Henryk Bukowski. Fot. domena publiczna
11 marca mija 126 lat od śmierci Henryka Bukowskiego – uczestnika powstania styczniowego, który po przyjeździe do Szwecji stał się cenionym antykwariuszem, a kupione przez siebie polonika podarował m.in. Bibliotece Jagiellońskiej i Muzeum w Rapperswilu.
Henryk Bukowski urodził się 6 stycznia 1839 roku we wsi Kaukle na Kowieńszczyźnie (tereny dzisiejszej Litwy) w ziemiańskiej rodzinie Bortkiewiczów. Początkowo uczył się w rodzinnym domu, a później w lokalnych szkołach. Najważniejszym etapem jego edukacji były studia prawnicze na Uniwersytecie Moskiewskim, gdzie w 1858 roku „poznał wielu przedstawicieli postępowej młodzieży polskiej – wybitnych w przyszłości Polaków”, jak czytamy we wspomnieniach Bukowskiego opracowanych przez Dorotę Lewandowską. Historyczka wymienia między innymi takie osoby jak przyszły lekarz i powstaniec styczniowy Konrad Chmielewski (1838-1899), etnograf i współtwórca Muzeum Polskiego w Rapperswilu Jan Karłowicz (1836-1903) oraz historyk i polityk Bolesław Limanowski (1835-1935).
Lewandowska wyjaśnia, że należeli oni do tzw. Ogółu moskiewskiego, czyli stowarzyszenia studenckiego, które później stało się „zapleczem kadrowym dla litewskiej organizacji powstańczej”.
Kiedy wybuchło powstanie styczniowe, Bukowski służył w operujących na Litwie oddziałach Bolesława Dłuskiego „Jabłonowskiego” oraz pod rozkazami księdza Antoniego Mackiewicza, którego był drugim adiutantem.
Wziął udział w dwóch znaczących starciach: 22 czerwca 1863 r. pod Popielanami, gdzie powstańcy odnieśli zwycięstwo nad gwardią fińską w służbie rosyjskiej, oraz pod Świętobrością (19-20 października 1863), gdzie oddziały powstańcze poniosły klęskę.
Po upadku zrywu zmuszony był się ukrywać, zanim udało mu się dotrzeć do Rygi i stamtąd do Szwecji. Taką destynację tłumaczył w swoich wspomnieniach tym, że „Szwecja jest wolnym krajem i mają sympatię dla nas i naszej sprawy”.
Stefan Żeromski, który poznał Bukowskiego pod koniec XIX wieku w Szwajcarii, uczynił go jednym z bohaterów swojej powieści „Ludzie bezdomni”. Ukryty pod literackim alter ego jako kupiec Leszczyński, Bukowski opisany był – w zgodzie z biografią – jako człowiek, którego „burza wyrzuciła na brzeg (…) w jednym obdartym surducie i w krypciach bez podeszew”. Jako emigrant „bywał tragarzem okrętowym, zamiataczem ulic, roznosicielem dzienników europejskich”, lecz jego najważniejszą rolą było podjęcie pracy u słynnego szwedzkiego kolekcjonera Christiana Hammera.
Okazało się, że Bukowski który od dzieciństwa przejawiał zainteresowanie sztuką doskonale odnalazł się w nowym fachu. Nie tylko zajmował się sprzedażą i archiwizacją zbiorów swojego zwierzchnika, ale także – jak pisał Żeromski - „z ciężko zapracowanych oszczędności zaczął tworzyć kolekcję na własną rękę”.
Wśród zakupów poczynionych przez polskiego emigranta znalazła się np. kolekcja historycznych banknotów szwedzkich. Bukowski nie zatrzymał ich dla siebie, lecz przekazał Bankowi Szwedzkiemu (Sveriges riksbank), który nie posiadał większości wzorów swoich własnych papierów. Ten dar obcokrajowca, a zarazem umiejętność i skrzętność, z jaką był zgromadzony, skierowały na Bukowskiego uwagę Szwedów.
