Kadr z filmu Ziemia obiecana Andrzeja Wajdy - Andrzej Seweryn, Daniel Olbrychski i Wojciech Pszoniak. Fot. PAP/reprodukcja
„Ziemia obiecana”, „Wesele” i „Panny z Wilka” to najczęściej wskazywane filmy Andrzeja Wajdy w subiektywnych rankingach Anity Piotrowskiej, Tomasza Kolankiewicza i Michała Oleszczyka. Pytani przez PAP filmoznawcy wskazują również mniej znane dzieła, np. „Dyrygenta”, którym zachwycił się Ingmar Bergman.
Andrzej Wajda w swojej 60-letniej karierze stworzył ponad 40 pełnometrażowych filmów fabularnych. W katalogu ekranowej twórczości reżysera nie brakuje również filmów dokumentalnych, krótkometrażowych oraz realizacji telewizyjnych. Z okazji przypadającej w piątek 100. rocznicy urodzin Wajdy filmoznawczyni i krytyczka filmowa „Tygodnika Powszechnego” Anita Piotrowska, dyrektor Filmoteki Narodowej Instytutu Adiowizualnego Tomasz Kolankiewicz oraz filmoznawca i wykładowca Wydziału Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego Michał Oleszczyk przedstawili PAP własne rankingi pięciu ulubionych filmów giganta polskiego kina.
Anita Piotrowska jako „jedynkę” wskazała „Panny z Wilka” (1979 r.). - Odkrywam ten film w różnych momentach życia i za każdym razem coś innego w nim znajduję. Mam wrażenie, że jest tam wszystko albo prawie wszystko - jest niebywała uroda życia i jednocześnie smuga cienia, jest genialna adaptacja Iwaszkiewicza, ale też czysty strumień kina, który przepływa przez widza. A poza tym melancholijny i zarazem przenikliwy portret mężczyzny czy nawet męskości - oceniła w rozmowie z PAP.
Kolejnym filmem w rankingu Piotrowskiej jest „Ziemia obiecana” (1975 r.). - Myślę, że to jedyna w polskim kinie tak wspaniale nakręcona symfonia miasta. Miasta jako rytmicznie pracującej maszyny i wczesnokapitalistycznego potwora o wielu głowach, który pożera własne dzieci. Nic dziwnego, że Martin Scorsese tak się tym filmem zachwycił. Potem znalazło to wyraz między innymi w „Wilku z Wall Street” - dodała.
Na trzecim miejscu znalazł się „Człowiek z marmuru” (1977 r.), który, jak tłumaczyła, jest filmem przede wszystkim o doświadczeniu filmowca uwikłanego w system. - W każdy system, nie tylko stalinowski, komunistyczny czy jakkolwiek totalitarny. I to jest też film o marzeniu, żeby pokazać temu systemowi, jak powiedzielibyśmy dzisiaj: środkowy palec, gest Kozakiewicza, co robi w filmie bohaterka grana przez Krystynę Jandę - zaznaczyła.
Po nim Piotrowska wskazała „Wesele” (1973 r.). - Jest to dla mnie coś więcej niż tylko ważne kino z gatunku „A to Polska właśnie”. Mało który film tak intensywnie oddziałuje, tak głęboko wchodzi pod powieki i pod skórę. „Wesele” porywa w tany, lecz jednocześnie pozostawia z ciężkim kacem, a mimo wszystko chce się do niego wracać.
Listę filmoznawczyni zamyka „Wszystko na sprzedaż” (1969 r.). – Mogłoby się wydawać, że Wajda chciał nakręcić modne wówczas kino nowofalowe czy hołd dla aktora Zbigniewa Cybulskiego. Ale zrobił film bardzo o sobie i równocześnie przekroczył w nim siebie samego. Sfilmował ówczesny stan ducha, a przynajmniej tej części polskiego społeczeństwa, której nieobojętny był Marzec '68. Strasznie dużo się w tym filmie kłębi, wibruje i za to właśnie bardzo go cenię - podsumowała.
Dyrektor FINA Tomasz Kolankiewicz swoją listę rozpoczął od filmu „Kanał” (1957 r.). - To jeden z najbardziej brawurowych filmów w historii polskiego kina i pierwszy film Andrzeja Wajdy, który mnie absolutnie zachwycił. Film o Powstaniu Warszawskim, który wzbudził bardzo duże kontrowersje w momencie premiery w kraju, ponieważ pamięć o Powstaniu Warszawskim była wtedy jeszcze bardzo żywa. Natomiast z czasem wszedł do absolutnego kanonu nie tylko polskiej, ale też międzynarodowej kinematografii. W tym filmie wykrystalizował się język ezopowy jako struktura narracyjna, z której Wajda bardzo często i chętnie korzystał - powiedział PAP.
- Na drugim miejscu umieściłbym film, do którego wracam co parę lat i za każdym razem mnie on zachwyca. To oczywiście „Ziemia obiecana”. Podziw budzi swoją świeżością i brawurą, z jaką przystąpiono do tak olbrzymiego przedsięwzięcia filmowego. Teraz w Polsce nie robi się filmów z takim rozmachem, maestrią aktorską, formalną, maestrią niemal wszystkich pionów, które uczestniczyły w realizacji tego filmu. Jest to dzieło prawdziwie kongenialne, ekipa wzniosła się na wyżyny swoich możliwości.
