrzykiwał, gdy kolejny dziennikarz zapytał go, jak przygotował się do roli.
W międzyczasie wystąpił u Andrzeja Żuławskiego w „Najważniejsze to kochać” (1975) z Romy Schneider w roli głównej. Równolegle wydał książkę autobiograficzną zatytułowaną „Ja chcę kochać”. W 1989 r. zagrał tytułową rolę w wyreżyserowanym przez siebie filmie „Paganini” (Kinski jest także autorem scenariusza), opowiadającym historię genialnego włoskiego skrzypka Niccolo Paganiniego. Był to jednocześnie jego ostatni film.
„Przez całe życie kierowałem się namiętnością i instynktem. Nigdy nie potrafię odczuć pełnej satysfakcji, bo moje pragnienie wciąż trwa. Dla mnie przyjęcie roli to jedyny sposób, by dotrzeć do sedna spraw. Oczywiście, jest to bolesne. Miłość też bywa bolesna. Nie chodzi o to, że jestem masochistą – po prostu od bólu nie da się uciec. Nie mówię tego w smutnym kontekście. Ból to samo życie. Towarzyszy wszystkiemu, co robimy, próbując wyzwolić samych siebie” – wyznał w rozmowie z „The Times”.
Klaus Kinski zmarł na zawał serca 23 listopada 1991 r. „Jeśli ktoś ci powie, że nie żyję, nie wierz w to... Jestem deszczem i ogniem, morzem i huraganem. Nie smuć się. Nigdy nie umrę” – napisał kilka miesięcy przed śmiercią w ostatnim liście do swojego syna, Nikolaia.
W styczniu 2013 r. do księgarń w Niemczech trafiła książka „Dziecięce usta”, autobiografia jednej z córek aktora – Poli. Autorka wyznała, że ojciec molestował ją od piątego roku życia, a po raz pierwszy zgwałcił, gdy miała dziewięć lat. Sławny aktor miał zarzucać swoje dziecko drogimi prezentami, nakazując milczenie. Zarzuty Poli niejako potwierdza jej przyrodnia siostra – Nastassja. Zdaniem aktorki ją także ojciec próbował molestować. „Całował mnie w policzek, ale ja źle się z tym czułam. Bałam się go. Instynktownie czułam, że nie jest to tylko czułe ojcowskie objęcie, lecz coś więcej” – wspominała.
„Nie był ojcem. 99 procent czasu panicznie się go bałam. Był nieobliczalny, terroryzował całą rodzinę” – powiedziała Nastassja w rozmowie z „Bild am Sonntag”. „Cieszę się, że ojciec już nie żyje” – podsumowała. (PAP)
Mateusz Wyderka
mwd/ dki/