Beata Tyszkiewicz jako Ewelina Hańska w serialu Wielka miłość Balzaka. Fot. PAP/CAF/Tadeusz Zagoździński
14 marca 1850 roku w Berdyczowie wzięli ślub Ewelina Hańska i Honoré de Balzac. Długo znali się tylko z listów. „Jutro złamałbym pióro, gdyby pani tego żądała” – wyznał jej w jednym z nich sławny pisarz.
Honoré de Balzac jest uważany za jednego z najważniejszych powieściopisarzy świata. W czasach, gdy tworzył, cieszył się wprawdzie dużą popularnością, ale nie przekładała się ona na sukces finansowy. Nie mógł też znaleźć prawdziwej miłości. Wszystko to miało się zmienić, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, kiedy poznał polską szlachciankę – Ewelinę Hańską.
Zanim wielki pisarz został panem de Balzac, nazywał się Balssa. Jego rodzina wywodziła się z południa Francji i poza ambicjami, które odziedziczył także Honoré, nie wyróżniała się niczym szczególnym.
Przyszły autor „Ojca Goriot” urodził się w 1799 roku i od dziecka przerzucany był przez rodziców między internatami a domami opieki. Brak stałej, bezwarunkowej miłości na zawsze naznaczył go tęsknotą. Nawet wtedy, gdy był już uznany i zapraszany na paryskie salony, wciąż musiał mierzyć się z kompleksami wyniesionymi z dzieciństwa. Ustawicznie towarzyszyło mu niskie poczucie własnej wartości i zarzucał sobie, że jest otyły, nie nazbyt urodziwy i nie wywodzi się z arystokracji. Choć jego ojciec, Bernard-François, skrócił nazwisko do znanego dziś Balzac, to dopiero sam pisarz dodał do niego szlacheckie „de”. Nie zmieniało to jednak faktu, że dla pięknych i zamożnych dam, pozostawał niewidzialny. Zanotował nawet: „Byłem stworzony do przeżywania namiętności, a los skazał mnie na opisywanie ich”.
Tłumacz i biograf Balzaca, Tadeusz Boy-Żeleński, opisywał codzienność literata: „Balzac wstaje o piątej rano, pracuje do piątej po południu” i nawet na romantyczne wyprawy z kochankami zabiera „korekty, rozpoczęte rękopisy, zobowiązania; aby im nastarczyć”.
Historycy literatury żartują, że Balzac wręcz mieszkał w drukarni, bo do warsztatu zanosił zręby powieści, które nad zecerskimi kasztami doszlifowywał i przepisywał od nowa. Był przy tym niezwykle płodnym twórcą; samych tylko powieści z cyklu „Komedia ludzka” jest około stu, a do tego doliczyć trzeba pomniejsze opowiadania czy książki dla młodzieży.
Z czasem zyskał sławę w całej Europie. Czytano go również na ziemiach polskich, np. w niewielkiej Wierzchowni w obwodzie żytomierskim (dzisiejsza Ukraina). Stamtąd właśnie pochodziła tajemnicza „L’Étrangère”, czyli „Cudzoziemka”, która znudzona „zapleśniałym”, jak to określał Żeleński, życiem na prowincji, oddawała się lekturze twórczości Balzaca. Kobieta odważyła się w 1832 roku wysłać do ulubionego literata list. Jak wyjaśnia biograf, uczyniła to „z zachowaniem wszystkich ostrożności: list jest bez podpisu, kreślony ręką guwernantki francuskiej”.
Ową czytelniczką i autorką korespondencji była Ewelina Hańska z domu Rzewuska (1801–1882), wywodząca się z wpływowej rodziny. Jej bratem był pisarz Henryk Rzewuski (1791–1866), siostrą zaś Karolina Sobańska (1795–1885), „wsławiona miłostką Adama Mickiewicza”. Wśród krewnych znajdował się także słynny podróżnik i orientalista Wacław Rzewuski (1784–1831), zwany Emirem.
Hańska była o kilka lat młodsza od Balzaca, ale jednocześnie poślubiona starszemu od niej o 23 lata, ziemianinowi wołyńskiemu Wacławowi Hańskiemu. Prowadziła z nim dostatnie, lecz dość monotonne życie z dala od wielkich salonów. Jedynymi atrakcjami bywały chwile, gdy kozacki powóz przywoził z pobliskiego Berdyczowa prasę, książki i najnowsze plotki.
Balzac, zafascynowany tajemniczą autorką, odpowiedział na jej list, nie zdając sobie jeszcze sprawy, że „L’Étrangère” to osoba, która odmieni jego życie. Hańska w swoim liście napisała: „Pragnę pisać do pana czasami, przesyłać panu moje myśli, refleksje. Niech pan mnie nie uważa za jakąś egzaltowaną wariatkę: nie, ja jestem prosta i szczera, ale nieśmiała i trwożliwa”.
