Halina Kunicka i Lucjan Kydryński na festiwalu w Opolu w 1974 roku. Fot. PAP/Ryszard Okoński
Stworzony w 1963 roku Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu miał być próbą rozruszania skostniałej kultury muzycznej w Polsce. Początkowo był skierowany do młodszych odbiorców. We wczesnych latach 60. mało mówiło się jeszcze o tak zwanej „młodzieży”, jednak impreza szybko spodobała się szerszemu gronu publiczności.
Sam Jerzy Waldorff, krytyk muzyczny i koneser sztuki, zachwycił się występami do tego stopnia, że zapragnął nadać miastu, a tym samym i festiwalowi, przydomek. Na zakończenie, po wręczeniu wszystkich nagród, powiedział: „Każde miasto ma jakiś swój tytuł, który zazwyczaj dodaje się do samej nazwy, by je scharakteryzować. Chciałbym, aby Opole miało tytuł Opole – stolica piosenki polskiej”.
Na pomysł zorganizowania pierwszego tego typu festiwalu w Polsce wpadli dziennikarze muzyczni Jerzy Grygolunas i Mateusz Święcicki oraz ówczesny włodarz Opola, Karol Musioł. Festiwal miał pełnić co najmniej dwie funkcje. Najważniejszą była promocja polskiej muzyki, stanowiącej przeciwwagę dla coraz popularniejszych zagranicznych, zwłaszcza anglosaskich przebojów. Nie mniej istotny był jednak cel propagandowy. Opole po stuleciach znalazło się w granicach Rzeczpospolitej, a festiwal miał podkreślać jego polski charakter i na trwałe wpisać miasto na kulturalną mapę kraju. I tak na powojennym gruzowisku, jak wspominał jeden z budowniczych amfiteatru, w zaledwie kilka tygodni postawiono imponujący jak na tamte czasy obiekt.
Na inaugurację festiwalu 19 czerwca 1963 roku organizatorzy zaprosili ponad stu wykonawców i podobną liczbę dziennikarzy. Przez pięć dni wybrzmiało 15 koncertów, w których nagrodzono aż 37 piosenek. Występy nie odbywały się wyłącznie w amfiteatrze. Festiwalowe wydarzenia gościły również w miejscowym teatrze i szkole muzycznej. Było to bezprecedensowe przedsięwzięcie w realiach PRL. W jego organizację zaangażowały się Polskie Radio i przede wszystkim Telewizja Polska, dzięki której ten muzyczny spektakl mógł dotrzeć do widzów w całym kraju.
Na głównej scenie odbywały się indywidualne mini-recitale oraz koncerty tematyczne, m.in. piosenki żołnierskiej i kabaretowej. Występowali obok siebie artyści reprezentujący różne nurty muzyczne. Wśród nich byli: debiutująca wówczas Ewa Demarczyk z „Karuzelą z madonnami”, bigbitowa Karin Stanek, zespół Niebiesko-Czarni z Czesławem Niemenem, nietuzinkowy Tadeusz Chyła, ledwie 19-letnia Urszula Dudziak czy Bohdan Łazuka. Zwłaszcza udział tego ostatniego omal nie stanął pod znakiem zapytania.
Jak głosi festiwalowa legenda, Łazuka pozostawał w konflikcie z jednym z organizatorów i do końca nie było pewne, czy pojawi się na scenie. Ostatecznie sprawa miała zostać rozstrzygnięta dzięki interwencji Mieczysława Moczara, ówczesnego wiceministra spraw wewnętrznych. Należał on bowiem do admiratorów aktora i osobiście zadbał o występ swojego ulubieńca. Wśród nagrodzonych znaleźli się także kompozytorzy i autorzy tekstów. Recenzje krytyków po pierwszym Opolu były niezwykle przychylne. Lucjan Kydryński pisał w „Przekroju”, że „góruje młodość” i podkreślał, że festiwal był „imprezą pozytywną i wartą kontynuacji”.
W kolejnych latach festiwal rozrastał się, a jego formuła była stopniowo poszerzana o nowe nurty i formaty koncertowe. Do najpopularniejszych należał tak zwany „Kabareton”. Jak wspominał Jacek Fedorowicz, to właśnie on ukuł ten neologizm. Mimo obowiązującej wówczas cenzury, udawało się przemycać treści i twórców, którzy w innych warunkach nie mieliby szans na publiczny występ. Swoje piosenki i skecze prezentowały kabarety takie jak Tey czy Pod Egidą. Jan Pietrzak wykonywał utwór „Żeby Polska była Polską”, który spotkał się z wyjątkowo silnym odbiorem publiczności. Na opolskiej scenie pojawiali się także Jacek Kaczmarski czy Leszek Wójtowicz, a Jerzy Stuhr przekonywał ze sceny, że „Śpiewać każdy może”.
