Pojawienie się Białej Damy w operetce Boieldieu. Źródło: fe.wikipedia
W przeciwieństwie do innych kultur, gdzie mówienie o duchach jest czymś naturalnym, nasza przynajmniej oficjalnie trzyma je na dystans. We Francji nie jest w dobrym tonie publiczne przyznawanie się do wiary w takie zjawiska - powiedziała PAP Manon Gauthier-Faure, autorka książki „Duchy z jeziora”.
Punktem wyjścia dla książki są wydarzenia, jakie rozegrały się w maju 1978 roku. W niewielkiej francuskiej miejscowości Varin-le-Haut w Szampanii dwie małe siostry – Marielle i Nathalie Frine – utonęły w miejscowym jeziorze. Oficjalne policyjne śledztwo uznaje zdarzenie za nieszczęśliwy wypadek, jednak wokół sprawy narasta wiele wątpliwości i niedomówień. Przed pogrzebem ciała dziewczynek złożono w kostnicy domu opieki Maison Beausoleil. Po latach opiekunowie i pensjonariusze zaczęli zgłaszać relacje o widywaniu duchów dwóch dziewczynek.
Polska Agencja Prasowa: Co tak naprawdę stało się na początku maja 1978 roku, gdy w Varin-le-Haut utonęły Marielle i Nathalie Frine?
Manon Gauthier-Faure: Cała prawda o tej tragedii zapewne już na zawsze pozostanie dla nas tajemnicą. Według ustaleń policji doszło do nieszczęśliwego wypadku, ale część rodziny wciąż jest przekonana, że w sprawę zamieszany był ktoś trzeci – ktoś, kto mógł wystraszyć dziewczynki i gwałtownie pchnąć je w stronę jeziora, gdzie doszło do tragicznego utonięcia.
PAP: Przed pogrzebem ciała dziewczynek zostały złożone w kostnicy pobliskiego domu spokojnej starości Maison Beausoleil – co nie jest bez znaczenia dla tego, o czym pisze pani w książce. Czy była to standardowa procedura?
M.G.-F.: Nie, to nie była standardowa procedura. Ponieważ rodziny Frine nie było stać na opłacenie kostnicy, władze miasteczka poprosiły Maison Beausoleil, czy placówka mogłaby „przechować” ciała w kostnicy domu opieki aż do czasu pochówku.
PAP: Jak pogrzeb Marielle i Nathalie został odebrany przez lokalną społeczność?
M.G.-F.: Rodzina była zaskoczona tak tłumną obecnością mieszkańców tamtego dnia. Jak opisuję w książce, kościół i jego okolice były wypełnione ludźmi. Ta tragedia niezwykle poruszyła społeczność, ponieważ zginęły dwie małe dziewczynki – dwie siostry.
Tymczasem znaczna część mieszkańców Varin-le-Haut wydawała się zupełnie nie interesować nimi za ich życia. Dopiero ich śmierć sprawiła, że ludzie zwrócili na nie uwagę. Być może niektórzy mieszkańcy miasteczka poczuli z tego powodu powracające wyrzuty sumienia.
PAP: Co właściwie ustalono w trakcie śledztwa? I na ile dochodzenie przybliżyło ludzi do prawdy, zamiast ich od niej oddalić?
M.G.-F.: Śledztwo wykazało, że był to nieszczęśliwy wypadek. Policja uznała, że jedna z sióstr poślizgnęła się na błotnistym zboczu i wpadła do wody, z której nie mogła się wydostać. Druga dziewczynka prawdopodobnie próbowała jej pomóc, ale sama też znalazła się w wodzie. Po ulewnych deszczach poziom wody był bardzo wysoki, a dziewczynki nie potrafiły pływać.
Z tego, co mi przekazano, w trakcie śledztwa – na podstawie informacji podanych przez rodzinę – przesłuchano mężczyznę znanego we wsi jako ekshibicjonista, jednak później został on zwolniony.
Nie wiem, czy można powiedzieć, że to dochodzenie przybliżyło kogoś do prawdy. Nawet dziś, dziesiątki lat później, niektórzy wciąż wątpią w oficjalną wersję, według której Marielle i Nathalie utonęły w wyniku nieszczęśliwego wypadku.
