Prezes Stowarzyszenia Huta Pieniacka Małgorzata Gośniowska-Kola w miejscu prac poszukiwawczych w Hucie Pieniackiej. Fot. PAP/Vladyslav Musiienko
Poszukiwania szczątków ofiar zbrodni z 1944 r., które rozpoczęły się w Hucie Pieniackiej, są dla rodzin Polaków zamordowanych przez Ukraińców długo oczekiwanym krokiem na drodze do godnego pochówku bliskich – powiedziała PAP prezes Stowarzyszenia Huta Pieniacka Małgorzata Gośniowska-Kola.
Zgodnie z ustaleniami śledztwa Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu w Krakowie, w Hucie Pieniackiej w obecnym obwodzie lwowskim na zachodzie Ukrainy zamordowano około 850 osób, a wieś została zrównana z ziemią. We wtorek na terenie wokół nieistniejącej kaplicy i kościoła ruszyły poszukiwania.
- Wszyscy żyjemy w takim oczekiwaniu tego, że znajdziemy miejsca, po które tutaj przyjechaliśmy, żeby zobaczyć, gdzie są te doły, gdzie pogrzebane są szczątki naszych najbliższych. To są ogromne emocje – przyznała.
W 1944 r. w Hucie Pieniackiej zginęło kilkanaście osób z rodziny Gośniowskiej-Koli. Ich szczątki spoczywają w bezimiennych mogiłach od ponad ośmiu dekad.
- Nasza rodzina i ci, którzy ocaleli w Hucie Pieniackiej, przyjeżdżali tutaj od dawna, żeby te miejsca upamiętnić. Od zawsze to upamiętnianie miało wiązać się przede wszystkim z pogrzebaniem, bo wtedy, kiedy to się tutaj działo, 28 lutego 1944 r., nie dokonano tych pochówków – powiedziała.
Według Gośniowskiej-Koli ofiary zbrodni były chowane w pośpiechu, a warunki nie pozwalały na przeprowadzenie pełnych ceremonii pogrzebowych.
- To były takie pochówki, które należało zrobić naprędce. Nie było warunków. Przede wszystkim z okolicznych miejsc strzelano, żeby nie pozwolić na pogrzeby. Robili to banderowcy i ukraińscy nacjonaliści. Nie było więc pochówku. Wszystkie upamiętnienia są w związku z tym symboliczne, bo tylko na tyle mogliśmy to robić – powiedziała.
Prezes stowarzyszenia wyraziła nadzieję, że prowadzone obecnie badania pozwolą odnaleźć miejsca spoczynku ofiar mimo znaczących zmian, jakie zaszły na tym terenie po wojnie.
- Dzisiaj rozpoczynamy dzięki temu, że jest taka instytucja jak Instytut Pamięci Narodowej, prace, które – ufam w to i jestem o tym przekonana – będą wykonane w sposób rzetelny i prawidłowy. Modlimy się też o to, żeby przy tych wszystkich uwarunkowaniach, które tutaj zaistniały do tego czasu, udało się odnaleźć te miejsca – zaznaczyła.
Gośniowska-Kola wyjaśniła, że wśród ofiar mordów w Hucie Pieniackiej była znaczna część jej rodziny.
- Moja mama się tutaj urodziła. Stąd uciekła jako jedna z nielicznych osób. Zginęło około 15 osób z naszej rodziny. Moi dziadkowie, pradziadek, prababcia, ciotki, wujkowie, kuzynowie – wspominała.
- Najmłodsza osoba, która tu zginęła, miała trzy lata. Rysiu, mój kuzyn, synek siostry mojej mamy – powiedziała.
Podkreśliła, że tragedia dotknęła nie tylko mieszkańców samej Huty Pieniackiej.
- Oprócz mieszkańców Huty Pieniackiej schronienia szukali tutaj także uciekinierzy z Wołynia oraz z pobliskich miejscowości: Huciska Brodzkiego, Huciska Pieniackiego czy Huty Werchobuskiej. Wieś była przygotowana, samowystarczalna, otoczona lasami. Ludzie mieli nadzieję, że uda im się tutaj przetrwać – powiedziała.
Jak zaznaczyła, po zniszczeniu Huty Pieniackiej fala przemocy objęła także kolejne miejscowości.
