Strażacy zdejmowali zabytkowy zegar z katedry św. Janów na Starym Mieście w 2005 r.Fot PAP/Wojtek Szabelski
W czasie kryzysu strażacy zajmują się także ochroną zabytków i ich ewakuacją w odpowiednie miejsce i w odpowiedni sposób. Inaczej wygląda to w przypadku sytuacji nagłej, a inaczej planowych przenosin.
PAP rozmawiała ze specjalistą w tej dziedzinie - st. bryg. Jackiem Smyczyńskim, Naczelnikiem Wydziału Szkolenia Ochrony Ludności i Dóbr Kultury ze Szkoły Aspirantów Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie.
- Mówimy o dwóch rodzajach ewakuacji. O ewakuacji planowej mówimy w momencie gdy wiemy, że zagrożenie może wystąpić - np. idzie fala powodziowa na rzece. Mamy wtedy czas, mamy wytypowane artefakty (przedmioty, ruchome dzieła sztuki), które są do ewakuacji, mamy plan bo przećwiczyliśmy to wcześniej, mamy też skrzynie i pojemniki oraz materiały do pakowania oraz miejsce gdzie zostaną przechowane ewakuowane artefakty. Jest też ewakuacja interwencyjna czyli np. w czasie pożaru. Nie mamy wtedy czasu na szukanie, musimy wejść i zabrać to co najcenniejsze - powiedział Smyczyński.
Wyjaśnił, że dlatego przygotowywany jest specjalny, przeznaczony dla danego obiektu plan ewakuacji, w którym m.in. określana jest jedynka (najcenniejszy przedmiot lub kilka przedmiotów) do ewakuacji wraz z podstawowym opisem ( zdjęcie, wymiary, waga, sposób podjęcia i ewentualnie demontażu itp.) - czyli najważniejszy artefakt.
- Musi być pewna hierarchia, od tego czego zaczynamy czyli co jest najważniejsze, co jest mniej ważne, czyli taka dwójka do ewakuacji i może być też trójka do ewakuacji, czyli coś co może pozostać na miejscu albo nie da się wyewakuować, więc trzeba próbować to na przykład zabezpieczyć na miejscu - przekazał strażak.
"(...) przygotowywany jest specjalny, przeznaczony dla danego obiektu plan ewakuacji, w którym m.in. określana jest jedynka (najcenniejszy przedmiot lub kilka przedmiotów) do ewakuacji wraz z podstawowym opisem ( zdjęcie, wymiary, waga, sposób podjęcia i ewentualnie demontażu itp.) - czyli najważniejszy artefakt."
Trójką może być jakiś przedmiot wielkogabarytowy, który został wstawiony do pomieszczenia i dopiero potem zabudowany (np. dzwon na wieży). Kolejnym krokiem jest przygotowanie pojemników, skrzyń, materiałów do zapakowania ewakuowanego przedmiotu (tkanin, włóknin, papieru, folii bąbelkowej, gąbek, taśm klejących itp.), narzędzi do demontażu.
- Trzeba też określić odpowiedni sprzęt potrzebny do ewakuacji czy będzie to podest ratowniczy czy drabiny, gdy dostęp do artefaktu tego wymaga. Niektóre artefakty są dodatkowo zabezpieczone przed kradzieżą i w planie też musi być informacja czy to zabezpieczenie zdjąć, przeciąć czy odkręcić a może wyłączyć. Należy też określić ile osób potrzeba do jego ewakuacji - wyjaśnił Smyczyński.
Zaznaczył, że bardzo ważne są wszystkie szczegóły identyfikujące „jedynkę”. - Załóżmy, że w muzeum jest kolekcja rzeźb Madonny. Stoją obok siebie w jednym pomieszczeniu i tylko jedna jest jakaś szczególna, najcenniejsza, bo jest na przykład, najstarsza, albo jest dziełem konkretnego, znanego artysty. I to jest jedynka. Wybucha pożar i panuje duże zadymienie, więc ewakuujący musi dokładnie wiedzieć gdzie stoi ta najcenniejsza, w którym miejscu, która to jest od lewej czy od prawej - dodał.
Plany takie często są poufne i dostęp do nich jest mocno ograniczony, ale w sytuacji zagrożenia, powinny być przygotowane, i udostępniane do celów ratowniczych i ewakuacyjnych. Stworzenie takiego planu jest w gestii władającego danym obiektem . Aktualnie trwają prace nad rozporządzeniem zawierającym wykaz ponad pięciuset podmiotów z terenu całego kraju zobligowanych do przygotowania takich planów na wypadek wojny.
