Fragment wystawy zdjęć z okazji 100. rocznicy urodzin Ireny Kwiatkowskiej, Teatr Syrena, Warszawa, 2012 r. Fot. PAP/Tomasz Gzell
3 marca 2011 r. zmarła Irena Kwiatkowska, Kobieta Pracująca i Hermenegilda Kociubińska. W tej ostatniej roli prorokowała słowami napisanymi specjalnie dla niej przez Gałczyńskiego: „ja, której wielką przyszłość wróżył Ludwik Solski, zrozumiecie - kiedy umrę - czym byłam dla Polski!…”.
- Słuchając tej kwestii przez dziesięć lat wspólnych występów w „Zielonej Gęsi” zawsze miałem wrażenie, że to taka trochę prywatna uwaga w jej wykonaniu, oczywiście opakowana w grubą warstwę autoironii - mówi PAP Jacek Kawalec. - Już wówczas nie miałem żadnych wątpliwości, że spotkał mnie w życiu zaszczyt współpracy z jedną z najwybitniejszych polskich aktorek w ogóle – podkreśla.
- Kiedy słyszę dziś bardzo często używane słowo „gwiazda” zawsze myślę: prawdziwą gwiazdą to była pani Irena Kwiatkowska - mówi PAP Jacek Kawalec, który przez dziesięć lat występował w spektaklu „Zielona Gęś”, wyreżyserowanym przez Jarosława Kiliana w Teatrze Polskim w Warszawie. - Ale gwiazdą była wyłącznie na scenie albo przed kamerą, poza nią zachowywała się całkiem zwyczajnie - taka szara myszka nawet - podkreśla. Zapamiętał ją jako „perfekcyjną profesjonalistkę”. - W teatrze pojawiała się zawsze dwie godziny przed spektaklem, siadała za kulisami i w skupieniu przepowiadała teksty. Znała nie tylko własny tekst na pamięć, ale także pozostałych postaci – wyjaśnia Jacek Kawalec.
„Była osobą raczej zamkniętą towarzysko, ale bardzo serdeczną. Była bardzo oszczędna, skrupulatna. Mówiono, że była skąpa. To nieprawda. Ona nie manifestowała swoich gestów. Pieniądze, które miała, przesyłała po cichu do domów dziecka, na biedne dzieci. Zawsze robiła to po cichu, prosząc, żeby tego nie nagłaśniać. Kiedy tylko dostała nagrodę, albo pieniądze - rozsyłała je potrzebującym dzieciom” - powiedział PAP Wiesław Gołas po śmierci artystki. „Zawodowo była bardzo miła i serdeczna, mało wylewna. Miałem to szczęście, że darzyła mnie sympatią. Zawsze o niej pamiętałem, z okazji imienin czy świąt do niej dzwoniłem. Była tym bardzo wzruszona, powtarzała: »jak ty o mnie pamiętasz«. Jak mógłbym o niej nie pamiętać?” - dodał.

Irena Kwiatkowska w Studio Polskiego Radia, 1949 r. Fot. PAP
Jej głos, oddany staruszce w pociągu, można usłyszeć w filmie Mariusza Wilczyńskiego „Zabij to i wyjedź z tego miasta”. „Chciałem utrwalić w filmie tych wszystkich artystów, którzy kształtowali moją wrażliwość, wyobraźnię i system wartości, gdy byłem dzieckiem” - wyjaśnił Wilczyński w rozmowie z Darią Porycką z PAP (2020). „Panią Irenę Kwiatkowską namówiła na moją prośbę jej agentka pani Grażyna Miśkiewicz. Nie miałem pewności, czy to się uda, bo pani Irena mieszkała już wtedy w Skolimowie i nie czuła się najlepiej. Pamiętam, że tego dnia, gdy przyjechałem ją nagrać, była w świetnej formie. Odczekałem chwilę aż skończy jeść obiad i wręczyłem jej sto róż. Była dla mnie jak babcia. Kiedy jako mały chłopiec plątałem się mamie pod nogami, dawała mi kredki do rysowania – i zazwyczaj rysowałem naszych, jak biją Krzyżaków pod Grunwaldem – albo włączała bajki na płytach, które czytała pani Irena Kwiatkowska. Udało mi się nagrać panią Irenę i zacząłem się zastanawiać, kto może być jej partnerem w pociągu” - opowiadał. Przypomnijmy: jest nim Andrzej Wajda.
