Studnia na dziedzińcu Muzeum Historycznego w Sanoku. Fot. PAP/Darek Delmanowicz
Na dziedzińcu Zamku Królewskiego w Sanoku zakończono rewitalizację XVI-wiecznej studni. Obiekt odzyskał historyczny wygląd z początku XX w. Tysiące wydobytych z dna monet powrócą w specjalnej kapsule czasu na dno studni, aby – jak głosi tradycja – „nie odbierać szczęścia” tym, którzy je tam wrzucili.
Jak powiedział PAP archeolog z Muzeum Historycznego w Sanoku dr Piotr Kotowicz, historia sanockiej studni sięga drugiego ćwierćwiecza XVI wieku. Powstała z inicjatywy starosty sanockiego Mikołaja Wolskiego podczas wielkiej przebudowy zamku na reprezentacyjną, renesansową rezydencję królowej Bony.
Według lokalnych podań, studnia była drążona rękami jeńców, a w dokumentach z epoki wspominano o jej murowanej konstrukcji zwieńczonej drewnianym dachem krytym gontem. Obiekt przetrwał wieki, a swój najbardziej charakterystyczny wygląd zyskał podczas przebudowy w 1900 r. Niestety, kres jej świetności położyła II wojna światowa, kiedy część nadziemna została całkowicie zniszczona, a jej elementy wrzucone do środka.
- Przez długi czas studnia przetrwała w okrojonym stanie, jako kamienna cembrowina nieco wystająca ponad dziedziniec. Od dawna chcieliśmy przywrócić jej pierwotny, piękny wygląd. Postanowiliśmy ją zrewitalizować, ale przy okazji gruntownie przebadać, by zweryfikować narosłe wokół niej legendy – powiedział dr Kotowicz.
Badania pozwoliły obalić mity o 37-metrowej głębokości czy tajnym tunelu prowadzącym do miasta. Jak podkreślił dr Kotowicz, studnia okazała się nieco płytsza. - Dno odkryliśmy na głębokości dwudziestu kilku metrów. Tunel okazał się jedynie wnęką w cembrowinie, służącą dawniej do mocowania rusztowań podczas budowy. Choć nie znaleźliśmy skarbów, odkryliśmy masę fantastycznych przedmiotów – stwierdził.
Największe poruszenie wywołała liczba odnalezionych numizmatów. Jak podał archeolog, wydobytych zostało ponad 36,5 tysiąca monet.
- To głównie pamiątki po turystach, którzy wrzucali pieniążek na szczęście. Dominują monety z okresu PRL-u i współczesne, ale znaleźliśmy też okazy egzotyczne z Kuwejtu czy Kanady oraz najstarszą w zbiorze monetę z czasów króla Jana Kazimierza. Nie chcemy jednak zabierać właścicielom szczęścia, dlatego wszystkie te monety, po dokładnym opisaniu, trafią z powrotem w kapsule czasu na dno studni – zapowiedział dr Kotowicz.
Archeolodzy natrafili także na ślady wojennej pożogi. Z dna wydobyto fragmenty radzieckiej haubicy, łuski artyleryjskie i niewypały, które zgodnie z muzealną legendą miał tam wrzucić pierwszy powojenny dyrektor muzeum, Stefan Stefański. Ze względu na bezpieczeństwo w pracach musiał uczestniczyć patrol saperski, który rzeczywiście wydobył te niewybuchy.
Najcenniejszymi znaleziskami dla rekonstrukcji obiektu okazały się jednak oryginalne elementy wyposażenia.
- Odkryliśmy koło obrotowe oraz dwa wiadra, które są widoczne na archiwalnych zdjęciach z 1900 roku. Zostały one zakonserwowane i dziś stanowią oryginalne części zrewitalizowanej studni – podkreślił dr Kotowicz.
Oprócz militariów i elementów konstrukcyjnych, z mułu wydobyto liczne przedmioty codziennego użytku: biżuterię, dewocjonalia, grzebienie i zabawki, które przez ostatnie dziesięciolecia wpadały użytkownikom do wody.
Obecnie studnia prezentuje się dokładnie tak jak w okresie przedwojennym – ma dębową konstrukcję nadziemną i charakterystyczny miedziany daszek.
Całkowity koszt prac renowacyjnych i badawczych wyniósł ok. 353 tys. zł, z czego aż 346 tys. zł stanowiło dofinansowanie z Rządowego Programu Odbudowy Zabytków. Pozostała kwota została pokryta z budżetu powiatu sanockiego. Prace budowlane, obejmujące m.in. wykonanie dębowej konstrukcji oraz miedzianego zadaszenia, zrealizowała lokalna firma usługowa z Sanoka. (PAP)
huk/ dki/