Ignacy Gogolewski, jako Antek Boryna. Fot. PAP/Witold Rozmysłowicz
Był pierwszym po wojnie Gustawem-Konradem w „Dziadach”, jako Antek Boryna w „Chłopach” stworzył „ponadczasowy obraz polskiej duszy”; w stanie wojennym przyczynił się do złamania aktorskiego bojkotu telewizji. 17 czerwca 1931 r. urodził się Ignacy Gogolewski, aktor teatralny i filmowy.
„Rewelacyjnie świetny jako Gustaw-Konrad był młody aktor Gogolewski. Podobno został usunięty z Wyższej Szkoły Teatralnej, pracował na murarce, gdzie zorganizował teatr, w którym tak zabłysnął, że wzięto go natychmiast do Teatru Polskiego” – napisała Maria Dąbrowska w „Dziennikach”, wspominając wystawione po raz pierwszy po wojnie 26 listopada 1955 roku – wyreżyserowane przez Aleksandra Bardiniego - „Dziady”.
„Była to pierwsza realizacja »Dziadów« po okresie stalinizmu, a w Warszawie od inscenizacji Leona Schillera z 1934. Spektakl zagrano aż 271 razy” – przypomniał Rafał Węgrzyniak w Encyklopedii Teatru Polskiego (ETC).
„Młody aktor, niezwykle utalentowany i bardzo interesujący, przerzucający się ze zdumiewającą łatwością od skargi do buntu, inteligentny i nie naśladujący wzorów - był Gustawem-Konradem raczej refleksyjnym i lirycznym, niż wulkanem gniewu, niż źródłem porywającej siły” – ocenił Wojciech Natanson w artykule pt. „Znaczenie tej premiery” („Trybuna Wolności”, 1955).
Gogolewski miał wówczas 24 lata. Gustaw Holoubek w „Dziadach” Dejmka miał 44 lata, Jerzy Trela – w krakowskim spektaklu Konrada Swinarskiego – 31.
„Rewelacyjnie świetny jako Gustaw-Konrad był młody aktor Gogolewski. Podobno został usunięty z Wyższej Szkoły Teatralnej, pracował na murarce, gdzie zorganizował teatr, w którym tak zabłysnął, że wzięto go natychmiast do Teatru Polskiego”
„Ignacy Gogolewski jest zaledwie dwa lata na scenie. W »Miesiącu na wsi« miał sposobność »objawić się« jako bardzo utalentowany aktor, rokujący jak najlepsze nadzieje na przyszłość. Ale gdzież to studentowi z sztuki Turgieniewa do mickiewiczowskiego Gustawa-Konrada! Gogolewski otrzymał wielką szansę artystyczną i życiową zagrania tej roli przy swym małym doświadczeniu scenicznym. Zagrał ją i… wygrał” – napisał w recenzji pt. „Ludzie i duchy” August Grodzicki („Świat”, 1955). „Jego Gustaw-Konrad zabarwiony jest tonami miękkimi, lirycznymi. Taki jest gatunek talentu Gogolewskiego. Ma jednak mocną i głęboką silę przeżycia, żar wewnętrzny, urok młodzieńczy. Budzi wiarę w prawdę uczuć kochanka Maryli i więźnia z celi Bazylianów. Wzrusza. Poezja Mickiewicza brzmi w jego ustach pełnym, szlachetnym tonem. To nie jest fałszywy tombak, ale prawdziwe złoto” - ocenił. „Oczywiście przy całym wielkim uznaniu dla pięknej kreacji Gogolewskiego wolno powiedzieć, że jest jeszcze zbyt młodym aktorem, aby oddać cały wicher uczuć miotających Gustawem; że nie całkiem wyraźnie zdołał wyodrębnić różnicę nastrojów »godziny miłości« i »godziny rozpaczy« w cz. IV; że olbrzymie napięcie wielkiej improwizacji przerastało jeszcze jego siły” – dodał krytyk. „Ale trudno to wszystko wysuwać jako pretensje. Jak wiadomo cudów nie ma. Nawet w teatrze. Zwłaszcza w teatrze. A to co dał — co mógł dać Gogolewski w »Dziadach« jest naprawdę niezwykłym osiągnięciem aktorskim” – podkreślił Grodzicki.