Festiwal pozostawał miejscem prezentacji tego, co w danym momencie uznawano za najważniejsze w polskiej piosence. Premierowo występowali tam m.in. Irena Santor i Andrzej Zaucha czy Czerwone Gitary. Opolski festiwal przez lata cieszył się ogromną popularnością wśród widzów. Artyści wspominali, że byli zaczepiani na ulicach, w sklepach czy restauracjach, a przypadkowi przechodnie żywo komentowali werdykty i nagrody.
Wojciech Młynarski zwracał uwagę, że niemniej ważne od samych występów były tzw. kulisy festiwalu. Panowała tam swoista „giełda”, na której rodziły się artystyczne współprace, owocujące późniejszymi duetami i stałymi relacjami twórczymi, takimi jak Osiecka i Rodowicz, Bogdan Olewicz i Perfect, Demarczyk i Konieczny czy Kofta i Hanna Banaszak.
Jednocześnie część twórców podkreślała, że po pierwszych latach impreza zaczęła stopniowo tracić swój pierwotny charakter. Andrzej Sikorowski z zespołu Pod Budą wspominał, że z czasem festiwal stał się tym, od czego początkowo próbował uciec, a więc przeglądem uznanych już twórców. Z kolei Krystyna Prońko zwracała uwagę, że zwłaszcza w latach 80. nastąpił wyraźny spadek jakości prezentowanych utworów, by wspomnieć tylko nagrodzoną w 1985 roku piosenkę „Daj mi tę noc” zespołu Bolter.
Czerwcowe Opole przez lata pozostawało żelaznym punktem kulturalnego kalendarza Polski. I faktycznie, choć data wydarzenia bywała ruchoma, a niekiedy zmieniała się nawet jego sceneria, jak w czasie remontu amfiteatru, impreza nie znikła z mapy najważniejszych wydarzeń muzycznych kraju. Nawet w czasie pandemii koncerty się odbyły, choć wyjątkowo przeniesiono je na jesień.
Z jednym tylko wyjątkiem. W 1982 roku nie wybrzmiał charakterystyczny sygnał festiwalowy skomponowany przez Bogusława Klimczuka. Stało się tak za sprawą rygorów wprowadzonych po ogłoszeniu stanu wojennego, który zamroził znaczną część życia kulturalnego w Polsce. Przepisy te drastycznie ograniczyły wolności obywatelskie i wprowadziły zakaz zgromadzeń. Władze komunistyczne, obawiając się kilkutysięcznej publiczności w amfiteatrze i ryzyka antyrządowych manifestacji, nie zdecydowały się na organizację festiwalu. Co więcej, zawieszono działalność kluczowych stowarzyszeń artystycznych, w tym ZAiKS-u i ZASP-u, a część środowiska twórczego ogłosiła bojkot oficjalnych mediów. Skutki tych decyzji odczuwalne były w całym środowisku kultury przez kolejne miesiące.
Powrót festiwalu w 1983 roku zbiegł się z rosnącą popularnością rocka. Scenę, dotąd kojarzoną przede wszystkim z piosenką estradową, coraz śmielej przejmowali wykonawcy nowego brzmienia, tacy jak Lombard, Lady Pank czy Maanam. Mimo zmieniających się mód muzycznych, przemian ustrojowych oraz kolejnych kryzysów festiwal zachował swoje miejsce w polskiej kulturze. Dla kilku pokoleń wykonawców pozostawał sceną debiutów, premier i jubileuszy, a dla publiczności corocznym świętem rodzimej piosenki.
W 2007 roku powstało Muzeum Polskiej Piosenki w Opolu, w którym dokumentowana jest nie tylko historia festiwalu, ale także dzieje polskiej piosenki w szerszym wymiarze. W ten sposób miasto, które ponad sześćdziesiąt lat temu miało stać się „stolicą polskiej piosenki”, zyskało również instytucję strzegącą pamięci o twórcach, wykonawcach i największych przebojach. (PAP)
Marta Panas-Goworska
mpg/ krz/ lm/