„Jako młody człowiek dostałem od niej niezłą szkołę: najpierw przy realizacji »Wojny domowej« a później przy »Czterdziestolatku« - szkołę punktualności, profesjonalizmu i odpowiedzialności” - napisał Jerzy Gruza w „Felietonie Okazjonalnym” („Życie Warszawy”, 2002).
„Dla mnie jej wielkością jest - JAK SŁUCHA partnerów, jak pomaga partnerowi, jak prowadzi dialog. Niewiele jest już okazji, niestety, żeby się tego nauczyć” - opowiadała w książce „Irena Kwiatkowska i znani sprawcy” Romana Dziewońskiego Marzena Trybała, która po raz pierwszy wspólnie z Kwiatkowską wystąpiła w „Lecie Muminków” w stołecznym Teatrze Komedia (1995). „Oprócz Marka Perepeczki i Zbyszka Wodeckiego, grało w tym przedstawieniu kilkoro aktorów młodych, mniej znanych. Ich stosunek do pracy po prostu mnie poraził. W tygodniu przed premierą, zaczynała się jakaś scena i… ciągle kogoś się wołało. (…) Pani Irena stała i CZEKAŁA. Ktoś tam sobie zapomniał, że wychodzi na scenę! Do tego ciągłe rozmowy na boku. Amatorskie zachowanie na scenie i poza nią” - opisywała aktorka.

Irena Kwiatkowska w swoim mieszkaniu, 1976 r. Fot. PAP/Henryk Rosiak
„Drobna, niewysoka i niepozorna, lecz gdy pojawiała się na scenie czy przed kamerą, przysłaniała sobą innych, kradła im występ, nawet jeśli grała tylko epizod” - napisała Agnieszka Niemojewska w „Rzeczpospolitej” (2018).
Irena Kwiatkowska urodziła się 17 września 1912 r. w Warszawie. Jej ojciec Kryspin Stanisław Kwiatkowski był zecerem i wielkim miłośnikiem książek, potrafiącym ostatnie grosze wydać na wypatrzonego „białego kruka”. Matka Marianna prowadziła dom i zajmowała się dziećmi. Od najmłodszych lat Irena wspierała skromny budżet rodziny. W książce Łukasza Maciejewskiego „Aktorki. Spotkania” (2013) czytamy, że „jako dziewczynka układała bochenki chleba w pobliskiej piekarni”. „Za dzień pracy dostawałam bochenek chleba: to była moja pierwsza zarobiona pensja” - wspominała. Zdobywała również nagrody pieniężne na zawodach… szermierki. Kieszonkowe najchętniej przeznaczała na bilety do teatru. Już w gimnazjum im. Klementyny Hoffmanowej zaczęła się interesować aktorstwem.
W 1932 r. dostała się na Wydział Aktorski Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej w Warszawie, recytując na egzaminie wiersze Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i zbierając z podłogi rozsypane ziemniaki - takim zadaniem aktorskim zaskoczył ją egzaminujący Aleksander Zelwerowicz. „W korytarzu, przed egzaminami, natknęłam się na Ninę Andrycz, która była już wtedy gwiazdą. Krytycznie zmierzyła mnie wzrokiem i zapytała: »A ty, dziecko, co ty będziesz robiła w teatrze?«. Odpowiedziałam: »Będę grała, proszę pani«. Wiele lat później po jednym z moich występów usłyszałam charakterystyczny głos Niny Andrycz: »Wspaniała!, wspaniała!«, wołała z widowni w moją stronę. Jakie to było miłe” - opowiadała Kwiatkowska Maciejewskiemu.
