Wieś Łasków Fot.Roch Mściwój/Źródło: pl.wikipedia
Zabicie ponad 300 chłopów ukraińskich przez partyzantów Batalionów Chłopskich (BCh) i Armii Krajowej (AK) we wsi Łasków pod Hrubieszowem w marcu 1944 r., to jeden z najtragiczniejszych epizodów polsko-ukraińskiego konfliktu na Lubelszczyźnie w okresie okupacji niemieckiej – podkreśla historyk dr. Mariusz Zajączkowski.
Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej przeprowadził w październiku w Łaskowie (Lubelskie) poszukiwania miejsc pochówku ofiar. Wiosną planowane są prace ekshumacyjne.
- W Łaskowie doszło do zbrodni wojennej. Ona jednak nie wzięła się znikąd, lecz była punktem kulminacyjnym narastającej stopniowo i od dłuższego czasu wrogości między Polakami a Ukraińcami na tym terenie – powiedział w rozmowie z PAP badacz dziejów stosunków polsko-ukraińskich, historyk dr. Mariusz Zajączkowski.
Jak podkreślił, wynikała ona z lokalnej specyfiki konfliktu narodowościowego sięgającego korzeniami okresu międzywojennego i skutecznie podsycanego w okresie okupacji przez Niemców (m.in. podczas niemieckiej akcji kolonizacyjnej na Zamojszczyźnie 1942–1943 z instrumentalnym wykorzystaniem części miejscowej ludności ukraińskiej). - Wrogość ta była również następstwem wydarzeń na sąsiednich terenach Wołynia i Galicji Wschodniej, gdzie w latach 1943–1944 dochodziło do masowych zbrodni na ludności polskiej podczas tzw. antypolskiej akcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Stepana Bandery (OUN-B) i Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA) – powiedział Zajączkowski.
10 marca 1944 r. wieś i kolonię Łasków w powiecie hrubieszowskim zaatakowały oddziały BCh pod dowództwem Stanisława Basaja „Rysia” oraz AK pod dowództwem Stefana Kwaśniewskiego „Wiktora”. Podczas tej pacyfikacji, według ustaleń historyków, zginęło około 330 ukraińskich mieszkańców.
Tego dnia AK i BCh rozpoczęły tzw. rewolucję hrubieszowską, czyli serię wystąpień antyukraińskich, które trwały do przełomu marca i kwietnia tego roku. Bezpośrednio poprzedziły ją wypadki z 9 marca 1944 r. w mieszanej narodowościowo nadbużańskiej wsi Prehoryłe, gdzie najpierw z rąk partyzantów wołyńskiej UPA zginęli bezbronni Polacy, następnie ten sam los spotkał, lecz z rąk partyzantów hrubieszowskich BCh, bezbronnych Ukraińców.
Największych masakr AK i BCh dokonały w Sahryniu, Szychowicach i Łaskowie, tj. wsiach uznanych przez nie za bazy ukraińskiej partyzantki. W rzeczywistości w Łaskowie i Sahryniu istniały słabe ukraińskie samoobrony, w tym utworzone przez OUN-B i komitet ukraiński w Hrubieszowie, w Sahryniu znajdował się także posterunek policji ukraińskiej w służbie niemieckiej.
Mówiąc o celu polskiego uderzenia, Zajączkowski wskazuje na wspomnienia jednego z oficerów hrubieszowskiej AK, który napisał że było nim „doprowadzić swoją gwałtownością i brutalnością do stępienia żądła ukraińskiego. […] Zadanie zniszczyć siły wroga, tak żywe, jako też materialne. Nie tylko siły wroga, lecz wszystko, co ukraińskie – śmierć, na tym polegała nasza brutalność”.