Zyskał uznanie w środowiskach naukowych i kolekcjonerskich. O jego randze świadczy fakt, że sama matka króla szwedzkiego Karola XV, Józefina (z rodu Leuchtenbergów), nie tylko udzieliła mu pożyczki na przyszłe inwestycje, lecz także pozyskała go do tajnej misji. Wraz z Józefem Ignacym Kraszewskim, miał podjąć się sprzedaży kosztowności po szwagrze Józefiny – brazylijskim cesarzu Piotrze I (1798-1834).

Sława i zamożność Bukowskiego-kolekcjonera rosły. On sam – jak Leszczyński z powieści Żeromskiego – żył jednak skromnie. W „Ludziach bezdomnych” to właśnie Leszczyński funduje studia medyczne doktorowi Judymowi; podobnie w prawdziwym życiu Bukowski znany był z tego, że „chciał zgromadzić jak najwięcej funduszów stypendialnych, aby przyjść z pomocą młodzieży polskiej kształcącej się zagranicą”. Jego najważniejszą misją było „przysporzyć krajowi wykształconych obywateli”.
Bukowski nie ograniczał swojej działalności do rozwijania własnej kolekcji. Wspierał polskie muzea i instytucje kultury w Europie, udostępniając fragmenty swoich zbiorów oraz informacje o polonikach i zabytkach historycznych.
Według Karola Estreichera – dyrektora hojnie obdarowanej przez Bukowskiego Biblioteki Jagiellońskiej jest on świadectwem, czego dokonać może silna wola. „Puścił się w świat sam jeden, bez grosza, bez znajomości języka. Oddał się archeologii i bibliografii nieznanego sobie narodu, i oto dzisiaj jest zawołanym na całą Szwecyę numizmatykiem, bibliografem, znawcą dzieł sztuki, dobił się wielkiej powagi i znaczenia naukowego w obcym kraju” - podkreślał.
Biblioteka Jagiellońska dzięki Bukowskiemu wzbogaciła się o 44 różnych dzieł, 336 broszur i cztery mapy i – jak zaznaczył Estreicher – były to przedmioty nieoszacowanej wartości, „u nas zupełnie nieznane, a do historyi zatargów szwedzko-polskich niezmiernej wagi”.
Z hojności Bukowskiego skorzystały też inne krakowskie instytucje. Były to często zrabowane w trakcie potopu szwedzkiego dzieła sztuki, starodruki i inne przedmioty
Wśród kupionych przez Bukowskiego dzieł był m.in. przypisywany Rubensowi portret królewicza Władysława (późniejszego Władysława IV Wazy). Bukowski podarował ten obraz Muzeum Polskiemu w Rapperswilu, skąd w okresie międzywojennym przywieziono go do Warszawy, gdzie ostatecznie przepadł po wybuchu powstania.
Nie zaniedbywał przy tym Bukowski także własnego domu aukcyjnego „Bukowskis”. Stał się on jedną z najbardziej znanych tego typu instytucji w całej Szwecji, działa do dziś i na jego stronie przeczytamy, że jest to „Wiodący dom aukcyjny w krajach nordyckich”.
Henryk Bukowski zmarł 11 marca 1900 roku w Sztokholmie. „Jak życie i praca pszczoły jest nigdy nie dającym się wysłowić cudem bytu, tak samo życie tego człowieka było cudem specyficznie polskiej pracowitości, zapobiegliwości, dostojeństwa, czystości” – pisał o nim Żeromski. Także szwedzki dziennik „Svenska Dagbladet” nie szczędził Bukowskiemu ciepłych słów. W archiwalnym numerze czytamy: „aczkolwiek jest w naszym kraju cudzoziemcem, kocha przecież naszą starą kulturę i ma sobie za chlubę przyczyniać się do rozjaśnienia jej dziejów”. (PAP)
Autor: Marta Panas-Goworska
Mpg/