Uczyli ją m.in. Stefan Jaracz i Zelwerowicz - który po latach miał rzec: „podobno jestem dobrym pedagogiem. Ale skoro moją uczennicą była kiedyś sama Irena Kwiatkowska, to chyba nie mogło być inaczej”. Jej kolegami z roku byli m.in. Irena Malkiewicz i Aleksander Bardini. Po ukończeniu studiów w 1935 r. trafiła do kabaretu Cyrulik Warszawski Fryderyka Jarosy'ego, gdzie występowała w rewii „Pod włos”. Do wybuchu wojny pracowała w teatrach Warszawy, Poznania i Katowic.

Irena Kwiatkowska w komedii muzycznej Janusza Rzeszewskiego "Lata dwudzieste... lata trzydzieste...". Fot. PAP/Afa Pixx/Krzysztof Wellman
Podczas okupacji niemieckiej brała udział w tajnych przedstawieniach, współpracując z reżyserami Tadeuszem Byrskim i Leonem Schillerem. Aby się utrzymać obierała ziemniaki, a później wydawała obiady w stołówce Rady Głównej Opiekuńczej. Po Powstaniu Warszawskim - Akowski pseudonim „Katarzyna” - podzieliła los mieszkańców stolicy i musiała opuścić miasto. Pieszo z plecakiem, w którym mieścił się cały jej dobytek, dotarła do Makowa Podhalańskiego.
Powróciwszy w 1945 r. do Warszawy, zaangażowała się do Polskiego Radia, w którym poznała Bolesława Kielskiego, lektora radiowego (a w latach 60. prowadzącego pierwsze teleturnieje, m.in. „Kółko i krzyżyk”). Pobrali się w 1948 roku.
W listopadzie 1946 r. dołączyła do pierwszego powojennego kabaretu „Siedem Kotów” w Krakowie. Teksty dla niej zaczął pisać Konstanty Ildefons Gałczyński, powołując do scenicznego życia w Teatrzyku Zielona Gęś postaci m.in. Hermenegildy Kociubińskiej i Żony Wacia. Później występowała w kabaretach Szpak (1954-61), Dudek (1964-74) i telewizyjnym Kabarecie Starszych Panów, który dziś bez niej wydaje się niewyobrażalny.
„Ci, którzy stworzyli panią Irenę i jej zawdzięczają nieprzemijającą popularność, to oczywiście Konstanty Ildefons Gałczyński i Jeremi Przybora. W ich wierszach, monologach, skeczach, piosenkach aktorka odnalazła siebie – ekscentryczkę o rozbudowanym ego, obdarzoną darem rozumienia bliźnich. Kwiatkowska potrafiła oderwać kreowane przez siebie postacie od nieraz nachalnych politycznych realiów” – napisał Ryszard Marek Groński („Polityka”, 2011).
Od 1948 r. Irena Kwiatkowska była związana z teatrami stołecznymi - Klasycznym (1948-49), Współczesnym (1949-51), Teatrem Satyryków (1952-58), Komedią (1958-60), Syreną (1960-72), Ludowym (1972-74), Nowym (1974-94). Zagrała ponad sto ról teatralnych. Prawdziwymi kreacjami stały się m.in. Dulska w „Jeszcze Dulska” (1972) w reż. Aleksandra Bardiniego; Aurelia w „Wariatce z Chaillot” (1974) i Dorota w „Grubych rybach” (1977) Lecha Wojciechowskiego; Chudogęba w „Wieczorze Trzech Króli” (1976) Jana Kulczyńskiego; Julia Czerwińska w „Domu kobiet” (1978) Mariusza Dmochowskiego i Eugenia w „Tangu” (1982). w reż. Bohdana Cybulskiego.

