Aleksander Bardini - aktor, reżyser teatralny i filmowy, pedagog, w swoim warszawskim mieszkaniu, 1993 r. Fot. PAP/Janusz Mazur
Bardini stał się punktem odniesienia. Obok jego erudycji, wyczucia tego, co jest smaczne, wartościowe, co jest udane artystycznie, a co może trochę mniej, nie można było przejść obojętnie – powiedział w Studiu PAP Grzegorz Kozak, autor pierwszej biografii wybitnego aktora, reżysera i pedagoga.
Grzegorz Kozak jest publicystą, dziennikarzem telewizyjnym i radiowym, komentatorem spraw międzynarodowych. Obecnie na antenie Polsat News prowadzi program „Dzień na świecie”. Przed czterema laty objawił jednak światu nową, nieoczekiwaną dla wielu twarz - opublikował potężną biografię Zygmunta Hübnera. „Hübnera” wydał Instytut Teatralny, w środowisku teatrologów szybko zaczęto tom nazywać księgą. Teraz na rynek trafiła nowa praca Kozaka, poświęcona kolejnemu gigantowi polskiego teatru Aleksandrowi Bardiniemu. Był aktorem (w ostatnich latach swej aktywności jedną z twarzy kina Krzysztofa Kieślowskiego), reżyserem (jako pierwszy po wojnie, w 1955 roku, wystawił „Dziady” Mickiewicza), pedagogiem.
W rozmowie z PAP Kozak przyznał, że może powiedzieć, że stara się pisać takie książki, „jakie sam chciałby przeczytać”. - Czytam dużo tego typu biografii. Bardzo mnie to cieszy, dobrze się tym bawię i uważam, że takich książek nigdy nie jest za wiele - przyznał. - „Hübnera” napisałem wtedy, kiedy chciałem poczytać o Hübnerze, wspominając swoje młode lata, swój kontakt z jego teatrem, z ludźmi, którzy tam byli, bo wiele takich osób znam i utrzymuję z nimi relacje do dzisiaj. Moja rodzina była z wieloma artystami warszawskiego Teatru Powszechnego zaprzyjaźniona, a ja, zajmując się zawodowo czymś zupełnie innym, w pewnym momencie zapragnąłem wrócić do tamtych czasów i poczytać o nich. Szybko zorientowałem się, że o Hübnerze nic dużego dotąd nie powstało. Kiedy ukazała się ta gruba księga, otrzymałem kilka pozytywnych informacji zwrotnych, a wśród nich pytania: to co dalej? Odpowiadałem, że się zastanowię, bo przy mojej normalnej pracy pisanie wymaga zupełnego oderwania. Uznałem, że jeśli znajdę równie godną postać, jeszcze nieopisaną i spełniającą warunki dotyczące pozycji w polskiej kulturze, może się z tym zmierzę. I wpadłem bardzo szybko na to, że takiej książki nie ma również o Aleksandrze Bardinim - opowiadał.
Obaj - Hübner i Bardini - byli aktorami i reżyserami. Pierwszy stał się legendarnym dyrektorem najważniejszych polskich teatrów (z krakowskim Starym i warszawskim Powszechnym na czele), drugi zyskał wyjątkową renomę jako pedagog. - Łączyła ich bliska zażyłość, może nawet przyjaźń, choć było między nimi prawie pokolenie różnicy - mówił biograf obu artystów. - Hübner był bardziej aktywny na niwie dyrektorskiej, niejednokrotnie prosił Bardiniego o współpracę. Jednak nawet w czasach, kiedy Bardini już przestał reżyserować w teatrze, przez wiele lat był konsultantem w Teatrze Powszechnym, więc to ich połączyło tak bezpośrednio. Natomiast biorąc pod uwagę szerszą perspektywę, łączyła ich pogłębiona analiza rzeczywistości - artystycznej, ale nie tylko. To byli intelektualiści, ludzie gruntownie wykształceni. Mieli czasem spojrzenie z dystansu bardzo krytyczne, a jednocześnie bardzo dogłębne. Ludzie, którzy ich słuchali, mieli okazję na nich patrzeć, widzieli, jak pracują, dostrzegali w tym gruntowną wiedzę, zawsze przemyślane decyzje - dodał.
W książce „Bardini” znalazło się wiele opowieści uczennic i uczniów profesora. „Traktowałam pana jak chasyd ukochanego rabina. Nigdy się nie zawiodłam. Wszystkie pana rady i podpowiedzi były mądre i słuszne. Te w sprawach osobistych też. Obcując z panem na co dzień, uważałam, że mam do czynienia ze skałą, filarem, opoką. Dopiero po pana śmierci dowiedziałam się, że miał pan wielkie depresje, załamania i wątpliwości” - mówiła Krystyna Janda, cytowana przez Kozaka. - Aktorzy, którzy u niego studiowali, wiedzieli, że te lekcje czasem nie będą przyjemne. Wielu uczniów innych wykładowców też zresztą narzekało na surowe traktowanie, na czasem brutalne psychodramy podczas zajęć, bo to ma służyć budzeniu emocji. U Bardiniego było jednak zawsze powiązane z intelektualną własnością. Udowadniał, że aktor wszystko przekazuje przez emocje, ale również przez głowę. Te dwie sfery muszą iść w parze. Na samych emocjach aktor, choćby najlepszy, roli nie zbuduje. My, widzowie, chcemy te emocje odczuwać, dzielić, przeżywać, śmiać się, płakać, wzruszać, bawić wtedy, kiedy to jest potrzebne. Wszystko to musi być jednak powiązane z określonym sposobem myślenia. Może to właśnie jest ścieżka do odnalezienia drogi do do metody Bardiniego, jeśli taka w ogóle istniała. Znaleźć intelektualną drogę do analizy tego wszystkiego, co mamy do przekazania. Umieć połączyć te dwa światy - głowę i serce - zastanawiał się Grzegorz Kozak.
Aleksander Bardini zmarł 30 lipca 1995 roku. Miał 81 lat. Książka „Bardini” ukazała się nakładem Czytelnika. Polska Agencja Prasowa jest partnerem wydania.
Jacek Wakar (PAP)
wj/ miś/