„On był na scenie, ja na widowni – przejęty, uwznioślony tym, co zobaczyłem” – wspominał swoje „pierwsze spotkanie z Ignacym Gogolewskim” Jan Englert (wówczas 12-letni), cytowany w książce Jolanty Ciosek pt. „Ignacy Gogolewski. Od Gustawa-Konrada do Antka Boryny” (PIW,2008). „Szalenie podobał mi się ten jego romantyczny styl, który potrafiłem jako student z niezłym skutkiem parodiować” – dodał.
„Nie ulega wątpliwości, że rola Gustawa-Konrada w Mickiewiczowskich Dziadach w reżyserii Aleksandra Bardiniego (1955) otworzyła Ignacemu Gogolewskiemu drogę do wielkiej teatralnej kariery” – oceniła prof. Barbara Osterloff (ETC) „Absolwent warszawskiej PWST (1953) znalazł się w renomowanym zespole Teatru Polskiego w Warszawie, złożonym z najświetniejszych nazwisk sceny polskiej, wśród swoich szkolnych profesorów, jak Marian Wyrzykowski i Jan Kreczmar. Po premierze »Dziadów«, pierwszej w stolicy po wojnie, Gogolewski zaczął uchodzić za idealnego wykonawcę ról z repertuaru romantycznego; krytycy chwalili jego talent dramatyczno-liryczny, a także wyczucie słowa, melodyki i frazy wiersza” - przypomniała.
„Zaangażowany po studiach do Teatru Polskiego zetknąłem się z całą plejadą ludzi wybitnych, i takich, których nazwiska może niczego by dziś nie mówiły. Wszyscy oni razem stanowili akademię umiejętności zawodowych praw i reguł najczęściej niepisanych, lecz bez tych reguł dzisiejszy teatr nie ruszyłby z miejsca” – wspominał Gogolewski („Teatr”, 1974).
Urodził się w Ciechanowie jako nieślubny syn 54-letniego dziedzica Piotra Gogolewskiego i 17-letniej Heleny Zawady, pracownicy jego majątku Gogole. Imię – na cześć prezydenta Mościckiego – wybrała mu babcia Antonina. Do 15. roku życia nosił nazwisko Zawada, dopiero w 1947 r. ojciec uznał go urzędowo za swoje dziecko.
„Widziałem go raz w życiu, w 1947 roku” – powiedział Gogolewski Jolancie Ciosek. „Był to siwy pan, który podał mi lekko przykurczoną dłoń i wydawał się ogromnie zdziwiony, że jej nie ucałowałem. Przez całą rozmowę zachowałem suchy ton, bo to dla mnie było spotkanie obcych ludzi. Przecież nie mogłem żywić uczuć wobec człowieka, którego przyszło mi zobaczyć po raz pierwszy w życiu. Natomiast do sprawy ojcostwa nie przywiązywałem wówczas wielkiej wagi” – opowiadał. „Moja matka od najwcześniejszych lat powtarzała mi: »Pamiętaj, nigdy nie mów złego słowa o twoim ojcu, który nazywa się Piotr Gogolewski«. I ja, mimo dramatu rozgrywającego się w moim sercu, nigdy nie pomyślałem o ojcu źle. Dzięki matce” – podkreślił. „Moja wdzięczność do ludzi, którzy spowodowali moje przyjście na świat jest święta. Dopiero teraz sobie »gadamy« – gdy stoję u jego grobu i zapalam świeczkę” – dodał.
Od 1936 roku mieszkał w Otwocku. „Przez cały okres okupacji uczyłem się w szkole i na tajnych kompletach prowadzonych przez Leona Scheibleta, kierownika Szkoły Powszechnej im. Władysława Reymonta” – wspominał Gogolewski.