Irena Kwiatkowska podczas realizacji programu muzyczno-rozrywkowego w reżyserii Anny Minkiewicz "Na imieninach (U cioci na imieninach)", 1981 r. Fot. PAP/Maciej Belina Brzozowski
Zagrała w ponad 20 przedstawieniach Teatru Telewizji. Występowała również w audycjach radiowych m.in. „Podwieczorkach przy mikrofonie”, przede wszystkim zaś w „Plastusiowym pamiętniku” Marii Kownackiej - Plastusiem była dla kilku pokoleń dzieci. W 1973 r. otrzymała Złoty Mikrofon za rolę Plastusia i Pani Eufemii oraz za całokształt wybitnej twórczości aktorskiej w audycjach dla dorosłych i dzieci. W radiu recytowała też wiersze - „Ptasie radio” Juliana Tuwima w jej wykonaniu uchodzi za jedną z najwybitniejszych interpretacji poezji w XX wieku. W 1995 r. odebrała Diamentowy Mikrofon - z okazji 70-lecia Polskiego Radia.
Znakomicie sprawdzała się w filmie, ale - jak podkreślił Łukasz Maciejewski – „polskie kino, w przeciwieństwie do teatru i telewizji, nie miało żadnego pomysłu na Kwiatkowską. We Francji byłaby Bourvilem i de Funesem w kobiecym wydaniu, u nas grywała epizody i filmowe ogony” - napisał. „Kwiatkowska zagrała w sumie kilkanaście ról filmowych. Zawstydzająco skromny wynik jak na skalę możliwości” - dodał.
Zadebiutować przed kamerą miała w 1939 r. w filmie Mieczysława Krawicza „Moja mama – to ja” u boku Heleny Grossówny i Eugeniusza Bodo. Realizację filmu przerwał wybuch wojny. W rezultacie debiutowała w 1945 r. w filmie Antoniego Bohdziewicza „2x2=4”. Zagrała później m.in. w „Sprawie do załatwienia” (1953) w reż. Jana Rybkowskiego i Jana Fethke, wodewilowym „Żołnierzu królowej Madagaskaru” (1958) w reż. Jerzego Zarzyckiego, komedii „Tysiąc talarów” (1959) w reż. Stanisława Wohla, „I ty zostaniesz Indianinem” (1962) Konrada Nałęckiego, „Klubie Kawalerów” (1962) Zarzyckiego i komedii „Zacne grzechy” (1963) w reż. Mieczysława Waśkowskiego. Zestaw tych praktycznie nic dziś nikomu niemówiących tytułów dość dobitnie potwierdza ocenę Maciejewskiego.
Widzowie zapamiętali ją przede wszystkim jako Kobietę Pracującą z serialu „Czterdziestolatek” (1974) oraz Zofię Jankowską, matkę Pawła w „Wojnie domowej” (1965) w reż. Jerzego Gruzy. A także jej brawurowo wykonaną piosenkę „Nogi roztańczone” w „Hallo Szpicbródka, czyli ostatni występ króla kasiarzy” (1978) w reż. Janusza Rzeszewskiego. W „Rozmowach kontrolowanych” (1991) Sylwestra Chęcińskiego wraz z Aliną Janowską stworzyły zabawny duet - w mistrzowskim, właściwym dla obu aktorek stylu.
Po raz ostatni na ekranie Kwiatkowska wystąpiła w „Jeszcze nie wieczór” Jacka Bławuta (2008), nakręconym w Domu Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie, choć na początku odmówiła udziału w tym przedsięwzięciu. „Ale w momencie, kiedy zobaczyła włączoną kamerę, nie wytrzymała i sama do nas przybiegła – jak ćma do światła. No i w efekcie zagrała – i to jak!” - wspominał Jan Nowicki „Bo aktorstwo to taki właśnie zawód. Chociaż nie mamy już siły, to i tak nie umiemy zrezygnować z marzeń. Jesteśmy ćmami, które nigdy nie zasypiają” - dodał.
