Czy historyk może pomóc w zrozumieniu zdarzeń, nad którymi często na próżno głowią się specjaliści od polityki? Nowa książka prof. Roberta Traby stanowi dowód, że to może się udać.
Prof. Robert Traba, wybitny specjalista od spraw niemieckich to autor i współautor takich publikacji jak „Wschodniopruskość”, „My, berlińczycy” i kilkutomowe „Polsko-niemieckie miejsca pamięci”. Jest też profesorem w Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. W swojej najnowszej książce „Rok 2025. Jak historia staje się pamięcią”, która ukazała się nakładem Instytutu Europy Środkowej w Lublinie korzysta zarówno z warsztatu historyka jak i politologa.
Obydwie te specjalizacje są dziś potrzebne naukowcom, którzy zajmują się splotem dziejów polsko-niemieckich na przestrzeni wieków. Niemal każdy epizod dotyczący tej tematyki, nawet z zamierzchłej przeszłości, budzi w Polsce olbrzymie emocje. Bywa przedmiotem manipulacji i jest używany jako argument w walce politycznej.
Tak się zdarza nie tylko ze sprawami z najnowszej historii, takimi jak II wojna światowa, ale również tymi ze średniowiecza. Dobrym przykładem, użytym przez prof. Trabę w jego nowej książce, jest Hołd Pruski, którego 500. rocznicę w 2025 r. w Polsce uroczyście obchodzono.
W Niemczech, na co zwrócił uwagę prof. Traba, o zdarzeniu z krakowskiego rynku z udziałem króla Zygmunta Starego i Albrechta von Hohenzollerna, mało kto słyszał i czytał.
Zamiast się obruszać na ignorancję naszych zachodnich sąsiadów, warto jednak sobie uświadomić, że Prusy leżały bardzo długo na niemieckich peryferiach. Państwo ze stolicą w Królewcu, a potem w Berlinie odegrało istotną (acz nie kluczową) rolę w rozbiorach Polski, ale w historii niemieckiej zaczęło się liczyć dużo później.
„Centrum historii Świętego Cesarstwa Rzymskiego nie znajdowało się na wschodzie, lecz w Bawarii, Nadrenii, Palatynacie, ewentualnie Hanowerze czy Saksonii. Ani misja cywilizacyjna Krzyżaków, ani Albertyna, czyli Uniwersytet Królewiecki, ani wielcy uczeni i twórcy, jak filozofowie Immanuel Kant, Johann Gottfried Herder, rzeźbiarka Käthe Kollwitz czy propagandowo zawłaszczany do niemieckości Mikołaj Kopernik nie zmienili nic w statusie zapadłej wschodniej prowincji. Niejako w sposób naturalny, ze względu na konstelację interesów cesarskiej polityki oraz powiązania dynastyczne poszczególnych terytoriów niemieckich, leżały one poza głównym nurtem rozwoju państwowości niemieckiej” - przypomniał prof. Traba.
Osoby, które pomimo takiego objaśnienia dalej będą się krzywić na niedocenianie za Odrą wydarzenia z 1525 roku, powinny spróbować się zastanowić nad tym jak na Hołd Pruski patrzono w samej Polsce.
Otóż, na co zwraca uwagę prof. Traba, „społeczne zapotrzebowanie” na pamięć o przyklękającym przed polskim monarchą Hohenzollernem pojawiło się dopiero w czasach gdy Polacy i Polska przeżywali kryzysy. Po raz pierwszy stało się to za sprawą króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, który zlecił Bacciarellemu namalowanie cyklu obrazów ku chwale Polski.
Prawie sto lat po Bacciarellim swoją wersję Hołdu Pruskiego namalował Jan Matejko. W tle, gdzieś nad olbrzymim płótnem malarza, unosiło się wtedy polskie oburzenie na Bismarckowski Kulturkampf. Co ciekawe, gotowe dzieło Matejki spotkało się z aplauzem nie tylko wśród Polaków, ale też w Berlinie. I jedynie Paryż przyjął Matejkę dość chłodno.
Myliłby się również ten, kto by uznał że równie uroczyście co 500-rocznicę Hołdu celebrowano w Polsce również te poprzednie. Prof. Traba przypomniał, że w 1925 r. tak nie było, gdy Polska cieszyła się świeżo odzyskaną niepodległością.
Prowadząc czytelnika swojej książki (składa się na nią m.in. jego wywiad z Igorem Rakowskim-Kłosem dla portalu dzieje.pl PAP) po polsko-niemieckiej historii i polsko-niemieckich miejscach pamięci prof. Traba pomaga w zobaczeniu różnych zdarzeń we właściwych proporcjach. To bowiem, co dzisiaj za sprawą różnych wyobrażeń wydaje się wielu osobom ważne, bywało tylko drobnym epizodem. A przypisywane drugiej stronie intencje (np. oskarżanie Niemców o celowe prowokacje, lekceważenie itd.) mogą być efektem braku dialogu.
Z książki prof. Traby dowiedzieć się można m.in. tego, jak w Niemczech się postrzega sprawę pomnika mającego w Berlinie upamiętnić Polaków - ofiary II wojny światowej i o co chodziło w sporze Pomnik Wyzwolenia w Olsztynie, potocznie nazywany tam szubienicami. (PAP)
j/
Robert Traba, „Rok 2025 Jak historia staje się pamięcią”, Instytut Europy Środkowej Lublin 2026