„Lalka” w reżyserii Pawła Maślony. Fot. materiały prasowe
Jak powiedziała w rozmowie z PAP prof. Agata Zalewska, nie jest tak, że reżyser serialu „Lalka" Paweł Maślona wziął z dzieła Prusa tylko tytuł i nazwiska bohaterów. - Stworzył fantazję na temat tego, jak można poprowadzić losy postaci, wychodząc z niuansów — oceniła.
- „Lalka" od chwili wydania, czyli od 1890 r. - kiedy ukazała się pełna edycja powieści — wywoływała emocje z różnych powodów. Chociażby dlatego, że mamy tam skrzyżowaną narrację trzecioosobową i narratora wszechwiedzącego z pierwszoosobową w postaci pamiętnika Rzeckiego, co było na tamte czasy absolutnie nowatorskie. Drugi aspekt, który wywoływał największe emocje, to brak jednoznacznego finału losów głównego bohatera, czyli Stanisława Wokulskiego — oceniła w rozmowie z PAP literaturoznawczyni i historyczka literatury, dziekan Wydziału „Artes Liberales" UW prof. Agata Zalewska.
Uznała, że serialowa propozycja Pawła Maślony jest bardzo oryginalna. - Wzbudza kontrowersje, bo dosyć daleko odchodzi od tekstu, ale jest w tym tekście zanurzona — wskazała. - W moim przekonaniu nie jest tak, jak twierdzą niektórzy, że reżyser wziął z dzieła Prusa tylko tytuł i nazwiska bohaterów. Widać, że zarówno reżyser, jak i scenarzyści oraz cały pion produkcyjny przeczytali „Lalkę" i stworzyli fantazję na temat tego, jak można poprowadzić losy postaci, wychodząc z niuansów — dodała.
Jak oceniła, Izabela Łęcka w naszej pamięci zapisała się jako eteryczna, nadzwyczaj delikatna bohaterka, a Paweł Maślona daje nam Izabelę „z krwi i kości", która nie waha się nawet przed użyciem wulgaryzmów. - To jest już daleko posunięta fantazja reżysera, pewnie też jakoś uzasadniona. Trzeba dodać, że wulgaryzmy nie były wówczas tak mocno wpisane w nasz język, a w kręgach arystokratycznych XIX wieku w ogóle nie używano słów, które przekraczały granice dobrego smaku — tłumaczyła. Z pewnością nie usłyszelibyśmy ich z ust damy — zaznaczyła.
- Nie twierdziłabym jednak, że jest to coś niedopuszczalnego, bo może stoi za tym myśl reżyserska. Pamiętajmy, że „Lalka" Maślony jest określoną propozycją i każdy z nas może wobec tej propozycji być przychylny albo może ją odrzucić. Nic się nie stanie, jeżeli powiemy, że nie przyjmujemy takiej interpretacji — przyznała.
Jak oceniła, wątek emancypacyjny, który pojawił się w serialu, trudno uzasadnić w „Lalce" w kontekście Izabeli Łęckiej, ale nie jest zupełnie nieobecny w powieści. - Prus jednak nie odnosi się w prosty sposób do postawy i do haseł emancypacyjnych, a raczej do określonej praktyki — wskazała.
- Drugą ważną kobietą w powieści jest pani Stawska, która jest kobietą odważną, bez wahania przyjmuje propozycję Wokulskiego i rozpoczyna pracę w sklepie. Przypomnijmy, że akcja powieści rozgrywa się w 1878 r. Wówczas nie było to oczywistością, dlatego w sklepie Wokulskiego są sami subiekci. Wprowadzenie tam pani Stawskiej jest wyjściem ku praktyce emancypacyjnej, której Prus – dodajmy – był umiarkowanym orędownikiem – choć w większym stopniu dystansował się wobec samego hasła emancypacji, czy ideologii emancypacyjnej. Jego aspekt praktyczny był mu niewątpliwie bliższy. Kolejna emancypantka — pani Wąsowska — to już kobieta wyzwolona także na poziomie obyczajowym, która nie tylko odważnie flirtuje z Wokulskim, ale wręcz próbuje go uwieść — oceniła Zalewska.
