Epoka nowożytna

14.10.2017

W. Kalwat: Działania Kościuszki na polu militarnym szły w parze z wyznawanymi przez niego wartościami

Tadeusz Kościuszko. Źródło: Wikipedia Commons Tadeusz Kościuszko. Źródło: Wikipedia Commons

Działania Kościuszki na polu militarnym szły w parze z wyznawanymi przez niego wartościami, moralnością i intelektem. To w Ameryce rodził się nowoczesny republikanizm Kościuszki oparty na wierze w wolność i walkę wszystkich obywateli o niepodległość – mówi Wojciech Kalwat z Muzeum Historii Polski.

200 lat temu, 15 października 1817 r., w Solurze w Szwajcarii zmarł Tadeusz Kościuszko, generał, uczestnik wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych oraz wojny polsko-rosyjskiej z 1792 r.; Naczelnik Sił Zbrojnych Narodowych w powstaniu 1794 r.

PAP: Z jakim bagażem doświadczeń politycznych i wojskowych wyruszał Tadeusz Kościuszko na swoją pierwszą wojnę, czyli konflikt amerykańsko-brytyjski?

Wojciech Kalwat: Tadeusz Kościuszko został ukształtowany przez dwa czynniki. Wyrósł w środowisku średniej szlachty. Zapewne z domu wyniósł pewien obraz Rzeczypospolitej i sposób patrzenia na świat. Uczył się w zreformowanych szkołach pijarskich, które były wówczas symbolem nowej epoki – oświecenia. Później wstąpił do Korpusu Kadetów, który był szkołą zupełnie wyjątkową. W jej murach kształtowała się nowa elita. Jej uczniowie poznawali nową Europę i świat. Kościuszko wchodząc w dorosłe życie był ukształtowany przez system polityczny i społeczny dawnej Rzeczypospolitej i tego co poznał podczas nauki w Korpusie Kadetów.

Pamiętajmy jednak, że zanim wyjechał do Ameryki, odwiedził również Francję. Tam Kościuszko miał kontakt z oświeceniem zupełnie innym, niż to, które poznał w Polsce. Po powrocie do Rzeczypospolitej nie znalazł zrozumienia dla nowych idei i wyjechał do walczącej Ameryki. Jego oświeceniowy pogląd był już wówczas w dużej mierze ukształtowany. Nie można jednak stwierdzić, że wtedy jego ogląd świata był rewolucyjny, republikański. Należy stwierdzić, że ewolucja jego poglądów nastąpiła dopiero w kolejnych latach, ale wyjeżdżając do Ameryki jest bez wątpienia człowiekiem oświecenia.

PAP: Co w ówczesnym rozumieniu oznaczało słowo „republikanin”, którym często określano Kościuszkę?

Wojciech Kalwat: Republikanin to zwolennik republiki. Pierwszymi republikami osiemnastowiecznego świata, poza oligarchiami takimi jak Wenecja i Holandia, były USA i Francja. To pierwsze skojarzenie jakie nasuwa nam się, gdy myślimy o tamtym rozumieniu republikanizmu. W okresie staropolskim skojarzenia z tym terminem były nieco inne. Można powiedzieć, że wówczas niemal każdy szlachcic był republikaninem.

Rzeczpospolita była republiką z elekcyjnym królem, w pewnym sensie dożywotnim prezydentem. Oczywiście wizja, którą przedstawiam jest uproszczona. Bycie republikaninem było jednak powszechne w Rzeczypospolitej. Byli nimi zarówno Kościuszko jak i Szczęsny Potocki oraz sam król Stanisław August Poniatowski. Ewolucja pojmowania republikanizmu była w XVIII wieku bardzo wyraźna i przebiegała od dawnego, staropolskiego rozumienia, aż do republiki amerykańskiej i francuskiej. Kościuszko niewątpliwie odczuwał i rozumiał tę zmianę. Jego poglądy coraz szybciej odchodziły od dawnego rozumienia w kierunku nowoczesnego spoglądania na naród lub lud, który wyłaniać miał swoich przedstawicieli. Jest to już nowoczesna republika odrzucająca feudalizm.

PAP: W Ameryce Kościuszko zasłynął jako twórca fortyfikacji West Point. Jakie było ich znaczenie dla zwycięstwa kolonistów walczących o niepodległość swojego kraju?

