Warszawa, 31.08.2026. Wokalistka Krystyna Prońko podczas wywiadu dla Polskiej Agencji Prasowej, 31 bm. w Warszawie. Fot. PAP/Albert Zawada
PRL miał wiele ścieżek muzycznych, a artyści musieli się mierzyć z wieloma wyzwaniami – powiedziała w Studiu PAP piosenkarka Krystyna Prońko. Choć jej kariera trwa już ponad pół wieku, artystka zapewniła, że wciąż lubi to, co robi.
Jest jedną z najważniejszych postaci polskiej estrady. Jej repertuar łączy jazz i soul z muzyką popularną. Wielokrotnie była nagradzana na festiwalach piosenki, w tym w Opolu. Jest też kompozytorką, producentką, pedagożką muzyczną.
To ona śpiewała m.in. „Jesteś lekiem na całe zło”, „Deszcz w Cisnej” i „Małe tęsknoty”. Wykonywała także „Psalm stojących w kolejce” ze spektaklu oratorium „Kolęda Nocka” Ernesta Brylla i Wojciecha Trzcińskiego. Właśnie do tego utworu nawiązuje tytuł wystawy „Za czym kolejka ta stoi? PRL w muzycznym zwierciadle”, którą od czwartku można oglądać w Muzeum Historii Polski.
W rozmowie z PAP Krystyna Prońko przypomniała, że w spektaklu, który był wystawiany na deskach Teatru Muzycznego w Gdyni, stworzyła rolę Kobiety z Osiedla. – Szukając wykonawców, Wojtek (Trzciński – PAP) zdecydował się na mnie. Jako Kobieta z Osiedla zaśpiewałam samodzielnie trzy piosenki – powiedziała.
Na pytanie, czy śpiewając „Psalm stojących w kolejce”, czuła się głosem społeczeństwa, odpowiedziała, że w ogóle o tym nie myślała. – Chciałam tylko jak najlepiej wykonać ten utwór. I myślę, że to mi się udało – zaznaczyła. Piosenkarka wskazała także, że utwór nie był dla niej trudny pod względem technicznym. – Wojtek, zanim obsadził mnie w tej roli, sprawdził moje możliwości techniczne. Sprawdził zresztą parę innych osób, przeprowadził swój prywatny casting, o czym nie wiedziałam. W ten sposób wybrał właśnie mnie – opowiadała.
O tym, że chce w życiu śpiewać, Prońko była pewna od dziecka. – Cała klatka schodowa w bloku, w którym mieszkałam, wiedziała, że Krysia wraca ze szkoły. Mieszkaliśmy na drugim piętrze, a ja już od parteru ryczałam jak opętana. Podobał mi się pogłos na klatce schodowej, więc śpiewałam – wspominała. Przyznała też, że chociaż minęło sporo czasu, wciąż to lubi. - Jestem w zawodzie więcej niż pół wieku, właściwie to jest historia – dodała.
Artystka podkreśliła, że stara się jednak nie śpiewać wciąż tego samego. – Mam na myśli nie tylko repertuar, ale w ogóle podejście do śpiewania. Szukam repertuaru, który nie byłby jedną, długą piosenką, który byłby różnorodny. Czasem jest to trudne, ale czasem się udaje – powiedziała. Wskazała, że układając piosenki na płytę, stara się, aby nie były one tylko zmieniającymi się numerkami, ale by różniły się od siebie zarówno muzycznie, jak i tekstowo.
Wspominając PRL, artystka mówiła, że miał „wiele ścieżek muzycznych”. – Ale tak jak w każdej działalności artystycznej, żeby przetrwać, trzeba było mieć warunki. Niektórzy rezygnowali, bo nie wytrzymywali ani nieczęsto skromnych warunków finansowych, ani presji zarabiania. Musieli się przecież z czegoś utrzymać – powiedziała. Zwróciła także uwagę na silną konkurencję. – Trzeba było zatem dużej odporności psychicznej. Wiele zdolnych osób pozmieniało zawody. Zdarzały się sytuacje dość trudne, bo na przykład nagle się okazywało, że koncertów nie ma. A podczas stanu wojennego przez dłuższy czas nie było nic – wspominała.
Prońko wskazała, że duże wyzwania wiązały się z kwestiami technicznymi. – Wszyscy mieli dużo dobrych chęci, ale byliśmy odcięci od możliwości technicznych, które mieli zachodni artyści. Myśmy nie mieli do tego sprzętu dostępu albo był naprawdę bardzo ograniczony. Istniał prywatny import. Ludzie, którzy wyjeżdżali, jeździli na kontrakty, wydawali te pieniądze na instrumenty czy na urządzenia, które potrzebne były podczas koncertów – powiedziała Prońko.
Dodała, że sama na początku drogi artystycznej nie miała dostępu do zagranicznych płyt. – Ale miałam kolegów, których rodzice pracowali np. na statkach czy w Liniach Lotniczych LOT. Oni mieli szansę przywieźć płyty i w ten sposób coś tam do nas, choć w ograniczonej ilości, docierało – powiedziała.
Prońko słuchała Radia Luxembourg. – Było zagłuszane, ale od czasu do czasu coś było słychać. Chodziło o to, aby być w miarę na bieżąco z tym, co ukazywało się na Zachodzie. A potem powstała radiowa Trójka. To był wentyl, chodziło o skanalizowanie naszych zainteresowań i to się udało – powiedziała Prońko. Zapytana, czy czuła się wybrańcem, kiedy stawała na estradzie i śpiewała do tłumów, artystka zaprzeczyła. – Traktowałam to tak samo jak traktuję dzisiaj, czyli jako swój zawód – powiedziała.
Wystawę czasową „Za czym kolejka ta stoi? PRL w muzycznym zwierciadle” można oglądać w Muzeum Historii Polski do 6 grudnia. Portal Dzieje.pl jest patronem medialnym wystawy.
Anna Kruszyńska (PAP)