Kraków 9.08.1982 r. Koncert walijskiej grupy rockowej Budgie w hali Gwardyjskiego Towarzystawa Sportowego (GTS) Wisła. Fot. PAP/Jerzy Ochonski
W sierpniu 1982 r. na kilkanaście koncertów przyjechał do Polski walijski hardrockowy zespół Budgie. Ich muzyka była mocna i agresywna. W Polsce obowiązywał wówczas stan wojenny. Władza siłami milicji i wojska starała się zmusić społeczeństwo do potulności, dlaczego więc zezwoliła na koncerty hardrockowe?
Nieoficjalnie bardzo często pojawiało się pytanie, jak to się stało, że zachodni hardrockowy zespół zagrał w biednej i opanowanej przez wojsko Polsce. Ze strony władz nigdy nie pojawiała się odpowiedź na to pytanie. W krążących plotkach sugerowano, że władze wojskowe chciały w ten sposób pozyskać przychylność społeczną i rozładować frustrację młodych ludzi, spowodowaną panującą w kraju sytuacją. Jeżeli to była prawda, to prawdopodobnie dostrzeżono efekty tego działania, bo kilka miesięcy później na trzynastokoncertową trasę przyjechał do Polski brytyjski punkrockowy zespół UK Subs, a w sierpniu 1984 r, zagrał u nas heavymetalowy Iron Maiden.
- To było wydarzenie socjologiczne, bo nie występowały wówczas w Polsce zachodnie zespoły rockowe, a tu przyjeżdża grupa i to hardrockowa – powiedział PAP Roman Rogowiecki, dziennikarz muzyczny pracujący przy organizacji trasy koncertowej zespołu Budgie w Polsce w 1982 r. - Hard rock kojarzył się przede wszystkim ze skandalicznym zachowaniem, degeneracją i wszystkim, co najgorsze. Takie były skojarzenia nie tylko w mass mediach, ale także w społeczeństwie – dodał.
- Zespół Budgie, poprzez audycje radiowe, spopularyzował u nas Piotr Kaczkowski. On zrobił z nich gwiazdę w Polsce, bo zespół nie zrobił na zachodzie tak wielkiej kariery jak u nas. Podczas występów w Polsce członkowie grupy byli oszołomieni, że na koncerty przychodziły tłumy – powiedział Rogowiecki.
Podczas jednej z audycji Piotr Kaczkowski wspominał: „Płytę Budgie kupiłem, bo zafascynowała mnie okładka. W ten sposób średnio popularny na wyspach zespół wszedł u nas do rockowego kanonu, obok Led Zeppelin czy Black Sabbath”.
Zespół Budgie nie zrobił wielkiej światowej kariery, ale był znany i doceniany. Ich piosenki coverowali m.in. Metallica, Iron Maiden, Soundgarden.
- Trasa koncertowa Budgie w Polsce to było wielkie wyzwanie logistyczne dla tych, którzy te koncerty organizowali w różnych miastach. Nikt nie miał doświadczenia w tym względzie. Wielką niewiadomą było też, jak zachowa się publiczność. Trzeba pamiętać, że był to stan wojenny, czas, w którym władza wprowadzała porządek siłą – wspominał dziennikarz. - Dla młodzieży było to spotkanie z zachodem. Przez lata byliśmy odseparowani od świata, bo był to cały czas żelaznej kurtyny. Nie odbywały się tu wielkie koncerty, poza nielicznymi wyjątkami - dodał.
Na prezentowanej fotografii, wykonanej 9 sierpnia 1982 r. przez Jerzego Ochrońskiego, widać koncert zespołu Budgie w krakowskiej hali klubu Wisła.
Fotografię można zobaczyć tu: https://skroc.pl/ZT3FUNF. Subskrybenci serwisu PAP mogą pobrać tę fotografię bezpłatnie do zilustrowania tego tekst.
Zespół Budgie przyleciał do Warszawy 1 sierpnia 1982 r. zaś ich sprzęt nagłośnieniowy przywieziono ciężarówkami. Trasa koncertowa była zaplanowana bardzo intensywnie. W ciągu dwóch tygodni zagrali 15 koncertów w: Toruniu, Bydgoszczy, Gdańsku, Poznaniu, Wrocławiu, Opolu i Łodzi. W Warszawie (Torwar) i Krakowie (Hala Wisły) wystąpili po dwa razy. Najwięcej koncertów zagrali w Katowicach (Spodek), bo aż cztery. Wszystkie koncerty były zabezpieczane wzmocnionymi siłami ZOMO i wojskiem.
Jako support podczas koncertów Budgie w Polsce grał wrocławski zespół Easy Rider. Reakcje publiczności wskazywały jednak, że nie był to najlepszy wybór. Easy Rider określany był wprawdzie jako grupa blues-rockowa, ale bliżej jej było do bluesa niż rocka. Style Budgie i supportu do siebie nie pasowały. Publiczność czekała na mocną muzykę.