Wojciech Kalwat: Znaczenie West Point było fundamentalne dla losów wojny. Na wstępie warto przypomnieć, że Kościuszko zdobywał umiejętności wojskowe w kilku szkołach, ale przygotowanie inżynieryjne nabył we Francji. Został ukształtowany przez francuską szkołę prowadzenia robót inżynieryjnych. Do Ameryki wyruszał więc z doskonałym, lecz teoretycznym przygotowaniem. Samego prowadzenia wojny nauczy się dopiero za oceanem. Tam dał się poznać jako doskonały inżynier. Często widzimy go jako tło wielkich kampanii rewolucji amerykańskiej. Jego działania miały fundamentalne znaczenie dla losów kilku bitew i całej wojny.

Główną zasługą Kościuszki jest obwarowanie strategicznie położonego West Point. Nie bez przyczyny w West Point wzniesiony został jego pomnik. Jednak zasługą Tadeusza Kościuszki jest nie tylko ufortyfikowanie tego miejsca, ale również stworzenie ogrodów West Point. Dziś w ogrodach wypoczywają kadeci najważniejszej amerykańskiej szkoły wojskowej.

Twierdza zbudowana przez Kościuszkę była oparta na nowoczesnych zasadach sztuki fortyfikacji. Podstawą jej obrony miało być przykrywanie lub flankowanie ogniem poszczególnych dział fortyfikacyjnych. Może więc być nazywany ojcem amerykańskich fortyfikacji.

Drugi aspekt działalności Kościuszki w Ameryce oparty jest na jego szlachetności i skromności. Wydaje się, że postrzeganie go jako człowieka szlachetnego jest ważniejsze, niż jego umiejętności wznoszenia fortec, przegradzania rzek łańcuchami i budowania zasieków. Był człowiekiem niezwykle pracowitym i skromnym. Nie zabiegał o tytuły i wywyższenie, tak jak robili to jego francuscy koledzy. Jego celem była praca. Można powiedzieć, że do pewnego momentu pracował niemal za darmo. Za swój wysiłek został wynagrodzony długo po zwycięstwie w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych.

Wydaje się, że jego działania na polu militarnym szły w parze z wyznawanymi przez niego wartościami, moralnością i intelektem. To wówczas rodził się nowoczesny republikanizm Kościuszki oparty na wierze w wolność i walkę wszystkich obywateli o niepodległość. Te doświadczenia próbował później przenieść na grunt polski. Innym przykładem tego przełożenia doświadczeń amerykańskich na walkę w 1794 r. są między innymi papierowe pieniądze, z którymi po raz pierwszy zetknął się w Ameryce. W Ameryce obserwował działania różnego rodzaju formacji ochotniczych, których polskim odpowiednikiem były milicje chłopskie i pospolite ruszenie. Zbliżone charakterem były również urzędy – głównodowodzącego armii trzynastu kolonii oraz Naczelnika powstania.

Wojciech Kalwat: Armia Koronna i Litewska były wręcz mikroskopijne w stosunku do ogromu i potrzeb kraju, nawet znacznie okrojonego po pierwszym rozbiorze. Dla Kościuszki nie było więc etatu. Być może zajęcie w siłach zbrojnych Rzeczypospolitej dla Kościuszki znalazłoby się, gdyby miał odpowiednią ilość dukatów, za które mógłby kupić stanowisko. Wracając z Ameryki był człowiekiem niemal równie ubogim, jak w momencie wyjazdu.

PAP: Dlaczego po powrocie do Rzeczypospolitej w szeregach jej armii nie znalazło się miejsce dla oficera tak doświadczonego jak Kościuszko?

Wojciech Kalwat: Armia Koronna i Litewska były wręcz mikroskopijne w stosunku do ogromu i potrzeb kraju, nawet znacznie okrojonego po pierwszym rozbiorze. Dla Kościuszki nie było więc etatu. Być może zajęcie w siłach zbrojnych Rzeczypospolitej dla Kościuszki znalazłoby się, gdyby miał odpowiednią ilość dukatów, za które mógłby kupić stanowisko. Wracając z Ameryki był człowiekiem niemal równie ubogim, jak w momencie wyjazdu. Część historyków uważa, że obawiano się również radykalnego republikanizmu i innych idei, z którymi Kościuszko zetknął się w Ameryce. Wydaje się jednak, że decydująca dla jego losów była niewielka liczebność armii. Kościuszko powrócił do swojego majątku. Jego gospodarowanie było fatalne, między innymi z powodu zwolnienia chłopów z pańszczyzny. W końcu jednak wstąpił do armii.