- W marcu 1944 r. polskie podziemie, przyjmując w istocie strategię przeciwnika i terroryzując ukraińską ludność w okolicach Hrubieszowa na zasadzie zbiorowej odpowiedzialności, zamierzało – w mylnym przekonaniu i nieskutecznie jak się wkrótce okazało – powstrzymać banderowską partyzantkę przed uderzeniami w polskie wsie na tym terenie. W ten sposób chciano uniknąć tutaj wołyńsko-galicyjskiego scenariusza antypolskich wystąpień – powiedział Zajączkowski.
O masowych mordach na Polakach dokonanych przez OUN-B i UPA na Wołyniu było już wiadomo na Lubelszczyźnie w drugiej połowie 1943 r. za sprawą licznych polskich uchodźców. Z danych Rady Głównej Opiekuńczej wynika, że pod koniec tego roku w powiatach hrubieszowskim i chełmskim przebywało ich około 25 tys. – Można zakładać, że było ich więcej, bo nie wszyscy się rejestrowali. Były to często osoby ranne, okaleczone, bez środków do życia, w tym sieroty, pogorzelcy w łachmanach, którzy przynosili przerażające informacje o losie zabużańskich Polaków – zaznaczył historyk.
Pierwsze akcje antypolskie, choć w ograniczonej skali, ze względu na szczupłość lokalnych sił podziemia banderowskiego, były odnotowywane na południowo-wschodniej Lubelszczyźnie już latem – jesienią 1943 r., a następnie zimą 1943/1944 r. Ich celem były m.in. majątki ziemskie traktowane jako ośrodki polskiej konspiracji oraz mieszkańcy polskich kolonii w sąsiedztwie większych ukraińskich wsi.
Zajączkowski podkreślił, że ataki AK i BCh z 10 marca 1944 r. na kilkanaście wsi ukraińskich w powiecie hrubieszowskim, w których zabito łącznie około 1,3 tys. osób, z czego w Sahryniu, Szychowicach i Łaskowie ponad tysiąc, były najkrwawszymi antyukraińskimi wystąpieniami polskiego podziemia nie tylko na Lubelszczyźnie, lecz w skali całego obszaru objętego konfliktem polsko-ukraińskim w czasie II wojny światowej, z Wołyniem i Galicją Wschodnią włącznie. Historyk, powołując się na dokumenty ukraińskie podaje, że choć kierownictwo OUN-B było początkowo zaskoczone siłą i skalą polskiego uderzenia, to szybko je wykorzystało do podsycania antypolskich nastrojów i nasilenia antypolskiej akcji na południowej Chełmszczyźnie (tak określano w tradycji ukraińskiej tereny Zamojszczyzny).
Według ustaleń Zajączkowskiego OUN-B i UPA już zimą 1943/1944 r. miała plan przeniesienia antypolskiej akcji z Wołynia do Galicji Wschodniej i na Chełmszczyznę. Wskazują na to m.in. na dokumenty z archiwum chełmskiej OUN-B, przypadkowo odkryte w 2016 r. pod Hrubieszowem. - Są tam instrukcje z końca marca 1944 r. nakazujące nie rozpoczęcie, lecz nasilenie antypolskiej akcji, poprzez rozpalanie nienawiści między Polakami i Ukraińcami, wykorzystując do tego m.in. wydarzenia z 10 marca 1944 r. – powiedział Zajączkowski.
Dlatego już w nocy z 17 na 18 marca 1944 r. na Chełmszczyznę dotarło kilkuset partyzantów UPA z Galicji Wschodniej, a w następnych dniach i tygodniach kolejne oddziały UPA z Wołynia. Pod koniec marca i na początku kwietnia dochodziło do ataków na polskie wsie m.in. w Łubczu i Poturzynie, w których UPA zabiła około 200 polskich i kilkudziesięciu ukraińskich chłopów, tych drugich biorąc za Polaków. Z początkiem kwietnia 1944 r. rozpoczęła się na tym terenie wojna partyzancka między AK i UPA, która trwały do czerwca tego roku.