- Huta została spacyfikowana, dokonano tu ludobójstwa na skalę niewyobrażalną. Następnie zaczęto atakować sąsiednie miejscowości. Tam, gdzie ci ludzie uciekali i szukali schronienia, po kilku czy kilkunastu dniach dochodziło do kolejnych napadów – na Hutę Werchobuską, na Podkamień i inne miejscowości – mówiła.
- To coś niewyobrażalnego, jakiego zła tutaj dokonano. Dokonano tutaj ludobójstwa na Polakach – oświadczyła.
Pytana o relacje z Ukraińcami, których spotyka podczas wieloletnich przyjazdów do Huty Pieniackiej, przyznała, że koncentruje się przede wszystkim na obowiązku pielęgnowania pamięci o ofiarach.
- Mama przekazała mi, że trzeba do tego miejsca przyjeżdżać, modlić się i upamiętniać tych, którzy tutaj zostali zamordowani. Te obowiązki są dziś kluczowe – powiedziała.
Jednocześnie krytycznie oceniła działania władz Ukrainy związane z upamiętnianiem Ukraińskiej Powstańczej Armii.
- Czas oczekiwania na to, że druga strona będzie to rozumiała, myślę, że już minął. Ostatnie wydarzenia, których jesteśmy świadomi, czyli gloryfikacja UPA i nadanie oddziałowi wojskowemu takiej nazwy (Bohaterów UPA – PAP), są dla mnie nie do przyjęcia. Są niezrozumiałe, jeżeli chodzi o politykę tego państwa – oceniła.
Zastrzegła jednak, że jej doświadczenia z pojedynczymi mieszkańcami okolicznych miejscowości są często pozytywne.
- Są osoby, którym jestem wdzięczna. Przychodzą tutaj, pomagają w utrzymaniu tego miejsca, wykoszeniu trawy. Dzisiaj spotkałam się z osobą, która będzie naprawiała ogrodzenie na cmentarzu. To jest zwykła ludzka życzliwość. Dogadujemy się i jestem za to wdzięczna – powiedziała.
Według Gośniowskiej-Koli polityka historyczna prowadzona przez państwo ukraińskie może utrudniać proces pojednania.
- Jeżeli ja tutaj przyjeżdżam i po 82 latach od zbrodni słyszę o gloryfikacji UPA, to chcę powiedzieć, że Ukraina zmierza w złym kierunku, choć my jej życzymy dobrze - podkreśliła.
Przypomniała jednocześnie, że potomkowie rodzin związanych z Hutą Pieniacką wspierali Ukrainę po rozpoczęciu inwazji Rosji w 2022 r.
- Kiedy wybuchła wojna, potomkowie rodzin z Huty Pieniackiej, mówili: pomagamy, chcemy pomagać, dlatego że oni są w niebezpieczeństwie, dlatego że jest wojna – relacjonowała.
- Teraz polityka prowadzona przez państwo ukraińskie nie służy porozumieniu. Będzie służyła manipulacjom. Doświadczaliśmy tego i doświadczamy w Hucie Pieniackiej – oceniła Gośniowska-Kola.
Huta Pieniacka to symbol martyrologii Polaków zamordowanych na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
Prace, które rozpoczął tam Instytut Pamięci Narodowej, będą prowadzone do 19 czerwca. Ze strony ukraińskiej uczestniczy w nich partner IPN – wyspecjalizowane przedsiębiorstwo Wołyńskie Starożytności. Na miejscu obecni są przedstawiciele Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Stowarzyszenia Huta Pieniacka.
Według historyków 28 lutego 1944 r. w tej wsi w obwodzie lwowskim jej polscy mieszkańcy zostali zamordowani przez ukraińskich żołnierzy 4. Galicyjskiego Pułku Ochotniczego SS – Policyjnego (wydzielonego z 14. Dywizji Waffen SS „Galizien”) pod dowództwem niemieckim, przy udziale oddziału UPA i oddziału paramilitarnego ukraińskich nacjonalistów pod dowództwem Włodzimierza Czerniawskiego. Zbrodnia ta była jedną z wielu popełnionych w ramach zbrodni wołyńskiej.
Z Huty Pieniackiej Jarosław Junko (PAP)
jjk/ rtt/ ktl/