PAP: Kościuszko trafił do armii Rzeczypospolitej w okresie Sejmu Wielkiego. Jaki był jej ówczesny stan?

Wojciech Kalwat: Była to armia w budowie lub raczej przebudowie, modernizacji. Przed Sejmem Czteroletnim siły Rzeczypospolitej liczyły kilkanaście tysięcy żołnierzy. Nie były w stanie odegrać jakiejkolwiek roli militarnej. Dopiero Sejm Wielki uchwalił słynną ustawę o aukcji wojska na poziomie 100 tysięcy żołnierzy. Jeśli popatrzymy na sąsiednie mocarstwa, to stwierdzimy, że również ta liczba jest stosunkowo niewielka, ponieważ Rosja mogła wystawić armię polową tej wielkości. Jej rezerwy mobilizacyjne sięgały około pół miliona. Dwustutysięczną armię posiadały Prusy, jeszcze większą Austria. Dlatego 100 tysięcy polskich i litewskich żołnierzy (liczby tej nie osiągnięto) nie było w stanie przeciwstawić się wielkim armiom zaborców.

Była to armia, która dążyła do nowoczesności. Słowo „dążyła” jest w tym wypadku kluczowe. Nie posiadano dostatecznej ilości uzbrojenia. Mundury można było szyć w kraju, gorzej było z karabinami. Kupowano je z pruskich magazynów, a więc w jakimś stopniu z demobilu. W dosyć dobrej kondycji była artyleria. Jej oddziały zapisały się dobrymi zgłoskami zarówno w okresie wojny z Rosją jak i Insurekcji. Nie mam na myśli wyłącznie dobrego przygotowania artylerzystów, ale również bardzo wysokie morale korpusu artyleryjskiego. To artylerzyści przejawiali największe niezadowolenie z redukcji armii dokonane przez targowiczan i wspaniali walczyli podczas wojny 1792 i 1794 roku.

Armia w okresie wojny w obronie konstytucji podzielona była na trzy części. Armią Koronną na Ukrainie dowodził bratanek króla książę Józef Poniatowski. Na Litwie dowodził książę Ludwik Wirtemberski, który okazał się zdrajcą współpracującym z Prusami i zrobił wszystko, aby jego oddziały zostały pokonane przez siły rosyjskie. Mimo ujawnienia zdrady nie został za nią ukarany. Trzecia część armii, czyli gwardie królewskie, w większości nie trafiły na linię frontu.

Rzeczpospolita uchwaliła wielkość armii na sto tysięcy, ale w przededniu wojny wojsko osiągnęło stan nieco ponad 60 tys. żołnierzy. Niewypełnienie limitu 100 tysięcy żołnierzy wynikało z mentalności szlachty i charakteru państwa. Uchwalenie i realizacja ustawy były traktowane jako dwie zupełnie różne sprawy. Czym innym dla szlachty było ponoszenie dobrowolnej ofiary, a czym innym płacenie podatków. Również w czasie Insurekcji i okresie Księstwa Warszawskiego doszło do podobnej sytuacji. Część szlachty była niezwykle ofiarna, ale traktowała to ją jako ofiarę dobrowolną. To dziedzictwo myślenia o państwie w kategoriach staropolskich. Ludzie, którzy ustalali powiększenie armii i pracowali nad jej modernizacją byli jeszcze w poprzedniej epoce, gdy chodzi o obowiązki obywatelskie i stosunek do państwa. Była to armia, która w 1792 r. dopiero się szkoliła. W sensie dosłownym docierała się w polu. Kościuszko obejmując dowodzenie jej oddziałami był wręcz zatrwożony jej stanem, ale w ciągu kilku miesięcy bojów okazało się, że tworzą ją ludzie, którzy są dobrymi żołnierzami. Walczyli z męstwem i poświęceniem, lecz wygrana w tej wojnie była niemożliwa.

PAP: Kościuszko był republikaninem i świadkiem budowania ustroju USA. Jaki był więc jego stosunek do reform Sejmu Wielkiego i samego króla?