PAP: Jak społeczność lokalna poradziła sobie ze śmiercią dwóch małych dziewczynek w tak niejasnych okolicznościach? Czy „czarna legenda” narastająca wokół tego wydarzenia stała się skazą na wizerunku miasteczka?
M.G.-F.: Lokalna społeczność wolała wyprzeć tę tragedię ze zbiorowej pamięci, niż o niej rozmawiać. Większość moich rozmówców, którzy znali Marielle i Nathalie w dzieciństwie, cieszyła się, że w końcu może o tym porozmawiać. Jednak starsze pokolenie niezwykle opornie podchodziło do tego tematu.
Jeśli chodzi o skazę, jaką mogło to rzucić na społeczność – gdy nowa dyrekcja domu opieki dowiedziała się o planowanej publikacji książki, obawiała się właśnie ewentualnych konsekwencji dla wizerunku placówki. Był to jeden z powodów, dla których utajniłam przeważającą część nazw własnych w książce. Co do reszty – skoro nikt o tym nie rozmawiał aż do momentu wydania książki, sprawa ta nie miała wcześniej żadnego realnego wpływu na reputację miasteczka.
PAP: Czy wierzy pani w duchy?
M.G.-F.: Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że wierzę w duchy w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Lubię jednak myśleć, że kiedy umieramy, stajemy się czymś innym – tak, abyśmy mogli wciąż pozostawać wśród żywych, tylko w nieco odmienny sposób.
PAP: A czy wierzy pani, że duchy Marielle i Nathalie naprawdę pojawiają się w domu opieki Maison Beausoleil?
M.G.-F.: Fakt, że kilka osób zadeklarowało, iż widziało jedną lub dwie małe dziewczynki, a niektóre posunęły się wręcz do opisania ich ubrań – czerwonej sukienki – czy też widziały je ociekające wodą, jest głęboko poruszający i niepokojący. Te relacje na nowo wydobyły na powierzchnię zbiorową pamięć.
PAP: Co zatem sprawiło, że w ogóle zainteresowała się pani tą historią? Co było tym impulsem, który pchnął panią do zgłębienia tego tematu?
M.G.-F.: Gdy usłyszałam o domu opieki, w którym pensjonariusze widywali duchy małych dziewczynek, i dowiedziałam się, że dziesiątki lat wcześniej w tej wsi zginęły dwie małe siostry, natychmiast zachciałam dowiedzieć się więcej.
Szybko odkryłam, że dziewczynki pochodziły z rodziny, która w pewnym stopniu była izolowana przez lokalną społeczność, a przede wszystkim – że wielu ludzi twierdziło, iż „nie pamięta już tej historii”. Poza samą tajemnicą, która mocno przykuła moją uwagę, myślę, że szybko ujęła mnie możliwość oddania im w ten sposób hołdu.
PAP: Czy Francję – a w szczególności Szampanię, gdzie rozgrywają się opisywane przez panią wydarzenia – wyróżnia coś na tle innych krajów czy regionów, jeśli chodzi o zainteresowanie duchami i zjawiskami paranormalnymi?
M.G.-F.: Podobnie jak w przypadku tragedii, która dotknęła rodzinę Frine, Francja ma dość złożoną i pełną napięć relację ze swoimi mitami i legendami. W przeciwieństwie do innych kultur, które otwarcie je kultywują i w których mówienie o duchach czy zmarłych jest czymś naturalnym, nasza kultura oficjalnie trzyma je na dystans i ma tendencję do ich wyciszania.
U nas nie jest w dobrym tonie publiczne przyznawanie się do wiary w duchy. Być może wynika to z racjonalnego dziedzictwa Oświecenia. Nasz apetyt na opowieści o duchach może być w dużej mierze napędzany właśnie przez tę powściągliwość.
PAP: Francuzi zatem lubią takie opowieści?
M.G.-F.: We Francji istnieje wiele legend o duchach – to rodzaj folkloru, który spotyka się zresztą wszędzie. Jedną z najbardziej znanych jest opowieść o Białej Damie, a ściślej mówiąc różne warianty tej legendy, która nie jest przecież zarezerwowana wyłącznie dla Francji. Można tu przywołać choćby historię z Tonneville w Normandii, gdzie w nocy przy drodze ma pojawiać się ubrana na biało postać młodej szlachcianki zmarłej w XIII wieku.
