Piosenkarz i kompozytor Krzysztof Klenczon w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki, Warszawa 18.kwietnia 1972 r. Fot. PAP/Ireneusz Radkiewicz
7 kwietnia 1981 r. zmarł w Chicago Krzysztof Klenczon, gitarzysta i kompozytor, lider zespołu Czerwone Gitary i Trzy Korony oraz twórca wielu piosenek pamiętanych do dziś, takich jak „Matura”, „Historia jednej znajomości”, „Kwiaty we włosach”, „10 w skali Beauforta”.
Karierę Krzysztofa Klenczona, jednego z najważniejszych polskich muzyków lat 60. i początku 70., przerwał wyjazd do Stanów Zjednoczonych, gdzie osiadł na stałe. W latach 1978–1979 przyjechał do Polski na cykl koncertów.
Amerykański sen o karierze nie był jednak pisany Klenczonowi. W Chicago grał głównie w klubach polonijnych, a sytuacja ekonomiczna zmuszała go do dodatkowej pracy. Wydana w USA jego autorska płyta z powodu braku promocji przeszła niezauważona na tamtym rynku. 26 lutego 1981 r., gdy Klenczon wracał z występu, doszło do wypadku samochodowego, w wyniku którego doznał licznych obrażeń i w ciężkim stanie trafił do szpitala. Zmarł tam 7 kwietnia 1981 r.
Mimo że od ich powstania minęło pół wieku, piosenki skomponowane przez Krzysztofa Klenczona, takie jak m.in. „Matura”, „Historia jednej znajomości”, „Kwiaty we włosach”, „Biały krzyż”, „Wróćmy na jeziora”, „10 w skali Beauforta”, są nadal chętnie słuchane i często pojawiają się w programach radiowych.
Niektóre piosenki miały drugie dno, własną historię. „Biały krzyż” był hołdem dla ojca Klenczona, który po wojnie był poddawany represjom z powodu swojej przynależności do Armii Krajowej. Była to też deklaracja patriotyzmu muzyka. O piosence „Wróćmy nad jeziora”, do której słowa napisał Jan Świąć, mówiono, że powstała, aby zrobić przyjemność Klenczonowi, który wychowywał się na Mazurach i kochał tę krainę. W archiwalnych nagraniach słychać, że refren: „Białe żagle, szmaragdowa toń, a przy tobie przyjacielska dłoń” Klenczon śpiewał z wyjątkową ekspresją.
Urodził się 14 stycznia 1942 r. w Pułtusku. Zawiłe powojenne losy sprawiły, że w 1945 r. jego rodzina przeniosła się do Szczytna. Tam w 1959 r. zdał maturę, po której rozpoczął studia na Politechnice Gdańskiej. Szybko zrezygnował z edukacji akademickiej i przeniósł się do Studium Nauczycielskiego. Tam poznał Karola Wargina, z którym rozpoczął pierwsze występy. W 1962 r. wzięli udział w Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie, zdobywając tytuł najlepszego duetu wokalnego. Ten moment uznawany jest za początek kariery muzycznej Klenczona.
Jesienią 1962 r., po ukończeniu Studium Nauczycielskiego, Klenczon został członkiem zespołu Niebiesko-Czarni. Grał w nim do lipca 1964 r. Kolejne były Pięciolinie, które szybko przemianowano na Czerwone Gitary.
- Krzysztofa Klenczona poznałem w zespole Pięciolinie, który był grupą castingową mającą na celu wyłonienie muzyków do składu przyszłego zespołu - Czerwonych Gitar. Krzysztof był już człowiekiem bardzo dojrzałym estradowo, bo jego kariera zaczęła się przecież w Niebiesko-Czarnych – powiedział PAP Jerzy Skrzypczyk, współzałożyciel zespołu Czerwone Gitary. - Był bardzo dynamicznym muzykiem i gitarzystą. To był człowiek przypisany do tego właśnie instrumentu. Przez cały czas jego gry w Czerwonych Gitarach emanował dużą energią i ekspresją twórczą - dodał.
- Poza zespołem też byliśmy dobrymi kolegami, Krzysztof był świadkiem na moim ślubie. Był człowiekiem towarzyskim i rozrywkowym, dobrze się z nim rozmawiało o wszystkim, nie tylko o muzyce, ale również o zwykłych ludzkich sprawach. Był spokojny, pozbawiony agresji. Tak też postrzegali go chyba inni. Owszem, czasami się spieraliśmy czy nawet kłóciliśmy, ale nie trwało to dłużej niż pięć minut – wspominał Skrzypczyk.