Wojciech Kalwat: Zacznijmy od jego stosunku do króla. Bez wątpienia był to stosunek należny królowi, oparty na uznaniu jego autorytetu i prymatu. Jest to zrozumiałe - król był legalnym monarchą, pomazańcem bożym, wybranym przez ogół szlachty. W okresie Insurekcji stosunki króla i Naczelnika były oczywiście zupełnie inne. Kościuszko jako Naczelnik miał władzę nieporównywalnie większą niż ta, którą kiedykolwiek dysponował Poniatowski. Dochodziło wówczas do różnorakich tarć, ale nie ulega wątpliwości, że Kościuszko nie chciał zrobić królowi niczego złego. Tadeusz Kościuszko nie był gwałtownikiem, nie dążył do radykalnych rozwiązań, lecz kompromisu. Mógł wydać wyrok na króla, ale nic by to Polsce nie dało i być może ściągnęło na nasz kraj i naród opinię królobójców mordujących pomazańca.

Tadeusz Kościuszko niewątpliwie był obserwatorem prac sejmu, ale nie brał w nich udziału. Jego pozycja materialna uniemożliwiała mu odgrywanie aktywnej roli politycznej. W tamtym momencie nie był do tego zupełnie przygotowany. Zajmował się pracą wojskową, czyli głównie szkoleniem żołnierzy. Jego kariera polityczna zaczyna się dopiero w trakcie wojny o konstytucję, a raczej gdy wojna jest już rozstrzygnięta. Wówczas pojawia się Kościuszko jako polityk.

Kościuszko może być więc określany jako człowiek szanujący władcę oraz instytucje swojego państwa. Później, w okresie Insurekcji, został „nieskończonym” reformatorem, bowiem jego dzieło nie zostało w pełni zrealizowane.

Wojciech Kalwat:  Jego największym zwycięstwem nie są Racławice, ale obrona Warszawy między lipcem a wrześniem 1794 r. przed dwoma armiami – pruską i rosyjską. Ta pierwsza była dowodzona przez samego króla. Obie były doskonale wyszkolone i wyposażone w sprzęt oblężniczy. Sam Kościuszko nakreślił plany obrony miasta i osobiście nią dowodził. Walki o Warszawę latem 1794 r. trwały tygodniami, przez co nie były tak spektakularne jak bitwy pod Maciejowicami czy Racławicami, gdy losy starcia lub całej wojny rozstrzygają się w ciągu kilku godzin.

PAP: Za samą kampanię wojenną przeciwko Rosji bywał jednak bardzo mocno krytykowany…

Wojciech Kalwat: Kościuszko geniuszem wojskowym nie był, a tylko taki byłby zdolny zbawić Polskę. I nie można przecież mieć do niego pretensji, że nie był Napoleonem. Ten był tylko jeden i to wsparty potężną machiną wojenną Francji. Kościuszko niewątpliwie wyróżniał się znakomitymi umiejętnościami inżynierskimi, które przejawiały się budową różnych dzieł obronnych. Dlatego jego największym zwycięstwem nie są Racławice, ale obrona Warszawy między lipcem a wrześniem 1794 r. przed dwoma armiami – pruską i rosyjską. Ta pierwsza była dowodzona przez samego króla. Obie były doskonale wyszkolone i wyposażone w sprzęt oblężniczy. Sam Kościuszko nakreślił plany obrony miasta i osobiście nią dowodził. Walki o Warszawę latem 1794 r. trwały tygodniami, przez co nie były tak spektakularne jak bitwy pod Maciejowicami czy Racławicami, gdy losy starcia lub całej wojny rozstrzygają się w ciągu kilku godzin. Jako inżynier i dowódca sprawdzał się w swojej roli. Pod Racławicami zastosował bardzo sprytny manewr taktyczny polegał na podprowadzeniu kosynierów wąwozem pod pozycje rosyjskich armat.

Pod Szczekocinami Kościuszko przegrał na własne życzenie. Nie zorientował się z jakimi siłami ma do czynienia – co było błędem niewybaczalnym. Nie widział nadciągającego przeciwnika, ujrzał go dopiero, gdy był na tyle blisko, że bitwa była już rozstrzygnięta. Kampania szczekocińska była do wygrania, ale pod warunkiem rozbicia Rosjan zanim wesprą ich Prusacy. Zawiódł wywiad. Bitwa pod Maciejowicami również była do wygrania, ale decyzja o ściągnięciu dodatkowego korpusu zapadła zbyt późno. Jego plany strategiczne były oparte na założeniu, że należy rozbijać poszczególne korpusy wroga zanim się połączą. Dlatego właśnie doszło do bitwy pod Maciejowicami, która miała być próbą zapobiegnięcia połączeniu wojsk Iwana Fersena i Suworowa. Plany były słuszne, ale ich realizacja nie była najlepsza.

