Indeks Ksiąg Zakazanych. Fot. domena publiczna
14 czerwca 1966 roku Kongregacja Nauki Wiary ogłosiła oficjalne zniesienie Indeksu Ksiąg Zakazanych. Od tej pory ważny przez ponad 400 lat dokument utracił swoją obowiązującą moc. Katolicy mogli odtąd czytać wszelką literaturę, nie narażając się na kary kanoniczne.
Postanowienia z 1966 roku były konsekwencją listu papieża Pawła VI wydanego 7 grudnia 1965 roku. Było to bezpośrednio związane z ogłoszeniem przez papieża Pawła VI dokumentu „Integrae servandae”. Ten rodzaj listu apostolskiego, określany mianem „motu proprio” (z łac. „z własnej inicjatywy”, w domyśle papieskiej), zawierał kluczową dla instytucji Kościoła zmianę. Znosił bowiem dotychczasowe Święte Oficjum, zastępując je Kongregacją Nauki Wiary.
Po ogłoszeniu dokumentu do Stolicy Apostolskiej napłynęło wiele pytań dotyczących dalszego statusu Indeksu Ksiąg Zakazanych. W odpowiedzi 14 czerwca 1966 roku ogłoszono, że „Indeks zachowuje swoje znaczenie moralne”, ponieważ przypomina chrześcijanom o obowiązku unikania pism mogących zagrażać wierze i dobrym obyczajom. Jednocześnie podkreślono, że „nie ma on jednak już mocy ustawy kościelnej z dołączonymi cenzurami”.
W praktyce oznaczało to, że pewne książki nadal mogły być uznawane za niewłaściwe z moralnego punktu widzenia, jednak Kościół rezygnował z dawnego systemu zakazów. Jak stwierdzono w dokumencie Kongregacji Nauki Wiary, „Kościół ufa więc dojrzałemu sumieniu wiernych, zwłaszcza autorów i wydawców katolickich, a także tych wszystkich, którzy poświęcają się kształceniu młodzieży”.
Autorytety kościelne pozostawiły sobie jednak pewną furtkę. Jeden z sygnatariuszy dokumentu, kardynał Alfredo Ottaviani, zaznaczał, że jeśli zajdzie taka potrzeba, Stolica Apostolska zachowa „prawo i obowiązek napiętnowania pism, które mogłyby narazić na niebezpieczeństwo wiarę i obyczaje”. Zezwalano przy tym również na „czujną zapobiegliwość tak Ordynariuszy, jak i Konferencji Episkopatu”.
Tym samym, choć zlikwidowano system Indeksu jako powszechnie obowiązujące narzędzia prawa kościelnego, odpowiedzialność za ocenę konkretnych treści została w dużej mierze przesunięta na poziom lokalny. W różnych krajach biskupi oraz konferencje episkopatów mogli wydawać ostrzeżenia dotyczące poszczególnych publikacji i wskazywać je jako niewskazane.
Przykładem tego typu reakcji były komentarze dotyczące powieści „Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna, które pojawiały się także w Polsce. W opublikowanym 29 kwietnia 2005 roku stanowisku przewodniczący Rady Naukowej Konferencji Episkopatu Polski bp Stanisław Wielgus pisał: „Należy jednak z całą stanowczością stwierdzić, że to nastawione na zysk przedsięwzięcie, posługujące się fałszowaniem prawdy historycznej i teologicznej, jest z etycznego punktu widzenia nie do przyjęcia i domaga się jednoznacznego odrzucenia”.
Nie oznaczało to jednak formalnego zakazu w sensie dawnego Indeksu, lecz było wyrazem „troski duszpasterskiej”. Podobne stanowiska zajmowały również episkopaty innych krajów, między innymi Stanów Zjednoczonych, Włoch czy Anglii i Walii.
Sam Indeks Ksiąg Zakazanych (Index librorum prohibitorum) został ustanowiony w 1559 roku przez papieża Pawła IV jako oficjalny wykaz publikacji uznawanych przez Kościół katolicki za niebezpieczne dla wiary i moralności. W kolejnych stuleciach był wielokrotnie aktualizowany, a jego ostatnie wydanie ukazało się w 1948 roku za pontyfikatu Piusa XII.