Podkreśliła, że choć ujęcie Izabeli Łęckiej jako emancypantki jest jedną z odważniejszych propozycji Maślony, to nie jest ona bezzasadna. - Jeżeli spróbujemy zastanowić się, czy kontekst emancypacyjny przy okazji ekranizacji lub reinterpretacji „Lalki" ma sens — tu trzeba powiedzieć, że oczywiście. Nie tylko zważywszy na czas akcji powieści, ale nawet czas pracy nad powieścią i czas publikacji. Był to wówczas żywy społecznie temat. Mówiło się o tym, że kobiety powinny mieć prawo do pracy i prawo do edukacji, w Polsce kształtowały się procesy emancypacyjne, a nawet wchodziły już one do pewnej praktyki — tłumaczyła.
- Warto pamiętać jeszcze o jednej kwestii. W pamięci naszego społeczeństwa bardzo dobrze zapisane są poprzednie ekranizacje „Lalki" - serial telewizyjny z Jerzym Kamasem w roli głównej i Małgorzatą Braunek jako Izabelą oraz kinowa ekranizacja „Lalki" Wojciecha Jerzego Hasa. I teraz przychodzi nowe spotkanie, które okazuje się fantazją na temat tego, jak można poprowadzić bohaterów „Lalki".
Zalewska zaznaczyła, że Paweł Maślona nie jest pierwszym, który zmienia sposób prowadzenia opowieści zaczerpniętej z literatury. - Przypomnijmy sobie choćby „Ziemię obiecaną" w reżyserii Andrzeja Wajdy. Tych zmian jest tam sporo, tylko one może nie były tak spektakularnie poprowadzone albo aż tak widoczne, choć zakończenie filmu nie tylko istotnie odbiega od powieści, ale też zupełnie zmienia jej sens — oceniła.
- Nie wolno nam zapomnieć, że każda forma adaptacji, w tym wypadku z języka literackiego na język filmu jest już interpretacją. Reżyser i scenarzysta mają do niej prawo, bo to są różne języki różnych sztuk. Tym samym musimy też pamiętać, że takie interpretacje reżyserskie mogą wywoływać emocje — podkreśliła.
- Myślę, że w wypadku propozycji Netflixa, po prostu nie byliśmy gotowi na przyjęcie aż tak daleko posuniętych reinterpretacji różnych wątków z „Lalki" - wskazała. - Niektórzy doceniają tę serialową propozycję, ale są i przeciwnicy, którzy mówią, że powinniśmy zachować najbardziej wierne odczytanie powieści Prusa.
Jak zaznaczyła, nadal czekamy na ekranizację, która wchodzi do kin w środę. - Nie znam jeszcze tej wersji, ale na podstawie informacji, z którymi się zapoznałam, spodziewam się, że scenariusz zostanie poprowadzony inaczej. Myślę, że rozdźwięk też będzie, pytanie tylko, czy tak istotny — oceniła.
- Patrząc na to z perspektywy literaturoznawczej, myślę, że to bardzo dobrze, że „Lalka" wywołuje takie emocje. Najważniejsze, że dyskutujemy i w ogóle mówimy o polskiej literaturze. Jeżeli w XXI wieku, w dobie przemian społecznych, ekonomicznych i obyczajowych, które dzieją się na naszych oczach i przede wszystkim w dobie sztucznej inteligencji, możemy rozmawiać o „Lalce" i ona nas tak porusza, to dobrze, a osobista perspektywa humanisty i historyka literatury każe mi powiedzieć więcej: że to naprawdę wspaniale — dodała.
Maria Kuliś (PAP)
maku/ wj/ dki/