Już po wojnie dzięki szkolnemu poloniście Zbigniewowi Minakowskiemu - który „obowiązkowo raz w miesiącu” zabierał uczniów na przedstawienia szkolne - zobaczył m.in. „Hamleta”, „Cyda” i „Lilię Wenedę”. „Zasiadaliśmy na drugim piętrze widowni Teatru Polskiego i patrzyliśmy w srebrem połyskujące frędzle purpurowej kurtyny” – opowiadał. „Wielu z nas stało się miłośnikami sceny, nałogowymi widzami, a jeden został nawet aktorem” – dodał.
Chciał się uczyć w gimnazjum, co nie spodobało się babci Antoninie, która uważała, że powinien zostać ślusarzem, bo wtedy zawsze pracę znajdzie. „Mama jednak, w jakimś akcie rozpaczy, dała mi 100 zł, bym zapłacił wpisowe do gimnazjum” - opowiadał Ignacy Gogolewski.
Wbrew przytoczonej przez Marię Dąbrowską pogłosce, nigdy nie był murarzem, choć wówczas w odbudowywanej stolicy był to fach prestiżowy i romantyczny.
Wbrew przytoczonej przez Marię Dąbrowską pogłosce, nigdy nie był murarzem, choć wówczas w odbudowywanej stolicy był to fach prestiżowy i romantyczny - czego dowodem była choćby filmowa „Przygoda na Mariensztacie” (1953). Za to zaraz po maturze zdanej w Otwocku w 1949 roku, przez dwa miesiące - zanim zdecydował się zdawać do szkoły teatralnej - był młodszym referentem w Ministerstwie Budownictwa.
Debiutował w Teatrze Polskim rolą Klitandera, w „Mizantropie” Moliera w reż. Janusza Warneckiego (1954), razem z m.in. Wieńczysławem Glińskim. „Jan Kott napisał o Glińskim i o mnie, że wyglądaliśmy na poprzebieranych urzędników magistrackich. Byłem podłamany, ale mistrzowie pocieszali: Nie przejmuj się, chłopcze, jeszcze się doczekasz” – wspominał Gogolewski.
Do 1956 r. należał do Związku Młodzieży Polskiej. Jego katechetą był ks. Bronisław Bozowski, „biedaczyna z Warszawy”, charyzmatyczny kapłan - znany też jako „ojciec chuliganów”, „brat wszystkich heretyków”, „obrońca nienarodzonych” i „przyjaciel grzeszników”. Kiedy zbuntowany Gogolewski oświadczył mu, że nie widzi sensu w spowiedzi, bo „religia to opium dla narodu”, usłyszał: „Widzisz ty tak przyszedłeś, taki trochę bezrozumny, ale ja nie chcę z tego wyciągać wniosków, nie gniewam się na ciebie. Widocznie twoja droga do Boga jest dłuższa”. „Te słowa towarzyszą mi przez całe życie” – powiedział aktor w książce Jolanty Ciosek.
W Teatrze Polskim wstępował do 1959 roku, a później w latach 1975-80 i 1992-2000. „Za dyrekcji najpierw Kazimierza Dejmka, potem Andrzeja Łapickiego stworzył tam świetne kreacje: Orgona w »Świętoszku« Moliera w reżyserii Jana Bratkowskiego (1993), Starego (który nosił imię On) w »Krzesłach« Ionesco obok Niny Andrycz (1995) i tytułowego szekspirowskiego Juliusza Cezara (1996) – w spektaklach Macieja Prusa; Twardosza w »Dożywociu« (1996) i Rejenta Milczka w »Zemście« (1998) w inscenizacjach fredrowskich Andrzeja Łapickiego” – przypomniała prof. Osterloff.