Jako kolejny film Kolankiewicz wskazał krótkometrażowy „Przekładaniec” (1968 r.). - Prawdopodobnie najbardziej dowcipny film w karierze Andrzeja Wajdy. Scenariusz do filmu napisał Stanisław Lem. Czasami w źródłach pojawia się informacja, że jest to film na podstawie tekstu Stanisława Lema, ale pierwowzór literacki liczy zaledwie parę stron. Jest to bardziej ekranizacja słuchowiska radiowego, która powstała wokół krótkiego opowiadania „Czy pan istnieje, Mr. Jones?”. Co ciekawe, ten figlarny i lekki film powstawał niemal równolegle z ciężkim i trudnym „Wszystko na sprzedaż”. Jak dodał, to film z niesamowitą kreacją Bogumiła Kobieli jako kierowcy rajdowego. - Tutaj w pełni formy aktorskiej. Film zupełnie przepiękny i naprawdę autentycznie śmieszny. Jak wiemy, życie napisało tragiczny epilog do tego filmu, Kobiela zmarł w wypadku samochodowym.
Na czwartej pozycji w rankingu dyrektora FINA znalazły się „Popioły” (1965 r.), które powstawały równolegle z takimi filmami jak „Faraon” Jerzego Kawalerowicza, „Rękopis znaleziony w Saragossie” Wojciecha Jerzego Hasa. - Olśniewający film w dwóch częściach, jeden z polskich supergigantów lat 60. Przede wszystkim wielka kreacja Daniela Olbrychskiego, który - warto przypomnieć - był wtedy bardzo młody i jeszcze przed studiami aktorskimi. Film w ciekawy sposób wyprzedził dyskusję wokół ludowości w kontekście naszego polskiego pochodzenia, która współcześnie nabiera na sile już nie tylko w gronie historyków. W latach 60. „Popioły” wzbudziły dyskusję o tym, jak pokazano polską szlachtę w kontekście traktowania chłopów. To film niesłychanie aktualny - podkreślił.
- Moją piątkę zamyka film „Wesele” - legendarna ekranizacja wielkiego dramatu Wyspiańskiego, niesamowite kreacje aktorskie, świetne zdjęcia. Symboliczne spojrzenie na ten dramat i wpisanie go we współczesne Wajdzie konteksty polityczne. Film, który na wiele lat ustawił też, w jaki sposób okazywane są w polskim kinie wesela, co zostało zmienione tak naprawdę dopiero 20 lat temu przez Wojciecha Smarzowskiego.
Michał Oleszczyk natomiast w swoim rankingu filmów Andrzeja Wajdy na pierwszym miejscu wskazał „Popiół i diament” (1958 r.). - Najkrócej mówiąc, to jest film, który wydaje mi się arcydziełem polskiej kultury. Wszystko w tym filmie - od legendarnej roli Zbigniewa Cybulskiego, aż do dotknięcia najboleśniejszych miejsc polskiej historii w czasie, kiedy nie można było ich dotykać - zachwyca mnie i porusza. Jest to też film formalnie wybitny, z genialnymi zdjęciami Jerzego Wójcika.
Na drugim miejscu krytyk umieścił „Dyrygenta” (1980 r.). - Według mnie to niedocenione arcydzieło. Najlepszy oryginalny scenariusz - autorstwa Andrzeja Kijowskiego - z jakim Wajda kiedykolwiek pracował. To porażająco prawdziwy obraz rozpadu małżeństwa i kino na miarę Ingmara Bergmana (który zresztą zachwycił się tym dziełem).
Jako kolejny film Oleszczyk wskazał „Panny z Wilka”. - Przepiękny, namalowany delikatnymi dotknięciami światła. Najlepsza adaptacja Iwaszkiewicza - ocenił.
- Czwarta będzie „Ziemia obiecana”. Rozumie się samo przez się. Wielki fresk i przenikliwy portret rodzącego się kapitalizmu. Największe polskie widowisko filmowe i zarazem komedia, bo Wajda opowiada Reymonta grubą kreską satyryczną - ocenił.
- Piąty film jest mniej znany, ale to naprawdę perełka. To dokument z 1978 r. „Zaproszenie do wnętrza”, zrealizowany dla niemieckiej telewizji. Opowiada o niemieckim dziennikarzu Ludwigu Zimmererze, który przez jedną godzinę przedstawia swoją kolekcję polskiej sztuki ludowej zgromadzoną w mieszkaniu na Saskiej Kępie i o tej sztuce opowiada. Jest to portret artysty, portret kolekcjonera i wspaniale dowcipny portret obsesji. Niedoceniony majstersztyk do ponownego odkrycia! - dodał.
Jak zaznaczył, filmów Wajdy jest bardzo dużo i oczywiście nie wszystkie zmieściły się na liście. - Nie udało mi się uwzględnić jeszcze filmu „Wszystko na sprzedaż”, „Człowiek z marmuru” też walczył o miejsce, a także „Danton”... Ta piątka, którą wybrałem, reprezentuje to, co uważam za absolutnie najlepsze.
W 100. rocznicę urodzin i dziesiątą rocznicę śmierci wybitnego reżysera Senat RP ustanowił rok 2026 Rokiem Andrzeja Wajdy - w uznaniu jego twórczości i dokonań jako współtwórcy polskiej szkoły filmowej oraz kina moralnego niepokoju, które zdefiniowały „polską pamięć historyczną i współczesną tożsamość kulturową”.
Maria Kuliś (PAP)
maku/ miś/ dki/