- Krzysztof miał bardzo szeroką gamę nastrojów twórczych i odtwórczych. Widać to chociażby po tym, że pisał piosenki bardzo dynamiczne, typu „10 w skali Beauforta” czy „Nie przejdziemy do historii”. Z drugiej strony tworzył utwory bardzo liryczne, np. „Jesień idzie przez park” czy „Gdy kiedyś znów zawołam cię”. Taki był Krzysztof, bardzo zróżnicowany emocjonalnie, z jednej strony macho, z drugiej osoba bardzo wrażliwa – wspominał Skrzypczyk. - To był moment, kiedy w Czerwonych Gitarach było dwóch liderów. Krzysztof Klenczon z jednej strony i Seweryn Krajewski z drugiej. Krzysztof był dynamicznym muzykiem, a Seweryn uduchowionym i romantycznym. Moim zdaniem ten kontrast był dużą siłą zespołu – ocenił Skrzypczyk, który do dziś koncertuje z Czerwonymi Gitarami.
„W 1966 r. w dwa dni nagrywają pierwszą płytę długogrającą »To właśnie my«, której pierwszy nakład osiąga 160 tys. egzemplarzy. W tym czasie rezygnuje ze współpracy z grupą jej szef muzyczny Jurek Kossela. Jego obowiązki przejmuje Krzysztof Klenczon. Rozpoczyna się okres największej popularności zespołu. Kolejne płyty sprzedawane są w rekordowych nakładach” – napisano na oficjalnej stronie zespołu Czerwone Gitary. „W styczniu 1969 r. w Cannes we Francji zostaje wręczone zespołowi trofeum »Midem« w postaci marmurowej płyty, w nagrodę za największą liczbę sprzedanych płyt w kraju, z którego pochodzi. Taką samą nagrodę otrzymała na tym festiwalu również grupa The Beatles” – napisano dalej.
Krzysztof Klenczon odszedł z Czerwonych Gitar w 1970 r. Występy z tą grupą były najlepszym okresem twórczym w jego karierze. Powstało w tym czasie wiele utworów, które z czasem stały się ponadczasowymi przebojami. Przez pięć lat grania w Czerwonych Gitarach Klenczon wziął udział w nagraniu pierwszych trzech płyt grupy.
Dwa miesiące po odejściu z zespołu założył zespół Trzy Korony. Był to jego projekt, więc to on dyktował styl grupy, który był ostrzejszy od tego, co grał wcześniej. Repertuar Trzech Koron składał się z piosenek wykonywanych w stylu z pogranicza różnych odmian rocka. Zespół nagrał jedną płytę – „Krzysztof Klenczon i Trzy Korony” – na której znalazło się 15 piosenek, do 14 z nich muzykę skomponował Klenczon. Ostatni koncert grupa zagrała w Sali Kongresowej w kwietniu 1972 r.
W maju 1973 r. Klenczon z żoną i córkami wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Tam grał w klubach polonijnych i restauracjach. To jednak nie wystarczało na utrzymanie rodziny, dlatego podejmował prace dodatkowe, m.in. jako dozorca i taksówkarz. W 1977 r. pod pseudonimem „Christopher” wydał płytę „The Show Never Ends”, która z powodu braku promocji przeszła niezauważona na tamtym rynku.
Dość szybko mityczna Ameryka, ze swoimi możliwościami, stała się rozczarowaniem Klenczona. W filmie dokumentalnym Kazimierza Bihuna „Niuniek” (2020) piosenkarz Krzysztof Krawczyk wspominał, że Klenczon planował powrót do kraju. W tym samym filmie Janusz Kondratowicz (autor tekstów) opowiadał, że podczas pobytu na koncertach w Polsce pod koniec lat 70. Klenczon szukał domu w okolicach Warszawy, z zamiarem jego kupna. Prawdopodobnie, gdyby nie wypadek samochodowy, który doprowadził do śmierci muzyka, Klenczon wróciłby do Polski.
Wiele miejsc w Polsce upamiętnia dziś muzyka, m.in. ma on swój pomnik w Szczytnie, mural w Sopocie; w Warszawie, Bydgoszczy, Pułtusku i Białogardzie są ulice jego imienia, a w 2020 r. Narodowy Bank Polski wydał upamiętniającą Krzysztofa Klenczona srebrną monetę kolekcjonerską o nominale 10 złotych.
Tomasz Szczerbicki (PAP)
szt/ dki/ miś/