Agencja Artystyczna Pagart, która była organizatorem trasy koncertowej, podpisała z zespołem umowę na 16 koncertów. Ostatni miał odbyć się w Białymstoku na stadionie miejskim. Pagart nie kontrolował jednak przygotowań tego miejsc i gdy zespół przyjechał do stolicy Podlasia, jako miejsce koncertu pokazano mu stadion i prymitywną scenę zbitą z desek. Obiekt nie spełniał żadnych wymaganych warunków technicznych i bezpieczeństwa. Nie sprawdzano stanu przygotowań, ale sprzedawano bilety na ten koncert. Gdy ogłoszono informację o odwołaniu koncertu w mieście zaczęły się zamieszki, inicjowane przez rozczarowaną młodzież, która miała bilety na koncert, a była to rzesza dziesięciu tysięcy osób.
John Thomas, gitarzysta zespołu, tak po latach wspominał to, co się stało w Białymstoku: „Mieliśmy zagrać na wielkim, rozległym polu – stadionie piłkarskim, na którym nie było nic oprócz zaimprowizowanej sceny, zbudowanej ze skrzynek po pomarańczach. Nie było też prądu. Ciężarówka nie mogła stamtąd wyjechać, bo utknęła. Nikt nie wiedział, co się dzieje, poza tym, że mamy grać w tym szczerym polu, bez żadnych barierek i innych zabezpieczeń. Nie było nawet możliwości podłączenia sprzętu, bo było to zbyt niebezpieczne. Pan burmistrz wściekał się, bo w mieście doszło do zamieszek. Czuliśmy, że właśnie zawiedliśmy naszych fanów, ale nawet gdybyśmy spróbowali ten koncert jednak zagrać, komuś mogłaby stać się krzywda”.
Ostatnim punktem pobytu Budgie w Polsce był występ w telewizji. Nakręcono również etiudę filmową „Sezon w piekle”, składającą się z fragmentów koncertów.
Zespół czuł się jak w nierealnym śnie, wcześniej nie grali tak wielu koncertów w tak dużych salach. Po latach Burke Shelley, John Thomas i Steve Williams wspominali, że była to najlepsza trasa koncertowa w ich życiu.
„Trasa po Polsce w 1982 r. to było coś zdumiewającego. Te tłumy, ich reakcja na naszą muzykę. Wcześniej graliśmy w Stanach Zjednoczonych i na dużych festiwalach, ale tego, co działo się wtedy w Polsce nie jestem w stanie opisać” – w wywiadzie z 2007 r. wspominał Burke Shelley, basista i założyciel zespołu Budgie. „Pamiętam szczególnie koncert w Katowicach, jakby w wielkim latającym spodku. Na środku hali postawiono podwyższenie z krzesłami i na nim posadzono słuchaczy w garniturach, być może dygnitarzy partyjnych. Pod samą sceną stał szpaler żołnierzy, do pilnowania porządku” – powiedział muzyk. „W połowie koncertu partyjniacy zdjęli marynarki i krawaty, a żołnierze zerwali z głów czapki i tak jak wszyscy zaczęli skakać w rytm muzyki. Koncert przerodził się w wielkie szaleństwo. Tak było na wszystkich koncertach. Nigdy tego nie zapomnę” – wspominał Shelly. Powiedział również, że zespół zdawał sobie sprawę, że dla polskiej publiczności rock nie jest tylko rozrywką, ale również wolnością.
„W Wielkiej Brytanii wiedzieliśmy o tym, co dzieje się w Polsce, o Lechu Wałęsie, o »Solidarności«, o zamieszkach, w których ginęli ludzie. Baliśmy się, że może się coś nie udać, lecz wyszło na to, że była to fantastyczna trasa” – powiedział w 2004 r. Burke Shelley, w wywiadzie udzielonym dziennikarzowi muzycznemu Lesławowi Dutkowskiemu.
Po 1989 r., w nowych realiach, jakie zapanowały w Europie, zespół Budgie kilkakrotnie przyjeżdżał na koncerty w Polsce.
Archiwum fotograficzne Polskiej Agencji Prasowej liczy kilkadziesiąt milionów zdjęć i wciąż wzbogaca się o nowe kolekcje. Jego zasoby sięgają lat 20. XX wieku i stanowią ważną część dziedzictwa narodowego. Zatrzymane w kadrach obrazy rejestrują każdy aspekt życia społecznego, politycznego, gospodarczego, kulturalnego i religijnego na przestrzeni ostatnich 100 lat.
Profesjonalna digitalizacja zasobów fotograficznych PAP umożliwia szeroki do nich dostęp przez stronę PAP (https://fotobaza.pap.pl/). Nad prawidłową identyfikacją oraz szczegółowym opisem zdjęć pracuje zespół specjalistów, przeglądając materiały źródłowe w czytelniach i archiwach. Klienci są na bieżąco informowani o nowych zdjęciach w Bazie Fotograficznej PAP.
Zainteresowała cię ta historia? Zapisz się na newsletter PAP Fotobox (https://rejestracja.pap.com.pl/fotobox) i co miesiąc odkrywaj m.in. archiwalne kadry dotyczące postaci, miejsc i wydarzeń.
Tomasz Szczerbicki (PAP)