Od lewej: Pelé i Mazzola podczas debiutu w reprezentacji narodowej przed meczem towarzyskim Włoch z Brazylią 12 maja 1963 r. Fot. interleaning.tumblr.com via Wikimedia Commons
W wieku 83 lat zmarł Sandro Mazzola, były napastnik piłkarskiej reprezentacji Włoch, który przez całą swoją 17-letnią karierę występował w Interze Mediolan – poinformował w sobotę klub.
Mazzola, uważany za ikonę Interu, strzelił 158 bramek w 565 występach w Serie A, pomagając drużynie zdobyć cztery tytuły mistrza Włoch oraz dwa Puchary Europy. Był zawodnikiem reprezentacji, która w 1968 roku triumfowała w mistrzostwach Europy, a dwa lata później dotarła do finału mistrzostw świata w Meksyku.
„Sandro Mazzola był jednym z najwybitniejszych piłkarzy w historii” – napisano w oświadczeniu na oficjalnej stronie internetowej Interu. „Był historią Interu: dołączył do klubu jako chłopiec i nigdy go nie opuścił” - podkreślono.
Mazzola miał sześć lat, gdy jego ojciec Valentino – również reprezentant Włoch – zginął w katastrofie lotniczej na wzgórzu Superga w maju 1949 roku. W wypadku śmierć poniosła cała drużyna Torino, wracająca z meczu w Lizbonie.
W wieku 18 lat Mazzola zadebiutował w pierwszej drużynie, gdy Inter wystawił skład oparty na zawodnikach młodzieżowych w meczu przeciwko Juventusowi Turyn. Stało się tak po tym, jak włoska federacja piłkarska uchyliła decyzję przyznającą Interowi zwycięstwo 2:0 (podyktowane wtargnięciem kibiców Juventusu na boisko) i nakazała powtórzenie spotkania. Mazzola przed wyjazdem do Turynu musiał najpierw przystąpić do egzaminu szkolnego, a w samym meczu zdobył jedyną bramkę dla Interu trafiając do siatki z rzutu karnego. Jego drużyna przegrała 1:9.
Później przez lata był podstawowym zawodnikiem zespołu i pomógł Interowi zdobyć pierwszy Puchar Europy w 1964 roku, strzelając dwa gole w wygranym 3:1 finale z Realem Madryt. Odegrał kluczową rolę również w kolejnym sezonie, gdy zespół ponownie sięgnął po to trofeum.
Mazzola zakończył piłkarską karierę w 1977 roku, a później pełnił funkcję dyrektora sportowego Interu. Pracował w tej roli również w Torino – klubie, w którym występował jego ojciec.
„Gwiazdor z wąsami błyszczał na boisku i robi to do dziś. Jak często powtarzał, miał jedno ostatnie życzenie: by zapamiętano go jako dobrego człowieka, kogoś, kto walczy nawet wtedy, gdy zwycięstwo jest niemożliwe – tak jak w tamtym meczu zakończonym wynikiem 1:9” – przekazał Inter. (PAP)