Warto zaznaczyć, że pewnego rodzaju zakazy dotyczące pism niezgodnych z nauką Kościoła zdarzały się od najdawniejszych czasów. Jednak dopiero z wynalezieniem przez Gutenberga ruchomej czcionki, papieże sięgnęli po rozwiązania bardziej systemowe i radykalne. Wcześniej słowo pisane dostępne było stosunkowo wąskiej grupie odbiorców, natomiast wynalazek druku sprawił, że stało się ono narzędziem masowego rozpowszechniania treści. W celu ograniczenia rozpowszechniania utworów uznanych za szkodliwe dla wiernych, wprowadzono system uprzedniego zatwierdzenia, polegający na obowiązku uzyskania zgody na publikację każdej książki przeznaczonej do druku. W jego ramach określono, jakie rodzaje treści i autorzy mogły zostać objęte zakazem publikacji. Oznaczało to, że na konsekwencje kanoniczne narażeni mogli być nie tylko autorzy oraz czytelnicy nieodpowiednich książek. Oficjum ostrzegało, że „drukarzom zaś i księgarzom pod karą klątwy i innymi karami według uznania naszego polecamy, aby ci nie ważyli się drukować, drudzy nie ważyli się sprzedawać ksiąg” niezatwierdzonych przez przedstawicieli papiestwa. W praktyce system ten był rozbudowany i zróżnicowany. Jak pisał w publikacji z 1899 roku historyk i wydawca Zygmunt Celichowski, w I Rzeczpospolitej nakładano nawet „kary 100 czerwonych złotych na przestępujących reguły indeksów”.
Sam Indeks, jak podkreśla badacz, dzielił się na trzy klasy: „w pierwszej mieszczą się autorowie, których pisma są w ogóle zakazane, w drugiej wymienione są tytuły dzieł zawierających coś zdrożnego (…), w trzeciej wreszcie przytoczone są tytuły zabronionych dzieł, które wyszły z druku bezimiennie”.
Na szczególną uwagę zasługiwała zwłaszcza ostatnia kategoria, ponieważ do potępienia mogło dojść już w sytuacji, gdy dzieło „nie miało na początku imienia, nazwiska i ojczyzny autora”. Z perspektywy współczesnego czytelnika istotne jest również to, że przez pewien czas nie zezwalano na druk Pisma Świętego w językach narodowych.
Ponadto wyróżniano jeszcze inne podkategorie. Jak zauważa współczesny historyk Piotr Guzowski, byli autorzy „całkowicie zakazani” („auctores primae classis”), do których zaliczano między innymi Marcina Lutra, Woltera czy Erazma z Rotterdamu. Druga grupa obejmowała autorów, których zakaz dotyczył jedynie wybranych dzieł („certorum auctorum libri prohibiti”), jak na przykład Adam Mickiewicz i jego „Prelekcje paryskie”, w których krytykował Kościół. W ostatniej grupie znajdowały się wspomniane wcześniej druki bezimienne („incertorum auctorum libri prohibiti”).
Wśród innych nazwisk wpisanych na Indeks ksiąg zakazanych wymienia się takie postacie jak Owidiusz, Dante Alighieri, Giovanni Boccaccio, Tertulian, a także autorów nowożytnych i współczesnych, m.in. Jeana-Paula Sartre’a, Henriego Bergsona czy seksuologa Theodora Hendrika van de Veldego, autora popularnego poradnika „Małżeństwo doskonałe”.
Indeks nie był jednak dokumentem stałym. Zdarzało się, że autorzy byli z niego usuwani, a niektóre dzieła przestawały być uznawane za niebezpieczne po zmianie oceny teologicznej lub poprawkach wprowadzonych przez autorów.
W Indeksie ksiąg zakazanych nie brakowało również polskich akcentów, choć nie zawsze jest jasne, na ile wynikały one z ogólnokościelnych dokumentów, a na ile były efektem decyzji polskiego episkopatu. Do najczęściej wymienianych należą pisma Andrzeja Frycza Modrzewskiego oraz Mikołaja Kopernika. Osobną grupę stanowili autorzy związani z reformacją, tacy jak Mikołaj Rej i Biernat z Lublina. W XIX wieku pojawiają się także odniesienia do twórców z kręgów mesjanistycznych, w tym przywołanego już Adama Mickiewicza oraz Andrzeja Towiańskiego.
Przez stulecia funkcjonowania Indeksu ksiąg zakazanych uzbierało się niemało kontrowersji. Zdarzało się, zwłaszcza w ostatnich latach, że opinia publiczna i wierni byli zaskoczeni tym, czego w spisie zabrakło lub co ujmowano w sposób niejednoznaczny. W latach trzydziestych XX wieku potępiano dla przykładu rasistowskie publikacje Alfreda Rosenberga. Dyskutowano też kilka lat nad umieszczeniem „Mein Kampf” Adolfa Hitlera, jednak ostatecznie nie zostało ono wpisane ze względu, jak argumentowano, na ówczesny status Hitlera jako głowy państwa niemieckiego.
Od zniesienia Indeksu ksiąg zakazanych mija właśnie 60 lat. Dziś bywa on postrzegany jako narzędzie ograniczające wolność słowa i autonomię jednostki, a w szerszym ujęciu także jako problematyczny z perspektywy współczesnych praw człowieka. Teolog Jacek Salij zaznacza jednak, aby nie tracić z pola widzenia kontekstu historycznego, w jakim powstawały tego typu regulacje. (PAP)
Marta Panas-Goworska