Można powiedzieć, że Kościuszko nie był najlepszym wodzem, ale najlepszym spośród tych, których wówczas mieliśmy. Pamiętajmy, że talent Józefa Poniatowskiego dopiero się rodził. Zresztą nigdy nie był to talent napoleoński. Również umiejętności Dąbrowskiego dopiero się kształtowały. Należy również podkreślić, że oprócz tego, że Kościuszko dowodził wojskiem, to miał jeszcze niesamowity mir wśród swoich żołnierzy.

PAP: Czy to te cechy zadecydowały o wyznaczeniu Kościuszki do roli przywódcy planowanego zrywu?

Wojciech Kalwat: Bez wątpienia do objęcia tej funkcji predestynowały go cechy charakteru, ale również doświadczenie nabyte w Ameryce i w roku 1792. Wielkie znaczenie miał mit bitwy pod Dubienką, czyli starcia przegranego, ale w ten sposób, że Kościuszko wyszedł z niego z twarzą, bo dzielnie stawiał się przeważającym siłom rosyjskim. O klęsce zadecydowało dopiero przejście Rosjan przez kordon austriacki.

Nie bez znaczenia było również pochodzenie Kościuszki ze zwyczajnej szlachty, a nie magnaterii. Każdy obywatel mógł się z nim identyfikować. Niemożliwa do wyobrażenia jest sytuacja, w której na czele powstania miał stanąć któryś z Lubomirskich lub Potockich. Kościuszko był zaś postrzegany jako bohater wojenny. Wokół niego trwała prawdziwa burza propagandowa. Wspomnienia z okresu przed powstaniem opisują prawdziwy wysyp podobizn przyszłego Naczelnika. Budowanie siły wizerunkowej było więc bardzo ważne. Można powiedzieć, że wszystkie te czynniki zadecydowały, że był tak naprawdę jedynym kandydatem na stanowisko Naczelnika. Spiskowcy widzieli jednak, że Kościuszko się waha. Uważał, że kraj nie jest gotowy do powstania. Tych wodzów powstań lokalnych było przecież kilku, takich jak Jakub Jasiński. Dopiero akt krakowski i Racławice zdecydowały, że wszyscy uznali prymat Kościuszki.

Wojciech Kalwat: Nie bez znaczenia było pochodzenie Kościuszki ze zwyczajnej szlachty, a nie magnaterii. Każdy obywatel mógł się z nim identyfikować. Niemożliwa do wyobrażenia jest sytuacja, w której na czele powstania miał stanąć któryś z Lubomirskich lub Potockich. Kościuszko był zaś postrzegany jako bohater wojenny.

PAP: Dlaczego po klęsce powstania i wyjściu z rosyjskiej niewoli Kościuszko wycofał się z aktywnej polityki i odrzucił ideę związania sprawy polskiej z Napoleonem?

Wojciech Kalwat: Odrzucił nie tylko Napoleona, ale również Aleksandra I. Nie jest prawdą, że zupełnie wycofał się z walki o sprawę polską. Przede wszystkim był symbolem walki o wolność. Pamiętajmy również, że w pierwszych latach po 1794 r. był więźniem i zmagał się z wieloma problemami zdrowotnymi wynikającymi z ciężkich ran odniesionych pod Maciejowicami. Nie w pełni wyjaśniona jest również jego rola jako przedstawiciela dyplomacji amerykańskiej w kontaktach z rewolucyjną Francją. Przyglądał się również Legionom Polskim we Włoszech. Patronował im. Bardzo szybko zorientował się, że Napoleon nie jest republikaninem, lecz monarchą, który będzie chciał realizować swoje interesy, niekoniecznie zbieżne z ideami wolnościowymi. Republikańska Francja, zgodnie z jego przewidywaniami, stała się cesarska. Napoleon nazwał go wprost: „Kościuszko jest głupcem”. Kościuszko nie chciał być jednak potraktowany instrumentalnie. Ostrzegał, że jego imieniem nie można sobie „wycierać gęby”.

