Jan Białecki ps. Krótki. Fot. Muzeum Powstania Warszawskiego
W czwartek (12 marca) 100 lat ukończył Jan Białecki, ps. „Krótki”, jeden z ostatnich Powstańców Warszawskich.
Jan Białecki urodził się 12 marca 1926 r. w Pruszkowie pod Warszawą. Od dziecka marzył o tym, żeby zostać żołnierzem, a najlepiej – oficerem. Bo, jak wspominał w rozmowie nagranej przez Muzeum Powstania Warszawskiego w ramach archiwum historii mówionej, każdemu oficerowi zazdrościł „poprzecznej baretki z gwiazdkami, które oznaczały, ile razy był ranny”. Nie wiedział jeszcze, jak potoczą się jego losy.
Wojna pokrzyżowała młodzieńcze plany Białeckiego – zamiast szkoły i akademii wojskowej czekała go konspiracja. Do AK zaciągnął go kolega. W wieku osiemnastu lat przyjął pseudonim „Krótki” i w Powstaniu Warszawskim walczył jako strzelec Armii Krajowej w kompanii dowodzonej przez porucznika rezerwy Jana Piotrowskiego, ps. „Lewar” (1907–1984), wchodzącej w skład VIII zgrupowania „Krybar” I Obwodu Śródmieście AK.
Powstańcy zgłosili się do Szpitala Dzieciątka Jezus, gdzie przez dwa dni przygotowywali się do godziny „W”. 1 sierpnia 1944 roku Białecki próbował dotrzeć na Żoliborz, ale utknął w Śródmieściu. W naprędce zorganizowanej kompanii wraz z kilkunastoma innymi powstańcami uczył się – jak mówi – „prawdziwego boju”. To tam poznawał pierwsze zasady walki na Powiślu. Jak przyznaje, nie znał wtedy topografii Warszawy ani nie domyślał się tego, co go czeka. Idąc do powstania nie miał nawet porządnych butów – miał nadzieję, że uda się mu je zdobyć na wrogu.
23 sierpnia 1944 roku wziął udział w zażartych walkach w rejonie kościoła Świętego Krzyża. Zdobycie tej świątyni zapewniało powstańcom kontrolę nad sporą częścią Krakowskiego Przedmieścia. Wieża została przez nich wykorzystana jako punkt obserwacyjny, a piwnice i podziemia były połączone z okolicznymi kanałami i umożliwiały przemieszczanie żołnierzy oraz sprzętu. Sam budynek blokował Niemcom dostęp do kluczowego skrzyżowania i przyległych ulic.
Akcję starannie przygotowano: pod gruzami zniszczonych domów przy ul. Traugutta powstał tajny podkop przez piwnice, o którym Niemcy nie mieli pojęcia. Atak ruszył o świcie – minerki, czyli żołnierki odpowiedzialne za rozmieszczanie min, wysadziły drzwi zakrystii, a powstańcy wdarli się do środka, zaskakując wroga. Po opanowaniu podziemi przedostali się kanałem do plebanii, eliminując niemieckie punkty oporu.
Jan Białecki tak wspominał to wydarzenie: „To była udana akcja, zdobycie kościoła Świętego Krzyża. Były długie przygotowania, ponieważ pod ruinami domów, które były zburzone częściowo przy ulicy Traugutta, był zrobiony podkop przez piwnice, o którym Niemcy nie wiedzieli. (…) Atak nastąpił o świcie – nie pamiętam która, czwarta czy piąta godzina była. (…). Jeszcze było szaro wtedy. Myśmy wskoczyli do kościoła. To było wielkie zamieszanie, bo był pył od rzucanych granatów, z muru, następnie strzelanina. Nie wiadomo kto – kolega czy przeciwnik – strzela. W moim pojęciu ten bój wyglądał bardziej prozaicznie niż się nieraz opisuje.”
W kolejnych dniach „Krótki” walczył w gruzach ul. Traugutta i na Starym Mieście. Opisywał tamte dni: „My, młodzi i względnie zdolni do walki, stanowiliśmy trzon codziennej akcji. Inni pełnili rolę pomocniczą, wartowniczą, przy gaszeniu pożarów. My byliśmy jak pogotowie elektryczne. Nigdy nie spaliśmy w nocy, tylko w dzień, gdzie się dało. Byliśmy zdolni do działania, więc staliśmy na różnych posterunkach – to tu, to tam”.
2 września 1944 roku został ciężko ranny – eksplozja granatów zraniła go w obie ręce i nogę w szesnastu miejscach. Trafił do powstańczych szpitali, gdzie pozostał niemal do końca walk. W połowie stycznia 1945 roku znajdował się w Pruszkowie i był świadkiem pośpiesznej ucieczki Niemców.
17 stycznia koło bramy fabryki, w której przebywał pojawił się czołg z polskimi żołnierzami, a ludność wiwatowała.
Rozważał ucieczkę do Szwecji, ale ostatecznie został w kraju. Nie żałował. „Gdybym wyjechał, nie poznałbym w szkole swojej przyszłej żony” - wspominał. (PAP)
mpg