„Najsłynniejsza polska Kobieta Pracująca w 1994 r. przeszła na emeryturę. Na pewno wiązało się to ze śmiercią jej męża Bolesława Kielskiego” - napisała Agnieszka Niemojewska. „Nie mieli dzieci – aktorka świadomie nie zdecydowała się na macierzyństwo – mieli tylko siebie. Mąż ją bardzo wspierał: chodził nie tylko na premiery, ale też na regularne przedstawienia. Gdy więc śmiertelnie zachorował, ona pielęgnowała go do ostatnich dni. Kiedy zmarł w 1993 r., Kwiatkowska – wówczas już 81-letnia – zamknęła się w sobie, a wolny czas najchętniej spędzała na spacerach lub słuchała Radia Maryja (o czym mówiła otwarcie i co naraziło ją na środowiskowy ostracyzm)” - dodała.

Irena Kwiatkowska, 1988 r. Fot. PAP/Maciej Belina Brzozowski
W 1952 r. Kwiatkowska otrzymała Dyplom Uznania Ministra Kultury i Sztuki. Była laureatką nagrody Komitetu d/s PRiTV za wybitne osiągnięcia aktorskie w programach rozrywkowych telewizji (1965), Srebrnej Maski (1966), Złotej Maski (1967, 1968, 1969 i 1971) - wyróżnień przyznawanych w corocznych plebiscytach czytelników „Expressu Wieczornego”. W 1965 r. otrzymała Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. W 1970 r. otrzymała Nagrodę Artystyczną Miasta Warszawy. Zwyciężyła też w plebiscycie na najpopularniejszą kobietę Warszawy (1968, 1970 i 1995). Została uhonorowana Wielkim Splendorem; nagrodą Teatru Polskiego Radia (1993); Super Wiktorem (1995); Orderem Uśmiechu (1998); orderem „Ecclesiae populoque servitum praestanti” (Wyróżniającemu się w służbie dla Kościoła i Narodu) przyznanym przez Prymasa Polski (2002) oraz Złotym Medal Gloria Artis - Zasłużony Kulturze (2005).
Dostała też statuetkę „Gwiazda Telewizji Polskiej” wręczoną z okazji 50-lecia TVP „za kreacje w Teatrze Telewizji i kabarecie” (2002) i Specjalną „»Złotą Kaczkę« 100-lecia Polskiego Kina” w kategorii „Kobieca rola komediowa stulecia” (2008).
„Wszyscy kochamy Irenę Kwiatkowską i jesteśmy jej wdzięczni za wzruszenia, radość i śmiech, jakim szczodrze nas obdarza” - mówiła Anna Seniuk podczas jubileuszu 95-lecia aktorki w 2007 r. „Pewni ludzie powinni być wieczni. I do nich zaliczam Irenę Kwiatkowską” - oceniła Irena Santor. Jarosław Kilian, reżyser przedstawienia i ówczesny dyrektor artystyczny Teatru Polskiego, mówił: „Bywa, że aktorzy osiągają wielką sławę, popularność, sukces mierzony pieniędzmi albo okładkami pism. Irena Kwiatkowska pozyskała znacznie więcej – prawdziwą miłość widzów! Była aktorką, którą Polacy pokochali”.

Irena Kwiatkowska odznaczona Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, 2000 r. Fot. PAP/Tomasz Gzell
Nie lubiła rozpamiętywania przeszłości. „Męczysz. Trzeba myśleć do przodu. I o czym tu wspominać. Na co to komu. Było minęło” - powiedziała Romanowi Dziewońskiemu. „Po takim dictum Pani Ireny, powtórzonym po wielokroć, mogłem okazać się jedynie osobnikiem namolnym, konsekwentnym i cierpliwym” - wyjaśnił Dziewoński sposób, w jaki doszło jednak do powstania książki „Irena Kwiatkowska i znani sprawcy” (2004).
W ostatnie za jej życia, 98. urodziny aktorki – 17 września 2010 r. – w Skolimowie odsłonięto „Ławeczkę z humorem Ireny Kwiatkowskiej”. „To jest miejsce, gdzie można usiąść i przypomnieć sobie o jej rolach, tym jaką cudowną osobą była” - powiedział Wiesław Gołas.
Paweł Tomczyk (PAP)