Smyczyński zaznaczył, że należy się skupić na sposobie ewakuacji planowej danego dzieła, tak aby zminimalizować ryzyko uszkodzenia, jednak należy wziąć pod uwagę, że to uszkodzenie może wystąpić, mimo zachowania wszelkich środków ostrożności. - Jeżeli mówimy o sytuacji pożaru, to trzeba go wynieść jak najszybciej i niestety trzeba się z tym liczyć, że może zostać uszkodzony ale jednocześnie zostanie ocalony i być może po konserwacji wróci na swoje miejsce.
Do uszkodzenia artefaktu można doprowadzić bezwiednie np. używając rękawic strażackich, które mogą być brudne lub po prostu zalane wodą w trakcie działań ratowniczych.
Strażacy ze Szkoły Aspirantów Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie cyklicznie organizowali konferencje z wieloma zainteresowanymi podmiotami, na których występowała wymiana doświadczeń z zakresu szeroko rozumianej ochrony dóbr kultury. W ubiegłym roku w ramach Polskiej Prezydencji w Unii Europejskiej współorganizowali, we współpracy z Ministerstwem Kultury i Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji forum, w którym wzięli udział przedstawiciele z 28 państw (również z poza UE). Kluczowym wydarzeniem była pokazowa ewakuacja wybranych artefaktów na Zamku Królewskim na Wawelu.
Ostatnio odezwali się do nich strażacy ze Związku Ochotniczych Straży Pożarnych RP. Szkolenie odbyło się na terenie Wielkopolski i uczestniczyli w nich strażacy OSP i PSP.
- Właśnie ci strażacy, chcieliby coś więcej się dowiedzieć, żeby lokalnie u siebie być w stanie ratować to co mają najcenniejsze. To oni najczęściej przyjeżdżają na miejsce pierwsi, zanim dotrą tam strażacy z siedziby powiatu - powiedział Smyczyński.
Ćwiczenia odbywały się w kościele skąd trzeba było ewakuować najcenniejszy obiekt- obraz, a także figurę, relikwiarz, monstrancję, ornat czy też chrzcielnicę.
- Mieliśmy też takie ćwiczenie, że w trakcie ewakuacji celowo zostaje uszkodzona figura (upada w trakcie przenoszenia). Co trzeba wtedy zrobić? Dokładnie opisać i sfotografować co się stało, pozbierać do pojemnika wszystkie elementy i bezpiecznie wynieść na zewnątrz do namiotu pneumatycznego, gdzie w odpowiednich warunkach można te wszystkie eksponaty zinwentaryzować i zapakować - wyjaśnił strażak.
Opowiedział też ciekawostkę, jak zmienia się podejście do ewakuacji dzieł sztuki. Przykładem są arrasy z Wawelu, które w trakcie II wojny światowej wywiezione zostały przez Rumunię, Francję i Wielką Brytanię do Kanady i wróciły do Polski dopiero w latach 60.
Arrasy pakowane były w drewniane skrzynie o długości nawet 6 metrów i wysokości i szerokości ok jednego metra. - To był ogromny problem logistyczny, jak wynieść taką skrzynię, jak ją przewieźć itp. Teraz okazało się, że najlepszym pojemnikiem będą dwuścienne rury pomarańczowe z polipropylenu takie jak do kanalizacji zamykane specjalnymi, silikonowymi deklami. I teraz arrasy można zakopać w ziemi nawet na 20 lat bez potrzeby wywożenia do Kanady - zaznaczył strażak.
Strażacy zajmujący się ochroną dóbr kultury nie mają specjalistycznego wykształcenia konserwatorskiego, ale obracają się w kręgach znawców dzieł sztuki, uczestniczą też w specjalistycznych konferencjach związanych z ochroną zabytków.
Wydział Szkolenia Ochrony Ludności i Dóbr Kultury w Szkole Aspirantów Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie funkcjonuje już 25 lat. Zaczęło się od zorganizowanej w Krakowie w 1996 roku konferencji na temat: „Ochrona dóbr kultury na wypadek zagrożeń czasu wojny i pokoju” w ramach programu Partnerstwo dla Pokoju pod egidą NATO i UNESCO. Jej efektem był wniosek ówczesnego ministra kultury i sztuki do komendanta głównego państwowej straży pożarnej by zorganizować taki podmiot, który będzie się zajmował ochroną dóbr kultury. Padło na Kraków, bo tu „wysycenie” zabytkami jest największe.
Najpierw funkcjonował niejako „na wyrost” w strukturach PSP gdyż nie było bezpośrednich przepisów w ustawie o ochronie przeciwpożarowej definiujących, jako podstawowe zadanie ochronę dóbr kultury. Zmieniło się to w 2025 rok, gdy weszła w życie ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej, która zmieniła definicję działań ratowniczych. Mowa w niej bezpośrednio, że ochrona przeciwpożarowa ma zajmować się ochroną życia, zdrowia, dóbr kultury, mienia i środowiska.
Marta Stańczyk (PAP)
mas/ kj/