Podobnie było w przypadku cara Aleksandra I. Kościuszko z pewnym zaciekawieniem i ufnością patrzył na jego stosunki z Czartoryskimi i liberalne, jak na warunki rosyjskie, poglądy władcy. Zorientował się jednak, że Aleksander nie jest w stanie zrealizować jego marzeń o Polsce większej niż kadłubowe Królestwo Polskie.

Mimo bycia obok wielkiej polityki od czasu do czasu był wywoływany jako symbol Polski. Liczono się z nim. Jako anegdota może posłużyć opowieść o Aleksandrze, który podczas jednego z balów nakazał jego uczestnikom: „droga dla wielkiego człowieka”. Miał na myśli Kościuszkę, który właśnie przybył. Aleksander był wspaniałym uwodzicielem ludzi, ale niewątpliwie wyrażało to stosunek cesarza do Kościuszki. Znali się jeszcze z czasów, gdy Aleksander był cesarzewiczem. Idea Kościuszki, jako bohatera walki o wolność trwała, a jego nazwisko było wciąż znane w Europie i świecie.

PAP: Czy można powiedzieć, że jego idea walki o niepodległość poprzez powstania zdeterminowała cały długi polski wiek XIX?

Wojciech Kalwat: „Bić się czy nie bić” – Kościuszko wybrał jedyną możliwą wówczas metodę, czyli „bić się”. Było to wyrażone w broszurze Pawlikowskiego „Czy Polacy mogą wybić się na niepodległość”. Bić się należało w oparciu o własne siły narodu. Stanowiło to kierunek powstańców z XIX wieku, ale i legionistów Dąbrowskiego. Znalazło to chociażby odbicie w uznaniu autorytetu Naczelnika, wyrażonego w ostatniej zwrotce „Mazurka Dąbrowskiego”, w której Naczelnik daje przykład do walki:

„Na to wszystkich jedne głosy:

Dosyć tej niewoli

mamy Racławickie Kosy,

Kościuszkę, Bóg pozwoli”.

Idea kosynierska została wzięta z tradycji Racławic. W 1861 r. nabożeństwa patriotyczne organizowano w rocznicę jego śmierci. Efektem było wprowadzenie przez Rosjan stanu wojennego w Królestwie. Spojrzenie na kazania patriotyczne udowadnia, że to Kościuszko dawał przykład jak uwolnić lud i porwać naród do walki. Szczątki Naczelnika zostały złożone na Wawelu, czyli tam gdzie są pochowani królowie. Wybudowano mu największy pomnik dla polskiego bohatera, czyli Kopiec Kościuszki. Później powstały niezliczone pomniki i tablice poświęcone Naczelnikowi. Niektóre stanowiły odbicie dziejowej sprawiedliwości, jak chociażby pomnik ze Staszowa, pierwotnie będący pamiątką wdzięczności za zniesienie pańszczyzny przez cara Aleksandra II, który w wolnej Polsce został przemianowany na obelisk Kościuszki.

Na przełomie XIX i XX wieku, czy w II RP, wydaje się, że Kościuszko jest wszędzie: książki, czytanki dla dzieci, czy biżuteria. Spójrzmy na pocztówki z premiery „Wesela” Wyspiańskiego. Na ścianie chłopskiej chaty wisi portret Kościuszki. Pod koniec XIX w. najpopularniejszą polską sztuką był „Kościuszko pod Racławicami” Władysława Ludwika Anczyca. Najbardziej widowiskowe imprezy plenerowe okresu II RP przyciągały widzów inscenizacjami tej sztuki historycznej. Ich rozmachu nie powstydziłyby się dzisiejsze grupy rekonstrukcyjne. W okresie międzywojennym powstały trzy filmy poświęcone Kościuszce. Idea kościuszkowska pojawiała się również przy okazji rocznic, takich jak obchodzone w 1894 r. stulecie Insurekcji i w stulecie śmierci Naczelnika. Ta idea jest żywa, ponieważ Kościuszko jest w pewnym sensie bohaterem uniwersalnym.

Rozmawiał Michał Szukała (PAP)

szuk/ akr/ ls/

Wszelkie materiały (w szczególności depesze agencyjne, zdjęcia, grafiki, filmy) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Materiały te mogą być wykorzystywane wyłącznie na postawie stosownych umów licencyjnych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, bez ważnej umowy licencyjnej jest zabronione.
Do góry

Walka
o niepodległość
1914-1918

II Rzeczpospolita

II Wojna
Światowa

PRL