Alfred Wierusz Kowalski (fot. ok. 1875). Fot. Franz Seraph Hanfstaengl, Public domain, via Wikimedia Commons
Prace polskich i żydowskich artystów ze szkołą monachijską m.in. Alfreda Wierusza-Kowalskiego, Maurycego Trębacza, Wacława Koniuszko czy Maurycego Gottlieba - można będzie od piątku wieczorem oglądać na wystawie w Galerii im. Sleńdzińskich w Białymstoku.
Galeria im. Sleńdzińskich to miejska instytucja kultury, która w jednym ze swoich oddziałów - badań regionalnych - opowiada historię białostockich Żydów. Oddział mieści się we wnętrzach zabytkowej dawnej Synagogi Cytronów w Białymstoku.
Od piątku wieczorem będzie można tam oglądać wystawę „Razem. Sztetl. Miasteczko w twórczości malarzy przełomu XIX i XX wieku”, na której pokazywane są prace przedstawicieli tzw. szkoły monachijskiej w malarstwie polskim drugiej połowy XIX wieku. Pochodzą one ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Suwałkach, które gromadzi przede wszystkim dzieła związanego z tym miastem Alfreda Wierusza-Kowalskiego, ale też innych monachijczyków. Część obrazów wypożyczono z kolekcji prywatnych.
Jak powiedziała PAP historyczka sztuki Marta Pietruszko z Galerii im. Sleńdzińskich, na wystawie można zobaczyć najlepsze nazwiska polskich uczniów Akademii Sztuk Pięknych w Monachium, prace Alfreda Wierusza-Kowalskiego, Tadeusza Popiela, Stanisława Bohusz-Siestrzeńcewicza, Stanisława Grocholskiego, a także artystów żydowskiego pochodzenia, na których galerii bardzo zależało: Maurycego Trębacza, Maurycego Gottlieba, Edwarda Adolfa Hersteina, Wacława Koniuszko, Wacława Szymanowskiego.
Pietruszko, odnosząc się do artystów o żydowskich korzeniach wskazała, że było to pierwsze pokolenie malarzy żydowskich, których prace wpisywały się w nurt europejskiego malarstwa. Wyjaśniła, że związane to było z XVIII-wiecznym ruchem Haskala, który dążył do asymilacji Żydów europejskich. Dodała, że dzięki niemu Żydzi mieli zbliżyć się kulturowo do mieszkańców krajów, w których żyją, aby, zachowując swoją odrębność kulturową, mogli się rozwijać. Dodała, że ruch ten też umożliwił Żydom uprawianie wolnych zawodów, zaczęli oni też uczęszczać na wyższe uczelnie, także artystyczne. Historyczka zauważyła, że to właśnie tam przyszli malarze zapoznali się z realistycznym malarstwem, malowaniem ludzi i zwierząt, co było zakazane ortodoksyjnym Żydom.
- Na skrzydłach Haskali to już zaczęło być możliwe, coraz więcej ludzi studiowało, malowało, szło im świetnie i właśnie mamy to pierwsze pokolenie artystów żydowskiego pochodzenia, które się w pełni wpisywało w nurt światowego malarstwa - powiedziała Pietruszko.
Na wystawie można zobaczyć zarówno portrety, jak i pejzaże, w tym z żydowskich sztetli, są też przykłady malarstwa symbolicznego. - One opowiadają o asymilacji, o tym, że co prawda artyści, ci żydowscy, wywodzą się często z małych miasteczek, z tzw. sztetli, z nieco większych miast, ale wchodzą śmiało w te przestrzenie, do której dotychczas zaglądali tylko bardzo nieśmiało - zauważyła historyczka sztuki. Podkreśliła, że prace są naprawdę dobre, jest w nich dodatkowa wrażliwość, za którą - jak dodała - ceniony jest Trębacz czy Gottlieb.
Pietruszko zwróciła też uwagę na Trębacza, który był nauczycielem artysty związanego z Białymstokiem, Tomasza Habera. Dodała, że Haber należał do kopistów z białostockiego getta i zginął w getcie. W latach 1941-1943 artyści żydowskiego pochodzenia kopiowali dzieła światowego malarstwa w pracowni utworzonej na terenie getta, stąd obrazy trafiały na Zachód.
Wystawę „Razem. Sztetl. Miasteczko w twórczości malarzy przełomu XIX i XX wieku” będzie pokazywana do 23 sierpnia.(PAP)