Pracował też m.in. w Dramatycznym (1959-62, 1968-71), Narodowym (1962-65) i Współczesnym (1965-68). Reżyserzy chętnie obsadzali go w rolach z dramatów Juliusza Słowackiego: Rizzia w »Marii Stuart« (Teatr Polski w Warszawie, 1958), Mazepy (Polski, 1958; Teatr Telewizji, 1969), Kordiana (Teatr Telewizji, 1963; Narodowy, 1965), jak i Gustawa w »Ślubach panieńskich« Aleksandra Fredry (Narodowy, 1963).
„O tym, że jest niezrównanym interpretatorem romantycznego wiersza przypominał Gogolewski widzom i krytykom wielokrotnie: nagrał płytę »Wielkie monologi romantyczne« (Muza 1966), wystąpił w roli Fantazego (Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie, 1983), powracał też do dawnego swojego repertuaru, tyle że już w innych rolach: Senatora w »Dziadach« (Teatr im. Osterwy w Lublinie, 2001), Grzegorza w »Kordianie« (Teatr Polski w Warszawie, 2006). Wszystkie te dokonania, które przyczyniły się do nadania aktorowi miana »odnowiciela stylu romantycznego«” – napisała prof. Osterloff. „Stanowią jednak tylko część jego ogromnego dorobku w rozległym i różnorodnym repertuarze w teatrze, telewizji (popularny Antek Boryna w serialu wg »Chłopów« Reymonta), radiu (laureat Nagrody Splendora Splendorów) i filmie (m.in. »Dom św. Kazimierza« – reżyseria i rola Norwida, 1983)” – dodała.
Za reżyserowanie filmów artysta zapłacił swoistym ostracyzmem filmowców. „Od kiedy wyreżyserowałem filmy »Romans Teresy Hennert« i »Dom św. Kazimierza«, wybitni reżyserzy pomijali mnie. Reżyserujesz — to się obsadzaj. Wajda, Kutz, Zanussi nie znaleźli w filmie nawet epizodu dla mnie” – powiedział Gogolewski Jackowi Cieślakowi („Rzeczpospolita”, 2021).
Wcześniej zagrał m.in. w: „Trudnej miłości” (1954) Stanisława Różewicza, „Żołnierzu królowej Madagaskaru” (1958) Jerzego Zarzyckiego, „Szyfrach” (1966) Wojciecha Jerzego Hasa, „Jowicie” (1967) Janusza Morgensterna, „Hrabinie Cosel” (1968) Jerzego Antczaka i „Spotkaniu na Atlantyku” (1980) Jerzego Kawalerowicza.
„Od kiedy wyreżyserowałem filmy »Romans Teresy Hennert« i »Dom św. Kazimierza«, wybitni reżyserzy pomijali mnie. Reżyserujesz — to się obsadzaj. Wajda, Kutz, Zanussi nie znaleźli w filmie nawet epizodu dla mnie.”
W pamięci widzów pozostał przede wszystkim jako Antek Boryna w „Chłopach” (1973) -zekranizowanej przez Jana Rybkowskiego powieści Władysława Reymonta.
„Najwięcej materiału do budowania postaci Antka dały mi chwile spędzone z zespołem z Reymontowskich Lipiec; czasami zapuszczałem się w środek wsi - w chłopskim przebraniu, trochę podcharakteryzowany” – opowiadał aktor Jolancie Ciosek. „Odbywał się targ koński - poszedłem. Zacząłem targować konia. Tak długo waliliśmy sobie w ręce, że mi aż spuchły. I o mało kobyły nie kupiłem” – wspominał.
Na scenie Teatru Narodowego wystąpił m.in. jako Hrabia Szarm w „Operetce” Gombrowicza w reż. Jerzego Grzegorzewskiego (2000), „Ostatnim” Tomasza Łubieńskiego zrealizowanym przez Tadeusza Bradeckiego (2003) i „Na czworakach” Różewicza w reż. Kazimierza Kutza.
„Sam Kutz określił moje pojawienie się w Teatrze Narodowym dość dosadnie: »Wyciągnęliśmy tego krupnioka Gogolewskiego, odsmażyliśmy i teraz jest całkiem do zjedzenia«” – opowiadał aktor.