Według ostrożnych szacunków od marca do czerwca 1944 r. na południowo-wschodniej Lubelszczyźnie – w czasie „rewolucji hrubieszowskiej” i polsko-ukraińskich walk partyzanckich – zginęło łącznie około 4 tys. cywilów, z czego 1,3 tys. polskich i 2,8 tys. ukraińskich. Nie mniej niż około 40 tys. polskich i ukraińskich chłopów zostało zmuszonych do porzucenia swoich domostw, a blisko setka wsi i kolonii o mieszanym składzie narodowościowym uległa częściowemu lub całkowitemu spaleniu.
Zajączkowski dodał, że na tych terenach było wiele rodzin mieszanych. Z relacji świadków wynika, że Ukraińcy i Polacy również nieśli sobie pomoc, ostrzegali się przed niebezpieczeństwem, z narażeniem własnego życia ukrywali sąsiadów.
Historyk podkreślił, że na tym terenie nie udało się tak jak na Wołyniu utworzyć grup tzw. „siekierników” złożonych z ukraińskich chłopów, którzy wspieraliby UPA w mordowaniu Polaków. – Ukraińscy chłopi na Chełmszczyźnie nie przystąpili do inspirowanego przez OUN-B „buntu ludowego” – zaznaczył Zajączkowski.
Konflikt polsko-ukraiński na Lubelszczyźnie zaogniła polityka narodowościowa okupanta niemieckiego. Jak tłumaczy Zajączkowski, Niemcy od początku okupacji wykorzystywali i podsycali wzajemne antagonizmy, ale w 1944 r. nad terenami opanowanymi przez zwalczające się partyzantki polską i ukraińską utracili kontrolę. Chaos na bezpośrednim zapleczu frontu wschodniego, który wzmagało palenie wsi i zabijanie ich mieszkańców, zmniejszał możliwości egzekwowania kontyngentów i zaopatrzenia dla Wehrmachtu. Aby ten „pożar ugasić” Niemcy wraz z ukraińskimi formacjami kolaboracyjnymi (policyjnymi i wojskowymi) prowadzili akcje przeciwpartyzanckie połączone z krwawymi pacyfikacjami okolicznych miejscowości, w których ginęła zarówno ludność polska, jak i ukraińska, np. w Smoligowie.
- Ten teren został bardzo boleśnie doświadczony i to w czasie, gdy spodziewano się rychłego wyzwolenia spod okupacji niemieckiej – dodał historyk.
Wkroczenie w lipcu 1944 r. na Lubelszczyznę Armii Czerwonej przerwało polsko-ukraińskie walki, niemniej konflikt tlił się jeszcze do maja 1945 r., kiedy to podziemia poakowskie i banderowskie zawarły rozejm w obliczu wspólnego wroga – Sowietów. Przetrwał on na tym terenie do drugiej połowy 1947 r.
Umownym terminem zbrodnia wołyńska określa się masowe mordy dokonywane na ludności polskiej przez OUN-B i UPA w czasie tzw. antypolskiej akcji. Była ona prowadzona na Wołyniu, w Galicji Wschodniej i na południowo-wschodnich ziemiach dzisiejszej Polski (Lubelszczyzna, Podkarpacie) w latach 1943–1945. Śmierć poniosło w niej około 80–100 tys. polskich chłopów, z czego 40–60 tys. na Wołyniu. W tym czasie, w reakcji na antypolską akcję podziemia banderowskiego, z rąk polskiego podziemia i samoobron zginęło około 8–13 tys. chłopów ukraińskich, z czego około 4–8 tys. na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu.
Polska uznaje zbrodnię wołyńską za ludobójstwo, natomiast wielu ukraińskich historyków i polityków interpretuje ją jako element szerszego konfliktu polsko-ukraińskiego, za który symetryczną odpowiedzialność ponosiły obie strony. Jednocześnie w ukraińskiej pamięci historycznej OUN-B i UPA są przedstawiane jako symbole walki o niepodległość oraz powojennego oporu przeciwko Związkowi Sowieckiemu.
Renata Chrzanowska (PAP)
ren/ aszw/