Balzac odpowiedział w lutym 1833 roku: „Kocham cię, choć nieznaną… Już zanadto panią kocham, mimo iż cię nie widziałem. Są pewne zdania w twoich listach, które przyprawiają mnie o bicie serca… Wolę jeden twój list niż sławę lorda Byrona… Kochać się, nie znając, to męka… Jutro złamałbym pióro, gdyby pani tego żądała; od jutra żadna kobieta nie usłyszy mego głosu….”.
Tak rozpoczął się ich epistolarny romans. Listy stawały się dla nich jedynym sposobem wyrażania uczuć niemożliwych do ujawnienia w codziennym życiu. Hańska komentowała ludzkie namiętności i przeczytane książki, Balzac natomiast coraz śmielej dzielił się swoimi emocjami i refleksjami, odsłaniając przed nią swoją duszę. Ta subtelna wymiana listów pozwoliła im zbudować więź, która z czasem przerodziła się w prawdziwy romans, prowadząc do pierwszego spotkania.
Ze względu na to, że Hańska była mężatką, pierwsze spotkanie musiało odbyć się w starannie zaplanowanym miejscu. Mieszkańcy Wierzchowni, podobnie jak całej okolicy dzisiejszego obwodu żytomierskiego, byli poddanymi rosyjskiego cara, którego przedstawiciel musiał wyrazić zgodę na ewentualną podróż za granicę. W przypadku Hańskiej władze nie zaaprobowały wyjazdu do Paryża, ale przystały na podróż do Szwajcarii.
W popularnym w latach 70. XX wieku polsko-francuskim serialu „Wielka miłość Balzaca” (z Beatą Tyszkiewicz w głównej roli) scena pierwszego spotkania pokazana była w ogrodzie różanym niedaleko jeziora Neuchâtel obok miasteczka o tej samej nazwie. Epistolarni kochankowie nie znali nawzajem swojego wyglądu, nie wiedzieli więc, kogo się mają spodziewać. Balzac wodził wzrokiem za wszystkimi kobietami wokół, aż w końcu dostrzegł tę, która czytała jego książkę. Natychmiast zachwyciła go jej uroda: „śliczna buzia, najpiękniejsze w świecie czarne włosy – pisał do siostry – miękka i rozkoszna cera brunetki, maciupka rączka, […] naiwne serduszko”.
Na pewno wielkie wrażenie, oprócz przymiotów ciała wybranki, wywarła na Balzacu wiadomość, że jest ona również posiadaczką „niesłychanych bogactw” i herbową arystokratką.
Boy-Żeleński przedstawia dwie możliwe reakcje Hańskiej na to spotkanie z Balzakiem. W wersji bardziej poetyckiej „pani Hańska, ujrzawszy Balzaca, którego znała z portretów, wzruszona upuściła książkę. Wówczas on rzucił się ku niej i wymienili ten podwójny okrzyk: „Ewo! – Honoriuszu!”. W wersji znacznie mniej romantycznej „pani Hańska, widząc zbliżającego się krótkiego i grubego, dość groteskowo wyglądającego jegomościa, pomyślała sobie w duchu: «Jezus Maria, byle to nie był ten!»”.
Jakiekolwiek było pierwsze wrażenie, uczucie zostało zasiane, a kolejne spotkania odbywały się w różnych zakątkach Europy przez kilka następnych lat. Co ciekawe, podczas wyjazdów Hańskiej często towarzyszył mąż, nieświadomy więzi, jaka łączyła jego żonę z nowym przyjacielem. W przerwach między tymi wydarzeniami kochankowie przesyłali sobie „listy oddychające namiętną miłością. I szczerą, co do tego trudno mieć wątpliwość” – zaświadcza Boy-Żeleński.
Nie mogli jednak w pełni nacieszyć się swoją obecnością, dopóki Ewelina Hańska nie została w 1841 roku wdową. Ale nawet wtedy musiało minąć jeszcze dziewięć lat, zanim Ewelina mogła stać się panią Balzacową. Na przeszkodzie stały skomplikowane formalności majątkowe. Ewelina obawiała się utraty kontroli nad fortuną na rzecz wierzycieli Balzaca, a także chciała zabezpieczyć przyszłość swojej córki Anny. Kiedy w 1850 roku udało się je rozwiązać, 14 marca para wzięła ślub w Berdyczowie.
Dziś powiedzenie „pisz na Berdyczów” bywa używane żartobliwie, gdy chcemy kogoś zbyć i zakończyć rozmowę. W dawnych czasach miało jednak inne znaczenie. Berdyczów, dzięki wielkim targom, był jednym z najważniejszych punktów handlowych tej części Europy. Przyjeżdżali tu kupcy z wielu krajów, krzyżowały się drogi podróżnych i interesantów, a wiadomości krążyły szybciej niż gdziekolwiek indziej w okolicy. Wystarczyło więc zaadresować list „na Berdyczów”, by mieć niemal pewność, że prędzej czy później trafi on do właściwej osoby. Tak było również w przypadku Balzaca. W jego historii pisanie „na Berdyczów” zaowocowało miłością do końca życia. (PAP)
Marta Panas-Goworska
mpg/ jkrz/