Warto wspomnieć także o Upiorze w operze – legendzie rozpropagowanej przez francuskiego pisarza Gastona Leroux, według której w podziemiach Opéry Garnier w Paryżu ma zamieszkiwać duch.
Nie jest to zjawisko unikalne dla samej Francji, ale temat duchów niezwykle często powraca w rozmowach i podczas kolacji. Gdy tylko zapadnie zmrok, powracają pytania - „Wierzysz w duchy?”, „Widziałeś kiedyś jakiegoś?”, „Zdarzyło ci się przeżyć coś paranormalnego?”.
PAP: Czy już wcześniej krążyły plotki lub przekonania, że w Maison Beausoleil pojawiają się duchy?
M.G.-F.: Nie, nie słyszałam o żadnych innych pogłoskach. Były dyrektor Maison Beausoleil bardzo chętnie o tym rozmawiał, co zachęciło opiekunów do otwartego wypowiadania się w tej kwestii. Organizowano nawet spotkania poświęcone temu tematowi. Jednak niektórzy wierzą, że pierwsze objawienia Marielle i Nathalie sięgają dziesiątek lat wstecz, być może niedługo po ich śmierci.
PAP: Co kryje się pod opowieściami o rzekomym pojawianiu się duchów dwóch dziewczynek?
M.G.-F.: Ujrzenie duchów Marielle i Nathalie Frine oznaczało ostatecznie dostrzeżenie ich takimi, jakimi były, i potraktowanie ich poważnie. Niezwykle intrygujący wydaje mi się fakt, że te zjawiska objawiły się w domu opieki na obrzeżach miasteczka – tam, gdzie przed laty złożono ich ciała.
To młode opiekunki, które nigdy ich nie znały, zaczęły badać okoliczności ich śmierci. Marielle i Nathalie żyły w cieniu, w samym sercu Varin-le-Haut. I to właśnie na obrzeżach miasta w pewnym sensie przywrócono je do życia.
PAP: Jaką rolę w rozwoju tych wydarzeń odegrała psychologia zbiorowa?
M.G.-F.: Moim zdaniem psychologia zbiorowa odegrała kluczową rolę w historii Marielle i Nathalie – zarówno za ich życia, jak i po śmierci. Unikano ich od momentu, gdy ich rodzina sprowadziła się do Varin-le-Haut. Społeczność postrzegała je jako zaniedbane dziewczynki i zepchnęła na margines. Kiedy zginęły, miasteczko zalała fala emocji, ale potem o nich zapomniano i nikt nie chciał już do tego wracać.
Kilka osób w ich wieku powiedziało mi, że dorośli odmawiali rozmów o tym, co spotkało dziewczynki Frine, przez co prawdę o okolicznościach ich śmierci poznali dopiero w dorosłym życiu. Zepchnięcie ich w niepamięć było także próbą zagrzebania poczucia winy – winy wynikającej z tego, że nie traktowano ich poważnie, gdy jeszcze żyły.
PAP: W jakim stopniu pani książka należy zatem do literatury faktu, a w jakim do fikcji literackiej?
M.G.-F.: „Duchy z jeziora” to w przeważającej mierze literatura faktu. Fikcja pojawiła się tylko w niewielu miejscach. Większość nazw miejscowych i imion postaci została zmieniona na wyraźną prośbę moich rozmówców. Natomiast imiona Marielle, Nathalie, ich ojca oraz siostry są prawdziwe – rodzina również mnie o to prosiła, aby pamięć o dziewczynkach przetrwała bez upiększeń. Na potrzeby narracji zrekonstruowałam – opierając się na artykułach prasowych i zebranych świadectwach – kluczowe momenty wydarzeń z 1978 roku, takie jak poszukiwania córek przez ojca w całym mieście czy sam pogrzeb.
Rozmawiała Anna Kruszyńska
Książkę Manon Gauthier-Faure „Duchy z jeziora. Tajemnice wsi w Szampanii” w tłumaczeniu Anastazji Dwulit wydało Czarne.
Manon Gauthier-Faure – dziennikarka i autorka książek non-fiction. Publikuje jako freelancerka we francuskiej prasie, współpracuje przy projektach radiowych, podcastowych i telewizyjnych. Autorka scenariuszy filmów dokumentalnych dla stacji Arte i France 5. Zadebiutowała w 2021 r. książką „Les Pieces manquantes”. (PAP)
akr/ dki/