Wystąpił też w »Błądzeniu« według Gombrowicza w reżyserii Jerzego Jarockiego (2004) i »Żarze« Christophera Hamptona według Sándora Máraia zrealizowanym przez Edwarda Wojtaszka (2007).
Od roku 1969 Gogolewski zaczął reżyserować w teatrze, a w 1971 roku został dyrektorem Teatru Śląskiego w Katowicach, który prowadził do 1974 roku. Później kierował Teatrem im. Osterwy w Lublinie (1980-85), a następnie stołecznym Teatrem Rozmaitości (1985-89).
W stanie wojennym, przenosząc wyreżyserowany w lubelskim teatrze „Pierwszy dzień wolności” Kruczkowskiego do Teatru TV przyczynił się do złamania aktorskiego bojkotu telewizji – premiera odbyła się 2 sierpnia 1982 roku.
„Przecież ja to robiłem dla zespołu, nie dla siebie. Ja miałem ugruntowaną pozycję artystyczną; to zespół lubelski miał szansę pokazać się w telewizji” – powiedział Gogolewski Jolancie Ciosek.
O bojkocie wypowiadał się krytycznie jednak już wcześniej. „To środowisko to zgrupowanie niebywale wybujałych indywidualności. Może to była obawa przed nieuniknioną stratą pozycji, jaką w latach 60. ten zawód sobie wywalczył” – ocenił w rozmowie z „Ekranem” w 1983 roku, będąc członkiem Rady Krajowej Patriotycznego Ruchu Ocalenia Narodowego, fasadowej organizacji wspierającej reżim Jaruzelskiego.
„Część kolegów, która uwierzyła w hasła »Solidarności«, unikała mnie. A ja nadal uważam, że jeśli lekarz leczy, a ksiądz spowiada, to aktor ma grać” – powiedział Gogolewski Jackowi Cieślakowi. „Robiłem swoje. Być może gdybym był w Warszawie, zachowałbym się inaczej. Ale byłem dyrektorem teatru w Lublinie, odpowiadałem za 300-osobowy zespół” - dodał.
„Gogolewski nie zdał egzaminu z solidarności w latach 80. Nie mam nic przeciwko temu, żeby pracował w ZASP, ale uważam, że przewodzenie całemu środowisku jest w tym wypadku niestosowne” – powiedziała Zofia Kucówna, gdy w marcu 2005 roku artysta został wybrany prezesem Związku Artystów Scen Polskich. „W stanie wojennym złamał bojkot telewizji. Wiem, minęły lata. Ale mój żal pozostał” – powiedziała Jolancie Ciosek Ewa Dałkowska. „To jednak nie przeszkadza, że czule wspominam go jako profesora, dyrektora i podziwiam jako aktora” – dodała.
„Myślę, że zgodą na przeniesienie spektaklu z lubelskiego teatru do TV w okresie bojkotu najwięcej zła wyrządził sobie, skazując się przez jakiś czas na towarzyski niebyt. Zapłacił wysoką cenę za decyzję wypływającą z tylko jemu wiadomych, z całą pewnością nie politycznych, pobudek” – ocenił Jan Englert. „Zawsze byłem i jestem przeciwny potępianiu tych, którzy podejmowali decyzje niekoniecznie zgodne z moimi przekonaniami. Czyż nie najważniejsze jest to, że Gogolewski wielkim aktorem jest?” – podkreślił.
Ignacy Gogolewski zmarł 15 maja 2022 roku, w wieku 90 lat. Jest pochowany na cmentarzu w Otwocku.
„Stworzona przez niego niezapomniana rola Antka Boryny w serialu i filmie »Chłopi« na podstawie prozy Władysława Reymonta to ponadczasowy obraz polskiej duszy” – ocenił prezydent Andrzej Duda w liście do uczestników pogrzebu artysty.
Paweł Tomczyk (PAP)
top/ dki/